sobota, 30 lipca 2011

Życie bez Ziomala

Głowiło was to kiedyś? No to opowiadam na tę zagwostkę...

Oto sequel do wcześniejszej historii...







Pozdrawiam
~Pan Miluś

środa, 27 lipca 2011

Śmierć Ziomala

A oto kolejna (20-esta-któraś) pocieszna historyjka z życia naszego ulubionego ziomala... Ziomala!








~Pozdrawiam
Pan Miluś!

czwartek, 21 lipca 2011

No i się nie poutożsamiamy! – Czyli bohaterowie których po prostu nie czaję

               Czy mówimy o książce czy o filmie utożsamienie się z głównym bohaterem jest jednym z najważniejszych elementów historii. No bo umówmy się – jak zwisa mi bohater to zwisa mi i sama opowieść.

W poniższej liście pragnę zademonstrować wybrane 10 przykładów bohatera który pomimo desperackich prób autorów, odpychał mnie z tego czy innego powodów. Czasem bo był zbyt wielkim palantem, czasem bo czułem do niego nic ponad pogardą, a czasem bo po prostu drażnili mnie niesłychanie... i ta, starałem się wybrać w miarę znane postacie by było jasne o kim piszę, więc rozpiski na temat tego jak bardzo nie cierpię Tracy z „High Society” nie będzie :(


O TO MOJE TOP 10 BOHATERÓW CO SIĘ UTOŻSAMIĆ Z NIMI NIE MOGĘ....


Numer 10 – SIMBA z „KRÓLA LWA”... gdy jest lwiątkiem.

Daję go stosunkowo nisko bo
         1) To świetny film (choć jest sporo filmów Disneya które lubię o niebo bardziej)
         2) Jako dorosły Simba jest już całkiem fajną postacią (co niestety ma miejsce po jakichś 40 minutach filmu)
            Przechodząc do problemu : Simba jako lwiątko jest małym, samolubnym, egocentrycznym, rozpieszczonym złośliwym pryszczem. Jasne! Wygląda słodko i śpiewa fajną piosenkę, ale co tak naprawdę robi przez cały pierwszy Akt filmu aby zyskać naszą sympatię? Przechwala się, puszy się, mądrzy się i pastwi się nad Zazu.

I nim ktoś mi wyskoczy :
 – Ale to mały dzieciak! Nie znasz dzieciaków które się tak zachowują?
A owszem, znałem takie, ale nie zmienia to faktu, że drażnią mnie niesłychanie, podobnie jak ich rodzice którzy nie umieją zaszczepić potomstwu minimum pokory. Tylko dlatego, że coś oddaje rzeczywistość nie znaczy, że musze to lubić.


Numer 9 – POLEK I DUDUŚ z „PODRÓŻY ZA JEDEN UŚMIECH”

Podobnie jak „Wakacje z Duchami”, „Podróż za jeden uśmiech” to serial o strasznie fajnym i przyjemnym klimacie, a niekiedy potrafi być bardzo zabawny (plus jeszcze ta muzyka). Nie zmienia to jednak faktu, że za Chiny nie potrafię polubić dwóch głównych bohaterów!
Duduś to drażniący, ryczący z byle powodu mądrala, który w każdej sytuacji ma „dwie lewe ręce” (coś na wzór Ananiasza z „Mikołajka”), Poldek to cwaniakowaty, pyskaty chamek.

Co ciekawe, oglądając odniosłem wrażenie, że serial próbuje pokazywać Dudusia jako tego z którym nie powinniśmy się utożsamiać i być bardziej jak Poldek... który co ciekawe budzi u mnie o wiele większy brak sympatii z tej dwójki. Jasne, Duduś jest wkurzający, ale  Poldek odpycha mnie o niebo bardziej. Dlaczego? Bo jego ciągle „dowalania” Dudusiowi nie są uszczypliwe, a przez większość czasu są po prostu chamskie i nieprzyjemne. To typ młotka, którego widzę w przyszłości w roli dresiarza albo warchoła n meczu piłki nożnej. Wychodzą zabawnie jako „Ying-Yangowy” duet, ale z osobna... No, nie znoszę tych bachorów!
  

Numer 8 – HARRY POTTER z „HARRY POTTER I…”

 Harry Potter miałby u mnie opinie bardzo fajniej serii dla dzieci... Czego brakuje? Cóż, wielu rzeczy, ale głównie – Porządnego bohatera! A w każdym razie takiego który miałby coś takiego co się nazywa „osobowość”... Jakąkolwiek! Co Pan Potter robi przez większość pierwszej książki? Nic! Jedyny powód dla którego mamy iluzję, że jest w jakiś sposób istotny, jest taki, że każda napotkana postać w świecie czarodziejów wita go na dzień dobry tekstem
–„OH! To ten sławny Harry Potter! Dokona Pan wielkich rzeczy Panie Potter! Mogę wypastować Panu buty Pnie Potter?”

W dalszych historiach niby jest o niebo aktywniejszy, ale jego ni-jaka osobowość pozostaje bez zmian. Ktoś mi kiedyś powiedział „Wiesz, to sierota, którą całe życie trzymali w komórce, czego się po nim spodziewasz?” A no spodziewam się tego, że bohater jak bardzo nieszczęśliwą i skrzywdzoną przez los sierotką nie będzie... Pozostanie ciągle ciekawy!!!
O tyle się to rzuca w oczy, gdyż towarzyszący Harremu Ron i Hermiona prezentują rażąco barwniejsze charaktery i konkretnie zarysowane osobowości. Szczerze? Ta seria byłaby o niebo lepsza, gdyby Rowling wywaliłaby Harrego i zrobiłaby książki tylko o przygodach tej dwójki. Ba! Nawet chętnie bym przeczytał oddzielną książkę o ich przygodach w czasie podróży poślubnej... BUHAHAHAHAHA!!! SPOILER!!!


Numer 7 – WIKUS z „DISTRICT 9”

Jakieś pierwsze dwadzieścia  minut filmu spędziłem zastanawiając się kiedy pojawi się główny bohater tego filmu, aż w końcu wpadłem, że ten będący chodzącą definicją słowa „plant”, drażniący, nieprzyjemny, nieciekawy koleś, jest de facto nie ANTY a PROtagonistą. Kto by przypuszczał? „Disctrict 9” to jeden z tych nielicznych filmów na które poszedłem do kina więcej niż raz i moja opinia o tym kolesiu nie poprawiła się ani trochę. Nie oczekuję by bohater filmu był zawsze jakimś greckim herosem, ale niech chociaż da się lubić. Czy człowiek tak wiele wymaga?
(Plus moim zdaniem „District 9” jest przereklamowany – Widzę przełomowość, ale jednak fabuła zbyt naiwna, prześmiewcza, za wiele podają na talerzu i jeszcze to odwalone zakończenie... No i „Pan zły generał” jako czarny charakter – ktoś tu się wysilił z oryginalnością!)

Numer 6 – Wszystkie bohaterki „LEIDIS” i wszyscy z „TESTOSTERONU”

Tak, tak! Bluzgałem na te filmy w innym artykuliku na tej stronie więc nie będę przynudzał za długo o tym jaką pogardą darzę te filmy ale po prostu współczuję zakompleksionym dziewczętom które widzą te panie jako swój wzorzec do naśladowania. „Leidis” są równie dające się lubić, co obsada „Galerianek”, choć dla mnie jako mężczyzny o wiele bardziej wzbudzający litość są chłopcy którzy widzą siebie w bohaterach „Testosteronu”.
By nie było nie chcę nikogo urazić... po prostu dla mnie te postacie reprezentują wszystko co najgorsze w obu płciach... bez urazy.

Numer 5 – ADAŚ MIAUCZYŃSKI z „DNIA ŚWIRA”

Tak, tak, tak! Znów – narzekałem na ten film przy innych okazjach, więc w telegraficznym skrócie : Film do mnie nie trafia, bo za cholerę nie utożsamiam się z tym bohaterem. To nie umiejący cieszyć się, życiem frustrat, w pesymistycznym świecie, pesymistycznego autora. Nic dodać, nic ująć.


Numer 4 – „TA RURA” z „SLUMDOG MILIONAIRE”

Wiecie o kim mówię! Była na wszystkich plakatach w biegu, „love intrest” Jamala i najważniejsza postać za raz po nim w tym filmie...

Bardzo ci Jamal chłopcze współczuję, że kogoś innego za damę serca wybrać nie mogłeś, albowiem gwarantuję ci, że rzuci cię przy pierwszej okazji gdy skończą ci się pieniądze, albo trafi się jej ktoś bogatszy.
CZY TYLKO JA WIDZĘ, ŻE MIAŁA GO W DUPIE I WOLAŁA JEGO BRATA, AŻ DOWIEDZIAŁA SIĘ, ŻE MOŻE WYGRAĆ MILION ??? To nie jest miłość to jest chciwość  i żądza! Nienawidziłem jej za to jak potraktowała Jamala woląc być z jego bratem i nawet nie próbujcie mi jej bronić!
Aaaaaah!!!! Długo czekałem na okazję by się wyżyć na tej małpie!
Latika czy jak cię tam wołają – JESTEŚ ZŁĄ KOBIETĄ! Ale to nic w porównaniu z kolejną osobą na liście....


Numer 3 – BELLA  ze „ZMIERZCHU”

„Droga Bello ze Zmierzchu. Z trudem próbowałem przebrnąć przez książkę o twoich przygodach, że o filmach nie wspomnę i pragnę ci oznajmić, że jest takie miejsce zwane piekłem. Nie życzę nikomu by spędził tam wieczności, ale twoje postępowanie wskazuje na to, że jakbym się modlił o twoje zbawienie, nic cię przed ogniem piekielnym nie uratuje. Edwarda nie lubię, bo to palant, ale Ty? Nawet nie wiem od czego zacząć!


Odpycha mnie niezdrowa żądza jaką oplatasz faceta o którym praktycznie nie wiesz, z którym nie masz żadnych wspólnych zainteresowań (właściwie czy masz jakiekolwiek!?), usta me napełniają się niesmakiem gdy widzę twoją wstrętną, samolubną naturę, brak troski z jakim niszczysz innym życie, jednak to przez co najbardziej mam ochotę splunąć ci w twarz to sposób w jaki manipulujesz... nie wszystkich facetów na około ciebie... nie, nie. Mówię o czytelniku! Próbujesz robić z siebie nieszczęśliwą dziewczynę, której autorka próbuje promować ją jako typową nastolatkę z typowymi problemami w tym wieku, trochę niezdarną i upartą, a w rezultacie jesteś po prostu podłą osobą, zdolną myśleć wyłącznie o sobie i z czystą obojętnością zatruwającą życia wszystkim na około. Wieje od ciebie chłodem i pustką.

Co mnie przeraża, to wszystkie dziewczyny które czytały te książki bądź widziały te gówniane filmy i jak twierdzą utożsamiają się z tobą, a tak naprawdę reprezentujesz wszystko co najgorsze i podłe w kobietach, czy generalnie ludziach!

Z poważaniem
Maciej”


Numer 2 – HOLDEN z „BUSZUJĄCEGO W ZBOŻU”

A tu podobny problem jaki mam z Bellą, a mianowicie to jak bardzo współczuję wszystkim chłopakom którzy utożsamiając się z tym tak zwanym bohaterem i podkreślają jakie to wrażenie zrobił na nich jako buntownik, rebeliant i ktoś kto pomimo młodego wieku jest już „dorosły”.
POWAŻNIE?!
Bo ja odniosłem kompletnie przeciwne wrażenie! Czytając nigdy nawet  na moment nie odczułem, że widzę rebelianta, a kogoś zakompleksionego, który czuje agresję do wszystkiego na około bo sam niewiele sobą reprezentuje. Czułem się „nad nim”, patrzyłem z góry z politowaniem i jeszcze ten marudny ton jego wypowiedzi...
 – „Nanananana Jestem Holden Nananananana Wszyscy na około są fałszywi tylko nie ja Nanananana Niech ktoś mi zmieni pampersa...”
Serio, to jak słuchanie wywodów pięciolatka który ryczy, że dorośli nie traktują go na równi z sobą. Być może mężczyźni mają wieczną potrzebę dowartościować własne Ego i stąd widza w nim siebie, nie widzę innego rozwiązania.


Numer 1 – KAŻDY BOHATER KTÓRY JEST ZBYT IDEALNY!

A teraz coś dla ludzi z zawyżonym ego! Archetyp Supermana, Scherlocka Holmesa, Jamesa Bonda, Królika Bugsa, TinTina, Indiana Jonesa, Lucky Luke’a... każdy kto mi przyjdzie i powie, że utożsamia się z którąś z tych postaci cierpi na jakiś naprawdę niezdrowy narcyzm.
Kapuję jeszcze z Indiana Jonesem bo ma konflikty z ojcem w trójce czy z Batmanem bo czuje się źle we własnej skórze, walczy codziennie ze swoimi demonami, jest człowiekiem samotnym i zamkniętym (sam się z nim utożsamiam)

Gdy jednak bierzecie bohatera który jest 100% idealny pod każdym względem, ma zero wad, albo jakieś marginalne i próbujecie komuś wmawiać, że widzicie w nim siebie... Nie oszukujmy siebie! Nie lubię chamków, palantów i anemicznych sierot ale kreoawanie protagonisty który jest wszechzdolny, harcerzykowaty, wyzbyty z ułomności i nienaturalnie zaradny to tworzenie wzorca z którym utożsamianie się jest niebywale trudne... chyba, że jak pisałem - ma się poważnie zawyżone mniemanie o sobie. A jak rzekł ktoś mądry – w nadmiarze wszystko szkodzi.


To tyle!
~Pozdrawiam
Pan Miluś

poniedziałek, 18 lipca 2011

TOP CAT i inne twory Hanny Barbery

Choć Hanna-Barbera dysponuje bardzo obfitym dorobkiem artystycznym są w nim tak naprawdę tylko dwie serie o których szczerze mogę powiedzieć, że jestem fanem... "Scooby-Doo", "Johnny Quest", "Flinstonowie", "Wacky Races" czy "Jetsonowie" to kreskóki darzę sympatią ale jakoś nie zaraziły mnie kultowym zamiłowaniem.

Serialem który definitywnie ubóstwiam jest "The Perils of Penelope Pitstop". Ot zły koleś w masce maniakalnie usiłuje zabić dziewczynę by przejąć jej majątek i grupka karzełków nieudolnie próbuje ją uratować... Koncept banalny, ale całość jest "tak głupia, że aż śmieszna" w najlepszym wydaniu. Rozbrajają mnie pseudo-dramatyczne komentarze narratora, absurdalnie abstrakcyjne pułaki które zasadza czarny charakter, jak przesadnie podkreślana jest idealność bohaterki [nie może nawet przegryść liny by nie zaznaczyć, że zrobiła to swymi "perliście białymi zębami"] i dobija mnie postać jednego z karzełków który nie może przestać się śmiać, nawet gdy za moment ma zginąć (słusznie nazwany w Polskim dubbingu "Rechot").  Odcinków jest raptem 17'ście ale to w sumie dobrze biorąc pod uwagę jak Hanna-Barbera do bólu doi ciągle formułę Scooby'ego-Doo oferując minimalne urozmaicenie. Tu widać, że przestali jak tylko zudził im się koncept i nie próbowali go ciągnąć na siłę. To także serial który ma NAPRAWDĘ ograniczoną animację, a jednak storyboardziści potrafili poprowadzić akcję tak by była dynamiczna.

Jakiś czas temu kupiłem sobie nawet wszystkie odcinki na DVD i choć zawsze myślałem, że to jeden z mniej popularnych serialii jestem zaskoczony tak świetnym wydaniem! Nie tylko animowane menu prześliczne ale w dodatkach znalazła się retrospektywa i dwa komentarze audio [świetnie usłyszeć głos aktora który grał narratora robiącego ten sam głos] Najwyraźniej fanbase tego serialu jest większy niż mi się wydawało..

Inny serial Hanny Barbery który lubię i oto o wiele bardziej to Top Cat(!!) Znany w Polsce jako "Kot Tip-Top" i "Kocia Ferajna", koncentruje się na grupie kotów w Nowym Yorku próbujących prowadzić różne "brudne interesy" obrzydzając życie pewnemu sympatycznemu posterunkowemu.  Znów - animacja to nie poziom Disneya więc serial broni się scenariuszowo... i robi to rewelacyjnie. Dialogi między tytułowym bohaterem a policjantem Dibblem są ping-pongiem słownym godnym mistrzów. Jestem szczerze zdumiony ile odcinków [20-kilka minut każdy] to 90% dialogu, a reszta to gagi wizualne/akcja, a mimo tego bawię się dobrze i nie nudzę nawet na sekundę. Pozostałe koty z gangu Top Cata także są bardzo zabawne (zwłaszcza Cho-Cho) choć niestety jest trochę odcinków w których jest ich tyle (No, cóż) co kot napłakał. Także co lubię widać,że nie wszystkie żarty były robione pod najmłodszych widzów, nic dziwnego, że był to drugi serial animowany w historii puszczany Prime Time. Ten serial także mam na DVD i jestem zdumiony przesytem dodatków! Komentarze historyjków filmowych, making-offy, cały odcinek w formie storyboardu, wywiady z aktorami i twórcami... Jeśli jest jedna firma która umie zadowolić fanów to jest to definitywnie Hanna-Barbera!

Jak się dowiedziałem niedawno powstaje właśnie animowany pełnymetraż na podstawie serialu (co ciekawe nie Amerykański tylko Meksykańśki) i... niestety mam mieszane odczucia co do zwiastunu. SUPER, że ktoś coś robi coś nowego z tymi postaciami  ale jest coś w styulu animacji co niedokońca trafia mi w gusta. Nie wiem, może kreska postaci za bardzo gryzie sie z tłami 3D. Zresztą bym musiał zobaczyć jakąś dłuższą scenę by tak naprawdę móc ocenić.


Póki co, aby uczcić "Powrót (Kociego) Króla" uznałem, że machnę krótką parodię...

Oto "TOP CAT - The Unseen pilot!!!" - ENJOY :)


Pozdrawiam
~Pan Miluś

wtorek, 12 lipca 2011

NIESMACZNIE ZIOMALSKI FILM

Zastanawiało was kiedyś jakby wyglądała kinówka Ziomala?

NIE!?

No, cóż! Tak czy siak oto komiks który napisałem jako taką "pełnometrażową" przygodę Ziomala. Oto... "NIESMACZNIE ZIOMALSKI FILM"

ENJOY :



























Pozdrawiam;
~Pan Miluś!

środa, 22 czerwca 2011

Diabli Nadali! (King of the Queens)

Będę szczery. Ostatnio rzadko oglądam telewizję...  bo prawdę mówiąc jest w niej tyle co kot napłakał. Nawet nie mogę sobie przypomnieć kiedy ostatni raz miałem sytuację, gdzie włączyłem telewizor  i leciał jakiś film na widok którego zareagowałem „O, to wygląda ciekawie! Obejrzę to!”, albo przynajmniej „O, to ten film co lubię...” I jeszcze mdli mnie na widok tych wszystkich powtórek. Ile razy TVP SERIALE może puszczać w kółko RANCZO!? Ile WOJNA I POKÓJ może puszczać w kółko DOM!? MEZZO już nie odbieram więc nie dostaję swojej dawki  oper i baletów, ROMANTIKI także nie mam więc nie wiem czy Amanda i Carlos są dalej w związku, nawet na kanałach z kreskówkami jest dosyć ubogo, Disney Chanal wieje pustką, Bumerang (z jakiegoś powodu) także puszcza w kółko to samo, większość nowych „trendi” kreskówek mnie szczerze odrzuca, a te dla najmłodszych które mnie bawią poprzez schizową naturę bądź prześmiewczą opatalogicnzość lecą w porach gdy jak to biedny student wieczorowy wolę sobie pospać.

Kurcze! Jak przy kanał dziecięcych jesteśmy, to zdałem sobie sprawę, że szczerze mówiąc jedyny raz w ciągu ostatnich paru tygodni, gdy coś przyciągnęło moją uwagę to jak leciały... Teletubisie. BEZ JAJ!  Jest w tym serialu coś tak prześmiewczo ogłupiającego, że mnie to bawi  do łez. „Pewnego razu w krainie Teletubisiów Dipsi usiadł, a Lala wstała” oznajmia narrator i przez kolejne pięć minut (dosłownie) nas bohaterowie nie robią na przemian nic innego. Jakoś nie potrafię patrzeć się na to by nie czuć jak brzch trzęsie mi się ze śmiechu. To jak jakiś dziwny pozytywny narkotyk...

Ale odkładając seriale edukacyjne na bok, jeden serial na który z przyjemnością zerkam ilekroć akurat ogląda go Moja Mama, to... Diabli Nadali (The King of the Queens)

Na pozór jest to kolejny sitcom z Comedy Centralu który opiera się na typowych dla tych seriali schematach – Ot, proste z życia wzięte przygody małżeństwa Douga i Carrie (Kevin James, Leah Remini) które musi użerać się z zrzędzącym teściem Arturem (Jerry Stiller), który mieszka w ich piwnicy. On pracuje w firmie przesyłkowej ala UPS, Ona jest sekretarką, a dziadzio wykręca im numery, że boki zrywać. Niby banał, a jednak serial szczerze polubiłem już po pierwszym odcinku jakie dane było mi oglądać. Jak to jest, że akurat ten serial przyprawia mi uśmiech na twarzy, a reszta Comedy Centralowej papki... nie jest jakaś tragicznie zła, ale po prostu nie trafia mi w gusta?

Wydaje mi się, że jest to w dużej mierze zasługa wykreowanych postaci. Nie wnikam w obecną karierę Kevina Jamesa (który z tego co słyszałem zagrał ostatnio w kilku niskolotnych komediach i tylko z nimi się w szerszym gronie kojarzy) ale jego postać w tym serialu jest całkiem zabawna.  „Prawdziwa komedia” jednak zaczyna się ilekroć jest ze swoją lepszą połową. Przyznam szczerze, że większość „sitcomowych żon” to najnudniejsze postacie pod słońce. Nie wiem czy to winna scenarzystów, że po prostu nie umieją pisać zabawnych postaci kobiecych, ale rola żon w sitkomach zwykle ogranicza się do tej która jest zawsze jest tą mądrzejszą, zawsze da dobrą radę i robi za tą „poważną” dając głupkowatemu mężowi pole do popisu. Postać Carrie ma ten plus, że dzięki ironicznej i sarkastycznej naturze jest zabawna sama w sobie (czasami nawet zabawniejsza od Douga), też potrafi walnąć gafę, zbłaźnić się (czasem wręcz wyjść na kompletną idiotkę), mieć swoje dziwactwa bądź grzechy. Nie tylko pasują do siebie, ale uzupełniają się i co najważniejsze – czuć między nimi chemię! W kontraście ze sztampami jakie widuję w innych tworach tego typu notoryczne flirtowanie i przekomarzanie się miedzy Dougiem a Carrie wypada jako całkiem wiarygodne życie romantyczne.  

 Bohaterem który jednak często kradnie cały show jest Artur! To nie tak, że jest jakimś zramolałym złośliwcem (choć nie można mu tych cech odmówić) To typ starego człowieka który jest i trochę zdziecinniały i trochę ekscentryczny i przede wszystkim żyjący w swoim własnym odrealnionym świece. Jednocześnie ma poczucie dumy przez które jak pokracznie by nie interpretował sytuacji, zawsze uprze się na swoje i nie da sobie nic powiedzieć. A zostawić go samego nie można bo jak nie pójdzie wynająć prostytutek bo samotnie nie chce mu się iść samemu do kina, pożyczy sobie firmową furgonetkę zięcia albo po prostu puści cały dom z dymem. Gra aktora jest przekomiczna, a kto miał okazję zajmować się starszą osobą utożsami się od razu i wiele tekścików Artura zrobi się nagle dziwnie znajoma. Chwilami kojarzył mi się nieco z Babką z Kiepskich, jednak tu jego relacje z zięciem i córką są o niebo cieplejsze. Oni budzą sympatię swoją  cierpliwością do poczynań emeryta (to naprawdę typ człowieka, którego z czystym sumieniem można było by oddać do domu spokojnej starości... zresztą dla jego własnego dobra), a Artura mimo bezczelności nie da się nie lubić, tym bardziej, że nigdy nie ma złych intencji. Ba! Wielu odcinkach wykazuje się wręcz godną podziwu dobrodusznością, czasem jest wręcz szlachetniejszy od całej reszty.


Dynamika między trójką postaci dodaje prostym fabułą życia i swego rodzaju wiarygodność w ich świat dzięki czemu odcinki ogląda się niezwykle przyjemnie. Z drugoplanowych bohaterów są jeszcze kumple Douga – Deacon, Spencer i Richii, którzy są ok., jako „dodatki do głównego dania” (zwłaszcza Deacon ma ciekawy wątek w którym rozowdzi się z żoną) i w późniejszych odcinkach przewija się Holly - wiecznie wesolukta dziewczyna, której Doug i Carrie płacom by wyprowadzała Artura na spacery wraz z psami sąsiadów... [ok, to ma sens w kontekście] Znów - nie jest to jakaś powalająca postać ale budzi sympatię, zwłaszcza gdy Artur zmusza ją do kolaboracji szantażując, że sobie coś zrobi bo "jest stary".
Co ciekawe (jak nie dziwne) w pilotowym odcinku z bohaterami mieszka także siostra Carrie, która choć eksponowana w nim jako kluczowa postać, później pojawia się tyle co kot napłakał i ostatecznie znika bez słowa.... do tego stopnia, że wiele sezonów później było nawet zasugerowane, że Carrie jest jedynaczką! Nie lubię takich niekonsekwencji ale mówi się trudno.

Od dni posiadam świeżo wydane w Polsce DVD z pierwszym sezonem serialu i jestem całkiem zadowolony z zakupu. Nie ma tu jakichś dodatków, a menu jest dosyć proste, jednak serial sam w sobie jest warty ceny zestawu (wiele rozbrajających odcinków, z moim ulubionym „Best man”/”Drużba” na czele) , a miło zobaczyć DVD wyzbyte z jakichkolwiek spotów reklamowych które ciągną się w nieskończoność nim dojdzie się wreszcie do samych odcinków.
                                      

Korzystając z okazji i by usatysfakcjonuję fanów Moich Koncików Dubbingowych, wspomnę słów parę o tłumaczeniu.
Lektor, jak lektor i tłumaczenie jak tłumaczenie jest ok. Ba!

Poprawiono pewien błąd który zauważyłem, gdy serial leciał w TV.
Streszczając kontekst – Doug dostał promocję zamiast Deacona choć ten miał lepsze wyniki. Deacon ma obawy, że szef mógł być do niego uprzedzony ponieważ był czarnoskóry, jednak nie mówi tego wprost. Gdy Doug wreszcie domyśla się o co przyjacielowi chodzi oznajmia  „You think it’s a race thing?” co zostało (ostro) błędnie przetłumaczone „To nie wyścig!”, przez co bezsensu jest kolejna kwestia Deacona o tym, że ilekroć takie coś ma miejsce od razu nachodzą tego typu obawy, a do reszty wydaje się wyrwane z kontekstu jest nieco później zdanie Douga gdy oznajmia żonie „Wybrali mnie bo jestem biały”.
W obecnej wersji Doug mówi już poprawnie „Myślisz, że to uprzedzenia rasowe?”

Dziwnostką w poczynaniach tłumacza jest jednak dla mnie tytuł i nie chodzi tu o to, że nie ma nic wspólnego z tym angielskim. Wiadomo „Król Królowych” nie brzmi po polsku chwytliwe, tym bardziej, że słowo „Queens” odnosi się tu do nazwy Nowo Yorskiej dzielnicy w której mieszkają i pracują bohaterowie. Tytuł „Diabli nadali” kojarzy mi się z tytułami typu „Kogiel-mogiel”, „Nie ma mocnych”, „Nigdy w życiu” bądź „Kochaj albo rzuć” czyli tak naprawdę nie mówi nic, a zarazem jest w nim coś wymownego w tym przypadku, czyli komedii sugerującego całą masę nieporozumień i nieżyczliwych bohaterom zwrotów akcji. Szczerze to kupuję i takie tłumaczenie mi nie wadzi, nawet jeśli widniejąca nad słowem „diabli”, na okładce, korona jest teraz kompletnie bez sensu... Ba! Na upartego, można podciągnąć tytuł po fakt, że Doug z zawodu rozwozi przesyłki. (Kapujecie? „Diabli nadali”... No, ale mniejsza...)
Co mi jednak tu wadzi to naprawdę dziwny pomysł, by w prawie każdym odcinku Doug musiał obowiązkowo powiedzieć „Diabli nadali!” w scenie w której jest z jakiegoś powodu załamany bądź wkurzony. Nie wiem czy to coś co dodali dopiero na DVD, bo nie przypominam sobie tego gdy oglądałem serial w telewizji. I tak – występuje to tylko w Polskim lektorze i napisach, w  oryginale Doug nie ma żadnych powiedzonek czy zawołań.  Czy naprawdę uznali, że to takie niezbędne bo widz prędzej czy później zada sobie pytanie „A skąd ten tytuł ??”  
Kolokwialnie sprawę ujmując : Nie czaję...

Mógłbym przyczepić się także do Polskich tytułów niektórych odcinków, które widnieją w Menu, a naprawdę w paru przypadkach nie mogę dojść, co maja wspólnego z fabułą.

Jeden np. ma ty tytuł „Tchórze” i jest o tym, że Artur kupuje Dougowi i Carrie (co tu wiele mówić "obciachowy") samochód na święta. Nie podoba im się ani trochę ale jeżdżą nim by zrobić mu przyjemność, a ostatecznie aby się go pozbyć postanawiają zachęcić kogoś by im go ukradł...
Nie mam bladego pojęcia jak to się ma do tchórzostwa (nie są motywowani lękiem przed Arturem, a  po prostu nie chcą robić mu przykrości), a biorąc pod uwagę za równo fabułę jak i motyw świąteczny mogli wymyśleć całe mrowie innych tytułów do tej historii.

O wiele bardziej dezorientuje mnie odcinek pt. „Złota Rączka”  który w całości jest o tym, że Doug i Carrie próbują na siłę „styknąć” Spencera z koleżanką Carrie. Znów – jak się tytuł ma do fabuły pojecie nie mam i nie pada w nim nic co by mogło jakieś powiązanie sugerować.

Wreszcie jest odcinek „Sądny dzień” w którym Carrie musi udawać, że jest wolna (w sensie nie ma męża) by zabujany niej Policjant odwołał jej mandat... Znów! Nie kapuję! Czy to ma być jakiś kalambur do fabuły? Owszem grożą jej konsekwencje prawne, a z Policjantem udaje się na randkę ale to daleko rzucona aluzja i pewnie gdyby nie zdjęcie nad tytułem długo bym się zastanawiał o który odcinek biega i na stówę bym nie trafił... 

Może się czepiam pierdółek ale łatwo się ich doszukiwać na tle tak wspaniałej całości.
To wszystko moi kochani, na deser dorzucam czołówkę z serialu, której niestety nie ma w pierwszym sezonie. Ot, krótka, acz wprowadzająca świetnie w klimat całości :)

Pozdrawiam
Pan Miluś