Do "Halloween" jeszcze sporo czasu ale uznałem, że wrzucę jakiś Halloween tematyczny smaczek (zwłaszcza, że jak zobaczycie takie rzeczy się wyprawiają, że strach wyjść z domu)
W transylwańskim zamku, rząd portretów na krużganku, z jednego z nich wyrusza na zwiady... KAAACZUUUUULLAAA!!!!
Hrabia Kaczula to kreskówka którą wszyscy pamiętają z dzieciństwa... Choć prawdę powiedziawszy głównie dlatego, że kiedy był po raz pierwszy emitowany w Polsce było tylko około czterech kanałów, więc co by nam nie puścili oglądalibyśmy z braku jakiejkolwiek innej alternatywy.
Pamiętam, że i ja lubiłem to jako dzieciak, jednak serial naprawdę pokochałem gdy będąc dorosłym widzem obejrzałem go w oryginale angielskim... w sumie to jedna z tych kreskówek którą docenia się dopiero w dorosłym wieku.
Rzecz jasna pierwsze co się rzuca w oczy (i w uszy) to unikatowy klimat. Mroczny głos narratora, ociekające atmosferą dekorację i jeszcze najzajebistrzejszy zamek w historii animacji :
Nie mowa tu jednak o serialu przygodowym ala "Kacze Opowieści" bowiem Kaczula schematem przypomina o wiele bardziej brytyjski sit-come. Ba! Jeden odcinek jest parodią „Hotelu Zacisze”, gdzie Jhon Clesse nawet użyczył głosu karykaturze samego siebie...
Tytułowy Kaczula to wegetarianin więc serial często bardziej koncentruje się na fakcie, że jest hrabią niż wampirem. Jego Igor to nie klasyczny obleśny garbus, a wyrafinowany angielski lokai. Wreszcie - mamy tępą, ociężałą umysłowo i niezbyt inteligentną gosposię Nianię. Wypisz-wymaluj sitcomowy zestaw postaci. Rzecz jasna humor jest typowo brytyjski, przesycony absurdem i gierkami dialogowymi (patrz. Monty Python) W sumie 90% większości odcinków opiera się na scenach dialogowych... i to wręcz odprężająca odmiana od stawiających na akcje i humor wizualny Amerykańśkich kreskówek.
Jasne! Dialogi są długie i rozbudowane ale jednocześnie zabawne jak diabli, inteligentne i bogate w humor werbalny (prawie każda postać mówi z jakimś specyficznym akcentem), a sposób w jaki nakręcają się główni bohaterowie jest tak cudny, że zastanawiam się ile z tego było improwizowane. W sumie brawa dla tłumacza za samą próbę podjęcia się tego serialu, bowiem jest tu mrowie kalamburów których po prostu nie da się przetłumaczyć i mają sens tylko w oryginale angielskim.
Także co mi się osobiście podoba, nie czuje się, że serial był robiony strikte pod dzieciaki. Nic nie wydaje się być ogłupione (może od czasu padnie jakiś infantylniejszy akcent ale jednak jest tego mało), historie nie mają morałów (są czasem wręcz cyniczne), a postacie nie są czarno-białe. Popatrzmy tylko na naszych bohaterów: Kaczula choć stara się być porządny to łapczywy na kasę, egocentryczny samolub, a Igor pomimo swej lojalnej natury, to wręcz fanatyk ciemnych mocy, który za misję życiową obrał sobie namawianie swojego panicza do popełniania paskudnych czynów. Co ciekawe gdy w jednym odcinku zasugerowano mu by sam został Hrabią w miejsce Kaczulii protestował twierdząc, że nie został powołanym do tej roli. Być może to właśnie w honorowej postawie tej postaci i wierności swoim ideałom tkwi sekret dzięki któremu - jak mroczne nie byłyby jego upodobania - to właśnie Igor chwilami budzi największą sympatię z całej gromadki.
Odwrotnie ma się sprawa, z głównym antagonistą. Doktor Von Goosewing choć obsesyjnie próbuje zabić Kaczulę nie może być tak naprawdę nazwanym czarnym charakterem. Przeciwnie! Na co dzień to dobrze wychowany starszy Pan, a z obiektywnego punktu widzenia jego misja jest wręcz szlachetna. Nie ma tu ani kropli zawiści. On poluje na wampiry bo myśli, że wyświadcza światu przysługę, a że nie daje sobie powiedzieć, że obecny Kaczula to pacyfista i wegetarianin, to wyłącznie wynik jego osobistych urojeń. Twórcy dają silne poszlaki, że Von Goosewing cierpi na swego rodzaju schizofrenie, bo choć w kółko nawija do swojego asystenta mieniem Heinrich ten wiecznie jest nieobecny na ekranie i wydaje się istnieć tylko w wyobraźni swojego przełożonego.
Jest coś wręcz poetycko tragicznego w tej postaci i jej ciągłych porażkach... Komediowa warstwa serialu nie opiera się wyłącznie na kalamburach i przejęzyczeniach postaci. Humor jak trzeba potrafi być bardzo czarny (najwyraźniej brytyjska cenzura nie miała problemów z kielichami wypełnionymi krwią które co rusz podaje Kaczuli Igor), a nie rzadko padają aluzje których dzieciaki po prostu nie załapią... Jeden odcinek na ten przykład to parodia (ubóstwianego przeze mnie) „Gabinetu Doktora Caligarii”. Biorąc pod uwagę, że serial powstał wiele lat PRZED Internetem jestem szczerze ciekaw ile osób (nie tylko dzieci) wiedziało o co tu chodzi, gdy po raz pierwszy zawitał na ekranie...
Nie mogę oczywiście zapomnieć o moim ulubionym atucie tej kreskówki, bowiem choć czołówka serialu jest dobra, Kaczula posiada najfajniejszą (Thriller-podobną) tyłówkę jaką w swoim życiu słyszałem :
MIODZIO!
Są rzecz jasna słabe odcinki, a część wydaje się mieć puentę wymyśloną na szybko (wręcz urywa się nagle). Łatwo też doszukać się tu wielu niekonsekwencji bowiem Kaczula raz umie się teleportować, raz jest to ignorowane, czasem słońce zabija inne wampiry czasem stoją spokojnie w upalny dzień na dworze, a większość bohaterów można posądzić o amnezję bowiem nie wydają się rozpoznawać postaci, które już napotkały już wcześniej (czasem nawet kilkakrotnie)Co ciekaweodcinek „Unreal Estate” który powinien być pilotowym (a w każdym razie na to mi wygląda bowiem narracyjniewprowadza świat i bohaterów, wszystkie "zasady" są w nim wyjaśnione, VanGoosewing dowiaduje się w nim o Kaczuli, animacja jest o wiele słabsza i nieco inna i jedna scena wykorzystywana w czołówce pojawia się tutaj w całości) z jakiegoś powodu został wyemitowany dopiero w trzecim sezonie... Ale to naprawdę niewielkie minusy względem całości.
Swoją drogą - Jakiś czas temu posiadłem zestaw DVD z wszystkimi odcinkami serialu i polecam je każdemu, kto lubi fajny pseudo-mroczny klimacik i dobry (acz angielski) humor dialogowym. Dodatków nie ma może mega wiele choć sympatyczne – trzy wywiady z autorami, z czego jeden pokazuje jak rysować Kaczulę (łącznie ok. 20 minut). Dodatkowo mamy fajnie wykonane, klimatyczne menu...
I na finał mej retrospektywy, dla tych którzy mają ochotę odświeżyć sobie serial ale mają czas by rzucić okiem tylko na kilka odicnków... Oto moja lista TOP 10 ODCINKÓW HRABIEGO KACZULI :
10. Fright of the Opera – Parodia „Upiora w operze”. Jeden z najbardziej klimatycznych odcinków głównie dzięki postaci Upiora, który w jest de facto upiorny z bardzo nastrojowym głosem. Że zabawny to swoją drogą...
9. Mystery Cruise – Niania wygrywa rejs statkiem i Kaczula wprasza siebie i Igora na chama. Niestety w tajemniczy sposób wszyscy na statku znikają zostawiając trio bohaterów samych ala Mary Celeste. Wyśmienity odcinek pomimo dosyć przewidywalnego zakończenia.
8. Transylvanian Take-Away – Para złodziei Gastone i Pierre próbuje ukraść z zamku Kaczuli wazę, na której jak się okazuje zaszyfrowano mapę do skarbu... Być może pierwsza połowa odcinka jest mocniejsza od reszty (tym bardziej, że Gastone i Pierre są w niej nieobecni) jednak jako całość i tak jest niezwykle dobry.
7. The Hunchbudgie of Notre Dame – Kaczula jedzie do Paryża, kupuje od kanciarzy (znów Gastone i Pierre) wieżę Eiffla, zostaje wrobiony w kradzież obrazu z Luwru, a Niania zostaje porwana przez dzwonnika z Notre Dame... Ta, mój pobyt we Francji też nie był sielankowy. Z tego odcinka pochodzi mój ulubiony żart słowny w całym serialu... choć nie będę spoilerować.
6. Town Hall Terrors – Wieśniacy obawiają się, że Zamek Kaczula przeszkadza im w wygraniu nagrody dla najpiękniejszej wsi w Transylwanii więc namawiają naszego bohatera do przemurowania swojego domostwa. Niestety, aby przeprowadzić remont potrzebna jest mu dotacja i resztę odcinka spędza chodząc po urzędach... Nie. Nie żartuję. Przypomina to nieco „Dom Który czyni szalonym” z Asteriksa choć nie jest tak stricte satyryczne.
5. Rent a Butler – Kaczula uświadamia sobie ile kosztuje wynajem służby i postanawia zbić majątek wynajmując innym bogaczom Igora i Nianię. Rozwala mnie jak bezczelne jest zachowanie Niani względem nowych chlebodawców. Swoją drogą fajnie zobaczyć co porabia Van Gosewing gdy nie jest zajęty polowaniem na Kaczulę, co ma miejsce w tym odcinku.
4. Mobile Home – Kolejny odcinek w którym Kaczula przeprowadza remont zamku, jednak ekipa remontowa okazuje się grupą złodziei (jak w prawdziwym życiu) którzy planują rozebrać zamek na części i odsprzedać go bogatym Amerykańcom cegła po cegle. Tak absurdalne, że dziwnie wiarygodne...
3. Hi-Duck – Ten odcinek pokazuje jak barwne są te postacie i jak świetnie nakręcają się w każdej sytuacji. Nie trzeba im wielkiej intrygi. Wystarczy dać Kaczulę, Igora i Nianię na lotnisku przechodzących przez wszystkie typowe procedury i viola! Mrowie komizmu przed nami! Jako wątek pobocznych Gastone i Pierre szykują się do uprowadzenia samolot, ale jak zwykle wychodzi im to ślamazarnie.
2. Ducknapped – Para studentów z Anglii próbuje porwać Kaczulę, jednak omyłkowo wysyłają list z okupem przed uprowadzeniem hrabiego, wprawiając Nianię i Igora w panikę, a sami przypadkiem pojmują VanGosewinga... Ten odcinek to jedne wielkie qui pro quo i to wyśmienicie wykonane. Wisienką na torcie jest duet studentów, którym towarzyszy typowo brytyjska nonszalancja. Aż szkoda, że nie powrócili w późniejszych odcinkach...
1. Whodunnit? –Kaczula zostaje zaproszony do Angielskiego dworku na odczytanie testamentu wujka. Jak się okazuje wuj nie tylko przewidział, iż zostanie zabity, ale także, iż mordercą będzie jeden ze członków jego rodziny (jak niezręcznie musiały wyglądać wigilie nim spisał testament). Cały klan zostaje zamknięty i odcięty od świata, a spadek otrzyma ten kto odkryje tożsamość zbrodnialca. Po prostu idealny odcinek, pełen zabawnych tekstów i jeszcze zabawniejszych zwrotów akcji.
I to wszystko na dziś.
Do zobaczenia... Czymkolwiek jesteście!
BUHAHAHAHAHA!!!!