Ok, po miesiącach ukrywania (choć okładka dawno już przeciekła i była widziana przez wszystkich fanów) Egmont może już legalnie pokazywać okładkę nowego Asteriksa, a zatem mogę bezpiecznie umieścić ją na moim blogu...
Nie do końca rozumiem po co ta cała mistyfikacja. To nie tak, że jak ktoś zobaczy okładkę trzy tygodnie wcześniej jakoś wpłynie na jego zakup, ale taka decyzja Pana Uderzo więc trzeba ją szanować. A zatem...
Mhhh... "Meh" to może zbyt surowe słowo ale szczerze powiedziawszy nie ma w niej nic porywającego (plus Obeliks jakoś dziwnie wygląda)
Porównajmy z okładką np. taiego "Asteriksa u Brytów" :
Kompletnie inny poziom! Oświetlenie, akcja, emocje...
Z drugiej strony jeszcze za Goscinnego trafiły się kompletnie "Nie-epickie" okładki bardzo dobrych Asteriksów :
Więc nie ma co jeszcze oceniać "komiksu po okładce". Co zachęca do zakupu to kilka nowych kadrów które przeciekło na internet :
Obeliks z twarzy na tym ostatnim nieco bardziej Kokosza przypomina ale generalnie poziom IDEALNY!
Trzymajmy kciuki...
Ok. Jest wiele rzeczy które rzeczy które moi znajomi kompletnie nie trawią, a które Ja uważam za sztukę z najwyższego artystycznego szczebla. Antonisz, Pipilotti Rist...
Oczywiście są też przykłady w drugą stronę. Ja na ten przykład szczerze nienawidzę LUDZI GRAJĄCYCH NA ULICY NA KRZESŁACH (!!!) I tak, ktoś mi pewnie zaraz powie, że to ma genezę w Afrykańskich grach na totemach i pokaże z 40 filmów na you-tubie które faktycznie będą się prezentować genialnie... bla,blab,la...
Ja mówię konkretnie o *TYCH* Panach któży grają na rondzie w Warszawie i na Starym Mieście! Nie mam pojęcia co ktoś im nagadał ale kakofonia jaką wydają jest do niczego nie podobna, a w dodatku drażni wszystkich bo nie jest to coś przyjemnego co zlewa się z tłem jak muzyka na skrzypcach czy saksofonie. To zwyczajnie zabija całą harmonię w okolcy. W dodatku szkoda mi ich bo nie widzą jak bardzo się błąźnią odstawiajac to żenujące widowisko... Zero gracji, zero rytmu, zero polotu!
Może na dziesięciu fatalnych trafił się jeden dobry, nie mam zielonego pojęcia nie mam, ale ci z którymi się spotałem... AHHH!!!! Boli mnie głowa na samą myśl, że miałbym ich minąć.
Dziś chcąc ulżyć frustraci pozwoliłem sobie na moment chamstwa (choć patrząc na poziom kunsztów tych Panów, przyznać muszę, że sami się oto proszą)
Wiec idę sobie i oto stoi kolejny z tych pajacy i gra na krześle na Nowym Świecie.
Stanołem udając zamyślenie i wlepiłem w niego wzrok. W sumie bardziej stałem poto by zobaczyć jak reszta świata reaguje (a reagowała poprawnie bo przez te naście minut co stałem nikt nie rzucił mu ani grosza)
NAGLE podjechała jakaś laska na rolkach i poprosiła by był ciszej na pięć minut, bo coś tam obok organizują. Krzesłograj zgodził się przerwać koncert i w dał się z dziewczyną w pogawdę ku mojemu zaskoczeniu...
...a spodziewałem się przynajmniej jakiegoś ziomka na luzie...
... mówiąc jak jakiś pretensjonalny artysta z wyższej półki i zaczął prawić długi monolog o tym jak wielką niezrozumiałą sztuką dla Polskiego ciemnogrodu jest kunszt który uprawia i że dziś nawet jakaś Pani z bloku mu groziła, że na policję zadzwoni jak nie będzie cicho. Bard Kakofoniks na maksa...
"Wie Pani" - rzekł w pewnym omencie - "Ja gram tu głównie muzykę klasyczną"
"Aaaaaaahaaaa!!!" zawołałem z największym olśnieniem jaką byłem wstanie zagrać "To, to miało muzykę przedstawiać!"
Koleś poczerwieniał w speszeniu.
"To jest przepraszam Pana, ale tak tu stoję od dziesięciu miunit stoję i próbuje dojść co Pan z tym krzesłem wyrabia... A to miała muzyka być... Jak instrument? Ahaaaa..."
"No wie Pan..." - zaczęła laska próbując pochamować śmiech.
"Nie, nie. Już przywykłem" wydusił z siebie wkońcu próbujący bronić swój honor Pan artysta. Babka popatrzyła na niego z politowaniem, a Ja odeszłem rozbawiony.
Może mało kulturalne ale tylko w ten sposób pozbędziemy się ich raz na zawsze i będziemy mogli w spokoju wsłuchiwać się w symfoniczne dźwięki miasta. To tylko jedna bitwa! Przed nami cała wojna!!!!
Wiecie co mnie bardziej wkurza od obejrzenia filmu który jest beznadziejny? Od filmu który jest beznadziejny ale widzę, że miał potencjał na bycie czymś zajebistym. Być może dla tego Arjun z bycia po prostu "okropnym filmem" ewoluował w bycie "półtorej godzinnym środkowym palcem w stronę wszystkich któży go oglądają".
Atuty są... Mam na myśli popatrzcie na powyższy zwiastun! Ta, to wygląda nawet fajnie. Te spektakularne deokracje! Ta muzyka! Sceny akcji! Klimat starożytnych Indii! Przygoda! Patos...
Tia... Ten film ma tylko te pierwsze dwa. Autentycznie oglądając miałem wrażenie, że cały budżet i wysiłek poszedł na scengorafię i jako-tako na ścieżkę dźwiękową.
Animacja postaci jest po prostu szkaradna! Wszystko jest sztuczne i manekinowate. Są dwie-trzy sewkencje akcji które był nawet sprawna (o ironio widzimy je głównie w zwiastunach, w tym hiper-eksponowana na plakatach scena w której bohater zabija rybę z łuku pod wodą) reszta trzymała poziom animacjni z "Runaway : A road adventure", którą uwielbiam.... tylko, że "Runaway" jest grą komputerową sprzed ponad dziesięciu lat!! Jeszcze sztuczniej wygląda animacja zwierząt czy fantastycznych stworów które pojawiają się tu i uwdzie.
Scenografia niestety też z czasem staje się problemem gdyż stylistyka postaci i prawie realistyczne otoczenie chwilami za bardzo się gryzą. Momentami jest to zbyt prześmiewcze... a na domiar złego ten MONTAŻ!
Tak! Nie sądziłem, że będę kiedyś czepiał się czegoś takiego w filmie animowanym ale dawno nie widziałem tak szkaradnie zmontowanego filmu. Przez chwilę myślałem, że to tylko moje zboczenie z szkoły filmowej i nikomu normalnego nie będzie to wadzić ale tu w niektórych sekwencjach mamy tyle złych zlepek na raz, że głowa boli.
I oczywiście... Scenariusz - Matko i córko jakie to było NUDNE! Nie wiem jak wiernie się to trzyma Mahabharaty więc mam nadzieję, że nie urażę jakiegoś przybysza z Indii mieszając z błotem jakiego dziedzictwo kulturowe ale nie przypominam sobie kiedy ostatni raz widziałem w jakimś "nowym" filmie tak nieciekawe i odwalone charatkery postaci. Każdy ma "jedną nutę" do której ogranicza swoją osobowość, dialogi badziewnie sztuczne (widziałem to co prawda z napisami ale jakoś wątpię by w oryginale to brzmiało jak "Hamlet") i kompletnie nie trzymający się kupy przebieg fabuły. Znów, może to bardziej wina MONTAŻU ale bohaterowie pojawiali się z nikąd w połowie sceny (i to nie w jakiś "magiczny" sposób), ze dwa momenty gdy próbowali zrobić komiczną scenę wyszło boleśnie niezręcznie i wszystko działo się albo zbyt szybko albo wlokło się boleśnie... Za mało tu scen pozwalających nacieszyć się atmosferą, a zbyt wiele mętliku.
Było też coś w samym sposobie narracji co mnie gryzło. Np. miałem wrażenie, że jakaś scena dobiegała już końca, ale NIE nagle okazuje się, że ciągnie się dalej. Nie umiem tego określić ale przeszkadzało mi cholernie (znów MONTAŻ?) Ucieka gdzieś epickość i poetyka... zastępuje ją bolesny kicz.
Jest jeden twist który byłby fajny gdyby nie... No cóż, nie chcę spoilerować. A zresztą co mi szkodzi? I tak wątpię byście wytrzymali więcej niż pięć minut tego. Otóż film ma klamrę w której cała opowieść jest historiom która piastunka opowiada dziecku. Mniej więcej na początku trzeciego aktu, odkrywamy, że kobietą przez cały czas był... Nasz bohater Arjun! Przebrał się skubaniec bo był na banicji czy coś takiego już nie pamiętam bo to było nudne jak cholera. Tylko czemu cały twist wychodzi zbyt prześmiewczo i traci na "fajności"? Bo głos naszego bohatera tak gwałtownie przeskakuje na męski (i jak znajoma wytknęła ni z gruchy ni z pietruchy zminenia się mu kolor oczu) że wszystko wygląda bardziej jak coś co wymyślili na poczekaniu, niż było zaplanowane od samego początku.
Także wszystko do bólu odwalone i cóż to...? W połowie filmu (po jakichś 50 minutach) pojawia się wielki napis INTERMISION i mamy przerwę. CO!? Nie wiem może czy to standard w Kinie Hinduskim (Intermisja pojawia się też w "Sitcha śpiewa Blusa", który nie jest co prawda filmem hinduskim ale kręci się w ich kulturze...) ale to było dziwne. Czyżby film był robiony wyłącznie z myślą o telewizji? To by w sumie wiele wyjaśniało, może tam było by to bardziej dające się tolerować...
...ale NIE! Film jakimś cudem ma dystrybucję Disneya i jest wyświetlany na najbardziej prestiżowych festiwalach na całym świecie (!!!) Tak jest! Coś co powinno mieć rację bytu jako filmik między poziomami w grze komputerowej tu było wyświetlane u boku (czyli na równi) z filmami Pixara i studia Ghibli...
Może Ja czegoś nie widzę? Wszystkie osoby kóre znam które widziały ten film zjechały go jeszcze surowiej i miały serię dodatkowych problemów z rzeczami na ktore nawet nie zwróciłem uwagi bo byłem zbyt zażenowany powyższymi. Widziałem trochę pozytywnych recenzji na IMDB's ale biorąc pod uwagę, że było sporo hinduskich nazwisk (a w każdym wschodnio brzmiących) mogę zakładać, że były to osoby które pracowały przy tym filmie (prawdopodobnie przy dekoracjach) Zastanawiałem się nawet chwilę czy film po prostu nie został zrenderowany na szybko by się wyrobić na festiwal na którym byłem (Annecy 2013) Defnitywnie wyglądało jakby brakowało 1/4 scen i ujęć... ale skoro powstał już rok temu raczej ta wątpliwa opcja odpada.
Jestem w stanie sobie wyobrazić, że za kilka lat być może "ARJUN, KSIĄŻĘ WOJOWNIK" obrośnie w kult filmu tak beznadziejnego, że genialnego jak "PLAN 9 Z KOSMOSU" czy "TROL 2" . Definitywnie miałem moment gdy zbierało mi się na śmiech z ogólnej prześmiewczości tego produktu.
O ile nie macie więc ochoty usiąść w gronie kumpli przy piwie i podziwować się jak coś może być tak kiepskie trzymajcie się więc z dala! Zostaliście ostrzeżeni...
Na necie pojawiło się kilka nic nie mówiących kadrów z nowego nadchodzącego Asteriksa i...
Jestem w szoku!!!! Tj. są napewno jakieś małe nuanse czy różnice w manierze ale ponad to kreska nowego rysownika (Didier Conrad) jest ideantyczna jak Uderzo. Jeśli scenariusz będzie w 1/3 tak dobry jak ten Goscinnego zapowiada się coś wybornie fajnego :D
Pozdrawiam
Maik
P.S.
Mam dwie zaległe recenzje z Annecy co opublikuję wkrótce ale zwyczajnie się rozleniwiłem i nie chce mi się kończyć... ;) Ale wkrótce się zbiorę bo jest o czym napomnieć :)
[EDIT : 7 Września 2013]
Jak dopiero teraz zdałem sobie sprawę ten ostatni z Galami szepczącymi w ciemnościach jest Uderzo, dokładniej z tomu "Laury Cezara" (mój ulubiony, choć kadr tak mało istotny w tej wielkiej opowieści, że mogło mi umknąć) Nie minej jednak cżęść stron ktore widziałem umieściła go pomiędzy innymi rysunkami z "Piktów" więc nie tylko Ja dałem się zrobić w konia...
Tak, oto pierwszy z długiej serii zaległych
postów relacjonujących festiwal w ANNECY 2013...
Ok, więc wyobraźcie sobie, że jesteście na prestiżowym
festiwalu filmowym. Bawicie się dobrze, poznajecie przesympatycznych ludzi,
jest zajebiście i naturalnie chcecie zaliczyć najwięcej filmów ile się da czyli
średnio 3-4 projekcje dziennie.
Teraz wyobraźcie sobie, że przed każdym filmem leci to :
Nie wiem czy to ta piosenka (um... rap?), postacie próbujące być na siłę "cool" czy ich przesadnie ekspresyjna mimika ale po drugim dniu zaczęło mi to nieco działać na nerwy.
Mimo wszystko filmik zrobił swoje, gdyż im dłużej go oglądałem tym bardziej zaczołem się zastanawiać czy to postacie stworzone specjalnie na festiwal czy też jest to jakiś serial lub coś z serii reklam na zasadzie Polskiego Serca i Mózgu (których też nie trawię ale to inna historia) Po powrocie do Polski pogooglowałem pięć minut i okazuje się, że owszem! Serial nazywa sę KAELOO lecz co ważniejsze - w przeciwieństwie do owej czołókwi - jest... STRASZNIE FAJYN!
WOW! Nieźle się uśmiałem przeglądająć poszczególne "shorty" na you-tube! Podoba mi się jak całość jest praktycznie bez fabuły. Mamy po prostu grupe ekscentrycznych, nadpobudliwych,i ewidentnie ćpających coś ostrego acz charyzmatycznych zwierzątek. W każdym odcinku mamy po prostu jeden prosty motyw : - Hej, dziś gramy w muzyczne krzesełka - Hej, dziś opowiadamy sobie bajki - Hej dziś bawimy się, że "jeden z nas jest niemowlakiem, a my jego rodzicami i jedziemy na romantyczny obiad i zostawiamy dziecko pod opiekom nieodpowiedzialnej opiekunce"
...a reszta odcinka to po prostu czwórka bohatrów nakręcająca się nawzajem przemieniając każdą zabawę w coś ekstramalnie popieprzonego. Humor jest urokliwy, a scenariusze jadą na kompletnej głupawce (frywolkę z Ed, Edd i Eddy przpomina mi to nieco) ale robią to z klasom. I jeszcze ta animacja. Niby na początku nie do końca podobał mi się sposób w jaki mieszają animacje 3D, motywy typowe dla postaci anime i coś ala Ren i Stimpy ale jak już się człowiek przyzwyczaji (obejrzenie powyższej czołówki z przymusu kilkanaście razy pomogło) wygląda to po prostu genianie!
Szczerze polecam...
Co mnie jednak zaskoczyło to-to jak szlały tłumy ilekroć leciała owa czołówka. Wszyscy piszczel jak szaleni... i to co dziwne za każdym razem w tym samym momencie. I byłoby to zorzumiałe gdyby ludzie reagowali tak na początku lub na końcu czołówki ale nie - tu wszyscy piszczeli jak opętani zawsze w tym samym momencie gdy na ekranie pokazała się grupka tańczących króliczek.
"Em, ludzie - One nie są aż tak seksowne... A może? Zresztą skad Ja mam wiedzieć!?"
Jak się szybko dowiedziałem to lokalna tradycja. Co ruku jest inny zwiastun i tradycja nakazuje by tłum darł się "Lapin" (franc. Królik) Tfu! Przepraszam "LAAAAAAAAAAAAAAAAAAPIN!!!!!!!!!!!!!" ilekroć jakiś królik zjawia się na ekranie. Zawsze jestem pod wrażeniem tego-typu tradycji jest zrodziły się same z siebie, a biorąc pod uwagę ile inny różnych tego typu "zwyczajów" miało miejsce w czasie festiwalu (od rzucania papierowymi samolocikami w ekran po głośne mlaskanie ilekroć gasł ekran) nie mogę doczekać się ile nowych dojdzie już za rok... ;)
Ok, więc wróciłem wczoraj z festiwalu ANNECY i targów animacji MIFA...
Z jednej strony mam mrowie wrażeń, anegdotek, wspomnień, wiele wspaniałych poznanych ludzi i przede wszystkim sprawozdań z obejrzanych filmów (które spróbuję zrobić w najbliższych dniach)
ALE CHOLERA!
ZAKUPIŁEM W LOKALNYM SKLEPIE Z WRÓŻKAMI TO :
I JESTEM TYM ZAKUPEM ZARAJANY JAK DIABLI :))))))))))))