Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiksy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiksy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 sierpnia 2014

Lekcje komedii z Asteriksów : Jak śmieszyć wielokrotnie tym samym (tzw. lekcja running gag'u)

 
Vis Comica!
 
Słyszy się czasem, że żart powtórzony dwukrotnie nie jest już śmieszny.

To tylko połowiczna prawda. Przypomnijcie sobie ile komedii znacie które jesteście wstanie oglądać w nieskończoność i za każdym razem bawią was równie mocno. Śmieszy was, a przecież znacie już te żarty, często nawet na pamięć. Zwykle jest to zasługa postaci. Kochamy bohaterów i ich barwne osobowości więc chętnie podziwiamy ich pakujących się w te same zabawne sytuacje po raz enty.

Skupmy się jednak na samym gagu. To, że ktoś poślizgną się na skórce od banana może bawić raz. Czy możliwe jest by rozbawiło nas ponownie? Cóż, jeśli jest jakaś lekcja którą wyciągnąłem z nagminnego czytania za młodu albumów „Asteriks” to fakt, że… Owszem! Można powtarzać ten sam żart w nieskończoność i za każdym razem będzie zabawny.
 
Z tym przecież zresztą kojarzy się ta seria :
 
- Wódz ciągle spadający z tarczy,
- Ciągłe rybne bójki,
- Piraci ciągle tracący statek,
- Obeliks ciągle próbujący dostać łyk magicznego napoju,
- Ciągle skrępowany bard w czasie finałowej uczty
- ...i wiecznie poobijani legioniści żałujący podjęcia się służby wojskowej ("Zaciągnij się do armi mówili...")   
 
Co ważniejsze, nie tylko owe motywy pojawiają się obowiązkowo w każdym albumie (to zaneguję wkrótce ale pozostawmy to dla dobra argumentu), a jednak nie tylko bawią wszystkich za każdym razem ale fani są wręcz rozczarowani jeśli czegoś zabraknie.
 

Jak tego Goscinny dokonał? Trik wbrew pozorom całkiem prosty. To wszystko kwestia drobnej wariacji.

Przeanalizujmy to na być może najbanalniejszym przykładzie w całej serii – Bard Kakofoniks śpiewa i dostaje za to (zwykle od kowala Tenautomatiksa) po głowie...

Pytanie brzmi : Czy to samo w sobie takie znowu śmieszne? 

Cóż, zabawne ekspresje w rysunkach Uderzo pomagają, podobnie jak wzmianka Goscinnego, że kowal był przodkiem krytyków muzycznych co dodaje temu brutanemu aktowi ironicznego wydźwięku.

Pomaga też kontekst. Czytając wiemy, że śpiew Kakofoniksa jest absurdalnie okropny, zwykle budzą spusztoszenie wszystkich w około (jego imię tylko podbija ten dowcip).

Autorzy zresztą doszukiwali się kreatywnych sposobów by pokazać jak ciężkie dla innych są jego melodie.

Jest więc zrozumiałe czemu, gdy oświadczy, że podzieli się z innymi swoim talentem mieszkańcy reagują tak, a nie innaczej.
Inną kwestią jest upór postaci. Kakofoniks jest święcie przekonany, że jest geniuszem muzycznym i do znudzenia będzie dręczyć mieszkańców swoimi nowymi kompozycjami. Nie tylko nie daje sobie powiedzieć, że wyje, ale wyzywa przeciwników swego głosu od "Barbarzyńców" i "Prostaków". Wiemy więc, że sam się oto prosi...
 
Wszystko pięknie, pytanie jednak brzmi : Ile razy musimy zobaczyć barda dostającego manto by nam to obrzydło? Teoretycznie przecież powinno przestać nas to bawić po drugim, max. trzecim razie.

Oczywiście miejmy też na uwadze (zwłaszcza jeśli czyta to ktoś komu komiks jest kompletnie obcy), że motyw ten widzimy średnio raz na album, a nawet gdy pojawia się to kilka razy w jednej historii zachowane są spore odsępy czasu. Czytając Asteriksy chronologicznie czuć zresztą, że Goscinny powracał do "stałych dowcipów" tylko jeśli miał na nie faktycznie dobry pomysł i rzadko robił coś na siłę "by było". Odbiorca ma więc czas na odpoczynek, dostając po drodze tony innych żartów, wszelakiej rozmaitości przez co, gdy wracamy do bicia barda nie jest to takie znowu monotonne.

Nie mniej jednak po przeczytaniu kilku "Asteriksów" pod rząd mamy wręcz wkodowane w mózgu, że za każdym razem, gdy ma miejsce jakieś większe poruszenie w wiosce zjawi się Kakofoniks chcąc uczcić okazję swoją nową kompozycją. Wiemy, że to nastanie i jesteśmy na to gotowi!
I tak jest i tym razem kiedy to nagle...

Ładna wariacja grająca na naszych oczekiwaniach, która by nie był nawet w połowie zabawna jeśli nie bylibyśmy świadkami tego motywu wielokrotnie wcześniej. Jesteśmy wręcz wdzięczni za wszystkie razy gdy widzieliśmy jak bard dostaje w zęby nawet jeśli robiło się to już nużące.
 
Tu nie musimy już widzieć całej scenki by wiedzieć co miało miejsce. Twórcy też wiedzą, że wiemy dlatego "skrót" działa humorystycznie, tym bardziej umieszczony gdzieś w oddali. Ot, rutyna...
A tu z kolei nawet nie musimy widzieć sytuacji bezpośrednio. 
I znów ciekawa wariacja. Zbędna jest już wzmianka o śpiewaniu, gdyż dowcip nabrał innej warstwy i przestaje być tylko o kwestionowaniu muzycznego talentu barda. "Dostawanie w gębę" zaczyna go prześladować przy każdej okazji i bawi nas, że nawet jak dla odmiany nic nie robi i tak spotyka go maltretowanie.
Naturalnie nie można też jechać wyłącznie na wariacjach. Od czasu do czasu trzeba czytelnikowi owy motyw przypomnieć by utrwalił się w kontekście. Można to załatwić dyskretnie. Wystarczy jedno spojrzenie od stojącego w tłumie kowala i wiemy o co chodzi. Jednocześnie żart dostaje tu kolejnej warstwy : Tenautomatiks jest już obsesyjny na punkcie Kakofoniksa. Gag staje się cześcią jego osobowości. 
Oczywiście przypomnienie bywa też mniej subtelne :
Lub jak w przypadku poniżej : Zrobiony tak jak zawsze, jednak urozmaicony sprytnym żartem słownym. Nie bawi nas samo uderzenie, a to co temu towarzyszy.

 (mniejsza o kontekst czemu Tenautomatiks drapie się nogą za uchem... długa historia)
Tu z kolei staje się to częścią innego żartu przewijającego się przez album ("Asteriks w Hiszpani"), gdzie ryba Achigeniksa wędruje od właściciela od właściciela...

Widzicie o czym mówiłem? 
On just jest zaprogramowany, że tłuczenie barda stało się tradycją, a tradycję trzeba szanować. Bawi nas ironia, że co by Kakofoniks nie robił nie może umknąć przeznaczeniu. To jak grecka tragedia.

Motyw towarzyszy ilekroć widzimy tych dwóch razem tylko w różnych wariacjach. Ewoluował stając się częścią ich codzienności i relacji... I to relacji przez duże "R" gdyż, gdy w jednym albumie Kakofoniks wyrusza z Asteriksem i Obeliksem na wyprawę...


 Lub gdy innym razem urażony postanawia opuścić osadę...
Piękne ironiczne odwrócenie ról jednocześnie pokazujące Tenatuomatiksa z zupełnie nowej strony, "uczłowieczając" jego postać. Gdyby miałoby to miejsce, gdy widzimy ich po raz trzeci czy czwarty byłoby to co najwyżej zabawne. Tu ma to miejsce w albumie 29 dzięki czemu jest to nie tylko efektowniejsze i śmieszniejsze, ale niezwykle satysfakcjonujące.
Widzicie? Jak w grę nie wchodzi granie można się nawet doszukać przyjaźni między tą dwójką, poprostu tak już przywykli do "rutyny", że stała się dla nich normaką.

Jednocześnie żart żyje własnym życiem i nie potrzebując nawet obecności Tenautomatiksa czy Kakofoniksa by spełnić swoją misję. Wystarczy samo skojarzenie :


Jak więc widzicie można opowiadać ten sam żart bez końca. Sztuka polega na tym by za każdym razem opowiedzieć go od innej strony, odpowiednio urozmaicić bądź wykorzystać fakt, że dobrze już jest odbiorcy znany by zaskoczyć go znienacka dodając coś nowego do kotła. Naturalnie inny ważny składnik o którym napomniałem to pamiętać by dać od gagu odpocząć i pozwolić zatęsknić za nim. Czasami wystarczy nieco pogłówkować i dowcip nabierze własnego życia...

....albo stanie się częścią "serdecznej przyjaźni" ;)


                                                      


Pozdrawiam
Maciej Kur

czwartek, 13 lutego 2014

Z OKAZJI WALENTYNEK : Najupiorniejsze erotyczne fan-fiction w historii internetu!!!!

Hej kochasie!

Czy czasem macie tak, że lubicie rozłożyć się w gorącej wannie i spędzić w niej wieczór pisząc erotyczne fan-fiction o waszych ulubionych postaciach? Nie, pewnie, że nie. To było by chore. Laptop  w wannie... Poraziłby was prąd i śmierć na miejscu.

Tak czy siak oto TOP 10 ULUBIONYCH FRAGMENTÓW Z MOICH OSOBISTYCH FAN-FICTION...
(No co?)


10. "Między młotem a kowadłem"

- Nie rozumiesz. Przyszedłem do ciebie dziś w nocy bo potrzebuję pomocy – westchnął i z żalem popatrzył przez okno  w dół osady – To, że się wyżywam na tobie czy jego rybach... to wszystko przez to, że Ja... Ja męczę się w tym okropnym, bezcelowym małżeństwie i...
- Ciiiii....  – wyszeptał Kakofoniks  i powoli przeciągnął palec po wąsach kowala – Dzisiaj dla odmiany to ja uciszę Ciebie...


9. "KSIĘGA : Pasja! I tak cholera powinno być!"

- O tak! – Korra złapała oddech i wkroczywszy w stan Avatara raz jeszcze ucałowała Bolina z pełną namiętnością – Jak to dobrze, że olałam tę ciotę Mako i wolałam pozostać z tobą.
– Co nie? – odparł Bolin – I jak to dobrze, że czas został cofnięty i nasze przygody nie dzieją się w jakiejś  głupawej pseudo stimp-punkowej rzeczywistości tylko dalej w starożytnych Chinach jak przez pierwsze trzy sezony...
– Co nie? I nie ma tego debilnego wątku zawodów i...   O idą Aang i Toph! Jak tam pierwsza randka?

8. "Szarlotka"

Fluthershy otarła łzę kopytkiem. Od długiego czasu siedziała na łóżku i zastanawiała się nad nieuniknionymi konsekwencjami przyszłości. Applejack była dla niej takie dobra, ale co się stanie jeśli Rainbowdash się o wszystkim dowie? Nie lubiła jak Rainbowdash krzyczy. „Ona bywa taka niedobra kiedy się złości” – pomyślała Fluthershy i popatrzyła na Angle’a który spokojnie spał w swoim koszyczku. Delikatnie zakryła go kocykiem, gdy nagle uszy jej dobiegł odgłos przekręcającej klamki. Jej skrzydełka zatrzepotały, a jej serduszko zadrżało.
Drzwi po chwili się uchyliły, jednak na szczęście stanęła w nich Applejack.
– Siemano mała partnerko! - rzekła poprawiwszy kapelusz.  

7. "It's a Duck-blur... "

Uśmiech rósł na jego dziobie. Szarmancko otarł pot ze swoich złotych loków i ułożył ostatnią czterolistną koniczynkę na jej nagim ciele.
- Wiesz? To niezwykłe – rzekł zapalając jedną z przygasłych świecy – Przez te wszystkie lata Diodak wmawiał mi, że jak już kaczor raz przekroczy TĘ granicę nie ma już odwrotu. Ale ty... Ty uświadomiłaś mi, że czasem potrzeba tej jednej wyjątkowej kaczki w jego życiu by wszystko odmienić... Tak jakbyś rzuciła jakiś czar albo...
- Ja też potrzebowałam odmiany –  oblubienica pokiwała głową – Zbyt wiele lat się łudziłam! Powinnam już dawno zrozumieć, że McKwacz jest zbyt uparty by wyłapać te wszystkie oczywiste sygnały... Sądzisz, że nasze spotkanie było przeznaczeniem?
- Wolę nazywać to... szczęściem!


6. "Księga XXXII"

– Drużyna zbiórka! Zgodnie z komendą odgórną scenariusza rozpoczynamy nową księgę której celem będzie uczłowieczanie Tytusa przez useksualnienie! Jako atrybuty pomocnicze mamy bizkondomy, magazyny eroty-chichi-czne, wibratralalalatory, fiku-miku-od-dziewiczator (najnowszej generacji), wannolot, a także skonstruowany przez profesora T’Alenta Dajciałolot! Napędzany specjalnym paliwem Growstęplina...
– Mhhh! Też macie czasem wrażenie, że któregoś dnia te komiksy posłużą jako materiał do pracy naukowej o badaniach starczej demencji...
– Zamknij się Tytus bo ON cię jeszcze usłyszy!!!

5. "THE GREATEST CROSSOVER EVER TOLD!"

- A niech mnie dunder świśnie! – zachichotał marynarz i powtórzył pocałunek – Wiesz Shulkie? Twoje usta są drugą najlepszą zieloną rzeczą jaka zagościła w mojej buzi...
- Yhy...CO PROSZĘ?? – zdezorientowana Jennifer oderwała głowę i rozejrzała się niepewnie na boki. Nim jednak zdążyła powiedzieć choć słowo oto z trzaskiem otworzyły się drzwi i stanęła w nich oszołomiona Oliwia.
- TY... TY... – wysyczała przez zęby trzęsąc się jak galareta – Ty... I JESZCZE ONA JEST W MOJEJ KOSZULI!?
- Ło-haha! Nie dziwię ci się, że chciałeś pilnie odmiany, ale żeś pojechał z przeskoczeniem o 180 stopni... EJ!  –mruknęła Jennifer, gdyż nagle poczuła lekkie szturchnięcie którym była nadlatująca lampa rozbijająca się jej o głowę.


4. "And you know? I learn something today..."

Czarownik-Król Cartman niepewnie położył rękę a kolanie rumieniącej się księżniczki Kenny...


3. "Brokeback Hill"

- Eeee... Luke wyjaśnij mi raz jeszcze czemu odbiłeś mnie w paki?
- Widzisz mój drogi bycie stróżem prawa skazanym wyłącznie na swojego konia ma swoje minusy – cowboy zapalił papierosa i popatrzył z refleksją na zachodzące słońce – Hah! Kiedy robi się zmierzch! Człowiek czuje się biedny... samotny... z daleka od domu... Rozumiesz o czym mówię?
– Też cię ssie w brzuchu czasem przed snem, co?
– @#$$%!#!!! Dupa, nic z tego nie będzie! Trzeba było jednak brać Jacka... A TY PRZESTAŃ SIĘ ŚMIAĆ JOLLY JUMPER!!!!

2. "Nocne łowy!"

Armira popatrzyła głęboko w oczy Karluka i...

<OCENZUROWANO!>

Powiedziałem sobie, że nie wrócę do paki i cholera jasna nie zamierzam ryzykować...

1. "Cara Mia!"

- Dziękuję! Dziękuję! To najlepsze osiemnaste urodziny! – pisnęła Wensday i przystąpiła do ssania kolejnego palca –  A teraz proszę! BŁAGAM CIĘ KOCHANY! Pociągnij za wajchę i niech raz jeszcze poczuję jak machina rozrywa mi ciało... – dodała, a figlarna Rączka pokazała kciuk w górę i powoli poczłapała na podłogę...


Gratuluję odważnym którzy dotarli do końca, miejmy nadzieję, że ten o bałwanku Olafie i Królowej Elsie też kiedyś ujrzy światłem dzienne i... SZCZĘŚLIWYCH WALENTYNEK!!!!



~MACIEJ

wtorek, 31 grudnia 2013

NOWY ROK... ZNÓW!


Nowy rok przed nami to uznałem, że się czymś pochwalę... 

KU ŚCISŁOŚCI NOWYMI PUŁKAMI NA KOMIKSY W MOIM MIESZKANIU! Tak jest! Do tej pory moje komiksy leżały ozłożone po całym mieszkaniu w różnych punktach, teraz wreszcie udało mi się skumulować sporą część w jednym miejscu... Natrulnie nie zmieściło się wszystko jak chociażby bardziej ładnie prezentujące się na pułkach pozycje "V jak Vendata", kilka tomów "My Little Pony : Friendship is Magic", wiele różnych pozycji MARVELA i DC czy np. takie "Bezdomne Wampiry"... Ale damn it! I tak prezentuje się to nieźle!

Także tak, w Nowym, po raz pierwszy 2014 Roku życzę wam wszystkiego najlepszego...

 .... i ENJOY!



UPDATE (1 Luty!) 




Pozdrawiam
Majki

piątek, 18 października 2013

RISE OF THE DOOFUS!

This DUCK TALES fan-fiction is dedicated to Chris Barat and isnpired by his another wonderfull DUCK TALES RETROSPECTIVE ARTICLE!!!!

ENJOY!
(But be worned! It's dark!)







 
 
 
 
 
For more twisted Duckburg related fan-fiction CLICK HERE!

Yours
Maciek Kur of Poland

wtorek, 8 października 2013

Asteriks u Piktów! (Okładka i takie tam)

Ok, po miesiącach ukrywania (choć okładka dawno już przeciekła i była widziana przez wszystkich fanów) Egmont może już legalnie pokazywać okładkę nowego Asteriksa, a zatem mogę bezpiecznie umieścić ją na moim blogu...

Nie do końca rozumiem po co ta cała mistyfikacja. To nie tak, że jak ktoś zobaczy okładkę trzy tygodnie wcześniej jakoś wpłynie na jego zakup, ale taka decyzja Pana Uderzo więc trzeba ją szanować. A zatem...


Mhhh... "Meh" to może zbyt surowe słowo ale szczerze powiedziawszy nie ma w niej nic porywającego (plus Obeliks jakoś dziwnie wygląda)
Porównajmy z okładką np. taiego "Asteriksa u Brytów" :


Kompletnie inny poziom! Oświetlenie, akcja, emocje...

Z drugiej strony jeszcze za Goscinnego trafiły się kompletnie "Nie-epickie" okładki bardzo dobrych Asteriksów :

                                                        

Więc nie ma co jeszcze oceniać "komiksu po okładce". Co zachęca do zakupu to kilka nowych kadrów które przeciekło na internet :


Obeliks z twarzy na tym ostatnim nieco bardziej Kokosza przypomina ale generalnie poziom IDEALNY!
Trzymajmy kciuki...

 

Pozdrawiam
Maciej/ Pan Miluś

sobota, 16 lutego 2013

Granit Forsant vs. Kwakerfeller!

STAŁO SIĘ moi kochani kaczkofani! Tak! To było nieuniknione... Nareszcie ma się pojawić komiks w którym Granit Forsant i Kwakerfeller łączą moce w celu obalenia Sknerusa i jego - nierealnie wielkiego - imperium finansowego! (A tak, Magika DE Czar i Bracia Be też mają pomagać)
                                             (z po dziękowaniami dla Quack Magazine za skany)

Czemu ta wieść powinna przyprawić każdego Disney-geeka o tupot płetw? A bo choć obie te postacie pojawiają się regualrnie w Kaczych komiksach od jakichś pięciu-sześciu dekad, były z nimi setki (jak nie tysiące) historii, wszyscy znamy je dobrze i obaj zaliczają się do GŁÓWNEJ CZWÓRCY WROGÓW SKNERUSA MCKWACZA (A tak! Magika De Czar i Bracia Be stanowią resztę tego kwartetu) nigdy tak naprawdę nie mieliśmy historii z nimi na raz!
Chyba każdy z nas - w sensie MY, co dorastaliśmy na tych komiksach - czekał, aż wreszcie spotkają się w jakiejś historii, nawet nie w celu łączenia mocy, co po porstu zwykłej wymiany zdań.  Patrząc wstecz, to wręcz dziwne, że nikt wcześniej nie pomyślał, by zrobić komiks ze spotkaniem tych dwóch jakże istotnych osobistości...

Ok! Ku ścisłości był TEN komiks gdzie niby się pojawiają obaj ale grają w nim kompletnie osobne role i (o ironio dopiero na ostatniej stronie) mają interakcje przez jakieś półtora kadru. W TYM z kolei mają tylko przysłowiowe "cameo"  także znów niezbyt się to liczy...

                                             

W "Życiu i Czasach" Rosy pojawiają się co prawda w osobnych rozdziałach ale to dobrze, że ma to miejsce akurat w najbardziej znanym z Kaczych komiksów. Zapewne gdyby nie to nie byłbym zaskoczony jeśli wielu fanów gdybało latami czy to ma być ta sama postać po prostu z innym wyglądem (Czemu nie? Pana Dziab ma z osiem desingów z czego połowa jest w wieku Sknerusa, a druga młoda i atrakcyjna)

Ostatecznie obaj pełnią rolę milionera-rywala Sknerusa którego głównym celem jest by McKwacz poszedł z torbami, a nie pomaga, że w pewnych komiksach (przez zwykłą ignorancję scenarzystów) to Kwakerfeller ma tytuł (przypisywny normalnie Forsantowi) "Drugiego Najbogatszego Kaczora Świata", a Granit w wielu historiach mieszka nie w Afryce jak mu Carl Barks przykazał, a w Kaczogrodzie...

- I w "Kaczych Opowieściach" też!

...i w Kaczych Opowieściach też... Obawę
, że wielu czytelników musiało wnioskować, że to ta sama postać potwierdza też fakt, iż tłumacze swego czasu notorycznie mylili się i zamieniali ich imionami (choć jak zapewnili mnie zagraniczni  fani Polscy tłumacze nie mieli na tę wpadkę wyłączności)

Aż chce się zadać pytanie - Czy jest sens by Sknerus miał jednego, a nie dwóch rywali? Pomijając fakt, że realistycznie patrząc ktoś taki jak Sknerus miałby ich setki popatrzmy wpierw na różnice między tymi dwoma Panami : 
   
- Granit pochodzi z Afryki. Kwakerfeller to Amerykanin.
- Granit to przede wszystkim "zły klon" Sknerusa. Jak On urodził się biedny ale własnymi siłami zdobył swój majątek (choć w przeciwieństwie do McKwacza zrobił to nieuczciwie i nie miał kochającej rodziny) Kwakerfeller od urodzenia jest burżujem przez co w oczach Sknerusa jest trochę takim rozpieszczonym żółtodziobem bez życiowego doświadczenia.
- Granit jest w wieku Sknerusa, Kwakerfeller jest o dekadę młodszy (w mojej głowie Sknerus w przeciętnych komiksach zawsze miał 50-60 lat, więc Kwakerfeller ma 40'stkę)
- Granit ma za naczelny cel zdobyć tytuł "Najbogatszego Kaczora Świata" (choć czasem ciężko rzec czy zależy mu na tytule czy na tym by Sknerus go nie posiadał) Kwakerfeller choć zapewne tym tytułem by nie pogardził, bardziej skupia się na pobiciu McKwacza na tle biznesowym. Ciągle rywalizuje z nim o chody u burmistrza, lepsze mniemanie wśród mediów i opinii publicznej.
- Granit jest skąpszy i chciwszy od Sknerusa. Kwakerfeller wręcz przeciwnie, nie boi się inwestować pieniędzy dla osiągnięcia celu i pławi się w luksusie.


- Granit mieszka w skarbcu jak Sknerus (tylko, że w Afryce). Kwakerfeller ma willę i wysoki wieżowiec.
- Granit to strasznie zdeprawowana, osamotniona i okrutna postać. Nie ma problemów z próbami zabicia Sknerusa czy kogokolwiek innego by osiągnąć swoje cele i wydaje się być chwilami wręcz sadystyczny. Kwakerfeller jest o niebo socjalniejszy i chce co najwyżej upokorzyć Sknerusa. Choć go nie znosi, dla osób do których nie ma nic osobistego jest całkiem uprzejmy (w kontraście z Granitem jest wręcz sympatyczny) Wydaje się być zresztą zawsze mniejszym złem niż Magika czy Bracia Be, z Granitem jest odwrotnie.


- Granit nie ma żadnych towarzyszących mu postaci pobocznych (nikt kto się pojawił na więcej niż "raz" w każdym razie)  Kwakerfeller ma swojego Lizoosa (mhhh... jak to brzmi)
- Pewni zagraniczni fani wytknęli także, że o ile Sknerus (i Forsant także) jest staroświecki, tak Kwakerfeller prezentuje zwykle przesadnie nowatorskie rozwiązania w ich rywalizacji.
- Granit zwykle nie zjada meloników jak przegra. Kwakerfeller? Oho-ho-ho...


Podsumowując - uważam, że mamy tu strasznie ciekawy kontrast prezentujący wyzwanie dla różnych części charakteru Sknerusa :
Granit jak już napomniałem to jego zły klon : Prezentuje wszystko czym Sknerus mógłby się stać jeśli nie miałby rodziny i zasad i jak nisko mógłby upaść gdyby nie głos sumienia i zwyczajne cywilizowane odruchy.
Kwakerfeller to z kolei zupełnie przykład zupełnie innego Yingu do McKwaczowego Yangu. On prezentuje typ milionera którym Sknerus nigdy nie chciałby być (pławiący się w luksusie i szastający pieniędzmi) ale bycie takim próbują wymusić na nim media i oko publiczne. On używa swojego majątku by się pokazać i stworzyć sobie "image", coś co jest Sknerusowi kompletnie obojętnie.


W dużej mierze to bardzo zróżnicowane postacie i mam nadzieje, że napomniany komiks ciekawie zestawi ich różnice charakterów i kontrasty ich osobowości... (Choć i tak dopiero co ukazał się we Włoszech więc  pewnie minimum z rok poczekamy nim pokaże się w Polsce ale zapewne będzie warto)
                                       



Pozdrawiam
~Maciek Kur