Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dubbing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dubbing. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 czerwca 2011

„Dubbingowa rzeźnia” trwa - „Asteriks i Wikingowie” (Asterix and the Vikings) plus „Szeregowiec Dolot” (Valiant)

Po „Simpsonach” sądziłem, że długo minie nim znajdę coś z podobną ilością dziwactw na co mógłbym poświęcić cały artykuł, a tu proszę miła (??) niespodzianka.   
Na początek kilka słów o samym filmie – Jest Ok. Moim zdaniem pod względem humoru jest hen w tyle za „12 Pracami Asteriksa” czy „Asteriks w Brytanii”, względem nich nawet fabułę ma dosyć standardową, a scenarzyści niestety pominęli kilka moich ulubionych żartów/motywów z komiksu który adaptowali. Mimo tego samo w sobie jest całkiem dobry. Jest z czego się pośmiać, z wszystkich Asteriksów definitywnie ma najlepszą animację,  a nawet sceny trzymające w napięciu, smutne czy wątek miłosny zostały dobrze „wyważone” z duchem komiksu (czego nie mogę powiedzieć o „Asteriks w Ameryce” czy aktorskim „Asteriks na Olimpiadzie” gdzie niektóre z zabiegów tego typu wydały się wręcz wciśnięte na siłę  )



Pierwsze kilka razy gdy miałem przyjemność obejrzeć film była to Polska wersja. W kontraście z „Simpsonowi” gdzie nawet nie znając oryginału to co usłyszałem wydało u mnie ostre zażenowanie, tu oglądało się z przyjemnością. Dialogi były zabawne, świetnie znów usłyszeć Mieczysława Morańskiego jako Asteriksa, Wiktora Zborowskiego jako Obeliksa, Ryszarda Nawrockiego jako Panoramiksa (nawet jeśli miał tylko garstkę kwestii), Maciej Sztur świetnie wpasował się do roli Trendiksa (swoją drogą grał nieco podobną postać w „Nowych Szatach Króla”) i bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie... Doda Elektroda która wcieliła się w rolę księżniczki wikingów Abby. Nie jestem jej fanem, ale tu zagrała wyśmienicie. Nawet spolszczeń nie odczułem w takich lawinach co zwykle (mogli sobie darować moment gdy Asteriks mówi „A teraz słowo na niedzielę” ale to pikuś)

Niestety przyrównując z oryginałem film razi dziwnymi „inwencjami” tłumacza... I dla tych ciekawych jak długo szukam nim znajduję błędy do moich analiz, tu wystarczyło spojrzeć na... DOSŁOWNIE PIERWSZĄ SCENĘ DIALOGU W TYM FILMIE :

Wódz Wikingów : It’s allways the same!
We ride and nobody’s there! Are the gods angry with us? (Zawsze to samo. My najeżdżamy i nikogo nie ma! Czy bogowie są na nas źli?)
Pojawia się szaman Kryptograf.
Kryptograf : Here’s the words of the gods : Half of loauf of bread is bether then none.
The elary bird gets the worm (Oto słowa bogów : Pół chleba jest lepsze nic nic. Wczesny ptak dostaje robaka/Nota : to co cytuje to angielskie porzekadła)
Wódz : Cryptograpf, make yourself yousfull for once! (Kryptografie zrobił byś z siebie choć raz pożytek)
Kryptograf : Odyn says... (Odyn mówi...)
I się wywala.

W Polskiej Wersji :
Wódz Wikingów :
No bo wiecznie to samo! My najeżdżamy i nikogo nie ma! No przekleństwo jakieś!
Pojawia się szaman Kryptograf.
Kryptograf : Oto, co mówią o tym bogowie : Lepszy wróbel w garści niż gołąb, co wilka nosił. Kto na zimne dmucha temu bije dzwon!
Wódz : Martwię się Kryptografie. Dlaczego ty tyle pijesz?
Kryptograf : A kto powiedział, że...?
I się wywala.

Kompletnie nie kapuję interwencji tłumacza. Czy scena naprawdę będzie zabawniejsza jak będziemy myśleli, że szaman był podpity? Po za tym teraz kolejne zdanie wodza „Ale dlaczego nigdy nikogo nie udaje się złapać?” (w oryginale „Why do our enemies vanish without a trace?”/”Dlaczego nasi wrogowe zawsze znikają bez śladu”) wydaje się jakby wyrwane z kontekstu. Imię wodza (Timadahaf) swoją drogą nie pada nigdzie w Polskiej wersji, choć nie będę  o to czepliwy bo w oryginale jest też wspomniane chyba tylko raz.

No ale przejdźmy do naszych bohaterów. Do wioski galów przybywa bratanek wodza Trendiks, a następnie rozkręca wioskowe przyjęcie swoją luzacką naturą, w wyniku czego Obeliks zaczyna gadać pseudo-ziomkowym slangiem. Przypadkiem ochlapuje Asteriksa kałużą błota po czym oświadcza :

Obeliks : Hey! Are you in the flow brow? (Hej, czy czujesz falę bracie? //taki slang młodzieżowy)
Asteriks : Ow, yhe. I’m down and dirty brow (O tak jestem w dole i brudny bracie. //także młodzieżowy slang, przy czym dowcip polega na tym, że Asteriks opisuje dosłownie co miało własne miejsce) 

No, cóż, definitywnie żart słowny który wymaga spolszczenia, a film tłumaczy przecież sam pan Wierzbięta, który ma za sobą przetłumaczenie kilku Shreków, Misję Kleopatra i  Madagaskar. Zobaczmy jak genialnie przetłumaczy tę scenę...

Obeliks :  Mega wczuwa, no nie, stary?  
Asteriks : No ba! Nie wiedziałem, że chłopak ma taki talent.

????????
A to skąd się wzięło!? Czy reżyser dubbingu uznał, że w filmie zabrakło momentu w którym Asteriks oficjalnie zaakceptował Trenidksa w gronie swoich przyjaciół więc uznał, że go doda??? Szczerze nie kapuję.
Tłumacz zresztą wydaje od początku modyfikować film na własną modłę i nie mówię tu np. o późniejszej scenie gdzie mieszkańcy wioski i Trendiks wkraczają do obozu Rzymian

Trendiks : Is this where the party is? (Czy to tu będzie impreza?)
Asteriks : Yhe, you can say that (Tak, można tak to nazwać)

Polska wersja :
Trendiks : Czy to na pewno bezpiecznie?
Asteriks : Oh, dla nas to na pewno.

Oto wiele scen później Obeliks zaczyna nucić sobie piosenkę „Pieczone Korale” co jest aluzją do jego kwestii z „Misji Kleopatra”. Mh! Przełączę oryginał angielski (oglądał to na legalnie kupionym DVD by nie było swoją drogą) i co słyszę? Cisza!

Co ciekawe piosenka jest nawet w napisach ale nie ma jej w dialogu (Całość wygląda jeszcze bardziej prześmiewczo gdy ogląda się film w oryginale z napisami)

E! Ale raz to każdy sobie może pozwolić na taki...

Inna scena - Kryptograf dostając choroby morskiej miotuje za burtę. W oryginale cisza, w Polskiej wersji „O, marchewka”.

Inna scena -  Gdy Abba drze się na wikingów „Któregoś dnia kobiety będą miały równe prawa” a Wikingowie odkrzykują „Tak” w Polskiej wersji słychać z offu „Zaraz, bo się pogubiłem...” (nawet nie dam głowy czy to nie jest głos Macieja Sztura którego NIE MA w tej scenie), w oryginale cisza.

I jeszcze ze dwa podobne momenty. Źle to? A bardzo bo tłumacz zamiast – no wiecie – skupić się na tłumaczeniu zabawia się ubarwianiem scenariusza własnymi tworami i później mamy serię dubbingowych niekonsekwencji do których przejdę na moment.

By jednak nie było, że Polski dubbing tylko demonizuję. W Niemieckim dubbingu filmu znalazłem kilka podobnych momentów gdy postać coś mówi, choć nie ma tego w oryginale (np. w scenie w której Olaf ma zabić Trendiksa oznajma z offu„Hasta La vista Baby” ) Zresztą dodatki i zmiany w Asteriksie to pikusie jeśli popatrzę jak niektóre z Europejskich animacji zostały potraktowane w Amerykańskim dubbingu, gdzie na maksa zabawiają się w dorzucanie kwestii z offu i ogłupianie dialogu. „Wielka Bitwa Asteriksa” został wręcz zmasakrowany lawiną tekstów których nawet nie ma w oryginale, podobnie jak Polska animacja „Dawid i Sandy”, która co prawda nie trafiła mi w gusta już w swojej pierwotnej formie, ale w Amerykańskiej wersji tak niesmacznie uinfantylnili wszystko, że to nawet nie jest zabawne.

No ale wróćmy do filmu :
W oryginale gdy Trendiks pokazuje swoją gołębice pocztową wyjaśnia, że nazywa się „SMS” poczym dodaje co jest skrótem od „Short Message Service-ex”. W Polskiej wersji oznajmia „To jest mój gołąb pocztowy – wysyłam nim SMS’y". Imię gołębia zatem nie pada, aż do sceny w drugiej połowie filmu, jednak w Polskim tłumaczeniu zamiast „SMS” Obeliks adresuje gołębia jako „Esemesiks”... co z punktu widzenia uniwersum Asteriksa jest bezsensu bo „iks” mają w imionach tylko mężczyźni, a gołąb to samiczka (!!)

Poturbowany po walce Olaf widząc swojego ojca oznajmia po prostu :
„Hi Dad!”
Proste, acz nic na siłę i adekwatne do sytuacji.
W Polskiej wersji
zaś pada :
„Cześć, Tereska”

 Uh!

A teraz coś co mnie zmasakrowało.
SPOILER! Trendiks żeni się z córką wodza Wikingów i ślub z weselem ma miejsce w wiosce Asteriksa. Vikea (żona wodza wikingów) wręcza prezent Dorominie, żonie wodza Asparanoiksa prezent...
 
Oryginał;
Vikea :
A little gift to our hostes (Mały prezent dla naszych gospodarzy)

P.W. :
Vikea :
A to coś dla matki mojego zięcia.

Dobromina NIE JEST matką Trendiksa!!!!!!! Może spojrzałbym na to jako błąd z cyklu „Tłumacz nie znał komiksu czy wcześniejszych odsłon i nie wiedział, więc się pomylił” (co biorąc pod uwagę, że to nie jest pierwszy Asteriks z którym ma do czynienia uważam za wątpliwie)  ale nawet w kontekście filmu samego w sobie jest jasne, że nie jest jego matką. Ba! Pojawiła się w kilku scenach wcześniej w tym z jednej jasno wynika, że jest żoną wuja Trendiksa. A może "dowcip" miał polegać na tym, że nie było dla niej a się bezczelna pazera rzuciła? Jak tak, ani to czytelne i kompletnie ma się ni jak do oryginału.
Tak czy siak skąd to się wzięło nie mam pojęcia, ale stawiam ten błąd gdzieś obok Irlandzkiego Sknerusa i większości głupot z Simpsonów.

No, ale to już koniec filmu.
SPOILER’ując – wikingowie nauczyli się wreszcie co to takiego strach, w wyniku czego zmieniają się w bandę cykorów. W oryginale wystraszony wódz drze się ze swojego statku :

Wódz : Ow, is it fog?
Ow, I hate fog! I get scared! I want my momy! I don’t want any fog! Mamy! MAMY!!!! (Oh, czy to mgła? Oh, ja nie cierpię mgły! Boję się! Chcę do mojej mamy, nie chcę żadnej mgły! Mamo! MAMO!!!!)


W Polskiej wersji co dziwne pada cały dialog :
Wódz : Telegraf! Teraz twoja wachta! Właź na bocianie gniazdo.
Telegraf : Nie chcę!
Wódz : No właź, no!
Telegraf: Kiedy ja się boję.
Wódz : Właź mówię! Co to? Mgła? Ja się boję mgły! Ja chcę do mamy! Mamusiu! MAMO!

Naprawdę to całe uśmiesznianie sceny na siłę mi się nie podoba. Zabija to oryginalną intencję autora (na swój sposób to brak szacunku) i osobiście bym był zbulwersowany gdybym dowiedział się, że ktoś przeinacza w ten sposób coś czego jestem autorem.

A tak dając trochę bardziej optymistyczny akcent – Chciałem doszukać się jakiś pomyłek/głupot tłumacza w „Szeregowcu Dolocie” (org. Valiant)  i szczerze musze zachwalić Polski dubbing.

Streszczając moje odczucia do filmu samego w sobie, to przyznam się, że pomimo wad budzi moją sympatię. Animacji się nie czepiam bo w porównaniu z Pixarem i Dream Worksem każdy inny produkt wygląda marnie, a choć nie trawię humoru toaletowego kapuję, że to kwestia gustu. Film ma ciekawy pomysł z drugą wojną światową z punktu widzenia zwierzaków, sporo mnie rozbawiło (Weź się nie śmiej z myszy z La Resistance która wymachuje zapałkami i śmieje się chisterycznie ilekroć usłyszy słowo "samotaż") i jest jeden świetnie prezentujący się czarny charakter. Głównym problemem filmu jest niestety tytułowy bohater Franek Dolot, który jest po prostu nudny jak flaki z olejem. Nie ma jakiejś specjalnie porywającej osobowości (ot miły, spokojny chłopak) czy dylematów (jest niski), bardzo rzadko robi sam z siebie coś zabawnego, a zestawiony z grupą o wiele barwniejszych postaci prezentuje się po prostu sztywno. O wiele ciekawiej wypada poboczny wątek postaci Bakiera, który chce uciekać z wojska ale stopniowo uczy się o odpowiedzialności ect. Szkoda, choć mimo braku silnego bohatera (nie w sensie fizycznym, a pod względem osobowości) film i tak prezentuje się całkiem nieźle.

Co naprawdę ożywia jednak film, gdy się go ogląda Polskim dubbingu to Sławomir Pacek który wcielił się w rolę Bakiera. „Warszawski akcent” którym operuje jest po prostu przekomiczny (i pasuje do postaci) i slang którym operuje dodaje trochę swojskości do klimatu II wojny światowej. To samo można zresztą wszystko powiedzieć o wszystkich spolszczeniach. Piosenka o Wandzie co nie chciała Niemca idealnie zostaje wykorzystana, gdy Bakier próbuje przebłagać Nazistowskiego Jastrzębia by go nie zabijał i podoba mi się jak został przerobiony ten dialog :  

– You bird brains are squad F. You know what that means?  (Słuchajcie ptasie móżdżki, jesteście odział F. Wiecie co to znaczy?)
– Squad Fantastic? (Oddział Fantastyczny?)
– I’ve got it! Squad Formidable? (Ja wiem! Odział wspaniały!)
– Philosophical? (Filozoficzny?)
– No! It means you are the fliers of the future... [Dwa gołębie się zderzają] The far future. (Nie! To znaczy, że je
steście lotnikami jutra... Dalekiego jutra)

W P.W. 
– Ej, ptasie móżdżki, jesteście pluton Jot! Wiecie czemu Jot?
– Jot jak „juhu
”?  
– Jot jak „junacy”?
– Jot jak „Jidiota”?
– Nie! Pluton „Jot” bo jesteście lotnikami jutra! [Dwa gołębie się zderzają] A może i pojutrza...


To tyle na dziś
~Pozdrawiam

Pan Miluś

                                       
 

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Disney dubbing!

No, cóż kinówka Simpsonów rozgrzała mnie nieźle i uznałem, że co jakiś czas będę zamieszczał na „Milusiowych Ekstazach” wszystkie gafy dubbingowe jakie przyjdą mi do głowy. Dziś na rzeźnie bierzemy filmy Disneya.

[UWAGA! Teksty tu i tam zawierają mniejsze lub większe SPOILERY dla treści filmów]

Na początek coś z najstarszych klasyk. „Pinokio”!  Lis zastanawia się komu będzie mógł z sprzedać mówiącą kukiełkę, aż nagle spostrzega plakat marionetkarza Stromboliego.

W oryginale
:  
 „Stromboli! Why th
at fat, old, faker would give his... Listen.” (Stromboli! Przecież ten gruby, stary oszust oddałby... Słuchaj!) „

Polska wersja
:
„Już wiem! Stromboli. Ten stary fakir da się na to nabrać!”

„Faker” oznacza oszusta, tu jednak bezsensownie zostało przetłumaczone „Fakir”.
Kurcze pamiętałem podobny przykład gdzie „Maniac”  (wariat) przetłumaczono „Maniaku” , a „You lunatic” (Także „Ty wariacie”) przetłumaczono „Ty lunatyku”  ale nie mogę sobie ich przypomnieć.... Ten pierwszy był na 99% z „Wielkiego Mysiego Detektywa” ale z tego co widzę w obecnej wersji zostało to  poprawione na bardziej sensowne tłumaczenie.


A teraz parę ostrych gaf z „Księżniczki i Żaby”  :

Tiana do Pana La Bouff :
„Congratulations on being voted King of Mardi Gras parade”  (Gratuluję Panu bycia wybranym Królem Parady Mardi Gras”)

Polska wersja : „Gratuluję Panu wyboru na króla dzisiejszej pardy”

Jedna pomyłka, a wprowadza nie lada chaos merytoryczny. Po pierwsze napomniana „parada” ma miejsce w filmie nie tego samego dnia lecz... DWA DNI PÓŹNIEJ!  Po drugie, co dziwne przez pierwszą połowę filmu tłumacze kompletnie ignorują wzmianki o „Mardi Gras” mówiąc po prostu „parada”. Fajnie, jednak przez to gdy po gdy 2/3 filmu później Tiana nagle przypomina sobie „No tak! Jeżeli jej ojciec jest królem Mardi Gras...”  Polski widz będzie dosyć pogubiony o czym wygaduje.



 Inny błąd równie drastyczny dla kontekstu opowieści ma miejsce gdy czarownik Voo-Doo Dr. Facilier nachodzi naszego protagonistę księcia Neveena.  Przybliżając problem : Rodzice księcia odcięli go od prawa do tronu (jak i kasy) i obecnie nie ma grosza przy duszy. Jedyne rozwiązane to ożenić się z jakąś bogatą Panią, do czego mu nie śpieszno. Facilier manipuluje go w całkiem sprytny sposób.  Mówi mu, że sprawi, że nie będzie się musiał martwić o pieniądze i obowiązki i będzie miał dużo „zielonego”... To rzecz jasna slang na pieniądze więc nasz próżny bohater się zgadza, a czarownik zamienia go w żabę – Cwane!


W Polskiej wersji...

„Ale wolność to forsa”

//KLEPNIĘCIE W CZOŁO!//

Cały sens polegał na tym, że Neveen MYŚLI, że Facillier mówi o pieniądzach, a tak naprawdę mu chodzi o coś innego. Teraz cały szens sceny szlak trafił!

A teraz mały, choć istotny duperelek w tym konkretnym filmie na który tłumacz nie musiał koniecznie zwrócić uwagę więc jest usprawiedliwiony. Wbrew pozorom Pierwszy film Disneya z czarnoskórą bohaterką w roli głównej nie był wolny od poruszenia wątków rasowych... To się dzieje USA w latach 20’stych, do licha! Niewolnictwo zniesiono, ale Afro-Amerykanie ciągle musieli znosić dużo obelg pod swoimi adresami, nie mówiąc już o tym, że wielu białych prędzej dałoby sobie rękę uciąć nim zaakceptowaliby murzyna w swojej klasie społecznej.
W filmie jest to załatwione subtelnie – Tiana, główna bohaterka jest z „biednej rodzinny” i chce uzbierać kasę by uzbierać na restaurację. Niestety niespodziewanie para sprzedawców oznajmia jej, że pojawił się „inny kupiec” , który tajemniczo nie pojawia się przez cały film... Delikatniej sprawie ujmując : Nie chcą jej sprzedać ponieważ jest czarna. 
Po ich zachowaniu widać, że kręcą, plus dodatkowo pada z lekką pogardą : 

„Which is why a little woman of your "background", would have had her hands full trying to run in a big buissnes like that.
No, your better off where you’re at” (I dlatego mała kobieta twojego "pochodzenia", miałaby zapchane ręce prowadząc taki wielki interes. Rób dalej to co robisz... )
Ale palant! Powyższy fragment wypowiedzi zostaje zresztą powtórzony w późniejszej scenie i  w obu przypadkach Tiana reaguje wyraźnym znieważeniem na twarzy. Ot, skromny akcent który przejdzie koło głowy młodszego widza, który pomyśli, że komentują tylko to, że jest biedna, jednak dla starszego który zna przykre realia historyczne będzie to dodawało nowego dna do konfliktu...

W Polsku tłumaczeniu pada „Dlatego uważam, że dziewczę twojej sytuacji...” co nie ma niestety tego samego wydźwięku, jak i podtekstu rasowego.


W „Piękniej i Bestii”, gdy Bella mówi, że musi iść pomóc ojcu, Le Fou złośliwie komentuje :
„That crazy old loon. He needs the help he can get!” (Ten stuknięty stary wariat! Mu trzeba tyle pomocy ile się da!)



W Polskiej wersji : „On jest szalony! Córka musi mu pomagać!”

Hę!? Od kiedy fakt, że jest się starym niedołężnym człowiekiem, który potrzebuje pomocy swojej córki definiuje kogoś jako wariata!?
No, cóż, ostatecznie mentalność ludzi z miasteczka Belli jest przez cały film niekonsekwentnie dziwna. Uważają czytanie książek za nienormalne, choć w środku miasteczka stoi całkiem pokaźna księgarnia, śluby są aranżowane bez wiedzy Panny młodej i chcą zlinczować faceta bo jednorazowo darł się, że widział „bestię w zamku” (swoją drogą zawsze byłem zdziwiony, czemu nigdy nie wspomniał słowem o gadających przedmiotach. Nie pomogło by to sprawie co prawda, ale przynajmniej byłoby jaśniejsze czemu mają go za wariata)

Ale właśnie! Wróćmy na moment do wątku ślubu w tym filmie. Bella jak to niezależna, silna protagonistka, nie jest zachwycona pomysłem gdy Gaston próbuje wymusić na niej małżeństwo i gdy się już go pozbywa, robi co każda bohaterka Disneya robi, a mianowicie zaczyna śpiewać piosenkę...
 
„Can you imagine? He asked me to marry him. Me the wife of that boorish, brainless... [śpiewa]  “Madame Gaston”, Can’t you just
see it? “Madame Gaston” he’s little wife? Ow, no not me I guarantee it…” (Uwierzycie? Poprosił mnie o rękę! Ja? Żoną tego chamskiego, bezmózgiego... [śpiewa] „Madame Gaston”,  Czy uwierzycie? „Madame Gaston” jego mała żonka. O nie! Nie ja! Gwarantuję wam to...)



W Polskiej wersji zaś...

„Niewiarygodne! On mi się oświadcza! Ja żoną takiego tępaka! Prostaka! [śpiewa] „Madame Gastone”, bezczelny głupiec! „Madame Gastone” okropny typ! O nie! Merci! Cóż to za tupet...”

Nikt nie byłby zadowolony będąc w jej sytuacji, ale tu robi się nie charakterystycznie nieuprzejma wyrażając co myśli o Gastonie... Mało tego! Bella z założenia powinna nie mieć pojęcia o tym „ile jest warta” (w sensie jest piękna ale nie jest tego świadoma), tu śpiewa jakby dobrze wiedziała, że jest nagrodą dla zdobywcy pierwszego miejsca...
Także "mała żonka" którą udaje w trakcie śpiewania piosenki wydaje się teraz kompletnie od czapy. Równie dobrze mogłaby udawać, że wędkuje miało by to tyle samo sensu...


W Mickey bardziej bajkowe święta... (którego Polski tytuł podoba mi się akurat całkiem. Całość jest kontynuacją "Mickey bajkowe święta", więc to spolszczenie jest całkiem zabawnie wykonane)

Sknerus dostaje kobzę na gwiazdkę i szczęśliwy oznajmia :
„It’s what wanted since I was wee lad in the Highlands” (To coś co chciałem od kiedy byłem małym szkrabem w Highlands/ „Highlands” = według definicji wikipedii „górzysty region północnej Szkocji”)

Ale w Polskiej wersji....„To mi będzie przypominać Irlandię mojego dzieciństwa”

!?



Za Chiny nie rozumiem! Sknerus jest Szkotem! Mówi ze szkockim akcentem, ma „Mc” w nazwisku, prezent o który się rozchodzi to kobza, w tle gra szkocka muzyka, w późniejszej scenie zakłada kilt... I jeszcze wprost mówi o Szkocji w dialogu!!! Jak do diabła ktoś mógł się tak walnąć i okrzyknąć go Irlandczykiem!? Nie! Fakt, że Sknerus jest Szkotem nie mógł od tak umknąć tłumaczowi. To musiało być celowe. Zastanawiałem się czy żart miał polegać na tym, że „Irlandia mojego dzieciństwa” to takie wyrażenie, ale nie – pierwszy raz je słyszę na uszy i na Internecie też niczego nie znalazłem.  
Być może taki zabieg miałby sens jakby powiedziała to inna postać, np. Donald („Haha! Pomylił się i wziął wujka za Irlandczyka choć jest stereotypowo-szkocki do bólu”) ale tu tak nie jest. No przykro mi ale to po prostu obrażanie inteligencji widza, tym bardziej w filmie dla dzieci które to tylko zdezorientuje.

Co ciekawe nawet w Polskich napisach pisze „Marzyłem o tym, gdy dorastałem w Szkocji”...


Ale to pikuś z błędem który znalazłem w Nowym Polskim dubbingu „Kaczych Opowieści” (Duck Tales), w odcinku „Master of the Djinni”.

Streszczając zawikłaną fabułę do najważniejszych wątków –Granit Forstant wchodzi w posiadanie magicznej lampy z dżinem który spełnia jego życzenia. Po tym gdy jedno życzenie obraca się przeciw niemu, w gniewie oznajmia „I wish I never found that blasted lamp” (Chciałbym nigdy nie znaleźć tej przeklętej lampy) i dżin myśląc, że to kolejne życzenie cofa czas tylko tym razem Forsant nie znajduje lampy.
W Polskiej wersji oznajmia w gniewie „Niech piekło pochłonie tę głupią lampę”...

CO!? CO!? CO!?
 Jak można było przeoczyć tak oczywisty zabieg!? Czy tłumacz na serio nie załapał o co chodziło? To nie tak, że Forsant ląduje w piekle w kolejnej scenie (choć muszę przyznać byłoby to fajne, acz zajebiście mroczne zakończenie). Szczerze współczuję dzieciakom które to obejrzały i kompletnie zdezorientowały się tym zakończeniem! To nawet nie jest błąd z cyklu „tłumaczowi się nudziło to zmienił sens wypowiedzi by było zabawniej”, to jest po prostu głupie!

Ale by nie było, że doszukuję się tylko pomyłek, oto bardzo ładny przykład przetłumaczonego dialogu, pozornie trudnej do przetłumaczenia sceny z „Dzwonnika z Notre Dame”, gdzie Quasimodo ćwiczy alfabet :

Oryginał :
Frollo :
A.
Quasimodo : Abomination (Abominacja)
F : B?
Q : Blaspehemy (Bluźnierstwo)
F : C?
Q : Contrition. (Skrucha)
F : D?
Q : Damnation.  (Potępienie)
F : E?
Q : Eternal damnation.  (Wieczne potępienie)
F : Good. F?
Q : Festival... (Festyn)
F : (reaguje gniewem) Excuse me? (Przepraszam?/w kontekście „Co takiego?”)
Q : (wystraszony) F... Forgivnes? (Przebaczenie?)  

Polska wersja :
Frollo :
A.
Quasimodo : Abominacja.
F : B?
Q : Bezwstyd.
F : C?
Q : Celibat.
F : D?
Q : Denuncjacja.
F : E?
Q : Ekskomunika.  
F : Dobrze. F?
Q : Festyn.
F : (reaguje gniewem) Co takiego?
Q : (wystraszony) F... Fanatyzm!

Super! I okreśłenia religijne są zachowane (tj. "denuncjacja" akurat jest terminem prawnym, ale pasuje bo Frollo to sędzia) i ostatni tekst jest odpowiednio ironiczny do sytuacji. BRAWA!


To tyle na dziś!

~Wasz Pan Miluś

niedziela, 29 maja 2011

"Simpsonowie Wersja Kinowa" - Jedz me szorty Polski dubbingu!

Tak... Nie wiem co za licho mnie podkusiło ale uznałem po latach odświeżyć sobie POLSKĄ wersję kinowej odsłony Simpsonów. Nie znam innego filmu lepiej ilustrującego wszystkie wady które lubię wytykać Polskiemu dubbingowi. Ba! Jest ich tu tak wiele, że to prawie parodia. Już sam Polski tytuł boli sugerując,  że spece od tłumaczenia naprawdę niewiedzą za co się biorą...
By jednak było uczciwie zacznę od plusa – Nie mówię tu o aktorach, a o samym tłumaczeniu! W swoim krótki życiu miałem okazję poznać i zobaczyć w akcji kilku Polskich dubbingowców i mam same dobre rzeczy do powiedzenia.  Są charyzmatyczni, promieniują profesjonalizmem i dają z siebie wszystko jednocześnie bawiąc się dobrze. Poza tym nie byłbym w stanie mieć do nich pretensji o ten konkretny projekt. Simpsonowie to serial który w swojej pierwotnej formie był dobrze znany od prawie dwóch dekad.  Dan Castellaneta, Hank Azaria, Nancy Cartwright, Harry Sherer i reszta obsady przez lata obsłużyli multum postaci, których charaktery jak i głosy zdążyły solidnie ewoluować, a nie zapominajmy, że  sporo drugoplanowych bohaterów, pojawia się w filmie dla raptem kilku kwestii. Byłoby ciężkie (i bezsensowne) gdyby dubbingowcy na siłę szukali idealnego aktora do np. postaci Smithersa czy Dyrektora Skinnera skoro obaj mówią w całym filmie dosłownie po jednym zdaniu (Ba! Ten drugi mówi tylko jedno słowo)

Wracając jednak do napomnianego „plusa” : Uważam, że Polska obsada wypadła dobrze. Po prostu trzeba było chwili aby się przyzwyczaić i już myślało się o postaci jako o Barcie Simpsonie, a nie jako o Barcie Simpsonie z głosem Joanny Wizmur . Ba! Lisa, Millhouse czy Wiggum brzmią praktycznie idealnie, a Wojciech Paszkowsk jako Ned Flanders to strzał w dziesiątkę.




Przejdźmy wreszcie do problemów. Kto jest młody nie pamięta pewnie jaki szum zrobił się gdy na ekrany wchodził „Polski” Shrek, nie z powodu filmu samego w sobie, ale z powodu dubbingu. Każde szanujące się pismo w kraju musiało mieć obowiązkowo artykuł o tym jak Pan Wierzbięta zrobił z filmu coś „Polskiego” (nie żartuję, widziałem więcej niż jeden artykuł który ujął to w te sposób) przerabiając wszystkie dialogi w filmie na swojskie. I faktycznie – w  „Shreku” wypadło to fajnie, z Jerzym Szturem nawijający głosem Osła, wzmianką o Żwirku i Muchomorku i kilkoma tekstami które na kilka lat wpisały się do słownika codziennego użytku. Dubbing „Asterix i Obelix : Misja Kleopatra” także uważam za rewelacyjny – ostatecznie to było spore pole do popisu dla tłumacza : Nie dojść, że co rusz ktoś rzuca jakimś kalamburem  językowym, to każde imię w tym filmie to jakiś żart słowny, notorycznie przez postać Numernabisa przekręcany. To film którego nie da się przetłumaczyć nie spolszczając połowy dialogu i co ciekawe nie wyszło to wcale natrętnie. Asterix raz wspomina jak to tłok na budowie przypomina mu jak był na stadionie u Słowian i to by było na tyle...




Niestety z późniejszymi filmami było coraz gorzej! Idąc przykładem Pana Wierzbięty tłumacze coraz bardziej zaczęli mknąć w zaśmiecanie dialogów spolszczeniami, a piszę „zaśmiecanie” bo moim zdaniem to dwie różne bajki robić taki zabieg gdy faktycznie aluzja bądź żart słowny jest zrozumiały tylko dla osób konkretnej nacji/języka, a co inne gdy wrzuca się go na siłę bo Pan tłumacz ma ochotę popisać się „jaki to jest zabawny”.  Chwilami ma się wrażenie, że już przed filmem zrobił listę obecnie popularnych cytatów i za główny cel postanowił sobie wpleść je w tłumaczenie , a co gorsza jedni (jak właśnie Pan Wierzbięta) mają manię dorzucania nowych tekstów z przysłowiowego offu. Na faszerowaniu obecną pop-kulturą się jednak nie kończy, gdy zapatrzony we własne fanaberie tłumacz kompletnie ignoruje intencje autora spalając niekiedy żarty bądź wrzucają coś co ma się ni-jak do ogólnego kontekstu.


Pozwolę sobie przytoczyć przykład zademonstrowany przez kolegę Lisa :





Ale dosyć tego dobrego!
Oto – najboleśniejsze – perełki Polskiej Kinówki Simpsonów (W nawiasach będę dawał dosłowne tłumaczenie by lepiej zilustrować Problem)

OK! Film się zaczyna!
 Lisa jest na koncercie zespołu Green Day. Przerywają koncert by poruszyć kwestię zanieczyszczenia rzeki i tłum reaguje agresywnie.

Oryginał :
Lisa : I thught they touched on a vital issue. (Wydaje mi się, że poruszyli istotną kwestię)
Moe : I beg to differ (Śmiem przeczyć/Jestem innego zdania)



Polska wersja :
Lisa :
Przecież ekologia jest ważna w życiu.
Moe :  Ekologia to ściema.

Mhhh...
Scena zespołu Green Day zaczyna tonąć ala Titanic i bohaterowie wyciągają skrzypce parodiując scenę z filmu Camerona.
 



Michael Pritchard : Gentelmen, it’s been an honor playing with you tonight. (Panowie, to był zaszczyt grać tu z wami dzisiaj ~ cytat z filmu Tytanik)



Polska wersja :
Michael Pritchard :
To był zaszczyt grać z wami na tym Tytaniku.



Wow! Trzecia minuta i już tłumacz musi gag spalić. Pomijam fakt, że „Titanik” to jeden z najbardziej kasowych filmów w historii (Nawet w komentarzu audio twórcy żartują sobie w czasie tej sceny, że każdy to zna) więc większość ludzi pewnie załapie tę parodię, ale nawet jeśli nie, naprawdę nie podoba mi się postawa tłumacza  - „Część nie załapie aluzji, więc powiedzmy im to wprost” . Fajnie. Ale ogłupia to dowcip dla tych którzy z kolei załapali by dowcip!!!
Ale lecimy dalej. Simpsonowie są teraz w kościele.

Pastor : For the latest rock band to die in our town Lord, hear our prays! (Za ostatni //w kontekście “jeszcze jeden”// zespół rokowy który zmarł w naszym mieście, Panie usłysz nasze modły!)




Polska wersja :
Pastor :
Módlmy się za duszę ostatnio zmarłych członków kapeli. Panie usłysz nasze modły.




W wyniku dalszych wydarzeń w Dziadka Simpsona wstępuje jakaś siła wyższa i zaczyna drzeć się na cały kościół.
Oryginał :
Dziadek :
  A thousand eyes!  (Tysiąc oczu!)


Polska wersja :  
Dziadek :
Oczów Thouseny!

Pewnie bym się o ten konkretny przykład olał gdyby nie to, że określenie „Oczów Thouseny” przewija się potem przez resztę filmu co prowadzi to tak błyskotliwych komentarzy jak :

Oryginał :
Dziadek :
I’m pretty sure a thousand is a number (Jestem pewien, że tysiąc to numer...)
P.W.  :
Dziadek :
Mi to się widzi, że thousen to cuś z pieniędzmi...

Obezwładniwszy dziadka i związawszy go w dywan Simpsonowie opuszczają kościół.  Homer na wszystko leje i  chce jechać na gofry ale Marge jest szczerze przejęta wydarzeniem.

Oryginał :
Marge :
What is the point of going to church every suday, when if someone we love has a genuine religous expirance, we ignor it? Right Grandpa? (Jaki jest powód chodzić co niedziela do kościoła, skoro gdy ktoś bliski doznaje autentycznego religijnego przeżycia  olewamy to? Prawda dziadku?)
Dziadek :  I want bananas on my waffels (Chcę banana na moim gofrze)
Homer : I rest my case! (Zamykam sprawę! /idiom amerykański którego się używa gdy się wygrało jakiś argument)



P.W. :
Marge :
Jaki jest sens chodzić co niedziela do kościoła, skoro ktoś kogo kochamy doznaje boskiej iluminacji, a nam to za diabła nic nie mówi. No, nie prawda dziadziu?
Dziadek : Chcę gofra z banankiem i korniszonkiem.
Homer : A dziadziuś może w ciąży?

Co ciekawe Homer który w oryginale mówił owe zdanie ewidentnie do Marge teraz kieruje je do dziadka.

 
Simpsonowie docierają wreszcie na gofry! Rodzinna opuszcza samochód zostawiając dziadka, który jest rzecz jasna niezadowolony. Jako gag Homer po chwili się wraca... odsłania mu szybę i rusza dalej. Nie ma na szczęście sposobu aby tłumacze spalili ten dowcip...


Oryginał:
Dziadek :
  Whait a minute. I’m still in the car. (Chwila moment! Jestem ciągle w aucie!)



P.W.
Dziadek :
A ja to pies? Mam się tu uwędzić?

Uh! 
Pożywieni goframi Homer i Bart naprawiają dach, poczym ma miejsce ta scena :
                                   

 
Bart się śmieje, Homer się wścieka.

Or
yginał :
Homer :
Why you little... I’ll teach you to Lough at something that’s funny! (Uh, ty mały… Nauczę cię śmiać się z czegoś co jest zabawne!)
Bart : You know, we are on the roof. We could have some fun. (Wiesz, jesteśmy na dachu... Możemy się zabawić! )
Homer : What kind of fun? (Jaki rodzaj zabawy?/ w kontekście – „a niby w co?”)
Bart : How about a dare contest? (co powiesz na konkurs wyzwań?)



P.W.
Homer : 
Co za wredne dziecko! Zaraz się będziesz śmiał baranim głosem ty... ty.. ciapciaku ty!

Bart :
Tylko skrzypek ci tu brakuje! Każdy by się schichrał!
Homer : No co ty nie powiesz!
Bart : Zagrajmy w wyzwania, co?

Staram się nie komentować bo to tłumaczenie mówi samo za siebie ale WOW! Nonszalancja z jaką odchodzą i wracają do oryginału jest oszałamiająca... WOW! Poprostu... WOW!

Osiłek Nelson zamachuje się pięścią na Millhousa :

Nelson : Say global Warming is a myth (Powiedz, że globalne ocieplenie to mit!)
Millhosue (wystraszony) : It’s a Myth! Further study is needed! (To mit! Potrzebne nam dalsze badania!)
Nelson ździela Millhousa.  
Nelson : That’s for selling out your beliefs (To za sprzedawanie tego w co wierzysz/)

Ok. Grozi mu, że go walnie jak czegoś nie powie, a jak to powiedział, to walnął go za to – proste. Zobaczmy jak czytelnie to wyszło w Polskiej wersji :

Nelson : Globalne ocieplenie to kit!
Millhouse : Ale jaki? Naukowcy to banda nieuków!
BACH!
Nelson :  To za to rześ zeżarł  wszystkie rozumy!

Nie... nie kapuję...

                 



I FILM NAWET NIE MA JESZCZE  DZIESIĘCIU MINUT!?

AJ! Przewińmy do pierwszych lepszych scen dalej i zobaczmy czy jest lepiej...

Oryginał :
Moe :
What? Your telling us we’re trapped like rats?  (Co? Mówi Pan, że jesteśmy tu uwięzieni jak szczury?)
Russ Cargill : No, rats can’t be trapped this easily. You’re trapped like carrtos.  
(Nie. Szczurów nie da się złapać tak łatwo. Jesteście uwięzieni jak marchewki.)


P.W.
Moe :
Zaraz, uwięziliście nas tu jak szczury?
Russ Cargill : Nie, ze szczurami by tak łatwo nam nie poszło. Wy to jak te kozy od brzozy.

Swoją drogą czy mi się wydaje czy Moe brzmi w tym filmie za każdym razem nieco inaczej?

Oryginał :
Pracownik EPA : Sir, I’m afraid you’ve gone mad with power (Szefie, obawiam się, że oszalał pan na punkcie mocy)
Russ Cargill : Off course I’ve gone mad with power. Ever try going mad without power? It’s boring. No one listens to you! (Oczywiście, że oszalałem na punkcie mocy! Próbowałeś kiedyś oszaleś, bez żadnej mocy? To nudne, nikt się ciebie nie słucha!)



P.W.
Pracownik EPA
: Sodówa uderzyła chyba Panu do głowy (dodam, że w oryginale mówi jakby był szczerze przejęty tu mówi jakby mu to było wszystko jedno)
Russ Cargill : Oczywiście, że mi uderzyła. Jak miała mi uderzyć skoro mam władzę, tylko to ma sens!

Nie, nie ma.
Swoją drogą "Environmental Protection Agency" przetłumaczyli „Eco-Pro-Agentura” Mhhh...


Oryginał :
Reporter :
  With necesseties growing dangerously low, who know what spark will set off this powder keg? (Z zapasami kurczącymi się w niebezpiecznym tępie, kto wie jaka iskra zapali tę beczkę prochu)


P.W.
Reproter :
Zapasy kurczą się w niebezpiecznym tępie. Wystarczy iskra a beczka z prochem sucha jak pieprz.


KTO MÓWI W TEN SPOSÓB?

A teraz co najbardziej mnie wkurzyło. Otóż okazyjnie jak pojawia się jakiś napis, narrator czyta go nagłos. W ramach swoich przygód Homer uczepiony kuli zaczyna obijać się o różne rzeczy, w jednym momencie zaczyna się obijać notorycznie między wielkim głazem, a budynkiem z napisem „Hard Place” – co jest aluzją do amerykańskiego wyrażenia (Betwen a rock and a hard place – między kamieniem, a twardym miejscem) którego odpowiednik brzmi „Między młotem a kowadłem”.



Scena jest zabawna nawet jak się nie zna tego wyrażenia ale tłumacz uznał, że będzie lepszy. Narrator najpierw odczytuje nazwę knajpy „Mur-Beton” poczym... Notorycznie powtarza „Między Młotem, a kowadłem” wraz z tym jak Homer się obija...  AHHHH!!!!!


Rod : I wish Homer was my father (Chciałbym by Homer był moim ojcem)
Flanders : And I wish you didn’t have the devils currly hair (A ja chciałbym byś nie miał kręconych włosów diabła)
Rod reaguje wystraszony.

P.W.
Rod :
Gdyby tak Homer był moim tatusiem…
Flanders : A gdyby Kojack był moim to by wam było łyso.
Rod reaguje wystraszony.





Bez sensu.. Dobra, jesteśmy już w końcówce! Russ próbuje zastrzelić Homera.

Bart : Wait! If you kill my dad, you’ll never know where the treasure is buried. (Czekaj! Jeśli zabijesz mojego tatę nigdy n
ie dowiesz się gdzie zakopany jest skarb.)
Russ : What treasure? (Jaki skarb?)
Bart : Eee... Treasure of Ima Wiener.  (EEEE... Skarb //wyjaśnię poniżej)
Russ : I’m a Wiener? (Jestem kutasem?)
Bart i Homer w śmiech.
Homer : Classic. (Klasyka)

Ok. Oto przykład czegoś na serio trudnego do przetłumaczenia, bo imię które mówi Bart „Ima” brzmi jak angielskie „Ja jestem” przez co Russ powiedział... No kapujecie sami. Taki szczeniacki dowcip. Zobaczmy jaki genialny żart słowny wymyśli Pan tłumacz :

Bart :
Czekaj! Jeśli zabijesz mi tatę, to się nie dowiesz, gdzie jest zakopany skarb.  
Russ : Jaki skarb?
Bart : Skarb tłuka co ma garb.
Russ : Tłuk z garbem to ja?
Bart i Homer w śmiech.
Homer : Klasyka.

„Klasyka”?
Haha. No tak! Wszyscy znamy klasyczny kalambur słowny o tłuku co ma... ??? OH DOBRA! Starczy tego dobrego!  Istotne jest to, że to co wymieniłem to nawet nie jest ¼ równie żenujących zagrań w tym filmie, a dopiero by się zaczęło jakbym zaczął wymieniać wszystkie „Polskie żarty” które zostały tu wciśnięte na siłę - „Kuchnia Polska”, „Minister oświaty z dalekiego kraju”, aluzje do seksualności Teletubisów, „Moherowych beretów”, braci Kaczyńskich, „Spiep... dziadu” i wiele, wiele więcej.  

Nie pasuje to z dwóch  powodów :
Po primo : Połowa będzie za kilka lat przedawniona! Minęły cztery lata i teksty typu „Seks jest zły bo nie rozwija” czy „Człowiek nie od małpy, a od Smoka” już nikomu nic nie mówią!
Po drugie primo : Film dzieje się w USA i kręci się wokół żartów i satyry o tym kraju! Dowcipy o rządzie Stanów Zjednoczonych, Tomie Hanksie czy Alasce gryzą się ostro ze strikte-Polskimi wstawkami tłumacza.
                        



I by nie było - nie chcę by brzmiało, że gardzę dubbingiem. Przeciwnie - Szczerze podziwam ludzi co zajmują się tłumaczeniem. Ostatnio byłem na "Rio" i Polska wersja była całkiem dobra. Poprostu są pewne zabiegi z którymi uważam, że Polscy tłumacze powinni wziąć sobie na wstrzymanie. W nadmiarze wszystko boli i nie ma lepszego przykadu jak można się z tym zagalopować niż "Simpsonowie - Wersja Kinowa" (Bez kitu! Nie dało się "Simpsonowie - Kinówka"? Albo poprostu "Simpsonowie"!?)


I tak na koniec... Kojarzycie sobie „D’ho”? Ten odgłos który wydaje Homer jak coś mu spadnie na nogę albo omyłkowo zatrzaśnie Maggie w mikrofalówce?


Jesteście ciekawi jak go przetłumaczono?


Na pewno tego chcecie?


Gotowi?


„KUPA!”




D’ho! - nic dodać nic ująć...




~Pozdrawiam
Pan Miluś