Pokazywanie postów oznaczonych etykietą South park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą South park. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 września 2014

„The Simpson Guy” – Recenzja!!!!!!


Więc oto i nastał. Długo oczekiwany crossover Simpsonów z Family Guyem!

Simpsonów kocham, gdyż to serial który ukształtował nie tylko moje poczucie humoru ale podobnie wpłynął na komediopisarzy w ostatnich paru dekadach. JASNE – nowe odcinki nie są w połowie tak dobre jak stare ale ciągle jest z czego się pośmiać. Dobrym tego przykładem jest ostatni odcinek, gdzie ojciec Krusty’ego umiera (um, spoiler?). Były zabawne momenty, ale była też dawka dosyć wtórnych. Nie będę ich na siłę bronił ale też nie uważam, że scenarzyści powinni na siłę próbować przeskoczyć własną poprzeczkę. Osiągnęli pewien poziom i naprawdę ciężko zrobić coś nowego bez wprowadzenia jakichś drastycznych zmian przez które Simsponowie stali by się zupełnie innym serialem.  

Family Guya lubię… w dawkach. To naprawdę kwestia, gdzie trzymam sztamę z Trayem Parkerem i Mattem Stonem autorami South Parku. Family Guy jak chce potrafi być zabawny jak diabli ale większość czasu scenarzyści popisują się ogromnym lenistwem. Zwyczajnie nie popieram metody pisania scenariuszy Setha McFarlena  - „Hej, wymyślimy całą masę gagów, a potem sklejmy je na chama w odcinek” zamiast popatrzeć na historię całościowo i dopieścić ją we właściwy sposób i pod względem fabularnym i pod względem samych żartów. I tak, te ciągle przerywniki potrafią być ultra irytujące.
                              

Crossover brzmiał jak fajny pomysł jednak miałem swoje obawy.

Po pierwsze oba seriale pomimo podobnych postaci różnią się jednak formami. Świat w Family Guy’u jest o wiele bardziej „luźny”. Nie tylko logika jest tu często kompletnie wyrzucona za okno, ale moglibyśmy mieć gag, że Peterowi odcinają rękę, ale w kolejnej scenie miałby ją z powrotem. Simpsonowie są jednak ździebko bardziej konsekwentni.  Są także w bardziej dobrym smaku. Family Guy jedzie po bandzie (co bywa plusem i minusem) i schodzi swoimi żartami w bardzo ponure terytorium.  A ma być to przecież odcinek pokazany z punktu widzenia Family Guya.   

Sęk w tym, że nie chcę godziny Petera i jego rodziny robiących żarty o Simpsonach – to mogę obejrzeć sobie w normalnym odcinku ich serialu. Dla mnie aby crossover się udał bohaterowie obu seriali musieliby być prezentowani we właściwy, „godny” sposób. Nie tylko żarty Simpsonów musiałby być typowo Simpsonowe, ale chcę jakąś naprawdę fajną chemię wygraną z kontrastów osobowości bohaterów. Interakcje nie muszą być jakieś mega-odkrywcze, ale niech chociaż oglądając scenę między Homerem, a Peterem mam wrażenie, że jest to coś mogło zajść tylko między tą dwójką, a nie między Homerem i którymkolwiek z ich kumpli.

PRZECHODZĄC DO SAMEGO ODCINKA…

UWAGA : SPOILERYYYYY!!!!!

[biorę notatki oglądając całość po raz drugi stąd rozpiska w punktach]

- Jak to „Family Guy” pierwsze sześć minut spędzamy wątkiem który ma się ni jak do reszty całości. Peter został rysownikiem komiksowym w gazecie. Rozumiem, że nie chcieli przejść od razu do spotkania z Simpsonami by wydawało się to jak każdy inny odcinek ale mogło być to spokojnie minutę-dwie krótsze. I by było jakby wycieli wszystkie zbędne retrospekcje i wstawki. A, tak. To Family Guy. Nie ważne…
                                   
- Szósta minuta i czterdzieści sekund odcinka – Griffinowie docierają do „Springfield”. Who-ho!  Brain komentuje,  że nie mogą powiedzieć w jakim są stanie… Ych! Wiecie? Naprawdę myślałem, że sobie rzygnę jak rok temu oglądałem panel z twórcami Simpsonów i ktoś zapytał „w jakim stanie jest Springfield?” Nie wiem czy ludziom naprawdę nie znudził się ten dowcip czy są może tak tępi, że ciągłe intrygowanie zagadkowością lokalizacji geograficznej tego miasta… JEST ŻARTEM”. Zresztą w serialu motyw o ile pamiętam nie pojawił się już od dawien dawna. Zmierzam do tego, że to mało zabawne.
                                
- Lois mówi, że powinni wpaść tu jeszcze kiedyś, a Brain odpowiada, że wydaje mu się, że to jedno razowa wizyta. Tak, kapujemy, że oglądamy crossover! Nie  musicie tego ciągle podkreślać i wytykać!

- Apu pojawia się jako pierwsza znajoma morda. Brzmi ciutek inaczej, ale fakt faktem, postaci ostatnio było mało w Simpsonach więc głos aktora nie jest tym co dawniej… 

- …i Peter nazywa go „śmiesznie brzmiącym Clevelandem”. Nie kapuję. W życiu nie maiłem skojarzenia między obiema postaciami. Czy Cleveland i Apu są w czym kolwiek podobni? Czy chodzi o to, że dla Petera każdy o ciemnej skórze z wąsami to Cleveland? Nie… nie kapuję…
                               
- I DO AKCJI WKRACZA HOMER! Podoba mi się scenka którą go wprowadzają eksponując jego osobowość. Jest śmieszna, w bardzo Homerowym stylu plus podoba mi się, że nazywa Griffina „albinosami”. I tak - fajnie zobaczyć te postacie na raz na ekranie!

- A tak! Jest fabuła, że Peterowi ukradli samochód i Homer próbuje mu pomóc. Dostajemy taką sobie scenę, gdzie idą we dwóch na Policję.
                           
- Bart także zostaje wprowadzony zabawną scenką.  Stewie podobają się powiedzonka Barta i Brain komentuje, że są na pewno popularniejsze niż te Stewie’ego… Och, do cholery! Czy tylko to będzie robił? Wyliczał wszystkie oczywiste żarty?

- Stewie robi się natychmiastowo zafascynowany wszystkim co robi Bart… Co jest z lekka naciągnięte ale cóż. Scena gdy dzwonią do Moe jest zabawna jak diabli.
                                
- I tu rodzi się oczywiste pytanie : czemu akurat dali wątek Bart/Stewie, choć bardziej oczywisty byłby Bart/Chris. Odkładając na bok fakt, że Stewie jest popularniejszy wydaje mi się to zwyczajnie ciekawsze. Chris jest tępawy i na tym się jego osobowość kończy. Prawdę wolę jak Crossover próbuje różne kombinacje zamiast ograniczać się do najbardziej oczywistych dopasowań. Czemu tylko Peter/Homer, a nie spróbować Peter/Lisa albo Peter/Marge? Zaszaleć ponad to co oczywiste…   Chris dostaje scenkę Maggie i na tym jakakolwiek interakcja z kimkolwiek z rodzinny Simpsonów się kończy.
                                   
- Brain z kolei dostaje scenkę z Marge której nie podoba się by pies jadł przy stole, co prowadzi do jego spotkania z Santas Little Helper’em (psem Simpsonów). Wydaje mi się, że każdy kto usłyszał, że będzie ten Crossover z góry wiedział, że będzie taki moment.

- Bob z "Bob Burgera" pojawia się na moment dla żartu… który zaspoilerowali w prawie każdej reklamie tego odcinka. Nieco bezsensu ale cóż.... (i nie, nie będzie screen do każdego punktu)

- Brain i Chris wyprowadzają Santas Little Helper’a  który ucieka i gonią go po Springfield, co prowadzi do kilku takich sobie cameosów. Nic szczególnie pomysłowego.  Prawdę mówiąc najwięcej sensu by miało gdyby Brain wpadł na Neda Flandersa i doszłoby do nich do wymiany światopoglądowej. Brain to stereotypowy przemądrzały, marudny ateista, Flanders to… Flanders. Wesołkowaty dewota religijny. Niestety aktor Flandersa  Harry Shearer był niedostępy.
                              
- Homer i Peter kombinują jak odnaleźć samochód Petera. Pomysł Homera „By odnaleźć samochód musimy myśleć jak samochód” prowadzi do bardzo zabawnej scenki, ale mimo wszystko mam silne wrażenie, że jest to bardziej logika Petera niż Homera. Mam też wrażenie, że twórcą zależało pokazać, że obaj są równi w swojej abstrakcyjnej głupocie, choć nie wiem… wolałbym jakąś grę na kontrastach, ale to co dostajemy jest zabawne.

- Montaż z Homerem i Peterem myjących auta, będąc ubranymi „sexi” jest śmieszny acz przydługi.
                               
- I teraz przejdę może do wątku, który moim zdaniem działa najlepiej… Lisa i Meg. Czemu? Bo po prostu siedzą w pokoju Lisy i rozmawiają. Mamy ładnie wygraną dynamikę wynikającą z różnicy osobowości. Lisa jest pomocna i entuzjastyczna, ale też co jakiś czas wymyka się z niej „zouzowata” strona plus to pedantka, a Meg z kolei jest pesymistyczna, zniechęcona do życia i ma patologiczny światopogląd. Dodatkowo ich wątek jako jedyny podchodzi pod coś co pokazuje jakieś „serce”. Relacja między dziewczętami wypada naturalnie i mógłbym uwierzyć, że mogłyby być przyjaciółkami. Prawdę mówiąc szkoda, że nie rozwinęli tego bardziej.

- Jak się można było spodziewać najmniej mają do robienia Marge i Lois. Szkoda, bo mam wrażenie, że jeśli daliby im więcej czasu mogliby z ich spotkania nieco więcej wyciągnąć. Mamy jeden dowcip o tym, że Marge jest bardziej świętoszkowata z dwójki i tyle.  NIE! Poco wykorzystywać tą okazję by jakoś się pobawić tymi dwiema ikonowymi postaciami, skoro możemy pociągnąć wątek, że Brain i Chris zgubili psa Simpsonów ale mimo tego udają, że wszystko jest ok!?
                                  
- Samochód znaleziony, więc twórcy postanawiają zwaśnić Homera i Petera. Homerowi nie smakuje ulubione piwo Petera i okazuje się być podróbką Duff. Prowadzi to do procesu o plagiat… i ogólny zamysł nie jest zły. Wytknąć wszystkie zarzuty, że Famiy Guy to podróbka Simpsonów, a Simpsonowie nie są „tak dobrzy jak dawniej” tylko przenieś je na gadkę o markach ulubionych piw bohaterów. Po prostu mam wrażenie, że mogło być to lepiej wygrane.

– Oczywiście twórcz wykorzystują tłum w sądzie by wytknąć jak najwięcej podobieństw między drugoplanowymi postaciami z Simpsonów i Family Guya ile się da. Wypada to chybił-trafił. Żart z Jamesem Woodsem jest zabawny, gdyż zagrał samego siebie w obu serialach.  
                                 
– Pomysł by Fred Flinstone był sędziom w procesie między Homerem, a Peterem jest zabawny, nawet jeśli to coś co nie ma racji bycia w uniwersum Simpsonów.

– O! Dobrze! Wreszcie jakiś konkretny dialog między Marge, a Lois.  Ta pierwsza dowala drugiej, że nie nosi stanika i to by było na tyle.
                                  
– Znów – sceny Meg/Lisa są najciekawsze i słodkie, nawet jeśli prześmiewcze.
                            
– Stewie choć ma Barta za idola okazuje się zbyt chory i sadystyczny na gusta chłopca. Odrobinkę przewidywalne ale było z czego się pośmiać.

– Homer chce się pogodzić z Peterem na co ten odpowiada, że „dawniej go uwielbiał i chciał cytować wszystkim swoim znajomym ale teraz znudzili mu się Simpsonowie”. Um… Subtelne. Te meta-nawiązanie byłoby zabawniejsze jakby nie zrobili go wcześniej dziesięć razy w odcinku.

                       
– …i to na co wszyscy czekali! Peter i Homer mają długą epicką walkę, w stylu tej Petera z wielkim kurczakiem, ale rozgrywa się w Springfield więc mamy kilka oczek i znanych lokalizacji dla fanów Simpsonów. Dla mnie najlepszy moment ma miejsce, gdy Homer robi nagle bez powodu głupią minę na co Peter reaguje dzikim rykiem. Wiadomo, że nikt oficjalnie nie wygra ale osobiście kibicuję Homerowi. Jako jedyny w crossoverze wykazał się empatią i dobrą wolą.
                    
- Ach! I Roger z „American Dad” pojawia się praktycznie bez powodu.

– I oczywiście mamy pseudo-wzruszającą scenę, gdzie się godzą. Jeeeej!

– I na dowidzenia mamy krótką scenkę w domu Griffinów, która puentuje się tym, że Stewie komentuje, że dobrze mu bez Barta i płacząc małpuje motyw rozpoczynający każdy odcinek Simpsonów. Prawdę mówiąc liczyłem, że zakończą żartem, że Griffinowie trafiają teraz w „South Parku” czy coś…
                        
Słowa podsumowania?  Fajnie. Było z czego się pośmiać ale (choć ciężko nie docenić samego faktu, że to powstało) mogło być ździebko lepiej. Przynajmniej miałem wrażenie, że potraktowano na równi oba seriale i ich style nawet jeśli ewidentnie przeważała Familyguyszczyzna. Odkładając dwa-trzy kwasy na bok, chyba najbardziej mnie gryzł zapychacz w postaci wątku „Brain i Chris szukający psa”, który wydawał się kompletnie oderwany od reszty, podczas, gdy relacja Marge i Lois została potraktowana po macoszemu. Naprawdę zaszaleliby 
by  z kreatywnością i zrobili, że np. Brain zaczyna się dowalać do Marge i Lois robi się zazdrosna... a może Chris zrobiłby się zazdrosny, że Stewie woli Barta jako starszego brata albo coś w tę jotę. A może scena Brain/Lisa? Oboje często pełnią jedynych widzących debilizm pozostałych postaci, ale jednocześnie wychodzą z nich przemądrzali przesadnie liberalni intelektualiści? Tylko mówię - można było to poprowadzić nieco ciekawiej.


Takie 7/10…


Pozdrawiam
Maciej Kur

poniedziałek, 22 września 2014

Nadchodzi sezon 18 "South Parku"...


 
To już niebawem! Tak jest…. Lada dzień nadejdzie nowy sezon „South Parku”! Twórcy – Tray Parker i Matt Stone - chcąc poświęcić się innym projektom niestety zmuszeni są do graniczenia się do tyko dziesięciu odcinków na sezon, jednak rok temu czekanie okazało się bardziej niż warte!

W zniecierpliwionych oczekiwaniach postanowiłem podsumować ostatni sezon :

 
„Let Go, Let Gov” – Cartman robi się przewrażliwiony na punkcie tego, że rząd może go obserwować, a Butters z kolei zaczyna traktować rząd jak religię. 
Jedyny odcinek ostatniego sezonu który bym zakwalifikował jako słaby, w sensie – to jeden z tych, gdzie mieli fajny pomysł na jakiś komentarz satyryczny ale prawie w ogóle żartów które mnie specjalnie rozbawiły. Wątek Cartmana nudny, wątek Buttersa przyjemny ale bez rewelacji, choć zawsze lubię jak „South Park” komentuje religie jako zjawisko, gdyż o tej jak Ja twórcy mają zawsze super pozytywne zdanie.










 
„Informative Murder Porn” – Rodzice w South Parku zaczynają się fascynować serią mieszającą porno z morderstwem więc dzieciaki blokują ich kanały telewizyjne.  
A tu z kolei odcinek kompletnie jajcarski, gdzie gag goni gag. Od „Boo Wendy!!!”  i odwróceniu ról rodzić/dziecko po wszystkie żarty o relacjach rodziców Stana i urywki z tytułowego porno. O tyle to niezwyke, że śmiałem się do łez pomimo, iż do oglądając nie miałempojęcia co to Minecraft.

„World War Zimmerman” – Cartman popada w paranoje, że wszyscy murzyni w USA się zbuntują przeciw białym i całość zamienia się w parodię filmów o Zombie.
Kolejny odcinek który robi się tylko zabawniejszy z sekundy na sekundę i nie trzeba znać „World War Z” by go zrozumieć satyrę, wystarczy ogół amerykańskich filmów post-apokaliptycznych. Sen Cartmana (konkretnie piosenka) i scena gdzie koleś wyskakuje z samolotu śmieszą do łez! O  tyle odcinek do mnie trafia, bo pamiętam jak kilka miesięcy wcześniej będąc na nowym „Star Treku” widzieliśmy zwiastun „World War Z” i śmieliśmy się z faktu, że kompletnie nie pokazuje  przed czym ludzie uciekają tylko samą paranoję. Mam wrażenie, że twórcy mieli podobną inspirację.

„Goth Kids 3 : Dawn of the Posers” – Henrietta udaje się na obóz który zamienia ją z gotki w Emo (tak, wbrew pozrom jest jakaś różnica) i  jej przyjaciele postanawiają wyruszyć  znaleźć sposób by „odwrócić klątwę”. Halloweenowy odcinek w sumie...
Uwielbiam dzieciaki – goty z South Parku i cały odcinek o nich uważam za zajebiste posunięcie, choć nie tak mocny jak dwa powyższe.  Liczę w przyszłości na więcej ich obecności (zwłaszcza, że Henrietta to jedna z nielicznych autentycznie śmiechowych postaci kobiecych w South Parku)


„Taming Strange” – Ike przechodzi przedwczesną mutację i nakłania Foofę z  „Yo Gabba Gabba!” (Amerykańska seria dla dzieci, zadziwiająco bardziej odmużdżająca Teletubisiów) by rozpoczęłą karierę poza serialem.
Ogólnie spoko odcinek. Główny atut to wszystkie żarty o Kanadyjczykach, które jak zawsze są wypasione w swoim absurdzie.

“Ginger Cow” – Jakby to ująć? Nowy dowcip Cartmana o pomalowaniu krowy na rudo, przypadkiem okazuje się spełnieniem, starożytnej przepowiedni, godzi Chrześcijan, Muzułmanów i Żydów i ponieważ Kyle boi się, że ujawnienie przywróci wojnę na Bliskim wschodzie zaczyna spełniać rozkazy Cartmana.  Ufff...
Drugi najlepszy odcinek w sezonie! Naprawdę świetna fabuła, która co chwila rzuca zaskoczenie, a absurd tylko się nasila. Normalnie nie cierpię dowcipów o pierdzeniu, ale tu jeden wątek był tak idealnie wkomponowany w fabułę, że ciężko się nie śmiać (plus co zadziwiające to jedyny tego typu dowcip w sezonie) Odcinek także jedzie po Gandim, także dodatkowy punkt za polewkę z czegoś czego jeszcze nie widziałem.


TRZY CZĘŚCIOWY ODCINEK :
“Black Friday”, “A song of Ass and Fire” ,“Tities and Dragons”  – Historia z cyklu dzieciaki w coś się bawią, biorą to zbyt serio i wymyka się to spod kontroli (jak ten o „Władcy Pierścieni”), w tym przypadku parodii „Gry o Tron”… Oh, kogo ja oszukuję? To po prostu trzy częściowy zwiastun gry „South Park Stikc of Truth”.
Ogół bardzo dobry, na szczęście nie ograniczający się tylko do motywu “Gry o Tron” ale łączący ze sobą całą masę innych satyr. Niestety druga część jest równolegle drugim najsłabszym odcinkiem w tym sezonie. Jest co prawda z czego się pośmiać ale całe przedłużanie niestety robi się drażniące, zwłaszcza motyw, gdzie Cartman ciągle zabierający kogoś na rozmowę do ogrodu zdrady. Chyba mój ulubiony motyw jest gdy Cartman mówi Kenny’emu, że nigdy nie będzie prawdziwą księżniczką bo jest facetem i ten zaczyna to przeżywa i a propos… KSIĘŻNICZKA KENNY JEST BOSKA!!!! Wszystko inne w tym odcinku mogłoby nie wypalić ale cały wątek parodiujący anime jest rozkoszny. Nie mam bladego pojęcia czemu postać największego babiarza w gromadce nagle ma jakieś wahania co do własnej płci, ale to jednak rozwalające.

“The Hobbit” –Podczas gdy Wendy rusza na krucjatę przeciw temu jak pokazywane są kobiety w mediach, Kanye West rusza na krucjatę powstrzymać ludzi przed przyrównywaniem jego żony do Hobbitów.
MÓJ ULUBIONY ODCIEK W TYM SEZONIE!! Sporo motywów co lubię : Panie pakujące na siłowni, „Hobbit” Tolkiena i jeszcze pojawia się mój idol Papież Franicszek, który jako jedyny Papież w tym serialu został pokazany jako fajny.  Odcinek jednocześnie krytykuje jak przedstawiane są kobiety w mediach, przerabianie zdjęć w photoshopie… jak i zjawisko feminizm. Także zastanawiałem się zawsze jaka jest relacja między moimi dwiema ulubionymi postaciami – Wendy i Buttersa (ok, ulubione nie licząc Cartmana i Radny’ego) Z całego sezonu historia najlepiej miesza satyrę z absurdem, a zakończenie jest zaskakująco gorzko-słodkie… i zawsze miło zobaczyć jak twórcy South Parku pokazują, że umieją też nadać opowieści głębi. Plus bajka którą Kanye czyta na koniec jest rozwalająca!


Słowem – nie licząc dwóch słabszych odcinków, całość jest konsekwentnie jednym z najzabawniejszych sezonów serii.  Czy nowy sezon dotrzyma kroku? Pożyjemy zobaczymy…


Pozdrawiam
Maciej Kur

czwartek, 13 lutego 2014

Z OKAZJI WALENTYNEK : Najupiorniejsze erotyczne fan-fiction w historii internetu!!!!

Hej kochasie!

Czy czasem macie tak, że lubicie rozłożyć się w gorącej wannie i spędzić w niej wieczór pisząc erotyczne fan-fiction o waszych ulubionych postaciach? Nie, pewnie, że nie. To było by chore. Laptop  w wannie... Poraziłby was prąd i śmierć na miejscu.

Tak czy siak oto TOP 10 ULUBIONYCH FRAGMENTÓW Z MOICH OSOBISTYCH FAN-FICTION...
(No co?)


10. "Między młotem a kowadłem"

- Nie rozumiesz. Przyszedłem do ciebie dziś w nocy bo potrzebuję pomocy – westchnął i z żalem popatrzył przez okno  w dół osady – To, że się wyżywam na tobie czy jego rybach... to wszystko przez to, że Ja... Ja męczę się w tym okropnym, bezcelowym małżeństwie i...
- Ciiiii....  – wyszeptał Kakofoniks  i powoli przeciągnął palec po wąsach kowala – Dzisiaj dla odmiany to ja uciszę Ciebie...


9. "KSIĘGA : Pasja! I tak cholera powinno być!"

- O tak! – Korra złapała oddech i wkroczywszy w stan Avatara raz jeszcze ucałowała Bolina z pełną namiętnością – Jak to dobrze, że olałam tę ciotę Mako i wolałam pozostać z tobą.
– Co nie? – odparł Bolin – I jak to dobrze, że czas został cofnięty i nasze przygody nie dzieją się w jakiejś  głupawej pseudo stimp-punkowej rzeczywistości tylko dalej w starożytnych Chinach jak przez pierwsze trzy sezony...
– Co nie? I nie ma tego debilnego wątku zawodów i...   O idą Aang i Toph! Jak tam pierwsza randka?

8. "Szarlotka"

Fluthershy otarła łzę kopytkiem. Od długiego czasu siedziała na łóżku i zastanawiała się nad nieuniknionymi konsekwencjami przyszłości. Applejack była dla niej takie dobra, ale co się stanie jeśli Rainbowdash się o wszystkim dowie? Nie lubiła jak Rainbowdash krzyczy. „Ona bywa taka niedobra kiedy się złości” – pomyślała Fluthershy i popatrzyła na Angle’a który spokojnie spał w swoim koszyczku. Delikatnie zakryła go kocykiem, gdy nagle uszy jej dobiegł odgłos przekręcającej klamki. Jej skrzydełka zatrzepotały, a jej serduszko zadrżało.
Drzwi po chwili się uchyliły, jednak na szczęście stanęła w nich Applejack.
– Siemano mała partnerko! - rzekła poprawiwszy kapelusz.  

7. "It's a Duck-blur... "

Uśmiech rósł na jego dziobie. Szarmancko otarł pot ze swoich złotych loków i ułożył ostatnią czterolistną koniczynkę na jej nagim ciele.
- Wiesz? To niezwykłe – rzekł zapalając jedną z przygasłych świecy – Przez te wszystkie lata Diodak wmawiał mi, że jak już kaczor raz przekroczy TĘ granicę nie ma już odwrotu. Ale ty... Ty uświadomiłaś mi, że czasem potrzeba tej jednej wyjątkowej kaczki w jego życiu by wszystko odmienić... Tak jakbyś rzuciła jakiś czar albo...
- Ja też potrzebowałam odmiany –  oblubienica pokiwała głową – Zbyt wiele lat się łudziłam! Powinnam już dawno zrozumieć, że McKwacz jest zbyt uparty by wyłapać te wszystkie oczywiste sygnały... Sądzisz, że nasze spotkanie było przeznaczeniem?
- Wolę nazywać to... szczęściem!


6. "Księga XXXII"

– Drużyna zbiórka! Zgodnie z komendą odgórną scenariusza rozpoczynamy nową księgę której celem będzie uczłowieczanie Tytusa przez useksualnienie! Jako atrybuty pomocnicze mamy bizkondomy, magazyny eroty-chichi-czne, wibratralalalatory, fiku-miku-od-dziewiczator (najnowszej generacji), wannolot, a także skonstruowany przez profesora T’Alenta Dajciałolot! Napędzany specjalnym paliwem Growstęplina...
– Mhhh! Też macie czasem wrażenie, że któregoś dnia te komiksy posłużą jako materiał do pracy naukowej o badaniach starczej demencji...
– Zamknij się Tytus bo ON cię jeszcze usłyszy!!!

5. "THE GREATEST CROSSOVER EVER TOLD!"

- A niech mnie dunder świśnie! – zachichotał marynarz i powtórzył pocałunek – Wiesz Shulkie? Twoje usta są drugą najlepszą zieloną rzeczą jaka zagościła w mojej buzi...
- Yhy...CO PROSZĘ?? – zdezorientowana Jennifer oderwała głowę i rozejrzała się niepewnie na boki. Nim jednak zdążyła powiedzieć choć słowo oto z trzaskiem otworzyły się drzwi i stanęła w nich oszołomiona Oliwia.
- TY... TY... – wysyczała przez zęby trzęsąc się jak galareta – Ty... I JESZCZE ONA JEST W MOJEJ KOSZULI!?
- Ło-haha! Nie dziwię ci się, że chciałeś pilnie odmiany, ale żeś pojechał z przeskoczeniem o 180 stopni... EJ!  –mruknęła Jennifer, gdyż nagle poczuła lekkie szturchnięcie którym była nadlatująca lampa rozbijająca się jej o głowę.


4. "And you know? I learn something today..."

Czarownik-Król Cartman niepewnie położył rękę a kolanie rumieniącej się księżniczki Kenny...


3. "Brokeback Hill"

- Eeee... Luke wyjaśnij mi raz jeszcze czemu odbiłeś mnie w paki?
- Widzisz mój drogi bycie stróżem prawa skazanym wyłącznie na swojego konia ma swoje minusy – cowboy zapalił papierosa i popatrzył z refleksją na zachodzące słońce – Hah! Kiedy robi się zmierzch! Człowiek czuje się biedny... samotny... z daleka od domu... Rozumiesz o czym mówię?
– Też cię ssie w brzuchu czasem przed snem, co?
– @#$$%!#!!! Dupa, nic z tego nie będzie! Trzeba było jednak brać Jacka... A TY PRZESTAŃ SIĘ ŚMIAĆ JOLLY JUMPER!!!!

2. "Nocne łowy!"

Armira popatrzyła głęboko w oczy Karluka i...

<OCENZUROWANO!>

Powiedziałem sobie, że nie wrócę do paki i cholera jasna nie zamierzam ryzykować...

1. "Cara Mia!"

- Dziękuję! Dziękuję! To najlepsze osiemnaste urodziny! – pisnęła Wensday i przystąpiła do ssania kolejnego palca –  A teraz proszę! BŁAGAM CIĘ KOCHANY! Pociągnij za wajchę i niech raz jeszcze poczuję jak machina rozrywa mi ciało... – dodała, a figlarna Rączka pokazała kciuk w górę i powoli poczłapała na podłogę...


Gratuluję odważnym którzy dotarli do końca, miejmy nadzieję, że ten o bałwanku Olafie i Królowej Elsie też kiedyś ujrzy światłem dzienne i... SZCZĘŚLIWYCH WALENTYNEK!!!!



~MACIEJ

niedziela, 1 maja 2011

TOP 10 satyr w South Parku

Dla wielu South Park kojarzy się z wulgarnością i szczeniackim dowcipem... i są to zwykle osoby które obejrzały max jeden odcinek się mądrzą jakby wszystkie rozumy pozjadały. Kto jednak zna South Park dobrze wie, że jest to jeden z najgenialniejszych seriali satyrycznych ostatnich dwóch dekad. Pomimo swojej dawki grubiaństwa i humoru toaletowego jego twórcy Trey Parker i Matt Stone potrafią strzelić taki komentarz o naszym społeczeństwiie, że boki zrywać - nie tylko bardzo trafiony, ale krytykujący zwykle obie strony.
Ale które z komentarzy socjalnych w South Parku są najbardziej udane? Z którymi zgadzam się całym sercem i duszą, w przedziwny sposó odzwierciedlają moje życie codzienne i podpisuję się pod tym co mają do powiedzenia rękami i nogami?

Oto TOP 10 Najlepszych satyrycznych odcinków South Parku :

10. The China Probrem – Jeśli ktoś chce dobry odcinek South Parku jadący Spilberga i Lucasa polecam „Free Hat”. Tam Matt i Trey ostro wyżyli się na twórcach Indiany Jonesa i ich obecnym podejściu do kinematografii. "The China Probrem" jest jednak o wiele bardziej uniwersalny,  jednocześnie obśmiewający nie tylko filmowców jak i samych fanów. Stan, Kyle i reszta paczki są tak wstrząśnięci nowym Indiana Jonesem, że ich retrospekcje z wizyty w kinie przemieniają się w wspomnienia o molestowaniu seksualnym i chłopcy nie mogąc dłużej udawać, że nic się nie stało postanawiają pozwać autorów filmu.
Też uważam, że nowy „Indiana Jones” nie dorasta do pięt starej trylogii ale nie ukrywam, że lwią część fanów ostro ponosi w ich wyrazach żalu. Podobnie jest zresztą z nową trylogią ”Gwiezdnych Wojen” i wieloma, wieloma innymi seriami filmowymi... i o tym jest właśnie ten odcinek!  
PLUS wątek poboczny z Cartmanem i jego Chińczyko-fobią – czego tu nie lubić?
9. You Have 0 Friends – Pomimo sprzeciwów Stana koledzy zakładają mu konto na Facebooku i... reszta obrotu spraw w odcinku to poprostu czysta rzeczywistość. Im bardziej chłopiec nie chce by konto miało jakikolwiek udział w jego życiu codziennym tym bardziej otoczenie wpływa na niego by stał się od niego uzależniony, aż ostatecznie wciąga go co łączy się z całkiem klawą parodią Tronu.
Wszystko tu dokładnie odzwierciedla powód dla którego nigdy nie będę miał dobrowolnie konta na owym serwisie... BA! Niechętnie zakładałem na Naszej Klasie (zresztą od roku prawie w ogóle nie korzystam). Moment gdy jakiś obcy facet pluje Stanowi w twarz bo nie dodał go do znajomych jest chyba najlepszym podsumowaniem... Ale mogło być zawsze gorzej! Mogłem wkręcić się w jakiegoś bloga... Oh, chwila moment...

8. Child Abduction Is Not Funny –  Rodzice z South Parku przewrażliwieni na punkcie raportów o nieznajomych porywających/molestujących dzieci postanawiają odgrodzić miasteczko od świata gigantycznym murem, ale sprawa się komplikuje gdy telewizja ogłasza, że wdłg. statystyk dziecko najczęściej pada ofiarą kogoś znajomego.
Odcinek jak się już domyśleliście jest o przewrażliwionych rodzicach i o tym jak programy typu „UWAGA” potrafią robić jednym pranie mózgu.  Poboczny wątek z Mongołami jest tak dobijająco absurdalny, ze... No trzeba to zobaczyć ;)
                                
7. Fun with Veal – Stan, Kyle, Cartman i Butters postanawiają się zabawić w Eco-terrorystów, kradną cielątka z rzeźni i zamykają się z nimi w swoim pokoju. Co jest pięknie uniwersalnego w tym odcinku, że po równi miesza z błotem wegetarianów i właścicieli rzeźni. Nikt nie jest od nikogo lepszy i nikt tu nie ma do końca racji. Której strony byś nie popierał powinieneś być usatysfakcjonowany tym jak ślicznie zjechali tą drugą.
Dobry odcinek czy oglądając zajadasz się gruszkami czy kanapeczkami z baleronem...
6.  Make Love, Not Warcraft – Szczerze wahałem się gdzie to umieścić.  To jeden z najzabawniejszych i najbardziej znanych odsłon tego serialu - sam jestem ździwiony ile znam osób które twierdzą, że to jedyny odcinek South Parku który widziały - jednocześnie satyra w całości skupia się na dosyć niewielkiej grupce, jaką sobą osoby wkręcone w Warcrafta...i tak wspaniale wyczerpuje temat, że ciężko go nie pokochać. Nie ma momentu nudy w tym odcinku, czy zbędnego gagu - wszystko na temat, wszystko trafione i wszystko bardzo, barzo zabawne.  Moment gdy Randy, tata Stana mówi mu (jak podkreśla) po raz pierwszy „I love you son” zawsze daje mi łezkę w oku – choć są to łzy wywołane lawinami śmiechu ma się rozumieć.
To w sumie ciekawe, że choć odcinek miesza z błotem "Warcrafta" w każdym calu twórcy gry pozwolili Mattowi i Treyowi wykorzystać ją w odcinku do woli. Co intrygujące po obejrzeniu mimo ostrej krytyki mam zawszę ochotę... kupić kopię!!! Paradoks? 

P.S. Trzymam z Buttersem w tym odcinku. "Hello Kitty Island Adventure" to o wiele fajniejsza gra od Warcrafta ;)
5. Go God Go (dwie części) – South Park miał swoje podśmiechujki z każdej możliwej religii -  Chrześcijan, Buddystów, Mormonów... CHYBA było nawet coś o Żydach. Ten odcinek jest o tyle ciekawy, że za obiekt żartów biorą... ATEIZM (choć mieli trochę polewki na jego temat na ramach odcinka „Red Hot Catholic love”)  i w kontraście z dosyć jednostronnym podejściem "Family Guya" nie oszczędzają i tego światopoglądu.
Pan Garrison po zmianie płci wchodzi w związek z Richardem Dawkinsem – wiecie, ten anty-religijny maruda z Anglii  co napisał równie marudnego "Boga Urojonego" – i zaczyna karać dzieci za bycie wierzącymi. W między czasie Cartman nie mogąc doczekać się kiedy wyjdzie nowa konsola przenosi się do przyszłości, gdzie jak się okazuje pod wpływem Dawkinsa i Garrisona wszyscy stali się ateistami. Czy jak przepowiadali w świecie bez religii jest mniej wojen? Owszem. Na świecie jest tylko jedna – Ale globalna! Nie ma religii więc ludzie tłuką się o byle drobnostkę ("Wielki Dawkins wiedział, że Rozum i logika to za mało... trzeba być skończoną pałą wobec każdego kto myśli innaczej od ciebie"), a radykalne akcje typowe dla fanatyków religijnych są popełninae dalej, tylko tym razem w imię "logiki" i "nauki".

Wszystko rewelacyjnie komediowe (fragment z Cartmanem wydzwaniającym do siebie w przeszłości - MIODZIO!) za razem to jeden z najładniejszych wizualnie i najbardziej epickich epizodów. Wszystko prowadz do jednego z najlepiej trafionych komentarzy jaki został wypowiedziany w ty serialu (nie będę spoilerował ale jeden dialog który pada pod koniec jest przepięknym podsumowaniem wszystkiego do czego zmierzała ta historia)
Cóż dodać? Odcinek po prostu Boski!
4. Douche and Turd – W szkole w South Parku rozpoczynają się wybory na nową maskotkę. Stan uważając obie opcje za głupie postanawia sobie je odpuścić... i rozpoczyna się prawdziwe piekło! Znam ten ból. Co wybory to samo – wszyscy desperacko chcą byś zagłosował, ale każdy robi to tylko we własnym interesie. Ale czy głos jednej szczerze obojętnej na wybory osoby może coś zmienić? Wszystko w tym odcinku...
Inny odcinek świetnie jadący reakcje ludzi na wyniki wyborów to „About last night” (nieco aktualniejszy bo dotyczy Prezydentury Obamy) jednak ten odcinek jest o wiele bardziej uniwersalny bo nie kręci się wokół konkretnych osobistości, a po prostu absurdów zjawiska samego w sobie.
3.   The Death Camp of Tolerance – Kolejny odcinek który uważam, że połowa świata powinna obejrzeć... choć pewnie nie dotarłaby do genialnego morału zbyt obrzydzona pewnym pobocznym wątkiem o epickiej wyprawie pewnej myszy przez jelita asystenta pana Garissona.
Przechodząc do głównego wątku – Pan Garisson odkrywa, że gdyby wyleciał ze szkoły za bycie gejem mógłby zażądać milionowego odszkodowania, więc desperacko odstawia coraz bardziej nieprzyzwoite widowiska przed swoją klasą. Chłopcy oczywiście donoszą o wszystkim rodzicom i ci oburzeni, że ich dzieci nie są tolerancyjne wobec odmienności seksualnej nauczyciela wysyłają ich do... „Obozu tolerancji” (który jak wskazuje tytuł nie różni się specjalnie od Nazistowskiego obozu koncentracyjnego)
Odcinek świetnie satyryzuje zjawisko poprawności politycznej i o tym jak pojęcia „tolerancji” i „akceptacji” są notorycznie ze sobą mylone. Cieszy mnie, że nie jestem sam wśród osób które widzą jak nasze społeczeństwo są ślepo zmuszane do tolerowania i akceptowania pewnych rzeczy nawet jeśli się z  nimi 100% nie zgadzają (jeśli mam być szczery ostatnimi czasy sytuacja pogorszyła się tylko)
"Nasz dom... Nie ma internetu!"
2. Over Logging – Pewnego dnia na całym świecie znika Internet... i przez kolejne 20 minut obserwujemy reakcje zdruzgotanych tę wieścią ludzi – Siostra Stana ryczy bo nie może rozmawiać ze swoim „chłopakiem” z innego miasta, Ojciec Stana rozpacza bo nie może wchodzić na strony pornograficzne, w telewizji nie ma wiadomości bo brali je z Internetu... każdy czuje się jakby stracił ręce i nie może się w bezinternetowym świecie odnaleźć. Znów - na największego desperata wychodzi Randy, który jest gotowy posunąć się do najbardziej radykalnych rozwiązań aby pobyć na internecie przez chociaż pół minuty. Ostatecznie rozwiązanie problemu jest takie sobie i fragment gdzie wszystko na moment zamienia się czarno biały film przyrównując poszikwania internetu do gorączki złota jest względem reszty odcinka nudnawy, ale zaufajcie mi - cała reszta jest poprostu genialna.
"Over Logging" - Historia tak smutnie prawdziwa, że zabawna...
1. Pinewood Derby – Nie będę ukrywał - Ja dosłownie płakałem ze śmiechu gdy pierwszy to oglądałem! Nawet nie wiem jak w kilku zdaniach streścić o czym jest ten odcinek bez zdradzania za wiele, gdyż tak obfituje w każdej scenie w zwroty akcji, a humor w 90% wynika z tego jak coraz bardziej absurdalna robi się sytuacja. Zaczyna się na czymś prostym  - Stan i jego ojciec postanawiają oszukać w wyścigu modeli drewnianych samochodzików, a kończy się na między galaktycznej aferze w którą są zamieszani - dosłownie - wszyscy mieszkańcy naszej planety.

Tym razem "South Park" za ofiarę nie bierze sobie konkretną osobę czy zjawisko, a po prostu to jacy są ludzie – na swój sposób jedzie po całej planecie – i do jakich proporcji może urosnąć najmniejsze kłamstwo. Obok „Make love not Warcraft” odcinek ma najpiękniejsze momenty Randy’ego (chyba moja ulubiona postać w tym serialu).

I na koniec jako BONUSIK, no bo jakże mógłbym nie wspomnieć o :
„The Return of the Fellowship of the Ring to the Two Towers” – Doskonała parodia “Władcę Pierścieni” która ma się do niego jak “Make love not Warcraft” ma się do "Warcrafta". Jeśli jesteś fanem książek czy filmów – lektura obowiązkowa! Ba! Nawet w komentarzach audio na DVD „Dwóch Wierzy" o nim wspominają - w samych superlatywach się rozumie. Przygoda także o tyle wciągająca, gdyż przypomina różne zabawy które się miało jako dziecko - South Park przenosi w świat dzieciństwa? Kto by przypuszczał...
Nie do końca odcinek z jakimś satyrycznym przesłaniem ale nie zmienia faktu, że zabawny, że boki zrywać. Istny skarb. Skarb... Skarb...

~Pozdrawiam
Pan Miluś