wtorek, 5 lutego 2013

Kimże była Anna Grodzka?


Ok nim ktoś na mnie naskoczy.... WIEM! Wiem, że wikipedie byle kto może zmieniać i edytować bla,bla,bla... ale to nie zmienia faktu, że mimo tego mam prawo wymagać od Cioci Wiki jakiegoś poziomu ZWŁASZCZA w zamkniętych artykułach czyli takie co były już sprawdzone..

Popatrzmy na ten artykuł o Annie Grodzkiej :

http://pl.wikipedia.org/wiki/Anna_Grodzka

„Po urodzeniu jej płeć została określona jako męska, nosiła imię Krzysztof Bogdan”

„...Jej płeć została określona jako męska...” ???

POWAŻNIE? To już nie można nawet napisać „kiedyś był f
acetem”?

Nie, nie jestem fanem Lewicy i ich wybryków (Palikot miał fajny pomysł by odzyskać NASZE złote dukaty co nam Hiszpania wisi, ale tu się moje poparcie dla ich projektów kończy bo reszta jest zwyczajnie zbyt zwariowana jak na moje gusta) ale choć nie lubię wygłaszać politycznych manifestów na tym blogu to już nonsensowne się robi! Jak ktoś się rodzi z narządami męskimi to - uwaga – JEST mężczyzną. Nie możemy dla poprawności politycznej nagle mówić „Gratulacje! Pani dziecko urodziło się płci którą określamy jako chłopięcą”!
Jasne! Możemy w dorosłym wieku zacząć nienawidzić siebie do tego stopnia, że chcemy zmiany płci (nie popieram bo to po postu przykre ale mniejsza) ale wmawiane nam teraz, że wszyscy nie rodzimy się koniecznie tej płci na którą nasze ciało wskazuje... Ah! To nawet nie tyle głupie co tak zbędne i bezsensowne komplikowanie czegoś oczywistego dla durnej poprawności grzecznościowej...

Po co powiedzieć „Jestem dziewczyną ale wolę być chłopakiem” skoro można powiedzieć : „Mam ciało które stwierdza się jako ciało dziewczyny ale urodziłam się z duszą chłopaka” ?

To jak nie mówić „Mój dom jest niebieski”  tylko „Mój dom jest czerwony bo w takim kolorze go chcemy ale jego kolor stwierdzamy jako niebieski ponieważ na taki go pomalowali przy budowie”

A nawet jak go potem przemalujesz i ktoś cię spyta „Hej, czy ten dom nie był aby cerowany” nie powiesz „Nie, on zawsze był niebieski” TO CZYSTA LOGIKA!!!! POCO TO TAK OGŁPIAĆ?

AH!!!!!!

Wstydź się Wikipedio! Więcej się po tobie spodziewałem!


~Maciej




niedziela, 3 lutego 2013

P.S. Do postu wcześniej...

Ok więc tak :

1) Jakby ktoś się przyczepił - miałem na myśli, że "romans" jest nie tyle wymuszony co niesamowicie naiwnie wykonany. Tego typu "Oh, zobaczyłem kobietę przez 5 sekund ale WIEM, że Ona jest tą jedyną, a teraz miałem z nią trzy zdania dialogu i już się oboje kochamy...” akceptuję w „Królewnie Śnieżce” nie w opowieści w realiach historycznych.

2) Głupawa anegdotka o której zapomniałem :

W „Nędznikach” jest scena w której jeden z bohaterów ginie postrzelony i upada na niego czerwona chusta...”

Głos w mojej głowie : O! Jak to świetnie symbolizuje krew...

Po czym mamy cięcie i jest ulice całej ulicy zalanej krwią...

Głos w mojej głowie :  O! Jak zapewne e symbolizuje „WIĘCEJ krwi”...

I buchnąłem śmiechem mieszanym z próbami powstrzymania... Niebyt poważne z mojej strony biorąc pod uwagę, że to była straszliwie tragiczna sekwencja ale nikt nie jest idealny!

Także tak...

Pozdrawiam
Maciek

RECENZJE : „Les Miserables” + „Siła Kobiet”


 
 

A zatem byłem na „Nędznikach” („Les Miserables”) Sporo USAńskich recenzji ze źródeł które zwykle mają dla mnie jako takie znaczenie (Spill.com/Doug Walker) wynikało, że film ma swoją dawkę ostro obniżających go problemów i...

Nie, nie ma! Jest po prostu piękny i genialny! Patrząc wstecz na tamte recenzje szczerze powiedziawszy to co im wadziło było mi albo obojętne albo uważam za plus. Mój największy problem z współczesnymi musicalami (Mulin Rouge, patrzę na ciebie) to, to, że są – pozwolę sobie wynaleźć nowe słowo – przemontażowane. Chcecie zobaczyć prawdziwy musical? Obejrzyjcie sobie coś z  Fredem Asteriem  czy Genem Kelly. Tam numery muzyczne miały sens bo nie cieli bezsensownie co pięć sekund i wysysali całą przyjemność z choreografii czy piosenki. Ten sam problem mam z scenami walk w współczesnym kinie. Wiecie czemu sceny walk z Errolem Flynnem z „Robin Hooda” biją je na głowę? Bo jak się tłucze na miecze to widzimy całość w jednym ujęciu! Mamy poczucie, że był naprawdę był tam człowiek, wykonał wszystkie akrobacje, zero „stuntmenów”, zero sztuczność. Z musicalami jest to samo i mam gdzieś że ktoś powie, że to bardziej teatr niż kino bo to po prostu dokumentacja wykonanego numeru.

Tu jest nareszcie jak trzeba! (przez większość czasu w każdym razie) Ktoś śpiewa w intymnym momencie? Ujęcie trwa czasem i kilka minut, kamera nie odrywa się ani razu. Dzięki temu zatem choć Anne Hathaway jest na ekranie może z 15 minut ale wszystkie jej cierpienie jest szczerze bolesne, tak samo nawrócenie przez które przechodzi Hugh Jackman...

Tak ponad to nie mam nic do dodania co jeszcze nie było powiedziane. Wzruszające, spektakularne, a Helena Bonham Carter i Sacha Baron Cohen są arcyśmiechowi (tak, ich sceny są jak z „Sweeney Tooda” w najpozytywniejszym sensie). Z „La Miserables” (jeszcze gdy go w wersji teatralnej oglądałem) miałem problem z nieco wymuszonym romansem który wyskakuje z nikąd i tu nie jest ani trochę lepiej i z piosenką „Little people” która jest świetna i chwytliwa... po prostu sam nie wiem. Czy tylko ja uważam, że brzmi jak coś z jakiegoś musical dla dzieci, a co za tym idzie  nie pasuje do reszty?

No nic... Polecam! Więcej takich filmów! Idźcie póki w kinie bo będziecie żałować!!!!!

                                               

Ah! Wczoraj byłem także na dokumencie „Siła kobiet” („Women are heroes") o którym powiem tylko tyle, że jest wart uwagi i szalenie przepiękny od strony operatorskiej, choć treściowo... sam nie wiem. To ciekawy obraz ale w sumie to samo co mają tu do powiedzenia mogliby zawrzeć w 20 minutach, a nie półtorej godziny jak uczynili. Też nie mogę powiedzieć by całość na tym jakoś mocno ucierpiała bo oglądało się przyjemnie...

A co mi tam?  Polecam ale nie tak mocno jak powyższe...


~Pozdrawiam
Maciej

wtorek, 15 stycznia 2013

Proroczy sen? (Hrabia Kaczula powraca?)

Ostatnio nie miałem jakichś hiper ciekawych snów. Pomijając jakiegoś psa co mi się rzucał do gardła i typowo Frojdowskie zagadki dziś śniło mi się iż... wznowili Hrabiego Kaczulę! Uogólniając – w śnie przeglądałem menu jakiegoś dvd (Kaczuli?) i w dodatkach spotkałem się z sześcioma czy dziewięcioma odcinkami Kaczuli... ale jakoś odruchowo otrzymałem wikipedyczną wiedzę iż jest to seria shortów które wyprodukowano niedawno jako wznowienie serialu. Co istotne – jak po odpaleniu mnie ucieszyło nie był to hiper unowocześniony remake ale wszystko było utrzymane w klimacie oryginału – ten sam styl animacji i kolory, ten sam rodzaj opowiadania (ah, cieszyłem się widząc stare dobre sceny po sześć minut gdzie tylko chodząco zamku  i gadają)  i ten sam rodzaj humoru. BA! Mój sen był o tyle miły, że nie użyczył mi po prostu klipów z serialu ale ujrzałem moich bohaterów w kompletnie nowych sytuacjach (coś tam, że w Londynie byli a potem w jakiejś świątyni).
 
Jedna jedyna różnica to, to że głos Niani w śnie był kompletnie inny, młodszy i ewidentnie kobiecy... Co jest ze strony mojego snu ciekawą obserwacją. Zakładając, że jakieś studio kupiło by prawa do Kaczuli i wznowiło serial (Cosgrove Hall studio już nie istnieje) zapewne mieliby problem z skompletowaniem starej obsady (serial ma ze 20 lat)... jednocześnie o tyle mnie to uderzyło w tym przypadku iż głosem Niani w oryginale był facet. Jestem w sumie ciekaw czy poprawność polityczna obecnych czasów nie przyczepiłaby się właśnie  do tego... Ale chwila czy poprawność grzeczniościowa nie przeczyłaby trochę z tym w gustującym w żartach o "nacjowych stereotypach" serialem? Tak czy kwak, miałem ochotę obdzwonić kumpli geeków iż Kaczula powrócił ale tu sen się skończył... do diaska!


Dziwne to o tyle iż nie rozmyślałem tak wiele o tym kultowym serialu o czasu mojego pewnego wcześniejszego artykułu, a już na pewno w ostatnich miesiącach.


Skąd wziął się więc sen? A no być w tym coś musi! Może to proroctwo? Może rzeczywiście gdzieś się remake Kaczuli szykuje...? Nawet jakby to był jakiś direct to dvd movie byłoby to ciekawe....



No ale tyle.! Do zobaczenia niebawem... Czymkolwiek jesteście!
BUHAHAHAHAHA!!!!
~Maciek

czwartek, 10 stycznia 2013

Oskary, te Oskary...


Ok... Znamy już nominacje do jedynej kategorii Oskarów która mnie jako-tako obchodzi... Animacje. Czemu? Bo sam z robienia animacji żyję, pasjonują mnie, bluzgam ciągle, że "Iluzjonista" i "Trio z Bellevile" (jakże nie słusznie) nie dostały i... zwykle to jedyna kategoria z której widziałem wszystkie pozycje.

Ok, więc popatrzmy...


Brave
Frankenweenie

ParaNorman

The Pirates! Band of Misfits

Wreck-It Ralph



A teraz popatrzmy moim okiem :



Brave - Tak sobie to widzę. Pierwszy zwiastun sugerował coś mrocznego i mistycznego, a tu sztampowa opowieść z kilkoma momentami choć „dekoracje” i muzyka śliczne. Niezłe choć niestety drugi czy trzeci najsłabszy film Pixara... Jak wygra będę zaskoczony, choć nie negatywnie.


Frankenweenie – A to już pisałem recenzję. Słodkie, sympatyczne i z serduchem (plus animacja lalkowa – to cenię) Ja bym dał Oskara za moją ulubioną animację roku ale mam obawy co do tego co powie akademia.


ParaNorman – Autentycznie nie pamiętam czy coś o tym pisałem wcześniej na tym blogu... Animacja ciekawa, ale postacie tak niesympatyczne a humor tak „chamski”, że niestety obmywa opowieść z wszystkich emocji plus gryzą niekonsekwencję. Nie wiem czemu ale wszystkich pozycji najbardziej bym się wkurzył jakby to wygrało. Nie jest zły, ale nie zasługuje tak bardzo jak pozostałe...


The Pirates! Band of Misfitss – Nawet już nie pamiętam ale sympatyczne i z momentami... Wątpię by wygrało.



Wreck-It Ralph  – Czemu, oh, czemu mam wrażenie, że to, to wygra? Serio. Koniec konkursu. Nawet jeśli by mi się nie po
dobał tak bardzo jak inne pozycje nie ma co się kłócić... I nie chodzi o to, że to Disney tylko oto, że ze wszystkich pozycji wydaje się najbardziej bezpieczny pod każdym względem i nie ma jakichś minusów które mogą mu przeszkodzić w osiągnięciu celu. Moim zdaniem ponad spektakularną animację jest moim zdaniem  po prostu Ok., ale autentycznie znając „gusta akademii” nawet jeśli ukłony do znanych gier nie powalą jakoś mam największego czuja, że to zwycięży...




Także pozostaje jedno pytanie... A gdzie (cholera) „Hotel Transylvania”? Serio! Jeśli mam być szczery plastycznie (mimika postaci etc.) był najciekawszą rzeczą jaką w tym roku widziałem, a opowieść była zaskakująco z sercem... Jasne, były wkurzające momenty (ilekroć śpiewali... ACH!) ale prawdę mówiąc typ humoru „Hotelu...” nie różnił się specjalnie od tego w „PraNormanie”... Ba! To Disney w kontraście z typem żartu w tamtym filmie więc raczej nie chodzi o niskolotność... Nie wiem... To moje widzi-mi-się ale autentycznie jestem zdziwiony, że akurat ta pozycja się tutaj nie znalazła.... „Strażnicy marzeń” których jeszcze nie widziałem także wyglądali na ambitniejszą pozycję niż np. „Piraci” ale jakoś ich tu nie ma...



AH! I Suhs jest zła czemu nie ma nominacji "Dzwoneczka i Sekretu magicznych skrzydeł" ale tu akurat nie chodzi o nominację o najlepszą animację tylko o najlpeszy film roku a to inna bajka...



I to by było na tyle...


Maciek K.

wtorek, 1 stycznia 2013

"Wałęsa" Andrzeja Wajdy



O wow! Zupełnie zapomniałem, że to powstaje...


Nie jestem jakimś hiper fanem Wajdy... Naturalnie szanuję Go za to co zrobił za młodu i wielki wkład w Polską kinematografię ale z Jego filmów co powstały za mojego żywota... Więc jakieś wspomnienia z nimi mam bo albo w kinie byłem albo było o nich głośno.... Eeeeee... Nie specjalnie. "Zemsta" wołała o pomstę do nieba (i co gorsza nie śmieszna, "Pan Tadeusz" był nijaki, a "Katyń" nudny i pompatyczny (jak ktoś chce zobaczyć ciekawy film o zbrodni Katyńskiej polecam fabularyzowany dokument Józefa Gębskiego)

Nie to bym mieszał Wajdę z błotem tylko za trzy pozycje z o wiele wspanialszego dorobku  po prostu jeśli miałbym ocenić go za ostatnią dekadę z hakiem... No cóż! Niestety mam wrażenie, że dzieło o Wałęsie nie okaże się wielkim klasykiem, a przeciętną produkcją i jakościowo jak i scenariuszowo która przeszłaby bez większego rozgłosu czy uwagi gdyby nie nazwisko autora. Zwiastun potwierdza moje obawy. Przynajmniej mam wrażenie, że film będzie pokazywać Wałęsie w jednoznacznie pozytywnym świetle – i prawidło. Naprawdę mamy mało „współczesnych legend” w tym kraju (tylko Wałęsa, Karol Wojtyła i może od bidy może jeszcze Adam Małysz) więc trzymajmy się tego by jakieś symbole w naszym Państwie były, a nie na siłę demonizować..od tego mamy polityków.


(Swoją drogą sam nie wiem czemu ale zawsze wyobrażałem sobie, że film o Wałęsie będzie miał motywy komediowe... Mam do niego ogromny respekt, ale jakoś mi do jego postaci to pasuje... )


Ale by nie było, że mam problem z tym, że Wajda to robi... Tak szczerze? Nie wyobrażam sobie lepszego reżysera który miałby się zająć tą produkcją... w Polsce. Czemu piszę „w Polsce”? Otóż wyobraźcie sobie moi kochani, że dawno, dawno temu... jakoś na początku lat 90’siątych... Amerykanie byli zainteresowani zrobieniem filmu o Wałęsie! Nie mam pewności kto miał być reżyserem ale rolę Lecha Wałęsy miał zagrać... Jin Hackman (!!) Z produkcji jak się domyślacie nic nie wyszło, a szkoda gdyż...


1) No intryguje mnie jakby to wyglądało... a kto nie jest?


2) Byłoby super zobaczyć wreszcie jakiś Amerykański film który przypomniałby reszce świata, że Polska istnieje jakoś inaczej niż „tamten kraj co Naziści najechali...” Bo tak szczerze to ile znacie Amerykańskich (czy nawet ogólnie zagraniczny) o Polsce co jest o czymś innym niż o II wojnie światowej? Serio – robiłem sobie burzę mózgów i nic mi nie przychodziło do głowy... w „Anastazji” Dream Works’u są w Polsce przez jakieś 2 minuty, ale nie ma tam ani jednej interakcji bohaterów z jakimś Polakiem czy nic typowo Polskiego więc się nie liczy...
No nic! Jak będzie okazja zobaczę i się wypowiem...

To tyle...

Pozdrawiam~Maciek


Szczęśliwego Nowego Roku eeee.... 2013

A tak!

Kolejny Nowy Rok się zaczął... 2013 najwyraźniej.  W tym chyba Końca Świata nie będzie więc będzie lepszy... WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ZATEM :))))))


~Pozdrawiam
Maciek