niedziela, 23 sierpnia 2015

*Inteligencja jest względna*

Taka mała rozprawka o religii, ateizmie, inteligencji i głupocie...


Przemierzając ocean Internetu natknąłem się na informację na temat pewnej nastolatki z Wielkiej Brytanii\, która uciekła ze swojej ojczyzny do Syrii w celu zostaniu żoną dżihadysty z ISIS. Historia przykra i mogę współczuć tylko jej rodzinie i przyjaciołom jednak o ile ta informacja mogła mnie co najwyżej zasmucić, tak w stan lekkiej irytacji wprowadził mnie komentarz Pana Richarda Dawkinsa, wykładowcy z Oxfordu, profesora ewolucji i znanego anty-religijnego pieniacza (taki Ojciec Rydzyk ateizmu)

Cóż Pana Dawkinsa tak poruszyło w artykułach piszących o tej tragicznej historii? A no podkreślenie faktu, że nie mówimy tu o jakiejś tępej bibmie co zwiała zostać Islamistką w ramach jakiegoś młodzieńczego buntu (nie, to się zwykle przejawia akurat ateizmem) tylko o bardzo ułożonej uczennicy, z bardzo dobrym GCSE (w Anglii taki rodzaj wcześniejszej matury)  i aspiracjami by zostać lekarzem. Niestety bynajmniej informacja ta nie dotknęła go z tych samych powodów co możemy myśleć :

16-yr-old who ran away from UK to be a “jihadi bride” is called “intelligent” as per usual cliché. “Intelligent”?
If a girl as manifestly stupid as this gets good grades at school, is it time we examined our grading system?

(„16latka która uciekała z Anglii by być „żoną dżihadysty” zostaje określona „inteligentną” to zwykłu stereotyp. „Inteligentna”? Jeśli dziewczyna tak jawnie głupia dostaje dobre oceny, czy nie pora by zbadać nas system oceniania?”)

I dalej wyżywa się pisząc, że u nich na Oxfordzie jakby przyjęli ucznia o poglądach kreacjonistycznych to by znaczyło, że coś nie tak z ich systemem, że jeśli osoby które są uważane za „inteligentne” mogą należeć do ISIS to jaki poziom głupoty muszą wykazać by tego tytułu uniknąć i nawet posuwa się tak daleko by nie określać pozycji jaką przyjęła dziewczyna jako „żony” co „niewolnicy od seksu”.

Wypowiedzi Pana Dawkinsa same w sobie nie mnie zirytowały. Umówmy się paplał już o wiele gorsze nosnesny, czy to gdy oznajmił, że pedofilia i gwałt powinny być dzielone na łagodne i surowe, że kobiety które świadomie rodzą dzieci z zespołem downa zamiast iść do aborcji są niemoralne bo sprowadzają je na świat (poczym na pytanie człowieka z autyzmem, który spytał czy to źle się urodził zapewnił, że to ok. ponieważ ludzie w jego kondycji odróżnienia od tych z zespołem downa przynajmniej mają coś do zaoferowania dla społeczeństwa), że czytanie dzieciom bajek jest szkodliwe, czy nawet takie proste palnięcia bez namysłu jak, gdy skrytykował Papieża Franciszka zdaniem : „Papież Franciszek wierzy, że każdy z nas ma anioła stróża. I On jest głową Państwa który ma głos w światowych radach”. Czoło of przysłowiowego facepalmu ciągle mnie boli. No niesamowite odkrycie Panie Dawkins! Papież wierzy w Anioły! Mam równie szokującego newsa : Dali Lama wierzy w reinkarnację!!! Kto by przypuszczał, że głowa jakiejś religii… jest wzorowym przedstawicielem jej wierzeń i doktryn. Ten człowiek dla własnego dobra powinien na serio odseparować się tweetera bo z uczonego ci pisał książki o genach i ewolucji, zmienia się w ramola co papli co mu ślina na język przeniesie nie przetwarzając nawet ile w tym racjonalności.

Ale to co mnie zirytowało to nie kolejne mundrzenie Dawkisna tylko przykry fakt (o tyle przykry, że wypływający z ust człowieka uczonego), że ludzie ciągle mylą proste pojęcia na temat tego czym jest głupota, a czym jest inteligencja. Widzicie, pułapka w jaką łatwo wpaść do przekonanie, że świat ma czarno-biały podział. Ludzie albo są inteligentni, albo są głupi. Ewentualnie dzielimy to czasem trochę bardziej stopniowo : ktoś ma jakiś stopień inteligencji, ale ktoś inny nieco wyższy, niższy bądź równy. Być może najlepiej ilustrują to kreskówki „Looney Tunes”, gdzie kaczor Daffy zawsze będzie sprytniejszy od otępiałego myśliwego Elmera ale jakby nie wytężał umysłu zawsze będzie przechytrzony przez Królika Bugsa. Ludzie przyjęli  jako normę i nikt tego nie kwestionuje. Zapewne, gdyby we wspomnianych animacjach nagle pojawił się odcinek w którym Daffy wychodzi w jakiejś sytuacji na inteligentniejszego od Bugsa 90% widzów wybuchły by mózgi… bo przecież jak to możliwe, „on jest od niego mniej sprytny”? Równie dobrze kojot mógłby złapać i pożreć Strusia Pędziwiatra, a Sylwester Tweety’ego. Ziemia by się zatrzęsła, z nieba zleciały meteoryty i  eksplodowały by wulkany.

Jeśli jest jednak coś czego nauczyło mnie życie to fakt, że rzeczywistość bywa inna niż kreskówki (wiem, szok) Ludzie lubią myśleć o inteligencji trochę jak o wzroście. „Albo jesteś dryblasem albo karłem”. To wszystko fizyczne i nie ma tu miejsca na jakieś złudzenie optyczne i ciężko wyobrazić sobie obraz kogoś kto by jednocześnie kwalifikował się jako jedno i drugie, chyba, że na zasadzie – „tak, dla nas jest wysoki, ale przy nim jest niski”. Nie pomaga też, iż wielu osobą towarzyszy ich wewnętrzna pycha. Często też osądzamy co głupie, a co nie głupie wyłącznie z punktu widzenia własnej świadomości i to ona jest dla nas wyłącznym wyznacznikiem. Tu niestety w grę może wchodzić osobista pycha i narcyzm. Nie ukrywajmy tego, „EGO” każdy z nas ma i nie mówię tu w psychologicznym sensie. Pokażcie mi choć jedną osobę co otwarcie uważa się za głupią i przyznaje się do faktu, że nigdy nie ma racji. Nie, a ten rodzaj pokory nieliczni mogą sobie pozwolić. Przeżyliśmy już kawał życia, przeczytaliśmy dawkę książek i artykułów na Internecie, obejrzeliśmy trochę filmów i… zakładamy, że już dysponujemy wiedzą, która pozwala nam ustawiać do pionu tych u których spostrzeżemy braki w zdobytej wiedzy.  Niestety, jak bardzo byśmy się nie zginali, zawsze będą tuziny informacji i doświadczeń życiowych na które zwyczajnie nie mieliśmy czasu. Czy więc osoba, która już je poznała, a której z kolei obok nosa przeszła znana nam wiedza jest teoretycznie głupsza?  Ostatecznie lubimy wnioskować, że jeśli ktoś przejawia inne poglądy polityczne/życiowe niż nasze musi wynikać to z braków w edukacji bądź niskiego ilorazu inteligencji.

 Chyba, wielu z nas spotkało się z tą anegdotką – jest sobie Pan majsterklepka. Z zachowania co tu wiele mówić, stereotypowy chłopek ze wsi, co wszystko łapie powolno, nie ma problemu ze splunięciem na chodnik i strzelić sobie piwko na ławce to szczyt jego rozrywek kulturalnych. O polityce z nim nie pogadasz bo „to wszystko wina Tuska” to szczyt jego wiedzy o tym co się w kraju dzieje, a każda ambitniejsza dyskusja o życiu i śmierci ograniczy się do prostych przytaknięć… ale poproś takiego by naprawił ci samochód albo zepsuty telewizor  i facet zamienia się w Stevena Hawkinga, co w pięć sekund znajdzie problem z usterką, w drugie pięć rozwiązanie, a ty siedzisz na krześle ogłupiony bo nawija z taką precyzją, że przysłowiowa kopara opada.

Ale i w drugą stronę – ktoś może być super wykształcony z kilkoma magistrami w kieszeni i doktoratem w przedniej kieszeni, co na dobranoc poczytuje książkę o fizyce kwantowej… ale na co mu to wszystko, gdyż w życiu socjalnym ma opinie (co tu wiele mówić) kompletnego idioty. Może i ma wiedzę, ale co z tego, bo jest tak zadufany i zachłyśnięty własnym IQ, że nie jest wstanie mieć normalnej konwersacji bez natarczywego pouczania, niema bladego pojęcia jak rozmawiać z ludźmi by ich nie urazić, bądź przeciwnie jego zdolności socjalne leżą tak nisko, że nie jest wstanie nawet należycie rozpocząć prostej pogadanki.

Z jednej strony wydaje się to banalną oczywistością : „Ktoś może być geniuszem w biologii, ale mieć blade pojęcie o historii”, ale to posuwa się o wiele dalej niż wykształcenie i edukacja. Ktoś w jednej dziedzinie życia może być encyklopedycznie obyty, w innej wykazywać się rażącymi brakami. Lech Wałęsa człowiekiem o wielkim wykształceniu nie był, a umiał całą Polską zawojować. Anders Behring Breivik jest sprawcą masakry ale uważany jest równocześnie za geniusza (to, że obłęd i geniusz idą w parze to inna kwestia, na która powinienem poświęcić osobny artykuł) Ktoś może w życiu nie czytał książki ale ma rewelacyjne zdolności dedukcyjne. Ktoś może być wzorowym studentem nauk humanistycznych czy przyrodniczych, ale wieczory będzie spędzał na paleniu zioła i upijaniu się do oporu. Etc. Etc. Ect.


Daję tu jednak same skrajne przykłady. Moje spostrzeżenie tyczy się czegoś nieco mniej oczywistego. Mianowicie – spryt i inteligencja potrafią być kompletnie względne. Czasem staniemy w jakiejś sytuacji, kompletnie nam nowej, wymagającej szybkiego ale delikatnego myślenia. I… będzie dobrze! Zadziałamy, zrobimy co właściwie we właściwej chwili i nic tylko cieszyć się z naszej błyskotliwości. Ale oto kolejna sytuacja w której nie poszło tam dobrze. Jakiś chwilowy moment zaćmienia umysłu, mylne oszacowanie sprawy… Klapa! Jesteśmy upokorzeni, jak nie zewnętrznie to wewnętrznie. Daliśmy ciała, wyszliśmy na debili i na osłów i pozostaje nam mieć tylko do siebie samych pretensje. Co istotnie - Otóż obiektywnie patrząc – to dwie identycznie takie same sytuacje, po prostu raz – czy to kwestia wyspania czy popatrzenia we właściwą stronę – mogliśmy działać mobilnie, innym razem akurat nie. Tyczy się to wszystkiego w życiu. Raz popiszemy się zabawnym docinkiem, raz palniemy coś, że ręce opadają. Raz w dziedzinie nam obcej zachowamy się jak ekspert, innym razem w tej w której mamy obycie wyjdziemy na laika. Umysł działa w bardzo abstrakcyjny sposób i czasem to zwyczajna loteria na co wypadnie i jak wypadniemy w danej sytuacji.


Idą dwie osoby i widzą stary most linowy. Pierwsza uznaje, że na pewno się zarwie więc poszuka innej drogi. Druga wyciąga wniosek, że skoro do tej pory most się nie zarwał i to prawdopodobieństwo, że zarwie się teraz jest znikome i rusza śmiało. Obojętnie jaki będzie rezultat racjonalność obu stron jest… słuszna. Może most się zarwie, może nie, ale oboje mieli słuszne argumenty za swoimi konkluzjami. Ktoś jest optymistą, ktoś inny pesymistą. Ktoś realistą, a ktoś lubi eksperymentować…  nie ma jednak to nic wspólnego z tym, która pozycja jest inteligentniejsza. Są po prostu różne.  Raz popełniamy dobre decyzje, raz złe, czasem wyciągniemy z tego wnioski, a czasem przelecą nie zauważone – tak właśnie działa życie.

Rzekłszy to wszystko nie znam osoby, o której jednoznacznie mógłbym powiedzieć, że jest 100% inteligentna. Każdemu zdarzają się złe osądy, błędy logiczne i braki w zdrowym rozsądku... i wracając na reszcie do początku mojego artykułu : Nie widzę jakby się wykluczać mogło by ta nastolatka może chcieć wspomaga ISIS, a jednocześnie być osobą o bardzo szerokim oczytaniu, wiedzy medycznej i złożonym światopoglądzie. Być może dla tego przekręcam oczami, gdy po raz kolejny słyszę, że  człowiek oczytany jak Dawkins robi problem właśnie z takiej (jak uważa) „sprzeczności” i sugeruje, że osoby, które mają odemine od niego poglądy na pewno muszą prezentować kiepski stopień edukacji .


A przecież jest tylu naukowców, w tym i biologów, i w tym takich po Oksfordzie, którzy otwarcie przyznają się do silnych wierzeń religijnych, w tym Islamiści czy kreacjoniści. Ba! Obecny Papież studiował Chemię, Psychologię i zna siedem języków, a jakoś nie stoi to na drodze by wierzył w anioły (Och, nie!). Dla Pana Dawkinsa to oczywiście się wyklucza i zarzuca w swoich książkach, że żyją oni w zaprzeczeniu… A może po prostu umysły ich działają w inny sposób, umożliwiający wyciągnąć wnioski, dzięki, którym te dziedziny się nie kłócą, a przeciwnie działają ręka w rękę?

W pewnych kwestiach Dawkins idealnie wpisuje się we wszystko co tutaj pisałem. Tak, może i ma wszechstronne wykształcenie, ale nie powstrzymuje go to w popełnianiu głupotek. Z jednej strony nawija o tym, że religia to „korzeń całego zła”, który trzeba wytępić (ale zarzuć, że Komuniści byli ateistami i będzie się zaklinać, że poglądy o Bogu nie mają zawsze wpływu na to czy ktoś jest dobry czy zły) i będzie szukać każdej okazji by szkalować wyznawców. Z innej jednak sam nie zdaje sobie sprawę, że sam przyczynia się do szerzenia agresji. Jak wielu ateistów przyjął taktykę „Ja nie wierzę w to co ty więc nie musze okazywać twoim poglądom szacunku bo to tak jak gdybym dawał ci broń. Przeciwnie będę dowolnie z nich drwił, umniejszał ich znaczeniu i kwestionował twój intelekt”. (Abstrahując naturalnie od faktu, że argumentacje wymieszane z cynizmem i złośliwością, działają na niekorzyść tego co ich używa bo pokazując tylko brak pewności we własne racje… jakby tak nie było nie byłoby potrzeby na cyniczność)

Pytam się : Kto dałby się przekonać drugiej stronie pod presją bycia wyzwanym od idiotów? Pan Dawkins na pewno nie, ale jednak to metoda, której notorycznie używa, podobnie jak niewiele lepsi mu komediant Bill Myher czy Świętej Pamięci Christopher Hitchens.  Lubię słuchać debat na tematy religijne i często słyszę prześmiewcze rozumowanie ze strony fanatyków, jednak o wiele bardziej przekręcam oczami, gdy siada jakiś napuszony ateista-mądrala, co bardziej brzmi jakby chciał dowartościować własne ego niż de facto przekazać coś motywowanego autentycznymi zmartwieniami. Nie tylko jak zaczynają wypowiadać się o Bogu pokazują, że ich pojęcie kompletnie mija się z tym jak ludzie wierzący go widzą, ale nie są wstanie pojąć, że dla ludzi wierzących relacja z Bogiem to sprawa wyjątkowo intymna i delikatna. „Ja nie mam takich uczuć, więc muszą być zbędne i głupie” – ot ich racjonalizm w pigułce.

Nie chcę tu oczywiście generalizować ateistów czy agnostyków bo znam wielu w życiu codziennym (może wielu to zbyt silne słowo bo to jednak Polska więc stanowią marginalną mniejszość ale wiecie o co mi chodzi) i mam wielu takich z którymi mogę mieć bardzo sympatyczną rozmowę na temat wiary czy poglądy polityczne bo w pełni odnosimy się do wzajemnych idei z szacunkiem, bez potrzeby zniżania się do sarkazmu i cynizmu, co zabawne nie rzadko mają o Panu Dawkinsie jeszcze gorszą opinię. Nie dla tego, że nie podoba im się to co mówi, tylko, gdyż podoba im się JAK to mówi. 


Niestety, na świecie jest sporo Dawkinsów – co nie zdają sobie sprawę z własnych nonsensów, ale są pierwsi by unosić się swoją domniemaną wyższością intelektualną (i zwykle przypisując sobie od razu też i tę moralną) i we dług własnych kryteriów lubiący dzielić ludzi na inteligentnych i głupich.  Rozum to jednak zbyt abstrakcyjna sprawa by tak uproszczać sprawę. Dwie osoby mogą kończyć te same studia, jedna zostanie lewicowym radykałem, druga prawicowym. Ktoś zostanie świeckim pacyfistą, a ktoś z tym samym wynikiem IQ wstąpi do ISIS. Ludzie są bardzo różni i bardzo nieprzewidywalni w kierunkach życia jakie sobie obiorą. Może zamiast szukać kto ma rację, a kto nie zaczniemy szukać mostów jak współżyć ze sobą. Nie chcę mechanicznego świata, gdzie wszyscy myślą i żyją tak samo. Chcę świat, gdzie każdy jest inny unikatowy ale nie wadzi to byśmy żyli w sobą w zgodzie...

Może jeśli znów usłyszysz, że ktoś nie wierzy w ewolucję (jeśli oczywiście sam w to wierzysz) i odruchowo wyciągniesz wniosek, że jest głupi może zastanowisz się chwilę nie co to mówi o tej osobie, lecz co ta reakcja mówi o Tobie samym?



~ Maciej Kur

1 komentarz:

  1. Tak, Dawkins to zdecydowanie Ojciec Rydzyk ateizmu. Mam nadzieję że w końcu zamilknie i nie będzie robił nam tak beznadziejnego PR. Ja do religii mam prosty stosunek: dopóki nikt w imię religii nie krzywdzi ani nie usiłuje mi wpychać swojej wiary do gardła (przez to rozumiem także jakiekolwiek symbole religijne w urzędach, szkołach czy finansowane przez państwo lekcje religii), zwisa mi to, co w kto wierzy. Niech tylko zrozumie, że ja nie wierzę w nic i czuje się z tym doskonale.

    A, i nie Dali Lama, tylko Dalajlama. ;)

    Pozdrawiam,
    Api.

    OdpowiedzUsuń