poniedziałek, 24 grudnia 2012

WESOŁYCH ŚWIĄT! HO-HO-HO!!!!

HO-HO-HO...


I znów nastało Bożenarodzenie (czego nie można powiedzieć o 'Majowym końcu świata") Wszyscy zbieramy się przy Wigilijnym stole by uczcić naroddziny Pana Jezusa...

A jak może uczcić to mój blog?
Cóż był pomysł na kolejny "Ziomalowi Christmas Special" ale za to zrobiłem 4 Świąteczne komiksy dla Spill.com.

Co to Spill.com? Taka strona na którą lubię wchodzić bo ma zabawne podcasty i recenzje. Lubię słuchać tych kolesi (i jednego  robota) bo nie są to jacyś hiper-obeznani krytycy a zwykłe ziomki. Na luzie, czasem mogą się mylić, czasem mogą mieć inne opinie niż Ja, a czasem padnie coś 100% trafnego.. Ciągle  słucham ich regularnie, nawet jeśli mój ulubieniec Carlyle opuścił stronę by rozpocząć karierę  filmowca (o ironio, Jak Ja) a chłopaki o tyle są miłe, że zawsze na maile odpisują i było kilka przyjemnych  dyskusji.
Przez ostatnie lata zrobiłem całkiem sporo fan artowskich rzeczy więc uznałem, że wraz z świątecznymi rysunkami...

MIŁEJ LEKTURY :
(są wpadki w pisowni ale pewnie przywykliście)

Mikołajowa saga :

 
 
REKLAMA :


Po stronie rozniosły sie żarty, że Carlyle jest bogaty bo jest teraz scenarzystą więc...

 
 
Co do odejścia Carlyle...

 

A jakby Cyrus też opuścił stronnę?
 

A jakby tak ekipa z Spill.com recenzowała sztuki Szekspira?


Co-Host ofiarą bully'ingu....


Cyrus i Leon ofiarami bully'ingu...


Leon w GothamCity...


Oho! Ktoś tu cameo zrobił...


Korey miał urodzinki...

Carlyle również... (chyba na szybko robiłem)

Bo Puchatek był w kinach...


Bo kuyki lubię...

A ten długo by wyjaśniać...

Bo Leon zastąpił Carlyle w serii "ACOCO"

Bo Smerfy były w kinach...

A ten jest stary strasznie...



I dla urozmaicenia...

Jeden z Nosalgia Criticiem (staaaaary)


I jeden z kucykami...

I z Puchatkiem...


(zainspirowany czymś co Korey z Spill.com powiedział)

No ale starczy tych świątecznych łakoci ;)



Raz jeszcze : WESOŁYCH ŚWIĄT... i wystrzegajcie się Mikołajkowego wora dla niegrzecznych!!!!!!! :)




Pozdrawiam
~~Maciek Kur

wtorek, 18 grudnia 2012

Sylvian Chomet powraca! Hurrra!!!!

JUPIKAJEJ! Najlepszy współczesny animator i mój ulubieniec Sylvian Chomet ("Trio z Belleville", "Starsza Pani i Gołębie", "Iluzjonista") powraca w 2013 z nowym filmem... Który będzie aktorski... eee Co jest zajebiste! Bo jego wcześnieszy aktorski krótkimetraż był.. taki sobie... eeee...

...i ma tytuł "Attila Marcel"! Co jest imieniem złego gangstera z "Tria z Belleville" co porwał kolarzy do nielegalnych wyścigów i...  Moment! CO!?


 Eeeee....
Spin-off ? Orgin story?

Ale w opisie jest, że jest o niemym chłopcu który w wyniku traumy traci pamięć i całe życie spędza grając na pianinie, aż poprzez Marcela Prousta przenosi się w swoje wspomnienia z młodości...


 Eeee....

Tak czy siak zobaczę ;)


~Maciek

wtorek, 11 grudnia 2012

Ale głupi ci hipsterzy! (Asteriks w Simpsonach!)

Tak, tak, tak! Wiemy, wiemy Nowe odcinki Simpsonów to nic powalającego, a w każdym razie nic na miarę starych, klasycznych odcinków (pewnie z dwa artykuły o tym zajdziecie na tym blogu) razi wtórność, fabuły są kompletnie miałkie i nijakie i (czego mi na serio brakuje) w przeciwieństwie do dawnych czasów nawet się nie starają by wątki „emocjonalne” by były szczere bla,bla,bla.. istotne jest to, że ciągle rzucam okiem na nowe odcinki bo zawsze się trafi porcja zabawnych momentów, a 2-3 razy na sezon odcinek co mnie rozbawi od A do Z, a czasem nawet coś ciekawego wizualnie (tego roczny odcinek Halloweenowy mi się podobał przez pierwsze dwa akty)

Tak, tak! Niewybredna świnia ze mnie!

PRZEPRASZAM, że nie idę za waszym cennym trendem i nie gardzę nowymi Simpsonami jak reszta z was ale moim zdaniem serial choć jest słabszy nie jest tak makabrycznie zły jak wszyscy mu to przypisują... (Choć tak! Też bym wolał jakby to zakończyli już dawno )

Najnowszy odcinek „The Day the earth stood Cool” to taki standard obecnych Simpsonów. Raczej nic co zapadnie w pamięci, a historia prostsza niż budowa cepa, ale było kilka gagów gdzie zachichotałem, oglądało się przyjemnie bez jakichś momentów zażenowana i nawet była trafiona satyra o hipsterach.

Tak jest! Rodzinka hipsterów wprowadza się obok Simpsonów (no co? Poza Flandersem inne domy tam stoją), Homer wpierw chce byćjak oni bo zazdrości im stylu życia ale po tym gdy Bart wdaje się w bójkę z synem sąsiadów bo chce wrzucić nagranie Homera jak robi z siebie pozera (hihi – rym) na Internet dwa rody się skłócają, sąsiad sprowadza więcej „swoich” by zaśmiecili Springfield swoją obecnością bla,bla,bla... epicka opowieść godna pewnego innego Homera.

Co istotne! W pewnym momencie Homer przyłapuje Lisę u sąsiadów czytającą...
 


O JA CIĘ!

Simpsonowie nawiązali do Asteriksa! Ale numer! Tj. już raz był wspomniany w dialogu (o ironio) też przez Lisę ale tu... wow... jest i obrazek i...i...

ALE MOMENT!!!!

WRÓĆ!

To w USA Asteriks uważany jest za coś hipster-pokrewnego?

Niby przez co?
Bo są w nim ciągłe żarty które by zrozumieć trzeba znać starożytną historię?
Bo jest w nim pełno cytatów łacińskich? (których w angielskiej wersji i francuskiej nie tłumaczą odnośnikami)
Bo w nim mrowie ciętej satyry o społeczeństwie?
Bo oryginał francuski ma podteksty krytykujące USA?
Bo ostatni film „Asteriks i Obeliks prostytutkami Europy” jest miejscami dezorientujący, że hej?  (choć warto rzucić okiem bo teksty ma świetne)

Chwila czy to znaczy, że jak czytam Asteriksa jestem hipsterem!? Ktoś mi da wreszcie definicję tej subkultury która nie będzie się różnić rażąco od każdej innej co słyszałem!?

CO SIĘ DZIEJE!?

Ok., ok... Spokój...

Tak czy siak nie jest to może jakieś mega interesujące nawiązanie ale jednak szalenie miło zobaczyć moje dwa największe idole komediowe razem... Choć to jednak ci nowi Simsponowie i pewnie Lisa czytała jakiegoś Asteriksa Uderzo... damn it...


Pozdrawiam
Was Maik
albo Maciek
Może Miluś?
 (sam już nie wiem)

niedziela, 9 grudnia 2012

Recenzja - Frankenweenie (2012)





Może kogoś to zszokuje ale nie jestem jakimś mega wielkim oryginalnego „Frankenweenie”, krótkiego metrażu który Burton zrobił gdzieś w latach 80’siątych. Pomysł ciekawy ale ogół nie był jakoś powalający jak np. „Vicnent” – inne, bardzo wczesne dzieło Burto nim przeszedł do świata wielkiego kina. Byćmoże reżyser także nie czuł satysfakcji z projektu, gdyż nowy „Frankenweenie”ma wszystko co starej wersji brakowało.

Nie jest to jakiś „hype-wypasiony, zwariowana” komedia co bombarduje nas co scena pięćdziesięcioma gagami których dzisiaj tak wiele. Przeciwnie, podobnie jak „Fantastic Mr. Fox” film próbuje stworzyć nostalgiczną atmosferę jakbyśmy oglądali coś sprzed lat (i nie mówiętu o stylistyce horroru z lat 30’sty) Ot, prosta opowiastka o chłopców który nie może pogodzić się ze śmiercią psiaka więc postanawia przywrócić go ze zmarłych metodami dr. Frankensteina. Króluje spokojna atmosfera, humor jest subtelny (choć czarny i mroczny) i jak to Tim Burton panuje rewelacyjna atmosfera z całą masa ślicznych wizualnie momentów.

(I tak, pisałem o tym już pewien artykulik ale nie wadzi mi, że filmy Burtona są do siebie podobne. To się nazywa kino autorskie! Taki ma styl, takiego siętrzyma i wręcz oczekuję, że filmy Burtona osadzone będą w jego świecie! To jakby się czepiać rysownika, że ma taką, a nie inną kreskę... RANY!)

Akcja toczy się powoli, choć nabiera kopniaka energii w ostatniej 1/3 przeistaczając się w pełen stworów horror... I tym to właśnie jest – horrorem dla dzieci. Nie tak dobrym jak „Coralina” ale mimo wszystko bardzo przyjemnym [„Paranormana”nie kwalifikuję jako film dla dzieci] Oczywiście by nie było zielono szkoda tylko,że główny bohater jest najmniej interesującą rzeczą w filmie. O ile podoba mi się, że Sparky (imię psa) nie ma jakiejś „śmiesznej slapstickowej osobowości” a jest jak zwykły, normalny pies tak Wiktor (imię chłopca) to – jak to u Burtona –cichy i nie wyróżniający się niczym outsider... i nie miałbym problemu z taką postacią gdyby była pokazana ciutek ciekawiej. Sceny w których Wiktor rozgrywa swój plan wskrzeszenia psa czy sentymentalna rozmowa z nauczycielem prezentują się co prawda rewelacyjnie jednak
przez większość czasu chłopak prezentuje się z charakteru dosyć nijako. Być może to po części wina, że każda inna postać jest nie tylko rażąco "barwna" w swoim groteskowym wyglądzie ale i osobowości (mały garbus jest po porstu rozkoszny,  latający z kamerą Japończyk przekomiczny, a ilekroć na ekranie zjawiała się nawiedzona dziewczynka z kotem sala buchała śmiechem) przez co bohater zwyczajnie nie wyróżnia się niczym, tak jakby nie wyróżniał się w klasie o wiele bardziej "przebojowych"  dzieciaków. Miłość Wiktora do psa jest na szczęście na pierwszym miejscu i nadaje opowieści prawdziwego serca choć nie ukrywam, że byłoby mocniejsze gdybyśmy jako widzowie pokochali Wiktora tak samo mocno jak Sparky'ego.

Ogółem „Frankenweenie” to bardzo przyjemny i słodki, choć prosty filmik... Być może trochę za prosty, choć i tak uważam, że stanowi miłą i odświeżającą odmianę od pewnych nadmiernie zwariowanych animowanych komedii co widziałem w tym roku...
[Tak, uśmiałem się na „Hotelu Transylwania” ale chwilami postacie próbowały byćna siłę tak „głupkowate”, że robiło się to zwyczajnie drażniące i opowieśćtraciła na jakimkolwiek patosie. To trochę jak oglądanie zabawnego wujka co w pewnym momencie przestaje opowiadać autentycznie dowcipne anegdotki i zaczyna robić głupie miny jakbyś miał ciągle trzy lata... nagle żenujące to się robi... Choć oba filmy polecam tak samo!]


Pozdrawiam

Maciej K.


sobota, 17 listopada 2012

LIS W WARSZAWIE II

Tak jest! Znowu go widziałem!
 Kto nie pamięta mojego postu oto przypominajka ale dziś wracając z pewnej ekskluzywnej imprezy widziałem znów lisa jak biegł sobie chodnikiem Alejami Wilanowskimi. Najwyraźniej znudziły mu się Żwirki Wigur ale co poradzić jeśli to był efekt poraszki w znalezieniu sobie tam zatrudnienia (co jest dla mnie jedynym racjonalnym powodem dla którego nasz rudy przyjaciel opuścił nieprzychylne mu lasy i puszcze).

Wypatrujcie zatem ze mną Warszawskie lisy i czasem popłakujcie za nimi bo jak sami widzicie nie mają tu lekko...



Pozdrawiam
Maciek

sobota, 10 listopada 2012

Sprostowanie...

Ok, więc jednak te reklamy NAJWYRAŹNIEJ były częścią kampani reklamowej "Media Markt" więc przepraszam za moją ignorancję... Każdemu się zdażyć może, choć ciągle uważam, że to trochę myląc plus podbijanie tej paranoi w okół tak zwanego "końca światów" co nie jest cool bo ciągle znajuję na internecie ludzi ktoży w to wierzą.


Pozdrawiam
Maciek

poniedziałek, 5 listopada 2012

KONIEC ŚWIATA ? Ojejejej...

"Remember, remember the..."A nie! Nie będę pamiętał memów co wszyscy internauci ślepo powtarzają bo usłyszeli wierszyk w filmie na podstawie komiksu którego pewnie i tak nie czyali!

Zamiast tego chciałbym poruszyć coś innego ale równie szokującego co wybuch rewolucji Listopadowej -

Czy tylko ja zauważyłem, że WSZĘDZIE w Warszawie wiszą teraz jakieś dziwne plakaty z eksplodującą kulą ziemską i napisami "KONIEC" albo datą tego nadchodzącego happeningu?


Zero wyjaśnienia, zero kontekstu - nic! Poprostu będzie "Koniec". Czyli co? Chcą nas przestrzec?

Nie pisze "módlcie się" i "spowiadajcie" i prawdę mówiąc nie powinno gdyż nie jest to raczej Biblijna Apokalipsa.
- RAZ - Według Biblii nikt nie zna daty, nawet aniołwie
- DWA - To nie jest ewent co ma się stać z dnia na dzień tylko długotrwały proces...

Nie chodzi o np. Hinduski odpowiednik bo by pisało nawracajcie się na drogę Wisznu, Kalkin nadchodzi...


Nie. Najwyraźniej chodzi tu więc o kompletnie świecki koniec świata, co nie ma z instytucjami religijnymi za wiele wspólnego... Nawet nie ma nic w stylu "Lepiej spędź ostatni miesiąc z bliskmi" czy coś , tylko "BÓJCIE SIĘ!", "BÓJCIE!" Chwyt marketingowy to, to raczej nie jest (jak w "Simpsonach")  MAŁO TEGO - Im bardziej pamięcią sięgam tym mi się przypomina, że nawet w radiu były w bloku reklamowym przerywniki, gdzie tylko pada "KONIEC NASTANIE W GRUDNIU"....

Ok, więc w takim razie czemu komuś by było pilne nam o tym przypominać? Raczej wątpliwe jest by nakłoniło to ludzi do masowej ewakuacji naszej planety..


Prawdę mówiąc to nawet jeśli ktoś szczerze wierzy w kalendarz Majów...

(Wiecie, tej starożytnej cywilizacji co była tak "hop do przodu", że wyliczyła kiedy świat się skończy ale z jakiegoś powodu nie była na tyle kumata, że by przewidzieć, że ich konkwistadorzy wybiją, że nie wspomnę już, że każdy hisotryk wam powie, że nie o koniec świata im chodziło bo oni tylko okresy odliczali, a kończy się gdzie się kończy bo MIELI KUPĘ czasu nim ten etap nastanie więc mogli spokojnie poczekać z produkcją kolejnego...)

...to wie, że i tak i tak wszyscy zginiemy więc co mu daje tylko sianie zbędnej paniki? Nic? Więc w takim razie... NIECH SIĘ BUJA! Nie... Cofam to... NIECH SIĘ WALI!

Sorry ale taka jest prawda! Jakiś rok temu jakiś pastor z USA ogłosił, że poznał datę Apokalipsy (co jak wspomniałem wyżej przeczy z Biblią) i ludzie dostali głupawki do tego stopnia, że masowo zaczęli usypiać swoje zwierzęta! No sorry, ale to chore! I wiecie co? Tego Pastora jeszcze nawet kupuję bo może miał w tym interes by zbić kasę, a może na serio w to wierzył - jakby nie było istotne jest to, że przynajmniej miał jakieś logiczne motywacje by o tym się drzeć na środku ulicy, że wszyscy zginiemy! Tu... Tu po prostu chcesz o tym ludziom przypominać nie mając z tego żadnego zysku ani pożytku dla nich!

Co innego jak straszysz dziecko by było grzeczne, jak straszysz... by je straszyć to, to jest po prostu czysta patologia!

  A teraz dajmy na to, że Majowie byli (O jej! Ale ironia!) w błędzie i co mój drogi? Tylko niepotrzebnie przeraziłeś całą masę ludzi i wywołałes chaos którego można było uniknąć jakbyś cicho siedział w swoim anty-Majowym bunkrze! Naprawdę będziesz z siebie dumny jak północ minie, nic się nie stanie i będziesz miał na sumieniu całą masę rodaktów sikających ze strachu?
A może to jakiś chory dowcip z twojej strony? W takim razie... TYM BARDZIEJ POWINIENEŚ SIĘ <OCENZUROWANO!!!!!> TY <OCENZUROWANO!!!> !!!!!!  CO ZA  KAWAŁ <OCENZUROWANO!!!!>!!!! SPLUWAM NA CIEBIE I GARDZĘ!!!!! TFU!!!!! (ta, może zabrzmi to jak kompletna hipokryzja, że byłem wstanie wybaczyć tamtemu Pastorowi ale szczerze mówiąc w takiej sytuacji już bardziej sympatyzuję z nim bo PRZYNAJMNIEJ kazał ludziom by się nawracali/modlili a to o niebo więcej niż jakiś palant co straszyli wszystkich i odchodzi nie mówiąc co z tym fantem zrobić i kieruje się czystym cynizmemi i złośliwością co jest dla mnie kilka poziomów potworniejsze niż gdy ktoś kieruje się obłędem czy nawet kasą... )


Także tak, jedyny kalendarz w jaki będę w Grudniu patrzył to kalendarz "Adwentów"...


Choć im dłużej nad tym myślę... w sumie naprawdę byłoby straszne gdyby się ten świat nigdy nie skończył... Brrrrrr!!!!!


Pozdrawiam
Maciek Kur

niedziela, 4 listopada 2012

Te lewackie kary śmierci...

Dziś niestety troszkę gadki o polityce ale by zacząć z wykopem :

Tia... Trochę kiczowate, ale mimo tego ta piosenka zawsze przyprawia mnie o uśmiech na twarzy. Każdy kto mnie zna wie, że lubię moje Państwo takim jakim jest i nic bym w nim nie zmienił. Bo po grzyba? Oczwiście piszę wyłącznie ze swojego punktu widzie więc rozumiem, że nie każdemu musi być tu tak wygodnie i jasne to i owo mogłoby być lepsze, ale w dziwny pokrętny sposób mój Kraj podoba mi się z jego wszystkimi wadami i niedopatrzeniami... to one dają naszemu Narodowi osobowość!  
Stąd chcę przejść wreszcie do poruszonego w tytule post problemu którego w ostatnim czasie musiałem ludziom w kółko i w kółko wyjaśniać...

Bycie przeciw karze śmierci JEST prawicowym światopoglądem!

Powtórzę jeszcze raz : Jeśli jesteś przeciw karze śmierci W TYM KRAJU to jest to pogląd konserwatywny, a nie lewacki.  

„Jak, jak, jak!?” – oburzycie się za raz – „Ale... Ale... Przecież PIS jest za karą śmierci”

PIS to nie cała prawica. Ich partia jest głównie prawicowa przez co odruchowo kojarzy się większości z „prawicą absolutną”, ale nie zmienia to faktu, że każda partia jest tak naprawdę indywidualna i często jest hybrydą różnych przekonań...

„Ale... Ale w USA to prawicowcy są za karą śmierci...”

Podział prawicy i lewicy jest zawsze inny w każdym państwie, jeśli przeanalizować i porównać to są one w wielu kwestiach rażąco różne...

„Hę?”

Zaraz wyjaśnię... Nie będę się rozpisywał czemu mam taki a nie inny pogląd (bo to moja sprawa he-he) a poprostu chcę wyjaśnić ten zwiariowany spór raz na zawsze!!!!
Jeśli czegoś nie ma w moim kraju i chcą to wprowadzić, a ja jestem przeciwny bo chcę by zostało jak jest to czyni mnie to konserwatystą. Prawda? Prawda!

Konserwatysta i prawicowiec to, to samo. Prawa? Prawa!

Pięknie... Więc jeśli w Polsce NIE BYŁO kary śmierci i teraz ktoś jest za wprowadzeniem jej ale ja jestem przeciwny to w tym momencie jestem konserwatywny... Prawa? PRAWA!

Czysty racjonalizm i logika. Ba! Ma to sens biorąc pod uwagę, że do stanowisk lewicowych zalicza się aborcja (uśmiercanie tych co się mają dopiero urodzić) i eutanazja (uśmiercanie na życzenie), a z kolei potępiają Kościół który jest stanowczym przeciwnikiem tego stanowiska...

„Ale... Ale... Ja nie chcę być prawicowcem! Buuuuuu!!!!!!”

No bardzo mi przykro, ale pilnowanie by w państwie wszystko pozostało po staremu może też być niezłą frajdą... Wyjaśnione? Wyjaśnione! No to wszyscy chórem...


"Za sukiennice, za katowice..."



Pozdrawiam
Maciek :)

czwartek, 1 listopada 2012

"Halloween z Harrym Potterem"

Halloween już za nami i... Tia... W tym roku nie będzie Halloweenowego Ziomala bo nie rysuję jak nie mam dobrego pomysłu, ale za to uznałem, że mogę podzielić się Halloweenową anegdotą! HA-HA-HA!!!!
 
(A tak! Czy wam się podoba czy nie jesteśmy w Polsce, więc może trafniej by było dać w tytule "Zaduszki z Harrym Potterem"... Prawdę mówiąc nic nie mam do Halloween i uważam, że jest strasznie klawe, poprostu moim zdaniem to święto co prezentuje się fajniej jak się je widzi na filmie niż w praktyce, ale nie zmienia to faktu, że Polskie tradycje mają ocean uroku, a nawet nie chcę słuchać głupawego gadania o tym jacy to z Polaków smutasy... A co smutnego w odwiedzaniu swoich bliskich? Dla mnie to kwesita podejścia - jak chcesz możeść iść na cmenatrz smutny i w melancholii a jak chcesz idziesz z uśmiechem na twarzy i z charyzmą... ok ale starczy tego nawiasu bo zbyt staczam od tytułowego wątku)
 
 
To w sumie jedna z tych historii co opowiadałem tyle razy,że nawet się nie zdziwię jeśli już już kiedyś napisałem ją na blogu tylko o tym zapomniałem...
 
Otóż równo rok temu byłem w odwiedzinach u mojego klanu z Anglii... TAK JEST - NA HALLOWEEN! I faktycznie - wizualnie prześlicznie to wygląda, ale ponad to nic powalającego bo tak naprawdę tylko dzieci do dziesięciu lat za słodyczami latają w cudacznych strojach, nastolakti na to leją a dorośli siedzą sobie w domach...
 
 
A więc idę sobie uliczką Londyńską.... Patrzę - Idzie dzieciak - sześć lat max. z rodzicami i za kogo jest przebrany? ZA HARREGO POTTERA!
No to w ramach bycia cool dorosłym zaczynam do niego nawijać to co reaguje każdy w tej książce jak widzi Harrego Pottera co nie jest Śmierciożercą czy jak to się to mówiło
 
- A! Witam Pana Panie Potter [mówię po Angielskiemu z taki czarodziejskim akcentem czy jak to nazwać] Dokona Pan wielkich czynów Panie Potter...

A dzieciakowi się buzia cieszy, że aż miło popatrzeć...

-  Ale... - mówię w pewnym momencie - Nie jesteś Harry Potter. Masz niekompletne przebranie...
- Jak to? - dziwi się malec
- No bo twoi rodzice ciągle żyją...

I się w język gryzę! Przysłowiowa stop-klatka! W mordę ale palnołem.. taki dowcip to można strzelić do kumpla na imprezie (Halloweenowej) a nie do dzieciaka co według Polskich standardów nie był jeszcze w podstawówce. Niby ułamek sekundy, ale już mam w głowie scenariusz gdzie rodzice chłopca na mnie naskoczą, zbluzgają.... ale nie! Śmieją się! Pokazują kciu w górę! Sa rozbawieni...
 
Dziękują i idą dalej!

Uffff.... W sumie czemu wszyscy rodzice nie mogą być z takim jajem? Z durgiej strony nie uważam, że Potter = Satanizm czy coś ale uważam, że miejscami jest mroczny jak diabli więc jeśli czytają to albo puszczają z DVD dzieciakowi w tym wieku to są bardziej pokręceni niż myślałem... Chwila! W sumie jak wie co to Harry Potter, to siłą rzeczy powinien wiedzieć co to śmierć bo tyle się w tej serii wokół tego tematu kręci, co rusz ktoś ginie... no a jak wie co to śmierć to chyba mój dowcip nie powinien go zgorszyć! Ufff... Teraz naprawdę czuję się dobrze ;)
 
 
To tyle co do mojej wielkiej Halloweenowej anegdotki! ;)
WESOŁEGO... Najbliższego święta jakie nas czeka!
 
 
 
Pozdrawiam
Maciej

piątek, 26 października 2012

Nie lubię Jamesa Bonda!

Z okazji nowego filmu o Bondzie ("SKYFALL" bodajże) pragnę nareszcie to wyznać : Nie lubię Jamesa Bonda. Nie jest to uargumentowane jakimiś światopoglądowymi przekonaniami którym on przeczy czy jest w nim coś co mnie drażni. Bez konkretnych powodów. Poprostu : Jakoś nigdy nie interesował mnie jako bohater nawet gdy oglądałem film z nim które mi się bardzo podobały. Także tak : James Bond jako postać jest mi kompletnie obojętny ale nowy film może zobaczę.

Um... To wszystko w sumie.


Nara!
Maciek

wtorek, 9 października 2012

TOP 12 KOMIKSÓW DONA ROSY

W ten weekend udałem się do Berlin na spotkaniem z spotkaniem z moim bohaterem oraz ulubieńcem Panem Donem Rosa (a kto to Don Rosa każdy kto ma minimalne pojęcie o komiksie wie)

Spotkanie zaowocowało uściskiem dłoni, kilku minutową pogawędką (aż miło, że zaśmiał się z mojego żartu), wspólną fotografią i poniższym rysunkiem :  
                                    

(Nie chciałem Wujków Sknerusów bo to takie „pospolite”, jednego Donalda już na ścianie w ramce mam, a o Złotkę go pewnie każdy fan męczy. Tak tu egzotyczniej plus to jedna z moich ulubionych postaci z komiksów Rosy, nawet jeśli wykorzystał ją tylko dwa razy) 
  
 

 
Miałem zresztą szczęście na miarę Gogusia bo rysunek dostało tylko pierwsze 12’ście osób i jest mi straszliwie przykro, że kilku kolegów którzy byli zemną, a nie zdążyli się załapać (choć dostali podpisane komiksy i mają z nim zdjęcie). Jest to wbrew pozorom nie przyjemnie krępujące gdy zostajesz wytknięty palcem by siędowiedzieć, że każdy po tobie już nie będzie miał rysunku, a i za wielkie chamstwo uważam, że menager Rosy (czy kim ten Pan był) tak zdecydował bo wiedział, że jesteśmy grupą, a Don wydał się mieć chęci, siłę i dobrą wolęrysować dalej... No trudno, jeśli Don Rosa zjawi się kiedyś w Polsce bądź na kolejnym konwencie go najdziemy celowo stanę na końcu naszej gromadki by inni też zażyć jego łask mogli.

A teraz by podkreślić moje zamiłowanie do twórczości Dona Rosy (obok Rene Gościnnego, Alana Moore i Segara jednego z moich największych idoli jeśli o scenariusze idzie) oto moje TOP 12 jego komiksów...

I aby był twist : Nie, nie dam „Życia i Czasów Sknerusa McKwacza”. Raz bo ciężko nie liczyć tego komiksu jako całość (nie przypominam sobie bym kiedyśczytał od tak poszczególne rozdziały, a zawsze jako całość i tylko tak myślę o tym dziele) więc byłoby to oszukiwanie, a dwa wszyscy wiemy jaki ten komiks jest genialny więc dajmy trochę miejsca w słońcu jego innym dziełom :


MOJE TOP 12 KOMIKSÓW DONA ROSY

[sorry podaję angielskie tytuły, postaram się pisać jak najkrócej by nie zanudzić]

12. The Coin
Historia ukazana z punktu widzenia monety która podróżuje po Kaczogrodzie jest po prostu genialnym pomysłem! Nie tylko daje to unikatowe spojrzenie na życie mieszkańców i prowadzi do wielu rewelacyjnych gagów.


Plus podoba mi się, że tytułowa moneta o którą się rozchodzi to nie szczęśliwa dziesięciocentówka Sknerusa a jakaś pierwsza lepsza z jego skarbca. Podoba mi się koncept, że KAŻDY pieniądz ma dla niego wielkną wartość bo prowadzi za sobą jakąś retrospekcję z jego młodości. Pięna sprawa...



 
11. A matter of some gravity

 Jeden "prosty" konceptów - zaklęcie Magiki odwraca grawitację dla Sknerusa i Donalda o 90 stopni - a cała lawina wpaniałych możliwości. Nic do dodania, każdy kadr w tym komksie to wizualne arcydzieło...
















12. The Sing of Triple Distelfink

Każdy kto mnie zna wie, że Goguś to jedna z moich ulubionych postaci. Niestety widziałem do znudzenia tuziny i tuziny historii o tym, że traci swoje niewiarygodne szczęście bądź te zamienia się w pech i nigdy nie są specjalnie pomysłowe... Tu Don Rosa próbuje tego konceptu i wychodzi mu to rewelacyjnie! Wszystkie gagi o nieszczęściach które spotykają Gogusia są nie tylko kreatywne ale ironie są tak dosadnie podane, że ciężko z nich się nie śmiać. To zresztą ciekawe zobaczyć Gogusia w komiksie Rosy ukazanego w sympatyczny sposób  (jako ciekawa ironia, to Donald jest „ten zły” w tej historii) także mamy retrospekcję w której pojawia się mama a to zawsze mile widziane. Mamy też więcej męża Babci Kaczki, co jest niestety jedynym występem tej postaci poza „Życiem i Czasami...”
                                     

Chyba moim ulubionym momentem jest ostatni gag wokół którego w sumie zbudowana jest cała historia. Jest to moment tak dobitny, że łatwo by wyszedł zbyt oczywisty jednak mina Donalda jest narysowana tak pięknie, że ciężko nie ryknąć śmiechem. Ostatecznie z Donem Rosa jakie byłoby inne prawdopodobieństwo?


9. The Treasury of Croesus 

Powiem krótko : Oto historia genialnie wykorzystująca jak bogaty i potężny jest tak naprawdę Sknerus. W tej opowieści by odnaleźć wskazówkę do skarbu musi... odbudować całą starożytną świątynie, ale by to było możliwe musi zdobyć WSZYSTKIE rozsypane po świecie kolumny z których się składała. To jeden z tych konceptów tak przedziwnych, a zarazem łatwych do zapomnienia gdy się czyta komiks.


Jest wiele małych rzeczy co mi się podoba w ty komisie (ok, może nie tak małych) To, że Magika podoba się epizodycznie a nie jako czarny chatakter opowieści, finałowy twist tym co okazało się największym skarbem Krezusa (rozwalające i budzące emocje!!),  podoba mi się, że pewna postać która początkowo wydaje się zła okazuje się dobra... Wreszcie mamy zaadresowany fakt, że poszukiwania skarbów Sknerusa (cz każdego innego bohatera tego typu) to technicznie okradanie państw z ich dóbr historycznych!
Plus podoba mi się absurdalny dotyk, że pieniądze których Sknerus używa przez cały komiks są brane widłami z wora - mała rzecz a cieszy. 





8. Attaaaaack!

Autentycznie o samej fabule nie mam wiele do powiedzenia... Donald kombinuje dla Sknerusa jakąś maszynę dzięki której odkrywa przed czasem plany ataków na jego skarbiec coś tam... Szczerze? Nie istotne. Co istotne to wszystkie inne gagi w tej opwoieści! To naprawdę wspaniała sklejanka przekomicznych momentów (chyba najzabawniejsza z historii Rosy co nie mają większej głębi ponad poprostu bycie zabawnymi) a i znów podoba mi się jak komiks znów demonstruje jak potężną osobą jest tak naprawde Sknerus. Nie ma stacji telewizyjnej czy hotelu co nie jest jego, a nawet armia jest na jego usługach bo z jego podatków się właściwie utrzymują. Także podoba mi się, że pojawia się na moment Arpin Lusene i miło zobaczyć tę postać bez całego wątku jego zbroi z uniwersalnego rozpuszczalnika w okół ktrego kręciły się wszystkie inne opowieści o Arpinie Rosy (stała się dla nim tym co szczęśliwa dziesięciocentówka dla Magiki) 

 
7. The Quest for Kalevala
NAJBARDZIEJ EPICKI KOMIKS ROSY!!! Wykorzystanie skandynawskiej kultury i mitologi jest trafione w dziesiątkę a od śnieżnej atmosfery mam ciarki ilekroć myślę o tej historii (naprawdę czuć klimat w tej histrii). Także jeśli mam być szczery to najciekawszy skarb na jaki natrafia Sknerus i spółka (bardzo Indiana Jonesowate) Jeśli jakiś komiks Rosy chciałbym zobaczyć zamieniony w film to własnie poniższy...
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



6. The Dutchman's Secret
Chamie! Napisałeś właśnie, że "Quest for Kalevala" to najbardziej epicki komiks Rosy! Jak jakiś inny komiks o poszukiwaniu skarbów przez Sknerus może być lepszy?
Elementarne : Ten jest zabawniejszy! Podobają mi się wszystkie gagi z klejem i jest to trochę bardziej realistyczniejsze szukania historia o poszukiwaniu skarbów przez co jakby bardziej ekscytująca.  Nic nie mam do dodania.
 
 
 
5. The Last Lord of El Dorado 

A ten lubię jeszcze bardziej! To chyba tak naprawdę kwestia gustów. Historia jest świetnie zbudowana jak każda inna, wiele świetnych gagów i ma doskonałego barwnego łotra w postaci Forsanta (co zawsze preferuję od jakiegoś jedno-razowego czarnego charaktera, tu zresztą jest sporo moich ulubionych momentów Granita) Być może podoba mi się straszliwie cały pomysł, że El Dorado było technicznie bankiem i to jak jest wykrzystane w tym komiksie. To także chyba jedyna historia Disneya gdzie mamy zakonnice swoją drogą

Także ten komiks ma być może mój ulubiony dowcip w komiksie Rosy!!! Nie będę spoilerował, ale ma miejsce zaraz po tej scenie... 


 
Inny moment który mnie ZAWSZE bawi i sam nie wiem czemu to gdy Sknerus targując się z Forsantem podkreśla, że chce od niego "wielki uśmiech dzioba"









4. W.H.A.D.A.L.O.T.T.A.J.A.R.G.O.N.Gdy byłem mały to był chyba mój ulubiony komiks... Podoba mi się jak budzi emocje gdy myślimy, że Hyzio, Dyzio i Zyzio nie dostaną się do Młodych Skautów czy że za moment zginom nawet jeśli to retrospekcja. Komiks nie tylko świetnie pokazuje ich skautowskie początki ale ekspnuje ich relację z Donaldem i jego miłość do nich.
Zastosowanie Sknerusa jako czarnego charaktera to także ciekawy pomysł i miła odmiana u Rosy. To także rzadki moment gdy ktoś adresuje wprost Dellę(Sknerus napomina siostrzenicę która zostawiła Hyzia, Dyzia i Zyzia Donaldowi) Także wiem, że to tylko przez stronnę-dwie ale naprawdę fajnie zobaczyć "Siostrzeńców" jako rozwydrzone dzieciaki, coś co Rosa zwykle unika robiąc z nich idealistycznych skautów. Może można się przyczepić, że tu się stają nimi od tak ale to nie jest centrum opowieści...


3. Of Ducks, Dimes and Destinies

Nie, to się nie liczy jako rozdział "Życia i Czasów". Pomysł by Magika De Czar przeniosła się w czasie i dorwała pierwszą dziesięciocentowkę Sknerusa jest tak wyborny, że ciężko go nie docenić na wielu poziomach... Ironia małego Skneruska oddającego Magice swoją pierwszą monetę i tej nie załapującej od razu, że to On i nawet życzącej mu powodzenia... AH!!!!! Kocham ten moment... chyba wiele fanów lubi (że nie wspomnę o pewnym o niebo ironiczniejszym przy puencie)

W sumie to bardziej solowa przygoda Magiki niż komiks o Sknerusie co jest ultra-unikatowe dla "jego" serii bo zwykle nie robi innych historii niż z Donaldem czy Sknerusem w roli głównej. Świeca odliczająca czas na każdej stronie jest całkem fajnym akcentem... No i hej - to Howard Kwakerfeler - ojciec obecnego Kwakerfelera jest tym do którego momenta należała w pierwszej kolejności. To definitywnie musi wkurzyć kogoś w przyszłości...
 
2. A Letter from Home (czy mniej preferowany przezemnie - The Old Castle Other Secret) 
Nie będę ukrywał - "The Crown of the Crusader Kings" to historia o której zawsze myślę jako wręcz o takim prologu do tej historii i obie są dla mnie jakby całością...

Ale co do samej historii - to jak idealny finał do całej "serii" Dona Rosy! Sknerus znajduje jeden z największych skarbów w historii (um, spoiler?) ale jednocześnie wpada na swoją siostrę Matyldę, tą którą wyrzucił wraz z inną siostrą (która pewnie nie żyje czy coś) w najsmutniejszej scenie w historii komiksu w "Życiu i Czasach"!!!!!!  Mamy całe podsumowanie jego życia, relacji z Donaldem i do diaska panująca atmosfera jest poprstu świetna. Sam Don Rosa podkreślał, że ta historia nie będzie tak zabawna jak jego inne i faktycnie dużo czasu poświęca tu budowaniu nastroju, momentom między postaciami i zgłębianiu ich. KURCZE! To chyba najbardziej melancholijna rzecz jaką czytałęm w komiksie Disneya! Co chwila chce się płakać bądź rozczulać... Także ten komiks musi mieć jakiś rekord jeśli idzie o sceny z postaciami wzdychającymi nad grobami (jeśli o Disneya idzie)
 
 

Relacja Sknerus-Matylda jest zwyczajnie piękna, a wszystkie zagadki logicznne które postacie rozwiązują są szalenie intrygujące i pomysł by choć raz poradnik młodego skauta nie miał na coś odpowiedzi.... Ahhhh!!!! Może tyko szkoda, że Rosa później nie zrobił  komiksu gdy Matylda odwiedza kaczogród.
TAKŻE - wiedzielście,że według Rosy to Ona jest żoną Ludwiga Von Drake? Ot, ciekawostka...


1. The Three Caballeros Ride Agian

Czemu ten komiks? Długo myślałem czemu TO (po "Życiu i Czasach") jest moim ulubionym komiksem Rosy i oto moje rozgryzienie tego :



- Po pierwsze to szalenie miła odświeżająca zobaczyć Dona Rosę robiącego coś innego niż jego zwykłe rozgrzebywanie się w Carlu Barksie. Tu dla odmiany mamy kompletnie nowe zestawienie postaci, a Donaldowi towarzyszą Jose Carioca i Panchito z filmu "The Three Caballeros", któży są niezwykle fajnie wyesponowani (swoją drogą jak miło zobaczyć u Rosy jakichś nowych pierwszo planowych bohaterów) i mają wiele świetnych solowych momentów bez Donalda.
                               
- Historii towarzyszy pewna niezwykła prostota. Nie mamy tu Sknerusa co jest super doświadczony, ani Hyzia, Dyzia i Zyzia co są nienaturalnie inteligentni i oczytani. To tylko Donald i dwóch kumpli co są mu równi - i szczerze? Przez to jakoś łatwiej się utożsamić z tą historią. To przygoda którą czytając wierzysz, że mógłbyś przeżyć ze swoimi przyjaciółmi. Nie ma tu zresztą bombardowania faktami historycznymi i wykładami z których słynie Rosa (chć to też lubię) dzięki czemu jest wicej czasu na solowe momenty dla postaci i gagi.

- Podoba mi się jak subtelnie jest tu pokazany pewien rzadko-napominany problem Donalda - On nie ma przyjaciół - nie w komiksach Barksa. Sknerus robi z niego niewolnika, Daisy pomiata, Hyzio, Dyzio i Zyzio to inne pokolenie a im mniej powiem o relacji z Gogusiem to lepeij. Diodak też jest jakby na dystans. Podba mi się jak ten komiks pomaga Donaldow w spełnieniu się pod tym względem, dla odmiany mieć przygodę z kompanami z którymi jest na równi...
 
 
- ...i jak trzej tytułowi Caballeros działają jako zespół! Jest naprawdę świetna dynamika między trójką bez potrzeby konfliktu (czyt. nigdy się nie kłócą), a gag, że Donald co rusz jest przez co okaleczony jednocześnie niechcący rozwiązując problem i Jose i Panchito reagującym jakby zrobił to spejcalnie nie jest nadużyty.  No i przedewszystkim czuć tu to całe "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" (Donald i Jose ratują Panchito przed bandytą, Donald i Panchito pomagają Jose w odzyskaniu pracy etc.) 
                                  
- Numer muzyczny w środku historii jest moim zdaniem być może najgenialniejszą rzeczą którą zrobił. Jeśli zna się piosenkę którą śpiewają bohaterowie scena nabiera niesamowitego tępa... Śmiałbym powiedzieć nawet, że kreska Rosy jest tu u szczytu swojego potencjału i dynamiczności!
                                  
-  Naprawdę wypasiony klimax/pościg pod koniec!
                       
- Doskonała atmosfera dziwnie przynosząca na myśl stare kino.. i apropos ma fajne auzje do "Skarbu Sierra Madrre" i "Road to Bali" (plus czy tylko mi Jose Rosy przypomina Binga Crosby..? )Nie wiem, mam chwilami jego głos w głowie)             
                               
 
Być może jedyna szkoda, że kolejna historia o Trzech Caballeros ["The Maginificent seven minus four Caballeros"] nie była tak efektowna. Niestety tak przez większość czasu miałem wrażenie, że Jose i Panchito są traktowani bardziej jako jednostka niż indywidualne postacie (za mało solowych momentów), chwilami miałem wrażneie, że Rosa nie wie co z nimi nowego robić, gag o o tym jak idolizują Donalda był przedobrzony (chwilami wydawał się za bardzo oderwany od całości) i brakowało mi tego czegoś co miała powyższa historia...

Ciągle dobry komiks jak wszystkie Rosy ale zwyczajnie nie tak zapadający w pamięci...


To tyle mam nadzieję, że moja lista zachęciła was do nadrobienia (jeśli macie) Rosowych braków i do zobaczenia niebawem...

Pozdrawiam
Maciek K.
Pan Miluś
Maik