poniedziałek, 29 września 2014

„The Simpson Guy” – Recenzja!!!!!!


Więc oto i nastał. Długo oczekiwany crossover Simpsonów z Family Guyem!

Simpsonów kocham, gdyż to serial który ukształtował nie tylko moje poczucie humoru ale podobnie wpłynął na komediopisarzy w ostatnich paru dekadach. JASNE – nowe odcinki nie są w połowie tak dobre jak stare ale ciągle jest z czego się pośmiać. Dobrym tego przykładem jest ostatni odcinek, gdzie ojciec Krusty’ego umiera (um, spoiler?). Były zabawne momenty, ale była też dawka dosyć wtórnych. Nie będę ich na siłę bronił ale też nie uważam, że scenarzyści powinni na siłę próbować przeskoczyć własną poprzeczkę. Osiągnęli pewien poziom i naprawdę ciężko zrobić coś nowego bez wprowadzenia jakichś drastycznych zmian przez które Simsponowie stali by się zupełnie innym serialem.  

Family Guya lubię… w dawkach. To naprawdę kwestia, gdzie trzymam sztamę z Trayem Parkerem i Mattem Stonem autorami South Parku. Family Guy jak chce potrafi być zabawny jak diabli ale większość czasu scenarzyści popisują się ogromnym lenistwem. Zwyczajnie nie popieram metody pisania scenariuszy Setha McFarlena  - „Hej, wymyślimy całą masę gagów, a potem sklejmy je na chama w odcinek” zamiast popatrzeć na historię całościowo i dopieścić ją we właściwy sposób i pod względem fabularnym i pod względem samych żartów. I tak, te ciągle przerywniki potrafią być ultra irytujące.
                              

Crossover brzmiał jak fajny pomysł jednak miałem swoje obawy.

Po pierwsze oba seriale pomimo podobnych postaci różnią się jednak formami. Świat w Family Guy’u jest o wiele bardziej „luźny”. Nie tylko logika jest tu często kompletnie wyrzucona za okno, ale moglibyśmy mieć gag, że Peterowi odcinają rękę, ale w kolejnej scenie miałby ją z powrotem. Simpsonowie są jednak ździebko bardziej konsekwentni.  Są także w bardziej dobrym smaku. Family Guy jedzie po bandzie (co bywa plusem i minusem) i schodzi swoimi żartami w bardzo ponure terytorium.  A ma być to przecież odcinek pokazany z punktu widzenia Family Guya.   

Sęk w tym, że nie chcę godziny Petera i jego rodziny robiących żarty o Simpsonach – to mogę obejrzeć sobie w normalnym odcinku ich serialu. Dla mnie aby crossover się udał bohaterowie obu seriali musieliby być prezentowani we właściwy, „godny” sposób. Nie tylko żarty Simpsonów musiałby być typowo Simpsonowe, ale chcę jakąś naprawdę fajną chemię wygraną z kontrastów osobowości bohaterów. Interakcje nie muszą być jakieś mega-odkrywcze, ale niech chociaż oglądając scenę między Homerem, a Peterem mam wrażenie, że jest to coś mogło zajść tylko między tą dwójką, a nie między Homerem i którymkolwiek z ich kumpli.

PRZECHODZĄC DO SAMEGO ODCINKA…

UWAGA : SPOILERYYYYY!!!!!

[biorę notatki oglądając całość po raz drugi stąd rozpiska w punktach]

- Jak to „Family Guy” pierwsze sześć minut spędzamy wątkiem który ma się ni jak do reszty całości. Peter został rysownikiem komiksowym w gazecie. Rozumiem, że nie chcieli przejść od razu do spotkania z Simpsonami by wydawało się to jak każdy inny odcinek ale mogło być to spokojnie minutę-dwie krótsze. I by było jakby wycieli wszystkie zbędne retrospekcje i wstawki. A, tak. To Family Guy. Nie ważne…
                                   
- Szósta minuta i czterdzieści sekund odcinka – Griffinowie docierają do „Springfield”. Who-ho!  Brain komentuje,  że nie mogą powiedzieć w jakim są stanie… Ych! Wiecie? Naprawdę myślałem, że sobie rzygnę jak rok temu oglądałem panel z twórcami Simpsonów i ktoś zapytał „w jakim stanie jest Springfield?” Nie wiem czy ludziom naprawdę nie znudził się ten dowcip czy są może tak tępi, że ciągłe intrygowanie zagadkowością lokalizacji geograficznej tego miasta… JEST ŻARTEM”. Zresztą w serialu motyw o ile pamiętam nie pojawił się już od dawien dawna. Zmierzam do tego, że to mało zabawne.
                                
- Lois mówi, że powinni wpaść tu jeszcze kiedyś, a Brain odpowiada, że wydaje mu się, że to jedno razowa wizyta. Tak, kapujemy, że oglądamy crossover! Nie  musicie tego ciągle podkreślać i wytykać!

- Apu pojawia się jako pierwsza znajoma morda. Brzmi ciutek inaczej, ale fakt faktem, postaci ostatnio było mało w Simpsonach więc głos aktora nie jest tym co dawniej… 

- …i Peter nazywa go „śmiesznie brzmiącym Clevelandem”. Nie kapuję. W życiu nie maiłem skojarzenia między obiema postaciami. Czy Cleveland i Apu są w czym kolwiek podobni? Czy chodzi o to, że dla Petera każdy o ciemnej skórze z wąsami to Cleveland? Nie… nie kapuję…
                               
- I DO AKCJI WKRACZA HOMER! Podoba mi się scenka którą go wprowadzają eksponując jego osobowość. Jest śmieszna, w bardzo Homerowym stylu plus podoba mi się, że nazywa Griffina „albinosami”. I tak - fajnie zobaczyć te postacie na raz na ekranie!

- A tak! Jest fabuła, że Peterowi ukradli samochód i Homer próbuje mu pomóc. Dostajemy taką sobie scenę, gdzie idą we dwóch na Policję.
                           
- Bart także zostaje wprowadzony zabawną scenką.  Stewie podobają się powiedzonka Barta i Brain komentuje, że są na pewno popularniejsze niż te Stewie’ego… Och, do cholery! Czy tylko to będzie robił? Wyliczał wszystkie oczywiste żarty?

- Stewie robi się natychmiastowo zafascynowany wszystkim co robi Bart… Co jest z lekka naciągnięte ale cóż. Scena gdy dzwonią do Moe jest zabawna jak diabli.
                                
- I tu rodzi się oczywiste pytanie : czemu akurat dali wątek Bart/Stewie, choć bardziej oczywisty byłby Bart/Chris. Odkładając na bok fakt, że Stewie jest popularniejszy wydaje mi się to zwyczajnie ciekawsze. Chris jest tępawy i na tym się jego osobowość kończy. Prawdę wolę jak Crossover próbuje różne kombinacje zamiast ograniczać się do najbardziej oczywistych dopasowań. Czemu tylko Peter/Homer, a nie spróbować Peter/Lisa albo Peter/Marge? Zaszaleć ponad to co oczywiste…   Chris dostaje scenkę Maggie i na tym jakakolwiek interakcja z kimkolwiek z rodzinny Simpsonów się kończy.
                                   
- Brain z kolei dostaje scenkę z Marge której nie podoba się by pies jadł przy stole, co prowadzi do jego spotkania z Santas Little Helper’em (psem Simpsonów). Wydaje mi się, że każdy kto usłyszał, że będzie ten Crossover z góry wiedział, że będzie taki moment.

- Bob z "Bob Burgera" pojawia się na moment dla żartu… który zaspoilerowali w prawie każdej reklamie tego odcinka. Nieco bezsensu ale cóż.... (i nie, nie będzie screen do każdego punktu)

- Brain i Chris wyprowadzają Santas Little Helper’a  który ucieka i gonią go po Springfield, co prowadzi do kilku takich sobie cameosów. Nic szczególnie pomysłowego.  Prawdę mówiąc najwięcej sensu by miało gdyby Brain wpadł na Neda Flandersa i doszłoby do nich do wymiany światopoglądowej. Brain to stereotypowy przemądrzały, marudny ateista, Flanders to… Flanders. Wesołkowaty dewota religijny. Niestety aktor Flandersa  Harry Shearer był niedostępy.
                              
- Homer i Peter kombinują jak odnaleźć samochód Petera. Pomysł Homera „By odnaleźć samochód musimy myśleć jak samochód” prowadzi do bardzo zabawnej scenki, ale mimo wszystko mam silne wrażenie, że jest to bardziej logika Petera niż Homera. Mam też wrażenie, że twórcą zależało pokazać, że obaj są równi w swojej abstrakcyjnej głupocie, choć nie wiem… wolałbym jakąś grę na kontrastach, ale to co dostajemy jest zabawne.

- Montaż z Homerem i Peterem myjących auta, będąc ubranymi „sexi” jest śmieszny acz przydługi.
                               
- I teraz przejdę może do wątku, który moim zdaniem działa najlepiej… Lisa i Meg. Czemu? Bo po prostu siedzą w pokoju Lisy i rozmawiają. Mamy ładnie wygraną dynamikę wynikającą z różnicy osobowości. Lisa jest pomocna i entuzjastyczna, ale też co jakiś czas wymyka się z niej „zouzowata” strona plus to pedantka, a Meg z kolei jest pesymistyczna, zniechęcona do życia i ma patologiczny światopogląd. Dodatkowo ich wątek jako jedyny podchodzi pod coś co pokazuje jakieś „serce”. Relacja między dziewczętami wypada naturalnie i mógłbym uwierzyć, że mogłyby być przyjaciółkami. Prawdę mówiąc szkoda, że nie rozwinęli tego bardziej.

- Jak się można było spodziewać najmniej mają do robienia Marge i Lois. Szkoda, bo mam wrażenie, że jeśli daliby im więcej czasu mogliby z ich spotkania nieco więcej wyciągnąć. Mamy jeden dowcip o tym, że Marge jest bardziej świętoszkowata z dwójki i tyle.  NIE! Poco wykorzystywać tą okazję by jakoś się pobawić tymi dwiema ikonowymi postaciami, skoro możemy pociągnąć wątek, że Brain i Chris zgubili psa Simpsonów ale mimo tego udają, że wszystko jest ok!?
                                  
- Samochód znaleziony, więc twórcy postanawiają zwaśnić Homera i Petera. Homerowi nie smakuje ulubione piwo Petera i okazuje się być podróbką Duff. Prowadzi to do procesu o plagiat… i ogólny zamysł nie jest zły. Wytknąć wszystkie zarzuty, że Famiy Guy to podróbka Simpsonów, a Simpsonowie nie są „tak dobrzy jak dawniej” tylko przenieś je na gadkę o markach ulubionych piw bohaterów. Po prostu mam wrażenie, że mogło być to lepiej wygrane.

– Oczywiście twórcz wykorzystują tłum w sądzie by wytknąć jak najwięcej podobieństw między drugoplanowymi postaciami z Simpsonów i Family Guya ile się da. Wypada to chybił-trafił. Żart z Jamesem Woodsem jest zabawny, gdyż zagrał samego siebie w obu serialach.  
                                 
– Pomysł by Fred Flinstone był sędziom w procesie między Homerem, a Peterem jest zabawny, nawet jeśli to coś co nie ma racji bycia w uniwersum Simpsonów.

– O! Dobrze! Wreszcie jakiś konkretny dialog między Marge, a Lois.  Ta pierwsza dowala drugiej, że nie nosi stanika i to by było na tyle.
                                  
– Znów – sceny Meg/Lisa są najciekawsze i słodkie, nawet jeśli prześmiewcze.
                            
– Stewie choć ma Barta za idola okazuje się zbyt chory i sadystyczny na gusta chłopca. Odrobinkę przewidywalne ale było z czego się pośmiać.

– Homer chce się pogodzić z Peterem na co ten odpowiada, że „dawniej go uwielbiał i chciał cytować wszystkim swoim znajomym ale teraz znudzili mu się Simpsonowie”. Um… Subtelne. Te meta-nawiązanie byłoby zabawniejsze jakby nie zrobili go wcześniej dziesięć razy w odcinku.

                       
– …i to na co wszyscy czekali! Peter i Homer mają długą epicką walkę, w stylu tej Petera z wielkim kurczakiem, ale rozgrywa się w Springfield więc mamy kilka oczek i znanych lokalizacji dla fanów Simpsonów. Dla mnie najlepszy moment ma miejsce, gdy Homer robi nagle bez powodu głupią minę na co Peter reaguje dzikim rykiem. Wiadomo, że nikt oficjalnie nie wygra ale osobiście kibicuję Homerowi. Jako jedyny w crossoverze wykazał się empatią i dobrą wolą.
                    
- Ach! I Roger z „American Dad” pojawia się praktycznie bez powodu.

– I oczywiście mamy pseudo-wzruszającą scenę, gdzie się godzą. Jeeeej!

– I na dowidzenia mamy krótką scenkę w domu Griffinów, która puentuje się tym, że Stewie komentuje, że dobrze mu bez Barta i płacząc małpuje motyw rozpoczynający każdy odcinek Simpsonów. Prawdę mówiąc liczyłem, że zakończą żartem, że Griffinowie trafiają teraz w „South Parku” czy coś…
                        
Słowa podsumowania?  Fajnie. Było z czego się pośmiać ale (choć ciężko nie docenić samego faktu, że to powstało) mogło być ździebko lepiej. Przynajmniej miałem wrażenie, że potraktowano na równi oba seriale i ich style nawet jeśli ewidentnie przeważała Familyguyszczyzna. Odkładając dwa-trzy kwasy na bok, chyba najbardziej mnie gryzł zapychacz w postaci wątku „Brain i Chris szukający psa”, który wydawał się kompletnie oderwany od reszty, podczas, gdy relacja Marge i Lois została potraktowana po macoszemu. Naprawdę zaszaleliby 
by  z kreatywnością i zrobili, że np. Brain zaczyna się dowalać do Marge i Lois robi się zazdrosna... a może Chris zrobiłby się zazdrosny, że Stewie woli Barta jako starszego brata albo coś w tę jotę. A może scena Brain/Lisa? Oboje często pełnią jedynych widzących debilizm pozostałych postaci, ale jednocześnie wychodzą z nich przemądrzali przesadnie liberalni intelektualiści? Tylko mówię - można było to poprowadzić nieco ciekawiej.


Takie 7/10…


Pozdrawiam
Maciej Kur

poniedziałek, 22 września 2014

Nadchodzi sezon 18 "South Parku"...


 
To już niebawem! Tak jest…. Lada dzień nadejdzie nowy sezon „South Parku”! Twórcy – Tray Parker i Matt Stone - chcąc poświęcić się innym projektom niestety zmuszeni są do graniczenia się do tyko dziesięciu odcinków na sezon, jednak rok temu czekanie okazało się bardziej niż warte!

W zniecierpliwionych oczekiwaniach postanowiłem podsumować ostatni sezon :

 
Let Go, Let Gov” – Cartman robi się przewrażliwiony na punkcie tego, że rząd może go obserwować, a Butters z kolei zaczyna traktować rząd jak religię. 
Jedyny odcinek ostatniego sezonu który bym zakwalifikował jako słaby, w sensie – to jeden z tych, gdzie mieli fajny pomysł na jakiś komentarz satyryczny ale prawie w ogóle żartów które mnie specjalnie rozbawiły. Wątek Cartmana nudny, wątek Buttersa przyjemny ale bez rewelacji, choć zawsze lubię jak „South Park” komentuje religie jako zjawisko, gdyż o tej jak Ja twórcy mają zawsze super pozytywne zdanie.










 
Informative Murder Porn” – Rodzice w South Parku zaczynają się fascynować serią mieszającą porno z morderstwem więc dzieciaki blokują ich kanały telewizyjne.  
A tu z kolei odcinek kompletnie jajcarski, gdzie gag goni gag. Od „Boo Wendy!!!”  i odwróceniu ról rodzić/dziecko po wszystkie żarty o relacjach rodziców Stana i urywki z tytułowego porno. O tyle to niezwyke, że śmiałem się do łez pomimo, iż do oglądając nie miałempojęcia co to Minecraft.

World War Zimmerman” – Cartman popada w paranoje, że wszyscy murzyni w USA się zbuntują przeciw białym i całość zamienia się w parodię filmów o Zombie.
Kolejny odcinek który robi się tylko zabawniejszy z sekundy na sekundę i nie trzeba znać „World War Z” by go zrozumieć satyrę, wystarczy ogół amerykańskich filmów post-apokaliptycznych. Sen Cartmana (konkretnie piosenka) i scena gdzie koleś wyskakuje z samolotu śmieszą do łez! O  tyle odcinek do mnie trafia, bo pamiętam jak kilka miesięcy wcześniej będąc na nowym „Star Treku” widzieliśmy zwiastun „World War Z” i śmieliśmy się z faktu, że kompletnie nie pokazuje  przed czym ludzie uciekają tylko samą paranoję. Mam wrażenie, że twórcy mieli podobną inspirację.

Goth Kids 3 : Dawn of the Posers” – Henrietta udaje się na obóz który zamienia ją z gotki w Emo (tak, wbrew pozrom jest jakaś różnica) i  jej przyjaciele postanawiają wyruszyć  znaleźć sposób by „odwrócić klątwę”. Halloweenowy odcinek w sumie...
Uwielbiam dzieciaki – goty z South Parku i cały odcinek o nich uważam za zajebiste posunięcie, choć nie tak mocny jak dwa powyższe.  Liczę w przyszłości na więcej ich obecności (zwłaszcza, że Henrietta to jedna z nielicznych autentycznie śmiechowych postaci kobiecych w South Parku)


Taming Strange” – Ike przechodzi przedwczesną mutację i nakłania Foofę z  „Yo Gabba Gabba!” (Amerykańska seria dla dzieci, zadziwiająco bardziej odmużdżająca Teletubisiów) by rozpoczęłą karierę poza serialem.
Ogólnie spoko odcinek. Główny atut to wszystkie żarty o Kanadyjczykach, które jak zawsze są wypasione w swoim absurdzie.

Ginger Cow” – Jakby to ująć? Nowy dowcip Cartmana o pomalowaniu krowy na rudo, przypadkiem okazuje się spełnieniem, starożytnej przepowiedni, godzi Chrześcijan, Muzułmanów i Żydów i ponieważ Kyle boi się, że ujawnienie przywróci wojnę na Bliskim wschodzie zaczyna spełniać rozkazy Cartmana.  Ufff...
Drugi najlepszy odcinek w sezonie! Naprawdę świetna fabuła, która co chwila rzuca zaskoczenie, a absurd tylko się nasila. Normalnie nie cierpię dowcipów o pierdzeniu, ale tu jeden wątek był tak idealnie wkomponowany w fabułę, że ciężko się nie śmiać (plus co zadziwiające to jedyny tego typu dowcip w sezonie) Odcinek także jedzie po Gandim, także dodatkowy punkt za polewkę z czegoś czego jeszcze nie widziałem.


TRZY CZĘŚCIOWY ODCINEK :
Black Friday”, “A song of Ass and Fire” ,“Tities and Dragons – Historia z cyklu dzieciaki w coś się bawią, biorą to zbyt serio i wymyka się to spod kontroli (jak ten o „Władcy Pierścieni”), w tym przypadku parodii „Gry o Tron”… Oh, kogo ja oszukuję? To po prostu trzy częściowy zwiastun gry „South Park Stikc of Truth”.
Ogół bardzo dobry, na szczęście nie ograniczający się tylko do motywu “Gry o Tron” ale łączący ze sobą całą masę innych satyr. Niestety druga część jest równolegle drugim najsłabszym odcinkiem w tym sezonie. Jest co prawda z czego się pośmiać ale całe przedłużanie niestety robi się drażniące, zwłaszcza motyw, gdzie Cartman ciągle zabierający kogoś na rozmowę do ogrodu zdrady. Chyba mój ulubiony motyw jest gdy Cartman mówi Kenny’emu, że nigdy nie będzie prawdziwą księżniczką bo jest facetem i ten zaczyna to przeżywa i a propos… KSIĘŻNICZKA KENNY JEST BOSKA!!!! Wszystko inne w tym odcinku mogłoby nie wypalić ale cały wątek parodiujący anime jest rozkoszny. Nie mam bladego pojęcia czemu postać największego babiarza w gromadce nagle ma jakieś wahania co do własnej płci, ale to jednak rozwalające.

The Hobbit” –Podczas gdy Wendy rusza na krucjatę przeciw temu jak pokazywane są kobiety w mediach, Kanye West rusza na krucjatę powstrzymać ludzi przed przyrównywaniem jego żony do Hobbitów.
MÓJ ULUBIONY ODCIEK W TYM SEZONIE!! Sporo motywów co lubię : Panie pakujące na siłowni, „Hobbit” Tolkiena i jeszcze pojawia się mój idol Papież Franicszek, który jako jedyny Papież w tym serialu został pokazany jako fajny.  Odcinek jednocześnie krytykuje jak przedstawiane są kobiety w mediach, przerabianie zdjęć w photoshopie… jak i zjawisko feminizm. Także zastanawiałem się zawsze jaka jest relacja między moimi dwiema ulubionymi postaciami – Wendy i Buttersa (ok, ulubione nie licząc Cartmana i Radny’ego) Z całego sezonu historia najlepiej miesza satyrę z absurdem, a zakończenie jest zaskakująco gorzko-słodkie… i zawsze miło zobaczyć jak twórcy South Parku pokazują, że umieją też nadać opowieści głębi. Plus bajka którą Kanye czyta na koniec jest rozwalająca!


Słowem – nie licząc dwóch słabszych odcinków, całość jest konsekwentnie jednym z najzabawniejszych sezonów serii.  Czy nowy sezon dotrzyma kroku? Pożyjemy zobaczymy…


Pozdrawiam
Maciej Kur

środa, 17 września 2014

Have you heard of the All-American prophet? - MORMONI SĄ SPOKO!!!!

Hej!

Wczorajszego wieczora w okolicach Rotundy spotkałem dwie przesympatyczne dziewczęta z Kościoła Jezusa Chrystusa w Dniach Ostatnich. Jak na przybyszki z USA rewelacyjnie dobrze władały językiem Polskim (jedna była od roku, ale druga raptem od miesiąca). Ich imiona mi co prawda mi uciekły (o ile pamiętam jedna była z Ohio, druga ze stanu Utah) jednak zostawiły niesamowicie pozytywne wrażenie!

Powiem krótko... UWIELBIAM MORMONÓW!
"South Park" kłamie. Oni są jeszcze bardziej sympatyczni, weseli, wyluzowani, serdeczni i milusi na żywo! Aż chce się ich schrupać i utulić! Można nie zgadzać się z ich poglądami, można powątpiewać czy anioł Moroni faktycznie objawił się Josephowi Smithowi i można lubić pić kawę ale RETY! Jako o grupie ludzi i o tym jak żyją i traktują bliźnich mam same dobre rzeczy do powiedzenia! I od tych dziewcząt promieniowała niezwykle pozytywna energia! To jak cała religia, gdzie każdy członek jest Pinkie Pie z "My Little Pony".
Być może to dla tego sam dążę do kompletnego wyzbycia się z cynizmu i negatywnych emocji więc potrafię się z nimi utożsamić?

Jestem Katolikiem, kocham to i raczej się to nie zmieni  jendak  jestem pozytywnie nastawiony do pozostałych religi Muzułmanie, Prawosławni, Buddyści, Żydzi, Hinduiści - wszyscy rządzicie! Co ważne rozmawiając z dziewczętami  nie czułem presji jaką czuję od np. Protestantów czy Świadków Jehowy, których reprezentaci zwykle w nieprzyjemnie natarczywy sposób próbują mnie przekonać do swoich poglądów, często atakując na dzień dobry moją wiarę. Tu rozmowa przebiegała w kompletnym szacunku. Nie czułem, że próbowały mnie nawrócić co w sympatyczny sposób podzielic się informacjami o swojej wersji Chrześcijaństwa i... Hej! Lubię powiększać moją wiedzę o innych religiach.

Dodatkowo dostałem w prezencie fajną książkę - "Księgę Mormona zawierającą ich wierzenia z dodatkową przedmową o jej historii.

Chwilowo mam inne lektury na głowie, ale niebawem chętnie przeczytam.  Sush i Gosipi już się wzięły do lektury :


O tyle się cieszę, gdyż moge nareszcie zgłębić wiedzę o tej intrygującej religi, a niewykluczone, że nawet chętnie odwiedzę ich kościół. W sumie nawet mi głupio, że wcześniej czerpałem moją wiedzę o nich z pewnego (jakże kontrowersyjnego, choć nieziemsko dowcipnego) musicalu...

Swoją drogą byłem pozytywnie zaskoczony, że obie "Siostry" go znały, ale to też dobrze o nich świadczy ponieważ pokazuje, że mają do siebie dystans! 


Ludzie są sceptyczni ale ja uważam, że bardzo dobrze, że możemy nareszcie spotkać Mormonów w Polsce. Raz jeszcze - można z nimi się nie zgadzać w kwestiach spirytualistycznych ale jako ludzie świecą znakomitym przykładem!

A dzisiaj proszę - miłe wrażenie ze strony mojej własnej religii w tym samym miejscu. Grupa Chrześcijan się rozstawiła, wydają posiłki, grają przesympatyczne piosenki i oferują wspólną modlitwę. Wszystko 100% za darmo dla bezdomynch. Zero profitu poza podniesieniem ich na duchu. Zupełnie jak ta stołówka za kościołem mojej parafi. I to się ceni!

Kto wie? Może jutro spotkam przesympatycznych Muzułmanów albo Buddystów?

W wierze wszystko jest możliwe!


Pozdrawiam
Maciej Kur

czwartek, 11 września 2014

Coś drepcze powoli w naszą stronę....

Tup, tup, tup...

A co to?

https://www.facebook.com/#!/liliputkomiks

Ależ... Ależ tak! Toż to Facebookowy funpage Lila i Puta! Mhhh... Wygląda interesująco! Lepiej wejść i polubić!

To w sumie wszystko!
Pozdrawiam
Maciej Kur ;)

piątek, 5 września 2014

BRAD AND JAKE HAVE SOME CAKE : A Midnight screening fan-fiction!


~BRAD AND JAKE HAVE SOME CAKE~
***
~A Midnight screening fan-fiction!~
***

~With love from your biggest fan! 

            Brad scratched his beard gently and looked behind the car window. The parking lot was empty. Nothing but a cold drizzle, but cold in a very pleasant, some would even said pleasurable way. 

        Boy, oh boy! – smiled Brad as he turnoff the camera – That sure was a swell movie we just review.

        It’s sure was! – reply Jake and stretched his back – But no cinematic experience bits shearing  it with your best friend. – he add, as he looked at Jake with a very huge grin. 

        Well hold on to your cap, cause our night isn’t over yet! – announced Brad with large charisma and pull out, a big black bag from behind the sit – I prepared a little surprise just for you! 

Jake face got all puzzled.  

        What could it be? – he thought for few seconds – Oh, well! He is my good friend after all , so whatever it shall be I’ll bet it will be something pleasant. Some would even said quite pleasurable!

        TA-DA!!!! – yelled Brad as he pull out… A BIG STRAWBERRY CAKE!!!

        No way!!! – Jake put his hands on his chicks.

        I’ll made it just for you bud! – said Brad – It took me all morning in the kitchen, but darn garnet I did my best. But, why do you look so sad? – ask Brad as like he rightfully noticed, Jakes face became a little gloomy – Don’t you like strawberries? You always said you enjoy how whenever I smile as I’m blushing  my face starts to look like a little strawberry!

        Yes I did and it’s true, but that’s not the case – replay Jake – You see.. I also made one just for you as well – he said as he pullout a lovely lemon cake from his backpack – I was hope it would be, a surprise but now it’s not as special.

        Oh, come on now Jake! – Brad pat his bud on the arm – The fact we come up with the same idea just make the whole thing only more special! You can eat my cake, I’ll shall eat yours, we make a photo and frame it on the wall. Just like in old days!

        Why golly you right! – laugh Jake who felt  a lot more confident and two friends started digging into their tasty treats.

        It’s so amazing you remember how much I’ll love lemon cakes – said Brad after, a while with his mouth full of yummy goodness – But then again everybody knows that  nobody is, a bigger cake lover then The Cinema Snob!

         Who’s that? – ask Jake.

        Who’s who? – Replay Brad.

        That Cinema fellow you mentioned.

        Well, you know… The Cinema Snob? – replay Brad but Jake only got more confuse trying to figure out what his friend is talking about – My nickname? You know, when I review movies on my show…

        Wha-wha-at!? – Jake ayes got bigger – But we are always reviewing movies together! That’s our special little thing… You telling me you do it alone on your own. Don’t you like our special time anymore!?

        No, no, no… It’s not like that! – Brad comfort his friend – It’s a different show where I review different types of movies. Very old movies in fact.

        Old movies? –  ask Jake – Oh, like E.T. or Alice in Wonderland?

        Kind off. – Brad nod his head.

        I see…  – wispier Jake trying to deal with all this new information.

        But don’t worry – said Brad as he took another big bite of his delicious lemon cake – It’s mostly porn.

        WHAT!? – Jake stared at Brad all in shock.
Iit took him, a moment to say another sentence
 – Now correctly if I’m wrong here Brad, but doesn’t “porn” involve scenes with adult people getting naked!?

        It’s sure those! – smiled Brad all jolly and full of memories – Usually as their having intercourse…

         INTERCOURSE!? – yelled Jake who couldn’t believe what he is hearing – And… And you watch THIS!?

        Once a week – continue Brad as he finished the last piece of his scrumptious lemon cake – Boy oh, boy! That was one fine …

         Don’t change the subject Brad!!! – said Jake as upset and temperamental as he could – How can you watch something this… this… – he try to think of a vulgar word to describe porn but sadly nothing in his vocabulary was appropriate to describe such discussing form of art – I can’t believe a person like You would watched this! Sex – he pause for a moment as he never assume he will ever have to bring up this word in a casual conversation – Sex is a private thing between a man and a wife in sanctity of their house, Brad! You have no business of be watching such sensitive activity! 

        Oh, I don’t worry – smiled Brad – I don’t think they were married.

This was the stroke that broke the camel’s back! Jake quickly unlocked his sit belt and opened the door ready to march out. 

        Oh, come on man! – Brad grabbed Jakes hand – Don’t be like that. You know some porn can be quite pleasant. Some would even say…

        LET ME GO!!! – yelled Jake very loud hoping he will get attention of some police officer strewing nearby.
Sadly he didn’t.

        I won’t spent another minute in one car, let alone room with, a person who would stood so low to watch something as despicable as porn from either entertainment, profit or especially pleasure! Now I’m beginning to have my doubts about seeing that “Caligula” movie  you brining up every one a while!  

        Now you’re being rude! – replay Brad who started losing his usual happy-go-lucky charisma – And after all that hard work I put in making your cake just right! To thing I was planning to make you a chocolate one for tomorrow!

Jillian who was sitting in the back sit all this time raise her eyebrows.

        You must understand I have my moral standards! – continue Jake as he sit down next to Brad again – Remember when I was so angry at those Smurfs movies? Now those films may have some flaws here and there, but as a mature adult I would never got so upset about something as silly as a movie intended for children. No! The REAL reason why I got so displease is because those Smurfs where shirtless for the entire screen time! Can you imagine what negative effect could that have on minds of young girls or boys? That’s just aint right! – he hit his leg with his right fist.

        Look I’m sorry I didn’t told you about my show – said Brad – and I complete understand why you would get upset about Me spending all this time watching porn rather than spending time with you. But we were having such wonderful night up to this point. Let’s not fight… you’re my best friend!    

        Fine – said Jake – I’m sorry I rise my voice. But you have to promise me, from now on : No more porn!

        I’ll promise – Brad cross his hearth –I’ll shall never gaze my eyes on another porn film just for the sake of our treasured friendship! Just let me watch this one last film tonight. I’ll already promise people I’ll review it.. We can watch it together.

        Very well – sigh Jake – But you have to promise to tell me you tell when the part whenever ladies start to get naked is coming up so I can leave the room.

        Oh, don’t worry – smiled Brad with a very big grin – This porno is male on male only! – he said , but before he manage to add anything else Jake was already running away through the parking lot.

 
 

By.

Maciej Kur

wtorek, 2 września 2014

"Wakacje Mikołajka" - Recenzja

Więc jestem po "Wakacjach Mikołajka" (ironicznie obejrzałem dopiero teraz korzystając z okazji, że dzieciaki nareszcie w szkole i mam spokój w sali kinowej)

Cóż... to było bardzo… francuskie.
 
Generalnie film wypadł pozytywniej niż się obawiałem. Bardzo przyjemny, jest z czego się pośmiać... tylko niestety ciężko nie przyrównywać tego do pierwszego „Mikołajka” i siłą rzeczy jednak razi nieco jako uboższa wersja.

Pierwszy "Mikołajek" działał bo był jeden prosty wątek który na raz nawlekał kadzilion anegdotek z książek Goscinnego, tu przez pierwszą połowę kompletnie nie ma fabuły tylko rodzina jedzie na wakacje i mamy serie dowcipnych incydentów co ich tam spotkały… i ok., lubię takie filmy. Dużo przyjemnej, wręcz relaksacyjnej atmosfery i jak mówiłem większość humoru działa…  tylko niestety nagle walą w połowie wątek „O nie! Małżeństwo rodziców Mikołajka jest na skraju rozpadnięcia się”, i to nie w sensie Mikołajek „Ho-ho-ho! Mikołajek coś usłyszał i nadinterpretował” tylko mamy konkretnego czarnego charaktera co się dowala do matki i chce z niej zrobić gwiazdę i ojciec ma wahania co do stanu ich małżeństwa (hum… właśnie zdałem sobie sprawę, że te postacie nie mają imion) Tu i tam wynikały z tego jakieś zabawne żarciki. ale generalnie było to z kompletnie z innej bajki, zbędne intrygowanie w historii w której jej być nie powinno. Dodatkowo ciężko nie uciec wrażeniu, że reżyser bardziej chciał zrobić film o postaciach rodziców Mikołajku nim o nim samych. 
 
Szkoda, bo o wiele ciekawiej wypada wątek w którym Mikołajek myśli, że chcą go zmusić do ślubu z dziewczynką znajomych (podobne do tego jak interpretował, że chcą się go pozbyć w pierwszej części tylko nieco bardziej naciągnięte) Prowadzi to do całkiem śmiechowej sceny w której Mikołajek manipuluje znajomymi by myśleli, że jego rodzina jest na skraju bankructwa (a wiadomo, że nikt normalny nie wydałby córki rodzinie biedaków) Postać prześmiewczo nawiedzonej dziewczynki, która staje się nowym obiektem westchnień Mikołajka jest zresztą przekomiczna (brawa dla młodej aktorki) Niestety rozterki sercowe tytułowego bohatera ustępują większość czasu miejsca "dramatowi" rodziców (nawiasem mówiąc to dziwne, że nie ma ich na plakacie tylko dzieciaki, bo One są tu dodatkiem)
W pierwszej części miałem wrażenie, że wątki Mikołajek/rodzice i Mikołajek/kumple były idealnie wyważone (plus dzieciaki śmiechowo grały) Tu niestety czuć przewagę tych pierwszych. Alcestów, Rufusów, Kleofasów i innych Ananiaszów nie ma (podobnie jak siostra zostają zignorowani kompletnie) tylko nowa ekipa dzieciaków, z którymi nie czuć tej samej dynamiki. Nie pomaga, że zwyczajnie ich za mało. Każdy dostaje jedną zabawną cechę z którą zostaje wprowadzony i poza tym, że dowcip wraca „dwa-trzy razy” nic z nimi nie robią. Apropos, w filmie zresztą pełno jakichś plażowiczów/turystów których egzystencja wydaje się obracać wokół jednego żartu (hoho ci są wiecznie poparzeni słońcem, hoho temu zawsze rozwalają zamek z piasku) Niektóre ostro na siłę prawdę powiedziawsz.
 
Różne wątki poboczne też trochę za słabo wygrane. Np. na początku filmu Babcia Mikołajka kilka razy krytykuje jego Ojca, poczym po ponad godzinie przerwy od tego motywu Matka Mikołajka nagle wybucha na nią, że nie życzy sobie by go mieszała z błotem bo zawsze tylko to robiła. Takie nie zasłużone bardzo i z przyjemnej staruszki winowajcę nagle robią. Podobnie mamy kilka przebitek pokazujących co Rosół robi w Wakacje (całkiem zabawny motyw, że został dosłownie sam w mieście) ale są jakby nie równo rozłożone. Kilka postaci np. atrakcyjna Niemka która co chwila wpada w oko Ojcu Mikołajka nagle znika z filmu.
 
Motywacje i zachowania postaci - co gorsza tych dorosłych - chwilami są zbyt naciągnięte w swoim przerysowaniu, jak nie bardzo dzwine.  Pomijam już nagły "romans" Matki Mikołajka (jest pewien moment pod koniec, gdzie jej zachowanie jest super nieadektwatne do sytuacji ale nie będę spoilerować czegoś tak późno w fabule) Oto mamy motyw, gdzie ojciec Mikołajka wysyła pocztówkę do swojego szef, jest zły, że mu nie odpisał (nie wiem czy to normalne odsyłać podziękowanie komuś kto jest na urlopie ale ok) więc pisze do niego list z wyrzutami ale ho-ho, okazuje się, że szef zadzwonił z podziekowaniem więc musi przechwycić korespodencję. Nie tylko razi sticomowo oklepany wątek ale drastyczne kroki które podejmuje postać by dać przełożonemu znać, że nie wolno go ignorować, są szalenie nie pasujące do pokornego pracownika jakim dał się znać wcześniej. Choć fakt, faktem puenta owego wątku jest zabawna jak diabli (kolejny moment którego nie śmiem spoilerować)


Nie chcę też za ostro tego jechać bo film ogólnie przyjemy, sporo mnie rozbawiło i musze docenić "pozytywny duch", w którym opowieść została utrzymana. Nie miej jednak nie da się uciec przed faktem, że w kontraście z pierwszym jednak razi, że wiele bardziej tu naciągnięte, przekombinowane, na siłę i nie ma do końca tego kopniaka energii który miał pierwszy. Też chwilami miałem wrażenie, że bardziej dla dorosłych i dla dzieci i nie dla tego, że mamy dowcipy o nudystach, podpalaniu, sceny spożywania wina czy jakiś bardziej czarny humor ale za bardzo koncentruje się na problematykach stricte dorosłych, a gdzieś ucieka ten niewinny dziecięcy światek za którego znana jest seria.

Dobry, ale wiele kroków w tył za poprzednikiem.


Pozdrawiam
Maciej Kur

 P.S.
Aby mieć w połowie filmu krótką animowaną sekwencję i nie wykorzystać w niej kreski Sempe’go!? Herezja!