sobota, 3 stycznia 2015

ANGRY VIDEO GAME NERD THE MOVIE - Recenzja!


Zacznę od faktu, iż piszę tu jako ktoś kto lubi Jamesa Rolfe - znanego lepiej jako Angry Video Game Nerd - internetowy recenzent kiepskich gier z przeszłości.  Nie porwał mnie co prawda nigdy tak jak powiedzmy Nostalgia Critic czy Cinema Snob i prawdę mówiąc preferuję jego"show" w małych dawkach ale miał swój urok. Z innych projektów Rolfe pamiętam, że bawiłem się dobrze przy pseudo-horrorowym filmiku w którym atakuje go nawiedzony zabawkowy telefon i lubię słuchać jego serii "Monster Movie Madness" gdzie recenzuje różne klasyczne horrory. Seria o Godzillii definitywnie podziałała mi na nostalgię.... *Chlip!*


Patrząc w retrospektywie uświadamam sobie, że cały przyjemny klimacik jego filmków tkwiła w ich wykonaniu. Było to krótkie, efekty specjalne wykonane "domowymi środkami" z własnej kieszeni, no i widać, że było to robione bardziej dla niego samego... być może gdyby James zrobił film właśnie tymi metodami i zachował urok kompletnie amatorskiej zabawy osłabiłoby to żenujący efekt, gdyż seans kinowej wersji Angry Video Game Nerda był po prostu bolesny!


Dla niewtajemniczonych projekt kinówki Angry Video Game Nerda został kompletnie sfinansowany z Kickstartera (czy jakiegoś innego klona) czyli innymi słowy z dotacji od fanów. Miał więc profesjonalny sprzęt, aktorów i efekty specjalne (na poziomie TV filmu z FoxKids ale jendak) Wszystko pięknie tylko niestety to, że ktoś umie robić zabawne filmiki na yout-tubie nie znaczy, że jest gotów robić pełnemetraże, to, że ktoś jest recenzentem nie znaczy, że potrafi pisać scenariusze filmowe, a już na pewno, to, że ktoś umie robić śmieszne miny, nie znaczy jest profesjonalnym komikiem bądź aktorem. Te oto prawdy są jedyną lekcją z filmu Rolfe'a..


Zacznijmy od scenariusza... Jest przedewszystki nudny jak diabli! Całość trwa DWIE GODZINY (sic!) i niestety nie przekłada się to obszerność i rozmaitość fabuły. To coś co widziałem w "Simpsonach" czy "South Parku" opowiedziane w 20 minut, rozciągnięte na chama, przez co poszczególne sceny ciągną się niemiłosiernie długo. Co gorsze sceny dialogowe zwyczajnie nie są zabawne. Tu i tam pojawiają się zabawne pomysły (generał któremu odrywa rękę, a mimo to chodzi z wielką ropiejącą raną jakby nigdy nic) jedak jakby je skleić może mielibyśmy czterominutowy filmik. Słowem - za mało dobrego, a to co jest tonie w oceanie wtórności.

Przejdźmy jednak do głównego problemu czyli do postaci samego Nerda...

Ta postać działa w kilku sekudnowym skeczu, bo nie mamy czasu się jakoś nad nim dogłębiej zastanowić. Ot jakiś zabawny recenzent co piłuje mordę na monitor i w da się nagle w bójkę z postacią która nagle wyskoczy z ekranu lub coś w tę jotę... Ot tyle! Niestety, jako bohater nie tylko nie jest wstanie  udźwignąć całego filmu ale jako protagonista wypada zwyczajnie niesympatycznie. Cały czas bluzga, krzywi nosa i ogółem sprawia wrażenie mało socjalnego palanta, a o tyle utrudnia to seans, gdyż jego postaci towarzyszy nieprzyjemna pretensjonalnośc. Co mam na myśli? Otóż fabuła filmu jest zwyczajnie o tym jak "ubóstwiany przez CAŁY internet" jest Angry Vidego Game Nerd, do tego stopnia, że firmy chcą celowo wypuścić złe gry, bo jak je zrecenzuje automatycznie jego fani rzucą się je kupić (eee...?)


Z odpowiednią dawką auto-ironi i przerysowania mogło to by być całkiem zabawne i przypuszczam, że taki był zamiar.... Niestety, Rolfe na dzień dobry zabija jakikolwiek efekt waląc montaż autentycznych nagrań na you-tubie zachwalających go fanów. Ciągłe podkreślanie jak kultowo wielbiony jest przez fanów i jak wszystkich bez wyjątku bawią jego tekściki niestety wygląda bardziej jakby James de facto tak to widział. W rezultacie człowiek czuje się jakby obejrzał dwie godziny kogoś klepiącego się po plecach jaki to jest popularny...To trochę jak oglądanie fantazji małego chłopca, który wciela się w super bohatera, który jest "czadowy" i to jego jedyna cecna. Fajnie, bo to dziecięca fantazja... tylko jednak, gdy dorosły mężczyzna robi taki film o sobie wychodzi na zakompleksionego.


Ciężko cokolwiek mówić o reszcie postaci bo jest zwyczajnie nijaka (ot, zlepek klisz bez pomysłu na urozmaicenie) To samo mogę powiedzieć o morale, który jest zbyt błahy by potrzebować dwóch godzin na opowiedzenie, zresztą najbardziej boli, gdy film próbuje udawać, że jest satyryczny, choć ewidentnie nie ma nic do powiedzenia. Nie oszukujmy się - cała fabuła to po prostu seria "bitów", które muszą być bo "zawsze są w filmach" niż de facto przemyślane pomysły.


Czuję się nieco okłamany przez Douga Walkera (Nostalgia Critica) który swego czasu umieścił recenzję, w której zapewnił, ze w pełnej obiektywności uważa, iż jest dobry i skupił się na wymienianiu samych zalet. Z drugiej czy można mieć do niego 100% pretensję? Ostatecznie nie tylko Rolfe to jego dobry przyjaciel ale sam Doug ma 5 sekundowe cameo gdzieś w ostatniej ćwiartce także nie wyobrażam sobie, że wyszedłby i powiedział, że jest to odwalona szmira, nawet gdyby szczerze tak myślał.


Gdyby była to jakaś anonimowa produkcja nawet nie zadałbym sobie trudu mówiąc cokolwiek o tym nudnym zlepku średnich geekowskich odwołań i wymuszonych wulgaryzmów. Tu niestety boli, gdyż po pierwsze przykro zobaczyć kogoś utalentowanego, kto pozwolił by jego zadufanie zdominowało największy owoc jego kariery, a po drugie.... CAŁOŚĆ POWSTAŁA Z PIENIĘDZY FANÓW! To naprawdę okropne wziąść od ludzi pieniądze i zamiast skupić się by dać im coś wartego ich wsparcia, autor postanowił udać się w kompletnie narcystyczną podróż, uważając, że najlepszym okazaniem wdzięczności będzie podkreślenie jak bardzo go muszą kochać.


"Angry Vidego Game Nerd The Movie" trzeba traktować tylko i wyłącznie jako przestrogę : Są projekty na Kickstarterze warte wspierania (gdy np. wychodzą od profesjonalistów z dorobkiem) i są ludzie o zbyt wielkim mniemaniu o sobie co zwyczajnie nie wiedzą co robią...



1/10...  
(może "2-3/10" bo jednak jakiś tam wysiłek musieli w to włożyć, przy czym mówię wyłącznie o stronie technicznej bo ani trochę trudu nie zostało włożone w scenariusz)

Pozdrawiam
~Maciej Kur

P.S.
Teraz się boję bo Linkara też film robi... uch... Brrr...

sobota, 6 grudnia 2014

"GRAVITY FALLS" - STAN ISN'T DIPPER'S UNCLE... HE IS HIS GRANDFATHER!!!!

Post po angielsku (darujcie) ale uznałem, że więcej osób angielsko języcznym zainteresuje się tym odkryciem (a mianowicie, że Stan nie jest wujkiem Dippera... TYKO DZIADKIEM!!!)
 

Ok, so I recently watch all "Gravity Falls" episode ("The love god" was the last one to air), I fallow the clues and I think I puzzled out one of show's main mysteries....

Gruncle Stan isn't Dipper's and Mabel's uncle... BUT GRANDFATHER!!!!


So let's fallow the clues :

- As many of you know, there where plenty of hints that Stan has a twin brother. For example : when they  time-travel we see a younger Stan in Mystery Shack but with diffrent hair and glasses, we see boy with same hair deading a book in a flash-back in another episode but his face is covered since he is seen reading a book, when Dipper discover a secret room Stan notice a pair of glases, like the ones from the flash back and hides them and plenty more. NOTE : Many detales in Stan's brother room pointed out for him to be some sort of a inventor.

- Bill mentiones he knows Stan but Stan doesn't know who Bill is.

- Since season two Stan is working on some myserious portal. What he want's to bring back? (Note that the three where Dipper found his book is metal sugesting whoever build it must have been some sort of an inventor)

- Stan also shown getting angry at people who are having good time with their grandchildren (see episode two) and wanted to have simialar conection with Dipper and Mabel.

- Stan hates the ways of Gravity Falls town, while his brother was shown living there decates ago (check the time travel episode agian)


So let's conect the dots...

Let's say it was Stan's brother got traped in some paraller dimention (or whatever the portal will revell) and Stan is trying to bring him back using the books his brother wrote. Tha'ts what most people speculate...

EXEPT!

Stan's name isn't "Stan"!  That's the name of his twin brother. When Bill is talking about Stan wee see a brief picture of younger Stan with diffrent hair (not Stan we know but his brother) So Stan isn't his name but the name of his brother!

Stan took over his identity! This would explain why he is still having hard time getting use to the town, despite being meant to live their for few decades.
Stan's brother got lost and Stan is trying to puzzle out how to get him back but since their twins he took over his identity to make thing less suspicion (he is a profesional con-man after all) Why Stan would start place like Mystery Shack? He dosen't care for paranormal. He brother who started the Shack did (he wrote the books and all)



But if the one named "Stan" is meant to be identity of Dipper's and Mabel grand uncle, that would make Stan.... their grandfather (!!!) This would explain why he was so hungry to have a conection with them in early episode (he didn't got angry on people who got good time with their nephews but with their grandchildren).


YHE!!!! I NAILD IT!!!

Or did I? We just have to whait and see... ;)



Yours
Maciej Kur

poniedziałek, 29 września 2014

„The Simpson Guy” – Recenzja!!!!!!


Więc oto i nastał. Długo oczekiwany crossover Simpsonów z Family Guyem!

Simpsonów kocham, gdyż to serial który ukształtował nie tylko moje poczucie humoru ale podobnie wpłynął na komediopisarzy w ostatnich paru dekadach. JASNE – nowe odcinki nie są w połowie tak dobre jak stare ale ciągle jest z czego się pośmiać. Dobrym tego przykładem jest ostatni odcinek, gdzie ojciec Krusty’ego umiera (um, spoiler?). Były zabawne momenty, ale była też dawka dosyć wtórnych. Nie będę ich na siłę bronił ale też nie uważam, że scenarzyści powinni na siłę próbować przeskoczyć własną poprzeczkę. Osiągnęli pewien poziom i naprawdę ciężko zrobić coś nowego bez wprowadzenia jakichś drastycznych zmian przez które Simsponowie stali by się zupełnie innym serialem.  

Family Guya lubię… w dawkach. To naprawdę kwestia, gdzie trzymam sztamę z Trayem Parkerem i Mattem Stonem autorami South Parku. Family Guy jak chce potrafi być zabawny jak diabli ale większość czasu scenarzyści popisują się ogromnym lenistwem. Zwyczajnie nie popieram metody pisania scenariuszy Setha McFarlena  - „Hej, wymyślimy całą masę gagów, a potem sklejmy je na chama w odcinek” zamiast popatrzeć na historię całościowo i dopieścić ją we właściwy sposób i pod względem fabularnym i pod względem samych żartów. I tak, te ciągle przerywniki potrafią być ultra irytujące.
                              

Crossover brzmiał jak fajny pomysł jednak miałem swoje obawy.

Po pierwsze oba seriale pomimo podobnych postaci różnią się jednak formami. Świat w Family Guy’u jest o wiele bardziej „luźny”. Nie tylko logika jest tu często kompletnie wyrzucona za okno, ale moglibyśmy mieć gag, że Peterowi odcinają rękę, ale w kolejnej scenie miałby ją z powrotem. Simpsonowie są jednak ździebko bardziej konsekwentni.  Są także w bardziej dobrym smaku. Family Guy jedzie po bandzie (co bywa plusem i minusem) i schodzi swoimi żartami w bardzo ponure terytorium.  A ma być to przecież odcinek pokazany z punktu widzenia Family Guya.   

Sęk w tym, że nie chcę godziny Petera i jego rodziny robiących żarty o Simpsonach – to mogę obejrzeć sobie w normalnym odcinku ich serialu. Dla mnie aby crossover się udał bohaterowie obu seriali musieliby być prezentowani we właściwy, „godny” sposób. Nie tylko żarty Simpsonów musiałby być typowo Simpsonowe, ale chcę jakąś naprawdę fajną chemię wygraną z kontrastów osobowości bohaterów. Interakcje nie muszą być jakieś mega-odkrywcze, ale niech chociaż oglądając scenę między Homerem, a Peterem mam wrażenie, że jest to coś mogło zajść tylko między tą dwójką, a nie między Homerem i którymkolwiek z ich kumpli.

PRZECHODZĄC DO SAMEGO ODCINKA…

UWAGA : SPOILERYYYYY!!!!!

[biorę notatki oglądając całość po raz drugi stąd rozpiska w punktach]

- Jak to „Family Guy” pierwsze sześć minut spędzamy wątkiem który ma się ni jak do reszty całości. Peter został rysownikiem komiksowym w gazecie. Rozumiem, że nie chcieli przejść od razu do spotkania z Simpsonami by wydawało się to jak każdy inny odcinek ale mogło być to spokojnie minutę-dwie krótsze. I by było jakby wycieli wszystkie zbędne retrospekcje i wstawki. A, tak. To Family Guy. Nie ważne…
                                   
- Szósta minuta i czterdzieści sekund odcinka – Griffinowie docierają do „Springfield”. Who-ho!  Brain komentuje,  że nie mogą powiedzieć w jakim są stanie… Ych! Wiecie? Naprawdę myślałem, że sobie rzygnę jak rok temu oglądałem panel z twórcami Simpsonów i ktoś zapytał „w jakim stanie jest Springfield?” Nie wiem czy ludziom naprawdę nie znudził się ten dowcip czy są może tak tępi, że ciągłe intrygowanie zagadkowością lokalizacji geograficznej tego miasta… JEST ŻARTEM”. Zresztą w serialu motyw o ile pamiętam nie pojawił się już od dawien dawna. Zmierzam do tego, że to mało zabawne.
                                
- Lois mówi, że powinni wpaść tu jeszcze kiedyś, a Brain odpowiada, że wydaje mu się, że to jedno razowa wizyta. Tak, kapujemy, że oglądamy crossover! Nie  musicie tego ciągle podkreślać i wytykać!

- Apu pojawia się jako pierwsza znajoma morda. Brzmi ciutek inaczej, ale fakt faktem, postaci ostatnio było mało w Simpsonach więc głos aktora nie jest tym co dawniej… 

- …i Peter nazywa go „śmiesznie brzmiącym Clevelandem”. Nie kapuję. W życiu nie maiłem skojarzenia między obiema postaciami. Czy Cleveland i Apu są w czym kolwiek podobni? Czy chodzi o to, że dla Petera każdy o ciemnej skórze z wąsami to Cleveland? Nie… nie kapuję…
                               
- I DO AKCJI WKRACZA HOMER! Podoba mi się scenka którą go wprowadzają eksponując jego osobowość. Jest śmieszna, w bardzo Homerowym stylu plus podoba mi się, że nazywa Griffina „albinosami”. I tak - fajnie zobaczyć te postacie na raz na ekranie!

- A tak! Jest fabuła, że Peterowi ukradli samochód i Homer próbuje mu pomóc. Dostajemy taką sobie scenę, gdzie idą we dwóch na Policję.
                           
- Bart także zostaje wprowadzony zabawną scenką.  Stewie podobają się powiedzonka Barta i Brain komentuje, że są na pewno popularniejsze niż te Stewie’ego… Och, do cholery! Czy tylko to będzie robił? Wyliczał wszystkie oczywiste żarty?

- Stewie robi się natychmiastowo zafascynowany wszystkim co robi Bart… Co jest z lekka naciągnięte ale cóż. Scena gdy dzwonią do Moe jest zabawna jak diabli.
                                
- I tu rodzi się oczywiste pytanie : czemu akurat dali wątek Bart/Stewie, choć bardziej oczywisty byłby Bart/Chris. Odkładając na bok fakt, że Stewie jest popularniejszy wydaje mi się to zwyczajnie ciekawsze. Chris jest tępawy i na tym się jego osobowość kończy. Prawdę wolę jak Crossover próbuje różne kombinacje zamiast ograniczać się do najbardziej oczywistych dopasowań. Czemu tylko Peter/Homer, a nie spróbować Peter/Lisa albo Peter/Marge? Zaszaleć ponad to co oczywiste…   Chris dostaje scenkę Maggie i na tym jakakolwiek interakcja z kimkolwiek z rodzinny Simpsonów się kończy.
                                   
- Brain z kolei dostaje scenkę z Marge której nie podoba się by pies jadł przy stole, co prowadzi do jego spotkania z Santas Little Helper’em (psem Simpsonów). Wydaje mi się, że każdy kto usłyszał, że będzie ten Crossover z góry wiedział, że będzie taki moment.

- Bob z "Bob Burgera" pojawia się na moment dla żartu… który zaspoilerowali w prawie każdej reklamie tego odcinka. Nieco bezsensu ale cóż.... (i nie, nie będzie screen do każdego punktu)

- Brain i Chris wyprowadzają Santas Little Helper’a  który ucieka i gonią go po Springfield, co prowadzi do kilku takich sobie cameosów. Nic szczególnie pomysłowego.  Prawdę mówiąc najwięcej sensu by miało gdyby Brain wpadł na Neda Flandersa i doszłoby do nich do wymiany światopoglądowej. Brain to stereotypowy przemądrzały, marudny ateista, Flanders to… Flanders. Wesołkowaty dewota religijny. Niestety aktor Flandersa  Harry Shearer był niedostępy.
                              
- Homer i Peter kombinują jak odnaleźć samochód Petera. Pomysł Homera „By odnaleźć samochód musimy myśleć jak samochód” prowadzi do bardzo zabawnej scenki, ale mimo wszystko mam silne wrażenie, że jest to bardziej logika Petera niż Homera. Mam też wrażenie, że twórcą zależało pokazać, że obaj są równi w swojej abstrakcyjnej głupocie, choć nie wiem… wolałbym jakąś grę na kontrastach, ale to co dostajemy jest zabawne.

- Montaż z Homerem i Peterem myjących auta, będąc ubranymi „sexi” jest śmieszny acz przydługi.
                               
- I teraz przejdę może do wątku, który moim zdaniem działa najlepiej… Lisa i Meg. Czemu? Bo po prostu siedzą w pokoju Lisy i rozmawiają. Mamy ładnie wygraną dynamikę wynikającą z różnicy osobowości. Lisa jest pomocna i entuzjastyczna, ale też co jakiś czas wymyka się z niej „zouzowata” strona plus to pedantka, a Meg z kolei jest pesymistyczna, zniechęcona do życia i ma patologiczny światopogląd. Dodatkowo ich wątek jako jedyny podchodzi pod coś co pokazuje jakieś „serce”. Relacja między dziewczętami wypada naturalnie i mógłbym uwierzyć, że mogłyby być przyjaciółkami. Prawdę mówiąc szkoda, że nie rozwinęli tego bardziej.

- Jak się można było spodziewać najmniej mają do robienia Marge i Lois. Szkoda, bo mam wrażenie, że jeśli daliby im więcej czasu mogliby z ich spotkania nieco więcej wyciągnąć. Mamy jeden dowcip o tym, że Marge jest bardziej świętoszkowata z dwójki i tyle.  NIE! Poco wykorzystywać tą okazję by jakoś się pobawić tymi dwiema ikonowymi postaciami, skoro możemy pociągnąć wątek, że Brain i Chris zgubili psa Simpsonów ale mimo tego udają, że wszystko jest ok!?
                                  
- Samochód znaleziony, więc twórcy postanawiają zwaśnić Homera i Petera. Homerowi nie smakuje ulubione piwo Petera i okazuje się być podróbką Duff. Prowadzi to do procesu o plagiat… i ogólny zamysł nie jest zły. Wytknąć wszystkie zarzuty, że Famiy Guy to podróbka Simpsonów, a Simpsonowie nie są „tak dobrzy jak dawniej” tylko przenieś je na gadkę o markach ulubionych piw bohaterów. Po prostu mam wrażenie, że mogło być to lepiej wygrane.

– Oczywiście twórcz wykorzystują tłum w sądzie by wytknąć jak najwięcej podobieństw między drugoplanowymi postaciami z Simpsonów i Family Guya ile się da. Wypada to chybił-trafił. Żart z Jamesem Woodsem jest zabawny, gdyż zagrał samego siebie w obu serialach.  
                                 
– Pomysł by Fred Flinstone był sędziom w procesie między Homerem, a Peterem jest zabawny, nawet jeśli to coś co nie ma racji bycia w uniwersum Simpsonów.

– O! Dobrze! Wreszcie jakiś konkretny dialog między Marge, a Lois.  Ta pierwsza dowala drugiej, że nie nosi stanika i to by było na tyle.
                                  
– Znów – sceny Meg/Lisa są najciekawsze i słodkie, nawet jeśli prześmiewcze.
                            
– Stewie choć ma Barta za idola okazuje się zbyt chory i sadystyczny na gusta chłopca. Odrobinkę przewidywalne ale było z czego się pośmiać.

– Homer chce się pogodzić z Peterem na co ten odpowiada, że „dawniej go uwielbiał i chciał cytować wszystkim swoim znajomym ale teraz znudzili mu się Simpsonowie”. Um… Subtelne. Te meta-nawiązanie byłoby zabawniejsze jakby nie zrobili go wcześniej dziesięć razy w odcinku.

                       
– …i to na co wszyscy czekali! Peter i Homer mają długą epicką walkę, w stylu tej Petera z wielkim kurczakiem, ale rozgrywa się w Springfield więc mamy kilka oczek i znanych lokalizacji dla fanów Simpsonów. Dla mnie najlepszy moment ma miejsce, gdy Homer robi nagle bez powodu głupią minę na co Peter reaguje dzikim rykiem. Wiadomo, że nikt oficjalnie nie wygra ale osobiście kibicuję Homerowi. Jako jedyny w crossoverze wykazał się empatią i dobrą wolą.
                    
- Ach! I Roger z „American Dad” pojawia się praktycznie bez powodu.

– I oczywiście mamy pseudo-wzruszającą scenę, gdzie się godzą. Jeeeej!

– I na dowidzenia mamy krótką scenkę w domu Griffinów, która puentuje się tym, że Stewie komentuje, że dobrze mu bez Barta i płacząc małpuje motyw rozpoczynający każdy odcinek Simpsonów. Prawdę mówiąc liczyłem, że zakończą żartem, że Griffinowie trafiają teraz w „South Parku” czy coś…
                        
Słowa podsumowania?  Fajnie. Było z czego się pośmiać ale (choć ciężko nie docenić samego faktu, że to powstało) mogło być ździebko lepiej. Przynajmniej miałem wrażenie, że potraktowano na równi oba seriale i ich style nawet jeśli ewidentnie przeważała Familyguyszczyzna. Odkładając dwa-trzy kwasy na bok, chyba najbardziej mnie gryzł zapychacz w postaci wątku „Brain i Chris szukający psa”, który wydawał się kompletnie oderwany od reszty, podczas, gdy relacja Marge i Lois została potraktowana po macoszemu. Naprawdę zaszaleliby 
by  z kreatywnością i zrobili, że np. Brain zaczyna się dowalać do Marge i Lois robi się zazdrosna... a może Chris zrobiłby się zazdrosny, że Stewie woli Barta jako starszego brata albo coś w tę jotę. A może scena Brain/Lisa? Oboje często pełnią jedynych widzących debilizm pozostałych postaci, ale jednocześnie wychodzą z nich przemądrzali przesadnie liberalni intelektualiści? Tylko mówię - można było to poprowadzić nieco ciekawiej.


Takie 7/10…


Pozdrawiam
Maciej Kur

poniedziałek, 22 września 2014

Nadchodzi sezon 18 "South Parku"...


 
To już niebawem! Tak jest…. Lada dzień nadejdzie nowy sezon „South Parku”! Twórcy – Tray Parker i Matt Stone - chcąc poświęcić się innym projektom niestety zmuszeni są do graniczenia się do tyko dziesięciu odcinków na sezon, jednak rok temu czekanie okazało się bardziej niż warte!

W zniecierpliwionych oczekiwaniach postanowiłem podsumować ostatni sezon :

 
Let Go, Let Gov” – Cartman robi się przewrażliwiony na punkcie tego, że rząd może go obserwować, a Butters z kolei zaczyna traktować rząd jak religię. 
Jedyny odcinek ostatniego sezonu który bym zakwalifikował jako słaby, w sensie – to jeden z tych, gdzie mieli fajny pomysł na jakiś komentarz satyryczny ale prawie w ogóle żartów które mnie specjalnie rozbawiły. Wątek Cartmana nudny, wątek Buttersa przyjemny ale bez rewelacji, choć zawsze lubię jak „South Park” komentuje religie jako zjawisko, gdyż o tej jak Ja twórcy mają zawsze super pozytywne zdanie.










 
Informative Murder Porn” – Rodzice w South Parku zaczynają się fascynować serią mieszającą porno z morderstwem więc dzieciaki blokują ich kanały telewizyjne.  
A tu z kolei odcinek kompletnie jajcarski, gdzie gag goni gag. Od „Boo Wendy!!!”  i odwróceniu ról rodzić/dziecko po wszystkie żarty o relacjach rodziców Stana i urywki z tytułowego porno. O tyle to niezwyke, że śmiałem się do łez pomimo, iż do oglądając nie miałempojęcia co to Minecraft.

World War Zimmerman” – Cartman popada w paranoje, że wszyscy murzyni w USA się zbuntują przeciw białym i całość zamienia się w parodię filmów o Zombie.
Kolejny odcinek który robi się tylko zabawniejszy z sekundy na sekundę i nie trzeba znać „World War Z” by go zrozumieć satyrę, wystarczy ogół amerykańskich filmów post-apokaliptycznych. Sen Cartmana (konkretnie piosenka) i scena gdzie koleś wyskakuje z samolotu śmieszą do łez! O  tyle odcinek do mnie trafia, bo pamiętam jak kilka miesięcy wcześniej będąc na nowym „Star Treku” widzieliśmy zwiastun „World War Z” i śmieliśmy się z faktu, że kompletnie nie pokazuje  przed czym ludzie uciekają tylko samą paranoję. Mam wrażenie, że twórcy mieli podobną inspirację.

Goth Kids 3 : Dawn of the Posers” – Henrietta udaje się na obóz który zamienia ją z gotki w Emo (tak, wbrew pozrom jest jakaś różnica) i  jej przyjaciele postanawiają wyruszyć  znaleźć sposób by „odwrócić klątwę”. Halloweenowy odcinek w sumie...
Uwielbiam dzieciaki – goty z South Parku i cały odcinek o nich uważam za zajebiste posunięcie, choć nie tak mocny jak dwa powyższe.  Liczę w przyszłości na więcej ich obecności (zwłaszcza, że Henrietta to jedna z nielicznych autentycznie śmiechowych postaci kobiecych w South Parku)


Taming Strange” – Ike przechodzi przedwczesną mutację i nakłania Foofę z  „Yo Gabba Gabba!” (Amerykańska seria dla dzieci, zadziwiająco bardziej odmużdżająca Teletubisiów) by rozpoczęłą karierę poza serialem.
Ogólnie spoko odcinek. Główny atut to wszystkie żarty o Kanadyjczykach, które jak zawsze są wypasione w swoim absurdzie.

Ginger Cow” – Jakby to ująć? Nowy dowcip Cartmana o pomalowaniu krowy na rudo, przypadkiem okazuje się spełnieniem, starożytnej przepowiedni, godzi Chrześcijan, Muzułmanów i Żydów i ponieważ Kyle boi się, że ujawnienie przywróci wojnę na Bliskim wschodzie zaczyna spełniać rozkazy Cartmana.  Ufff...
Drugi najlepszy odcinek w sezonie! Naprawdę świetna fabuła, która co chwila rzuca zaskoczenie, a absurd tylko się nasila. Normalnie nie cierpię dowcipów o pierdzeniu, ale tu jeden wątek był tak idealnie wkomponowany w fabułę, że ciężko się nie śmiać (plus co zadziwiające to jedyny tego typu dowcip w sezonie) Odcinek także jedzie po Gandim, także dodatkowy punkt za polewkę z czegoś czego jeszcze nie widziałem.


TRZY CZĘŚCIOWY ODCINEK :
Black Friday”, “A song of Ass and Fire” ,“Tities and Dragons – Historia z cyklu dzieciaki w coś się bawią, biorą to zbyt serio i wymyka się to spod kontroli (jak ten o „Władcy Pierścieni”), w tym przypadku parodii „Gry o Tron”… Oh, kogo ja oszukuję? To po prostu trzy częściowy zwiastun gry „South Park Stikc of Truth”.
Ogół bardzo dobry, na szczęście nie ograniczający się tylko do motywu “Gry o Tron” ale łączący ze sobą całą masę innych satyr. Niestety druga część jest równolegle drugim najsłabszym odcinkiem w tym sezonie. Jest co prawda z czego się pośmiać ale całe przedłużanie niestety robi się drażniące, zwłaszcza motyw, gdzie Cartman ciągle zabierający kogoś na rozmowę do ogrodu zdrady. Chyba mój ulubiony motyw jest gdy Cartman mówi Kenny’emu, że nigdy nie będzie prawdziwą księżniczką bo jest facetem i ten zaczyna to przeżywa i a propos… KSIĘŻNICZKA KENNY JEST BOSKA!!!! Wszystko inne w tym odcinku mogłoby nie wypalić ale cały wątek parodiujący anime jest rozkoszny. Nie mam bladego pojęcia czemu postać największego babiarza w gromadce nagle ma jakieś wahania co do własnej płci, ale to jednak rozwalające.

The Hobbit” –Podczas gdy Wendy rusza na krucjatę przeciw temu jak pokazywane są kobiety w mediach, Kanye West rusza na krucjatę powstrzymać ludzi przed przyrównywaniem jego żony do Hobbitów.
MÓJ ULUBIONY ODCIEK W TYM SEZONIE!! Sporo motywów co lubię : Panie pakujące na siłowni, „Hobbit” Tolkiena i jeszcze pojawia się mój idol Papież Franicszek, który jako jedyny Papież w tym serialu został pokazany jako fajny.  Odcinek jednocześnie krytykuje jak przedstawiane są kobiety w mediach, przerabianie zdjęć w photoshopie… jak i zjawisko feminizm. Także zastanawiałem się zawsze jaka jest relacja między moimi dwiema ulubionymi postaciami – Wendy i Buttersa (ok, ulubione nie licząc Cartmana i Radny’ego) Z całego sezonu historia najlepiej miesza satyrę z absurdem, a zakończenie jest zaskakująco gorzko-słodkie… i zawsze miło zobaczyć jak twórcy South Parku pokazują, że umieją też nadać opowieści głębi. Plus bajka którą Kanye czyta na koniec jest rozwalająca!


Słowem – nie licząc dwóch słabszych odcinków, całość jest konsekwentnie jednym z najzabawniejszych sezonów serii.  Czy nowy sezon dotrzyma kroku? Pożyjemy zobaczymy…


Pozdrawiam
Maciej Kur

środa, 17 września 2014

Have you heard of the All-American prophet? - MORMONI SĄ SPOKO!!!!

Hej!

Wczorajszego wieczora w okolicach Rotundy spotkałem dwie przesympatyczne dziewczęta z Kościoła Jezusa Chrystusa w Dniach Ostatnich. Jak na przybyszki z USA rewelacyjnie dobrze władały językiem Polskim (jedna była od roku, ale druga raptem od miesiąca). Ich imiona mi co prawda mi uciekły (o ile pamiętam jedna była z Ohio, druga ze stanu Utah) jednak zostawiły niesamowicie pozytywne wrażenie!

Powiem krótko... UWIELBIAM MORMONÓW!
"South Park" kłamie. Oni są jeszcze bardziej sympatyczni, weseli, wyluzowani, serdeczni i milusi na żywo! Aż chce się ich schrupać i utulić! Można nie zgadzać się z ich poglądami, można powątpiewać czy anioł Moroni faktycznie objawił się Josephowi Smithowi i można lubić pić kawę ale RETY! Jako o grupie ludzi i o tym jak żyją i traktują bliźnich mam same dobre rzeczy do powiedzenia! I od tych dziewcząt promieniowała niezwykle pozytywna energia! To jak cała religia, gdzie każdy członek jest Pinkie Pie z "My Little Pony".
Być może to dla tego sam dążę do kompletnego wyzbycia się z cynizmu i negatywnych emocji więc potrafię się z nimi utożsamić?

Jestem Katolikiem, kocham to i raczej się to nie zmieni  jendak  jestem pozytywnie nastawiony do pozostałych religi Muzułmanie, Prawosławni, Buddyści, Żydzi, Hinduiści - wszyscy rządzicie! Co ważne rozmawiając z dziewczętami  nie czułem presji jaką czuję od np. Protestantów czy Świadków Jehowy, których reprezentaci zwykle w nieprzyjemnie natarczywy sposób próbują mnie przekonać do swoich poglądów, często atakując na dzień dobry moją wiarę. Tu rozmowa przebiegała w kompletnym szacunku. Nie czułem, że próbowały mnie nawrócić co w sympatyczny sposób podzielic się informacjami o swojej wersji Chrześcijaństwa i... Hej! Lubię powiększać moją wiedzę o innych religiach.

Dodatkowo dostałem w prezencie fajną książkę - "Księgę Mormona zawierającą ich wierzenia z dodatkową przedmową o jej historii.

Chwilowo mam inne lektury na głowie, ale niebawem chętnie przeczytam.  Sush i Gosipi już się wzięły do lektury :


O tyle się cieszę, gdyż moge nareszcie zgłębić wiedzę o tej intrygującej religi, a niewykluczone, że nawet chętnie odwiedzę ich kościół. W sumie nawet mi głupio, że wcześniej czerpałem moją wiedzę o nich z pewnego (jakże kontrowersyjnego, choć nieziemsko dowcipnego) musicalu...

Swoją drogą byłem pozytywnie zaskoczony, że obie "Siostry" go znały, ale to też dobrze o nich świadczy ponieważ pokazuje, że mają do siebie dystans! 


Ludzie są sceptyczni ale ja uważam, że bardzo dobrze, że możemy nareszcie spotkać Mormonów w Polsce. Raz jeszcze - można z nimi się nie zgadzać w kwestiach spirytualistycznych ale jako ludzie świecą znakomitym przykładem!

A dzisiaj proszę - miłe wrażenie ze strony mojej własnej religii w tym samym miejscu. Grupa Chrześcijan się rozstawiła, wydają posiłki, grają przesympatyczne piosenki i oferują wspólną modlitwę. Wszystko 100% za darmo dla bezdomynch. Zero profitu poza podniesieniem ich na duchu. Zupełnie jak ta stołówka za kościołem mojej parafi. I to się ceni!

Kto wie? Może jutro spotkam przesympatycznych Muzułmanów albo Buddystów?

W wierze wszystko jest możliwe!


Pozdrawiam
Maciej Kur

czwartek, 11 września 2014

Coś drepcze powoli w naszą stronę....

Tup, tup, tup...

A co to?

https://www.facebook.com/#!/liliputkomiks

Ależ... Ależ tak! Toż to Facebookowy funpage Lila i Puta! Mhhh... Wygląda interesująco! Lepiej wejść i polubić!

To w sumie wszystko!
Pozdrawiam
Maciej Kur ;)

piątek, 5 września 2014

BRAD AND JAKE HAVE SOME CAKE : A Midnight screening fan-fiction!


~BRAD AND JAKE HAVE SOME CAKE~
***
~A Midnight screening fan-fiction!~
***

~With love from your biggest fan! 

            Brad scratched his beard gently and looked behind the car window. The parking lot was empty. Nothing but a cold drizzle, but cold in a very pleasant, some would even said pleasurable way. 

        Boy, oh boy! – smiled Brad as he turnoff the camera – That sure was a swell movie we just review.

        It’s sure was! – reply Jake and stretched his back – But no cinematic experience bits shearing  it with your best friend. – he add, as he looked at Jake with a very huge grin. 

        Well hold on to your cap, cause our night isn’t over yet! – announced Brad with large charisma and pull out, a big black bag from behind the sit – I prepared a little surprise just for you! 

Jake face got all puzzled.  

        What could it be? – he thought for few seconds – Oh, well! He is my good friend after all , so whatever it shall be I’ll bet it will be something pleasant. Some would even said quite pleasurable!

        TA-DA!!!! – yelled Brad as he pull out… A BIG STRAWBERRY CAKE!!!

        No way!!! – Jake put his hands on his chicks.

        I’ll made it just for you bud! – said Brad – It took me all morning in the kitchen, but darn garnet I did my best. But, why do you look so sad? – ask Brad as like he rightfully noticed, Jakes face became a little gloomy – Don’t you like strawberries? You always said you enjoy how whenever I smile as I’m blushing  my face starts to look like a little strawberry!

        Yes I did and it’s true, but that’s not the case – replay Jake – You see.. I also made one just for you as well – he said as he pullout a lovely lemon cake from his backpack – I was hope it would be, a surprise but now it’s not as special.

        Oh, come on now Jake! – Brad pat his bud on the arm – The fact we come up with the same idea just make the whole thing only more special! You can eat my cake, I’ll shall eat yours, we make a photo and frame it on the wall. Just like in old days!

        Why golly you right! – laugh Jake who felt  a lot more confident and two friends started digging into their tasty treats.

        It’s so amazing you remember how much I’ll love lemon cakes – said Brad after, a while with his mouth full of yummy goodness – But then again everybody knows that  nobody is, a bigger cake lover then The Cinema Snob!

         Who’s that? – ask Jake.

        Who’s who? – Replay Brad.

        That Cinema fellow you mentioned.

        Well, you know… The Cinema Snob? – replay Brad but Jake only got more confuse trying to figure out what his friend is talking about – My nickname? You know, when I review movies on my show…

        Wha-wha-at!? – Jake ayes got bigger – But we are always reviewing movies together! That’s our special little thing… You telling me you do it alone on your own. Don’t you like our special time anymore!?

        No, no, no… It’s not like that! – Brad comfort his friend – It’s a different show where I review different types of movies. Very old movies in fact.

        Old movies? –  ask Jake – Oh, like E.T. or Alice in Wonderland?

        Kind off. – Brad nod his head.

        I see…  – wispier Jake trying to deal with all this new information.

        But don’t worry – said Brad as he took another big bite of his delicious lemon cake – It’s mostly porn.

        WHAT!? – Jake stared at Brad all in shock.
Iit took him, a moment to say another sentence
 – Now correctly if I’m wrong here Brad, but doesn’t “porn” involve scenes with adult people getting naked!?

        It’s sure those! – smiled Brad all jolly and full of memories – Usually as their having intercourse…

         INTERCOURSE!? – yelled Jake who couldn’t believe what he is hearing – And… And you watch THIS!?

        Once a week – continue Brad as he finished the last piece of his scrumptious lemon cake – Boy oh, boy! That was one fine …

         Don’t change the subject Brad!!! – said Jake as upset and temperamental as he could – How can you watch something this… this… – he try to think of a vulgar word to describe porn but sadly nothing in his vocabulary was appropriate to describe such discussing form of art – I can’t believe a person like You would watched this! Sex – he pause for a moment as he never assume he will ever have to bring up this word in a casual conversation – Sex is a private thing between a man and a wife in sanctity of their house, Brad! You have no business of be watching such sensitive activity! 

        Oh, I don’t worry – smiled Brad – I don’t think they were married.

This was the stroke that broke the camel’s back! Jake quickly unlocked his sit belt and opened the door ready to march out. 

        Oh, come on man! – Brad grabbed Jakes hand – Don’t be like that. You know some porn can be quite pleasant. Some would even say…

        LET ME GO!!! – yelled Jake very loud hoping he will get attention of some police officer strewing nearby.
Sadly he didn’t.

        I won’t spent another minute in one car, let alone room with, a person who would stood so low to watch something as despicable as porn from either entertainment, profit or especially pleasure! Now I’m beginning to have my doubts about seeing that “Caligula” movie  you brining up every one a while!  

        Now you’re being rude! – replay Brad who started losing his usual happy-go-lucky charisma – And after all that hard work I put in making your cake just right! To thing I was planning to make you a chocolate one for tomorrow!

Jillian who was sitting in the back sit all this time raise her eyebrows.

        You must understand I have my moral standards! – continue Jake as he sit down next to Brad again – Remember when I was so angry at those Smurfs movies? Now those films may have some flaws here and there, but as a mature adult I would never got so upset about something as silly as a movie intended for children. No! The REAL reason why I got so displease is because those Smurfs where shirtless for the entire screen time! Can you imagine what negative effect could that have on minds of young girls or boys? That’s just aint right! – he hit his leg with his right fist.

        Look I’m sorry I didn’t told you about my show – said Brad – and I complete understand why you would get upset about Me spending all this time watching porn rather than spending time with you. But we were having such wonderful night up to this point. Let’s not fight… you’re my best friend!    

        Fine – said Jake – I’m sorry I rise my voice. But you have to promise me, from now on : No more porn!

        I’ll promise – Brad cross his hearth –I’ll shall never gaze my eyes on another porn film just for the sake of our treasured friendship! Just let me watch this one last film tonight. I’ll already promise people I’ll review it.. We can watch it together.

        Very well – sigh Jake – But you have to promise to tell me you tell when the part whenever ladies start to get naked is coming up so I can leave the room.

        Oh, don’t worry – smiled Brad with a very big grin – This porno is male on male only! – he said , but before he manage to add anything else Jake was already running away through the parking lot.

 
 

By.

Maciej Kur