niedziela, 18 września 2011

A jeśli racja była po stronie siostry Ratched?



Lot nad kukułczym gniazdem (One Flew over the Cuckoo’s nest) to jeden z tych filmów który ubóstwiam, uważam za wybitne dzieło... Ale jednocześnie lat jakoś nie miałem okazji odświeżyć sobie przez ponad trzy lata.

W sumie dobrze! Ostatecznie dłuższy odpoczynek od dzieła pozwala nabrać dystansu i świeżego spojrzenia na obraz. Naturalnie ciężko zapomnieć znakomitej roli Nicholsona (obok „Lśnienia” jego najlepsza rola), postaci „Wodza”, zakończenia z... (a co ja spoilerować będę?), dziwnie nerwowej atmosfery (przynajmniej ja zawsze się czuję podenerwowany oglądając ten film), ale jedna rzecz którą wszyscy pamiętają to siostra Ratched. Oh, jaka zła ta siostra Ratched! Co za rura! Co za su... małpa! Zouza! Miejsce piąte na liście największych czarnych charakterów w historii kina i w ogóle!  

Przyznam się szczerze, że pewna rzecz chodziła mi po głowie gdy oglądałem ten film lata temu i gdy odświeżyłem sobie film wczoraj uświadomiłem sobie, że w pełni mam rację... Ja szczerze, nic nie mam do tej postaci! Mało tego – im dłużej nad tym myślę, jestem bardziej po jej stronie niż po stronie  McMurphy’ego.

Naturalnie jest zimna, surowa i zdyscyplinowana, a McMurphy to tak charyzmatyczna postać, że ciężko mu nie kibicować... Jednocześnie jeśli popatrzeć na całą historię obiektywnie – koleś jest pierniczonym zwyrodnialcem! Jasne, pomimo złośliwych komentarzy jest empatyczny wobec kolegów współ-pacjentów , ale do licha nie poszedł do paki bez powodu! Osądzono za próbę gwałtu(!!), kilka aresztowań za napaść, udaje wariata by oszukać system prawny i nie liczy się z jakimikolwiek autorytetami. Panie i panowie – nasz protagonista!

BIEDNA SIOSTRA RATCHED! Przez lata harowała jak wół, w uczciwy sposób zapracowała sobie na wysokie stanowisko,  na co dzień musi użerać się z grupą niezrównoważonych psychicznie ludzi, za których jest 100% odpowiedzialna, dba o własne zdrowie (w tym psychiczne) i swoich współpracowników i staranie pilnuje by nie został zachwiany delikatny system dzięki któremu wszystko ma ręce i nogi. Każdy kto miał okazje pracować z osobami z poważnymi zaburzeniami psychicznymi wie jakie to wyczerpujące, a przecież jakby coś się któremuś stało to nie tylko groziłoby jej zwolnienie ale i konsekwencje prawne. Naprawdę nie można jej winić za sztywny, surowy charakter, bez którego już dawno by się wszystko posypało. To prawdziwa, silna kobieta która nie daje sobie w kaszę dmuchać...

 A tu przyłazi taki... taki... taki Jack Nicholson, demoralizuje pacjentów (i później obsługę!!), naraża ich życie i jednocześnie karierę Ratched swoimi widzi mi się jak „Hej! Zabiorę se wszystkich współ-pacjentów na ryby, a co mi tam?” i generalnie rozwala cały ład i harmonie którą siostra przełożona tak ciężko budowała... Tylko dla tego, że niepodobna mu się kilka panujących tu zasad. Zresztą jeśli zwrócić uwagę, to jego zachowanie jest kierowane czystą bezczelnością i perfidnym, samolubnym myśleniem! Ma gdzieś, że kobita po prostu wykonuje swoją pracę! To nie tak, że w każdym zakładzie dla obłąkanym siostra przełożona ustala wszystkie zasady, pewne rzeczy są odgórnie narzucone z przyczyn BHP czy zdrowego rozsądku! Cholera! Nawet nie powinien tutaj być! Jeśli zwrócić uwagę, to Rached jest na początku całkiem sympatyczna, chcąca mu pomóc, dopiero później prowokacje Nicholsona zmuszają ją by zachować się kilka razy nie w porządku dla dobra ogółu. Na swój sposób to jego nieodpowiedzialne zachowanie ją upodla. Ba! Wszystkie złe rzeczy które mają miejsce w ostatnim akcie (nie, nie spoileruję, obejrzyjcie ten film – warto) to tylko i wyłącznie jego własna wina!!
Jeśli Ona symbolizuje system totalitarny to On to chaos i anarchia...

Zastanawiam się czy powszechna nienawiść widzów do Ratched to coś podświadomego. Wielu ludzi ma potrzebę buntować się autorytetom, a ponieważ prawda jest taka, że każdy z nas ma jakieś mniejsze lub większe zaburzenia (jeśli nie chcesz się do tego przyznać to tylko potwierdza, że je masz) więc chyba naturalną rzeczą jest z automatu brać stronę pacjentów...  A może ludzie myślą, że jest podła bo Nicholson tak przez cały film mówi, a sami nie zwracają uwagi czy de facto tak się rzeczy mają?   

Nie chcę by brzmiało, że jakoś super gloryfikuję tę postać, ale uważam, że tak ją przez lata przesadnie demonizowano, że zasługuje by trochę przyklasnąć jej stronie...  Tym bardziej, że nie zmienia to mojej opini, że film jest rewelacyjny, a mnogość interpretacji świadczy o jego bogactwie.


~Pozdrawiam
Pan Miluś

_____________________________________________________
P.S. Swoją drogą zawsze mnie intrygowało – ile osób w Polsce oglądało ten film NIE ZNAJĄC angielskiego żargonu (czy książki) i zastanawiało się kiedyś co tak właściwie znaczy tytuł i jak się ma do treści filmu?

2 komentarze:

  1. Racja, wszystko zależy jak się nakieruje ludzi, wszystko da się wmówić. Ostatnio w TV oglądałem są wypowiedzi ludzi zapytanych na koga będą głosować, ludzie swoje wypory uzasadniali hasłami wyborczymi i tekstami ze spotów. Większość społeczeństwa nie myśli, tylko idzie za tłumem, jak lemingi w komiksie Barksa (tudzież Kaczych Opowieściach) W wypadku filmu mamy jednak do czynienia z doskonałą manipulacją scenariusza i perfekcyjnej gry aktorskiej, na co daj e się nabrać nawet inteligentny odbiorca

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo inteligentny tekst. Mało kto potrafi patrzyć na rzecz z wielu stron, a naprawdę wielkie filmy (czy inne dzieła sztuki), prawie zawsze to umożliwiają, i choć przez większość są odbierane jednowymiarowo i przeżywane przez to silniej (prostsze uczucia i myśli) to mają też coś do zaoferowania tym, którzy widzą różne odcienie czarni i bieli, tak w mikrokosmosie pojedyńczego człowieka jak i społecznym i (żeby już do Boga dojść) pan-kosmologicznym Makro Stworzenia. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń