wtorek, 12 sierpnia 2014

TYTUS, ROMEK I A'TOMEK (serial 1989-1990) RECENZJA!


W eseju zamieszczonym w jednej z re-edycji pierwszej księgi "Tytusa, Romka i A'tomka" Papcio Chmiel… przepraszam. „Profesor T. Alent” pisze :

„(…)Niedawno Telewizja Polska pokazała dwa odcinki filmu animowanego, narysowanego jakoby na podstawie książeczek Papcia Chmiela. Papcio po zobaczeniu na ekranie Tytusa jako złośliwej, dzikiej małpy, Romka i A’tomka jako niesympatycznych brzydali, siebie zaś jako kopniętego staruszka kupił 10 litrów Nesopozaminy – środków uspokajającego… i wyjechał d wód czyi do sanatorium dla nerwowo chorych (…)”

UJ! No pojazd ostry! (w sensie „obrażanie”, nie mylić Nożolotem który A’tom zmontował w zeszły czwartek)   

Pomimo negatywnej recenzji autora przyznam, że przeczytałem to będąc chyba jeszcze w podstawówce zostałem zaintrygowany niesłychanie.
"JEST JAKIŚ ANIMOWANY TYTUS!?" (a było to jeszcze nawet przed "Tytusem, Romkiem i A'tomkiem wśród Złodzieji Marzeń" Leszka Gałysza)
 Śladów po owym serialu (w postaci powtórek) nie było, a ówczesny Internet milczał kompletnie. Miałem  jakieś przebłyski z wcześniejszych lat, iż istotnie widziałem w telewizji  jakąś krótką animację z udziałem Tytusa, jednak nawet wtedy pamiętałem, iż była to raptem reklama w której wykorzystano nasze ulubione trio Harcerzy.
                                           
Poza ową zagadką było coś w tekście Papcia/T.Alenta co nie grało mi do końca. Ma pretensje, że przedstawili go jako „kopniętego staruszka”.  Ale przecież czy właśnie nie w taki sposób przedstawia siebie w swoich książeczkach? Zresztą i poza nimi, Pan Chmielewski mi się jako taki Polski Stan Lee kojarzył (nie tylko za dorobek ale i za auto-kreacje) „Tytus jako złośliwa, dzika małpa” budzi równie podobne wątpliwości. Ciężko przecież odmówić Tytusowi złośliwości (aniołek on nie jest), a dziki był w pierwszej książeczce… A może autor miał o swojej twórczości inne mniemanie niż nam zwykłym czytelnikom wydaje?

Po latach wyciekło nieco więcej detali – jak chociażby to, że przy produkcji brał udział Król Polskiej animacji Witold Giersz ("Czerwone i czarne", "Koń", "Mały Western"), a owe dwa „shorty” trwał 10-12 min i stanowiły serial. Oliwy do ognia intrygi dodały historie które słyszałem od starszych znajomych po fachu, którzy mieli okazję przy owym serialu maczać palce (dla niewtajemniczonych :  zawodowo pracuję w animacji) Według nich Papcio Chmiel ponoć przychodził przez całą produkcję owych krótkometrażówek, wypowiadał się o tym co widział w samych superlatywach i, że sam prosił by powstało więcej.... Ze względu jednak na brak materianiejszych dowodów z mojej strony (i nie chcąc nikomu robić kłopotu) potraktujmy jednak owe informacje co mi się o uszy obiły jako plotki niż fakty...  nawet jeśli z pierwszej ręki naocznych świadków.

                                       
Kilka lat temu odcinki na reszcie zostały ponownie wyemitowane (na "TVP Kultura"), a teraz wreszcie znalazłem czas obejrzenia i zaznajomienia się z nimi. Nie spodziewałem się wiele. Być może to nastawienie wywołane przez Papcia, słaby pod względem adaptacji "Złodziejów Marzeń", a może – no cóż – fakt, że tyle lat o filmie było cicho…


Zacznijmy od początku czyli od czołówki :
Kto nas rozweseli dziś?
Ani kotek ani Miś,
- Tytus, który chce zostać człowiekiem!
- Od wygłupów jest On spec,
- Życie nudne jest bez hec!
- Pewnie przejdzie mu jednak to z wiekiem!
Już nie małpa, lecz nie ludź…
TYTUS! DOKĄD!? WRÓĆ!
- Słucham?
- Zaraz zaczyna się akcja,
bez ciebie to żadna atrakcja,
Tytus my kochamy Cię!
No to do was spadam,
No to do was spadam,
HEJ!


Szczerze powiedziawszy jestem zaskoczony pozytywniej niż sądziłem!  Animacja sama-w-sobie jest przyzwoita. Owszem,  to „Polskie standardy” (nie mylić z Disneyem) jednak nie mogę powiedzieć by modele bohaterów jakoś odbiegały od pierwowzoru, a ruch postaci nie jest „skaczący”. Przeciwnie całkiem to płynne i dynamiczne. Czołówka ma zresztą przyjemny „vibe' typowy dla rodzimych animacji tego okresu. No i fajnie, też zobaczyć Wannolot i parę innych pojazdów z komiksu…

To co jednak ugryzło mnie za pierwszym razem to piosenka. Nie chodzi o muzykę (o niej więcej wkrótce) lecz głosy. O ile Tytus brzmi w sumie podobnie jak wersja Marka Kondrata w "Złodziejach Marzeń", tak Romka i A’tomka… podkładają kobiety! I jasne, kobiety grające "chłopięce głosy" ale jednak to razi.
Ktośby powiedział : „Co się dziwię, przecież to dzieci?” Szczerze mówiąc, mam prawo do zaskoczenia. Papcio chyba nigdy nie definiował ich wieku. Obydwaj wypowiadali się zazwyczaj w bardzo dorosły sposób, prowadzili różne pojazdy i mieszkali sami (w każdym razie nigdy nie przypominam sobie nawet najdrobniejszej aluzji do rodziców czy opiekunów) Długa historia w skrócie : Zawsze myślałem o nich bardziej jako 14-15 latkach, czyli już po mutacji!

To pewnie kwestia osobistego nastawienia ale jakoś mnie to gryzie. Nie tylko brzmią jak klony "Bolka i Lolka", ale nie ma między nimi krzty zróżnicowania. W rezultacie kwestie w piosence „Ani kotek ani miś” czy tym bardziej „Tytus my kcohamy Cię!” brzmią infantylniej niż powinny. Szkoda, bo sam tekst piosenki jest nawet w klimacie humoru komiksu.

Ok., ale przejdźmy do treści. Przed nami łącznie 22 minuty "Tytusowej zabawy"...
                           

          <odgłos organów przy tej planszy brzmi jakby zapowiadali jakiś horror klasy B...>

Odcinek pierwszy się zaczyna i widzimy Papcia Chmiela w pełnym majestacie…


Albo przynajmniej tak mi się wydaje, że to ma być On. Wyglądem nie tyko odbiega od tego komiksowego, zwłaszcza w okolicach dolnej szczęki...



Ale i tego którego widzimy w czołówce :
 
Ok, więc szuka co narysować by stać się sławny (jak my wszyscy) i nie może nic wymyślić... Wali pięściami w głowe, a następnie maniakalnie głową w biurko, aż te te się rozpada… Em... Tiaaa... Szczerze powiedziawszy zaczynam rozumieć czemu Papcio miałby do tego obiekcje. Ten komiksowy był zdziecinniały i cudaczny ale tu zachowuje się jak skończony psychopata.  
Pomimo tej drobnej usterki jednak muszę wyrazić zdziwienie co do wypowiedzi Papcia, iż film jest „jakoby  na podstawie jego książeczki”. Fabuła pierwszego odcinka bowiem niezwykle wiernie trzyma się genezy komiksowego Tytusa. Papcio rozlewa atrament, przerabia plamę na małpę i ta (naturanie) ożywa. Wszystkie motywy, żarty i dialogi są bezpośrednio przeniesione z pierwowzoru. 
"Hurra! Niech żyję!"
                                      
Jak wspomniałem wcześniej – „dzikość Tytusa” jest także obecna.
Główna różnica taka, że całość jest rozbudowana i urozmaicona nowymi wątkami. Ale i to wydaje się być wierne komiksowemu duchowi. Tytus kąpie się w wodzie utlenionej przez co cały siwieje więc postanawia sam się pokolorować..

Wypala także (na raz) całą paczkę papierosów by poczuć się bardziej człowiekiem – znów nie odbiega od tego co wyprawiałby w komiksie, a samo w sobie zabawne i z pewnym złośliwym komentarzem. Choć zapewne dzisiejsza cenzura miałaby ogromny problem z tą sceną, nawet jeśli zachowanie Tytusa ukazane było w sposób (delikatnie mówiąc) negatywny...



                                                              "Teraz wyglądam jak człowiek"

I jak w oryginale Papcio wzywa na pomoc Romka i A’tomka przez coś co wygląda jak prymitywna wersja Skype…  Wiecie? Teraz dopiero zwróciło moją uwagę, że tak naprawdę nigdy nie było powiedziane skąd Papcio zna Romka i A’tomka w pierwszej kolejności i jaka jest ich relacja. To część uroku, jasne ale jednak daje nieco do myślenia…
                                                                "Będziemy za 523 sekundy..."

 NOTA : Romek widząc Papcia w kosmicznym hełmie (akwarium) zastanawia się czy Tytus jest "kosmiczną małpą". Czyżby ukłon w stronę naj-naj-naj starszego komiksu o Tytusie, gdzie został znaleziony w rakiecie gdzie robili na nim eksperymenty jacyś źli zachodni naukowcy? Pewnie nie, ale i tak śmieszny zbieg okoliczności...

 Romek i A’tomek ruszają z odsieczą. Podoba mi się, że zadali sobie trud z animowana jak wybiegają z domu, zbiegają po klatce, biegną przez miasto i docierają do Papciowej siedziby (Dekoracje są narysowane całkiem śliczne swoją drogą) Dziś pewnie by sobie to darowali nazywając sekwencję zbędnym wydatkiem.



Napis na drzwiach Pracowni Papcia widać tylko kilka sekund . Znów – fajnie, że im się chciało tak dopieścić detale.  Inny fajny żarcik to Romek komentujący "Ale wyje ta małpa" choć zza drzwi dobiegają Papciowe rozpaczania.


                                        „Zastęp baczność! Do akcji odomałpiania Papcia Chmiela przystąp!”
Romek i A’tomek wkraczają do akcji...
Wiecie? "Złodzieje Marzeń" mieli wiele problemów (z łopatologicznym dytaktyzmem natręntnego moralizatorstwa na pierwszym miejscu) jednak to co gryzło mnie najbardziej to jak zaprezentowano postacie Romka i A'tomka. A właściwie nie zaprezentowano bo nie tylko nie dostali nic do roboty ale jeszcze 
kompletnie olano ich cechy charakterystyczne. A'tomek jeszcze jako-tako sprawiał wrażenie mądrali (co nie jest jakimś hiper oddaniem komiksowego ale przynajmniej "coś") Romek zaś został kompletnie ogołocony ze swojego charakterku. Aby przez cały film nie pojechał ani razu po Tytusie? Bluźnierstwo! To naprawdę irytujące, gdy masz w filmie trzech tytułowych bohaterów, z czego dwóch okazuje się kompletnie zbędnych.

("Yheeee! Śpiewaliśmy piosenkę w ostatniej scenie więc ludzie będą pamiętać, że też byliśmy w tym filmie!")

Tutaj…? WOW! W kilka minuty czasu ekranowego oddano i scharakteryzowano ich tu lepiej niż w całych "Złodziejach Marzeń" razem wziętych. Prawda, nie umiem do końca oswoić się z kobiecymi głosami przez co Romek nie ma cynicznego wydźwięku z którym go sobie zawsze wyobrażałem (plus jak pisałem brzmią prawie identycznie) jednak nie zmienia to faktu, że są przedstawieni jak trzeba... A co za tym idzie fajnie!  Są zabawni w swojej harcerskiej poprawności, A’tom wyróżnia się jako przywódca-intelektualista, a Romek choć nie jest tak złośliwy jak w komiksie (choć swoje przekąsy ma) prezentuje się całkiem charyzmatycznie. 
Znów – nie rozumiem skąd u Papcia zarzuty o braku sympatyczności obu chłopców. Tu są całkiem przyjemni…
A’tom daje Tytusowi wyciętego z papieru banana, ten nadmuchuje go jak balon, obiera ze skórki i zjada…. Oto rodzaj absurdu i surrealizmu którego szczerze spodziewam się po animowanej adaptacji Tytusa, Romka i A’tomka. Komiks był tak abstrakcyjny (postacie czasem dosłownie łamały kadry) że wersja filmowa powinna odzwierciedlać i tę stronę. 
AAAAAAA!!!! Tytus grozi Romkowi i A’tomkowi nożem!!! To adaptacja z mrocznym zwrotem akcji!!!

Ok, spokojnie tylko się wygłupia, aczkolwiek nie zdziwiłbym się jakby to przyczyniło się do tak oschłej retrospektywy Papcia. Dzisiejsza Cenzura zapewne też by miała z tym problem, być może nawet z faktem skąd nóż się wziął w pierwszej kolejności - czyli był w pasie A'tomka. Dziecko noszące potencjalną broń i umiejącą obchodzić się z nią odpowiedzialnie? Skandal!!!!

 Swoją drogą całkiem klawo, że chciało im się umieścić logo ZHP na klamrze A'tomka (znów ciężko nie docenić zadbania o detale które widać tylko przez sekundę) plus mamy całkiem zabawny - i szybki - żart gdzie przerażony 'Atomek skacze Romkowi na ręce, ten go zwala i sam się perfidnie ładuje w ramiona kolegi. Mały akcent ale jak fajnie charakteryzuje Romka.






Odcinek puentuje się całkiem zabawnym dialogiem między trójką bohaterów. W pewnym momencie włącza się Papcio który słysząc, że z "Tytusa będą jeszcze ludzie" zaczyna lamentować z okna, iż wystarczy by był tyko jeden Tytus... "byle tylko mądrzejszy".  A'tom jest oburzony, że żądny uczłowieczania szympans mógł tak wymaltretować swojego twórcę jednak Tytus zapewnia kolegów, iż "Papcio sobie teraz odpocznie. Przecież dalszy ciąg dopiero za tydzień".
Znów - bardzo w Tytusowym stylu. Skoro w książeczkach był świadomy, że to wszystko komiks ma sens by w adaptacji "łamał czwartą ścianę" i nie ukrywał się z faktem, że to film animowany... i to serial w dodatku.
Drugi odcinek pt. „Edukacja” także trzyma się wydarzeń  z "Pierwszej Księgi" i pomimo drobnych inwencji "tu i tam" z tamtąd zaczerpnięta jest lwia część żartów.



Typowy dzionek chłopców :  Tytus ucząc się geografii nadmuchał za mocno globus-balon, ten eksplodował i teraz nasze trio leci przez niebiosa. Bardzo fajny, surrealny obrazek zainspirowany komiksem.
Lądują w Zoo czym A’tom jest podekscytowany bo mogą rozpocząć lekcję Zoologii. Znów, bardzo „Tytusowy” zabieg narracyjny.  


Skacząc od zwierzaka do zwierzaka Tytus ląduje między małpami, te rozbierają go do naga śmiejąc się, że "wujek udaje człowieka".  Podoba mi się jego nieszczęsny wrzask „RATUNKU! Nie chcę być małpą!”. Romek i A’tomek ratują przyjaciela. Romek proponuje odeskortować nagiego Tytusa na sznurku gdyż „Naga małpa nikogo nie zgorszy”.
Po drodze naturalnie wszyscy przechodnie częstują Tytusa słodyczami. Mamy też urokliwe akwarelowe uliczki (Warszawskie jak przypuszczam)
Wspomniałem o muzyce… O ile do  wykonania piosenki miałem pewne wątpliwości tak główny motyw muzyczny (którego niestety nie widać na tych screenach) jest całkiem przyjemny. Nawet rzekłbym, że świetnie pasuje do klimatu przygód Tytusa, Romka i A’tomka.

Tak czy siak, bohaterowie docierają do domu i...


Romek :Nas nikt nie pogłaskał, a ni niczym nie poczęstował, a przecież jesteśmy piękniejsi od Tytusa” Nie słyszałeś Papcia? Jesteście „niesympatycznymi brzydalami”!!!!

 Ale żarty na bok – Serio!? Ile ty masz mieć lat? Sześć!? (choć w sume sam już się w tej kwesti pogubiłem) Chcesz mi powiedzieć, że jesteś aż tak narcystyczny i niedowartościowany, że wymagasz by każdy napotkany obcy życzliwie Cię przytulił i dał łakocia? Czy rodzice nie mówili Ci, że... Ach! Zapomniałem! Ty nie ma rodziców. Tylko współlokatora drużynowego z którym spędzasz czas na edukowaniu gadającej małpy, którą nawiedzony staruszek ożywił z plamy tuszu.
Mózg mi się wykręca jak próbuje analizować logikę tego świata… WOW! To na serio jest zupełnie jak komiks!


Swoją drogą Romek i A'tomek mają ładne typowo Polskie mieszkanko. Harcerstwo musi być opłacalnym zawodem. A może jakieś dotacje za "uczłowieczanie" Tytusa?


Tytus dosłownie próbuje wykuć na blachę książkę… Znów – równie przekomiczne co w oryginale!



Wiecie? Jest taka teoria, że jakby zamknąć tysiąc małp w jednym pokoju z tysiącem maszyn do pisania, to po pewnym czasie nieświadomie zaczęłyby pisać cytaty z Szekspira…. A Tytus przepisał "Lokomotywę" Tuwina sto razy w niecałą godzinę, tworząc po cztery kopie jednocześnie. Co za małpa proszę Pana!

I pomimo, iż Tytus właśnie wykazał IQ tak wysokie, że zaczynam mieć obawy czy stanie się człowiekiem nie będzie w jego przypadku cofnięciem się w rozwoju, Romek i A’tomek serwują mu przyśpieszoną edukację pseudo-naukową metodą wymyślona przez A’tomka...

...Co naturalnie nie wypala i Tytus zaczyna bredzić od rzeczy. Jego monolog („A kwadrat plus B kwadrat równa się Jagieło pod Grunwaldem, zawołał : Urszulko Ty Moja, a zbójców było dwunastu! Szpreche icz dojcz!” ) jest śmieszny jak diabli.













Co robić? Ależ naturalnie zawiadomić Profesora T.Alenta!
Uf! A już chciałem wytknąć, że choć ten pojawia się w czołówce…

…jest nieobecny w serialu. Ale nie! Dosłownie na ostatnie kilka minut ostatniego odcinka wkracza do akcji. Znów – zero kontekstu skąd się znają ale to bardziej wina oryginału niż adaptacji. Pragnę zwrócić też uwagę dwa screeny wyżej, że chłopcy używają jeszcze bardziej skomputeryzowanego wynalazku komunikacji niż Papcio.  Ot, wyobrażeneie sprzed 25 lat jak wyglądają komputery...
Profesor z kolei wygląda nieco creepy (czyt. "kripi" – czyi „upiornie”) W fajnym akcencie jak w komiksie biegają po nim myszki… Przez co nie jest już creepy tylko creepy jak cholera. Po raz pierwszy poważnie kwestionuję to, że chłopcy przybywają z nim sam na sam. Czy ten Instytut naukowy miał kiedyś jakichś innych pracowników? I od tak dają by robił eksperymenty na ich przyjacielu? To się robi poważnie niepokojące…
Profesor "wyjałowiał" Tytusowi mózg do zera robiąc z niego kompletnego tłuka który nawet czytać nie umie. „Wspaniale, kompletny analfabeta”, oznajmia T.Alent rad, że od jutra mogą zacząć naukę od zera.... I tak tym oto (ym…) optymistycznym akcentem i brakiem jakiejkolwiek reakcji ze strony Romka i A’tomka ostatni odcinek się kończy!

Szczerze mówiąc jestem rozczarowany… że nie powstało więcej. Serial problemów miał kilka ale to co dobre było bardzo dobre. Ba! W kontraście z moimi obawami jak bolesne to będzie, prezentuje się wręcz wzorowo! Całość trzyma się wiernie komiksu, nowe inwencje są w jego duchu, a postacie zachowują swoje charaktery, dynamikę i dowcip. Nawet dla tych co nie znali komiksu to miało potencjał na całkiem fajny serial. I plastycznie robiło się chwilami ciekawie i nie jest robione strikte pod dzieciaki. Jest z czego dorośli mogliby się uśmiać, animacja dobra i tworząca niezwykle przyjemny klimacik.
                                             
Naprawdę nie rozumiem większego wsparcia ze strony autora  i w sumie bardziej przychylam się plotką, że jego pierwsze reakcje nie były wcale takie zimne. Czyżby to podobna sytuacja jak z Allanem Moorem (autor „V jak Vendatta”, "Watchmen", "The Killing Joke" ) który choć uczciwie przyznaje się, że nie oglądał adaptacji filmowych swoich komiksów i tak miesza je z błotem „dla zasady”?



Jakby nie było oba odcinki stanowią dziś dla fanów Tytusa raptem ciekawostkę jednak uważam, że ci którzy odważą się na seans spotkają się z całkiem miłą niespodzianką. Oba odcinki byłby świetnym dodatkiem na DVD „Złodziei Marzeń”, bo niestety same w sobie są za krótkie na solowe wydanie (wspólnie mają dwadzieścia dwie minuty) ale pewnie przez to, że za projekty odpowiadają dwa (z tego co rozumiem) różne studia nie doczekamy się tego prędko.

Co najważniejsze – obydwa odcinki przypomniały mi za co lubię te postacie i klimat ich przygód. Aż chce się iść odświeżyć trzy-cztery księgi…

POLECAM! (Tytusomaniaką naturalnie)



Do usłyszenia
Maciej Kur

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz