niedziela, 27 kwietnia 2014

Święty Jan Paweł II

Czekałem, czekałem i czekałem, aż się wkońcu doczekałem :)

JAN PAWEŁ II (KAROL WOJTYŁA) DOŁĄCZYŁ OFICJALNIE DO GRONA ŚWIĘTYCH KATOLICKICH!

Raduję się wielce i za Niego i za nie-mniej ważnego Jana XXIII.

Mio też było widzieć na Placu Świętego Piotra na raz dwóch Papieży.-.. choć w sumie było ich tam  czterech.

Nie jest to jakiś specjalnie długi czy treściwy post... poprostu chciałem zaznaczyć, że jestem dziś w wyjątkowo dobrym nastroju :)


Pozdrawiam
(jakże szczęśliwy)

Maciej Kur

sobota, 19 kwietnia 2014

"SYN BOŻY" (2014) - Recenzja




 Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych udałem się do kina na Syna Bożego. Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył... Jestem osobą generalnie bardzo pozytywnie wkręconą w Chrześcijaństow i z zwyczaju chętnie idę na każdy film o pro-religijnej tematyce...


Czy ta Biblijna ekranizacja rozczarowała? Nie, poprostu nie jest do końca film kinowy co jak zrozumiałem sklejone cztery odcinki serialu "The Bible" i widać. Pewne wątki są tylko mignięte bądź przeskoczone (zwłaszcza jakże istotny dla całości Jan Chrzciciel jest dziwnie "olany") i jako osobie która z Biblią za pan brat nie wadzi mi to ani trochę, poprostu przypuszczam, że jakby posadzić przed ekranem kogoś kto w życiu nie miał Pisma Świętego w ręku, ani najmniejszego pojęcia kto to "Mesjasz" będzie chwilami OSTRO zdezorientowany. Szkoda wielka, gdyż poszczególne sceny i sekwencje są niezwykle dobre. W sumie byłem pozytywnie zaskoczony ile czasu poświęcili ukrzyżowaniu...

Dwie rzeczy które wyjątkowo wpadły mi w gusta...


1) Diogo Morgado grający Jezusa. Jeśli ktoś by mnie spytał jak czytając Biblię wyobrażam sobie Jezusa w akcji... oto odpowiedź. Mam pewien zgrzyt z wieloma adaptacjami gdzie Jezus przedstawiony jest zbyt poważnie (czyt. sztywno) lub zbyt tragicznie. Tj. to jest tragiczna postać poprostu w takiej "Najwpanialszej Opowieści ("Greatest Story Ever Told") w każdej scenie wygląda jakby miał za moment się popłakać. Tu nie chodzi o jakieś dziwaczne preferencje co w kontekście tekstu... On był charyzmatyczny, że hej! Umiał porwać tłum, sprawiał, że wierzyłeś w każde jedno Jego słowo. Mógł wytknąć kogoś kompletnie obcego na wyrywki palcem i kilkoma słowami zmotywować go by poszedł za Nim. Sprawił, że setki Żydów - ludzi bardzo silnie trzymających się swoich wierzeń - z dnia na dzień zmieniło swoją religię. Miał showmaństwo, miał tonę energii. Był urodzonym przywódcą, ale jednocześnie był niezwykle życzliwy i ciepły. Jezus Morado nie tylko ocieka mądrością i męstwe ale promieniuje od niego prawdziwa radość życia. Kupuję jego Boskość i kupuję jego ludzkość. Jest synem Boga ale jest tak  skromny i...kochany, że sprawi, że wszyscy w jego otoczeniu czują się swobodnie. Nie chcesz iść za nim z lęku, a bo widzisz jaki jest super. Bóg według nie go jest sto razy bardziej taki? Którędy do Nowego Jerulazem?

Wreszcie jak miło zobaczyć Jezusa który... Ma poczucie humoru! W każdej innej adaptacji jak oznajmia "z tej świątyni nie pozostanie kamień na kamieniu" robi to albo z żalem albo z groźbą w głosie. Tutaj? Mówi to radosnym tonem jakby chciał rzec "Słuchajcie, jak coś wam zdradzę to się skręcicie ze śmiechu". I szczerze mówiąc to wcale nie głupia interpretacja. W Biblii nie ma ani jednej zmianki by Jezus się z czegoś śmiał (choć są i apokryfry gdzie robi to na okrągło) ale z drugiej strony kiedy, gdziekolwiek w Nowy Testamencie mamy jakiś większy opis kogokolwiek zalewającego się śmiechem? (nie licząc może tych legionistów co grali o jego szaty w kości) Tu Jezus jest 100% na luzie, taki do mnie przemawia i szczerze mówiąc ma to więcej sensu. Ostatecznie wszyscy dla niego są jak przedszkolne dzieci którym musi łopatologicznie przedstawić swoje wartości (patrz. Przypowieści)

Słowem - Ta wersja mi wielce pasuje.

2) Film koncentruje się bardziej na scenach w których Jezus naucza! Odnosze wrażenie, że wiele osób niesłusznie koncentruje się na tym jakie to cuda czynił zamiast na tym co mówił. A przecież one były tylko dodatkiem. Czynił je bo... umiał. Dla niego to była normalka. Jego celem było przedewszystkim przekazanie swoich przykazań, błogosławieństw i mądrości. Tu narracja na pierwszym miejscu stawia właśnie jego nauki. Cuda pojawiają się "raz na jakiś czas" (słynne zamienienie wody w winno nawet nie pojawia się w filmie), a nawet spiski przeciw Jezusowi są czymś kompletnie drugoplanowym. Więcej takiego podejścia poproszę.

3) I tu może głupotka, pikuś dla każdego innego ale... JAK MIŁO WRESZCIE OBEJRZEĆ FILM GDZIE PAMIĘTALI, ŻE MARIA MAGDALENA I PROSTYTUTKA KTÓRĄ JEZUS RATUJE PRZED UKAMIENIOWANIEM TO BYŁY DWIE RÓŻNE OSOBY! Jak piszę to błachostka, ale to błachostka którą spaprała 90% adaptacji filmowych które widziałem (Nawet Scorsese pokazał, że zadał sobie zerowy trud przeczytania Biblii do swojego fanfiction)  Jasne! Przez wieki wiele osób wyciągało teorię, że może to być ta sama osoba i historia grzesznej kobiety która nawróciła się i została jedną z głównych uczennic Jezusa (wręcz prototypem obecnej zakonnicy) przemawia do wielu... ale prawda jest taka, że w Biblii NIGDZIE nie ma powiedziane by była to ta sama osoba. Ba! Maria Magdalena gdy debiutuje przyłącza się do Jezusa bo robi na niej akt egzorcyzmu więc raczej dziwne, że nie zrobił teog odrazu.

Tak czy siak - teorie, teoriami ale fakt-faktem z Pisma Święteog jasno wynika, że były to dwie różne osoby ale ni z gruchy ni z pietruchy, KAŻDA adaptacja filmowa postanowiła połączyć je w jedno. Jasne z punktu filmowego pozwala to zrobić bardziej barwną postać (już pomijam filmy które jeszcze postanowiły zrobić z niej "love intrest" Jezusa)  ale o ile ktoś nie robi kompletnej warjacji jak wspomniany Scorsese nie uważam za słuszne robienia TAKICH odstępstw od życiorysów postaci które są Święte dla członków Największej Religii na tej planecie.
Filmowa Maria Magdalena ("Kobiecy apostoł") pozostaje ciekawą postaciom bez łapania za takie "pikantne" chwyty. Po wszystkich filmach gdzie przekręcałem oczami to było wręcz odświeżąjące.


Tak czy siak film polecam wszystkim fanom i chcących iść w ślady nauk Jezusa Chrystusa... i tym oto pozytywnym akcentem pragnę życzyć wszystkim któży na tego bloga zabłądzili WESOŁYCH ŚWIĄT I RADOSNEJ WIELKANOCY!!!!!!!!!! (ORAZ JAK KTOŚ PREFERUJE... ŚWIĘTA PSASCHY!!!! :) )

PACHNĄCEJ ŚWIĘCONKI, TĘCZOWYCH PISANEK I PISANKOSTYCZNIE ZAJĄCZKOWO-KRÓLICZYCH CHWIL!!!!!

 
Pozdrawiam
Maciej Kur :)

środa, 9 kwietnia 2014

Asterix - idealna obsada! :)

Ok, jak zapewne każdy się domyślił w dwie sekundy mój ostatni post był "śmiechowym żartem". Ha-ha.

Ale hej - fajnie sobie czasem pofantazjować! By było miło oto pełna wersja mojej wizji "idealnej" obsady Asteriksa :


Nie ukrywam, że znalazły się ze dwie-trzy opcje które wstawilem bo nikt mi nie przychodził do głowy lub bo chciałem być ironiczny (jak na Cilliana Murphy'ego patrzę mam wrażenie, że jest notorycznie bity więc... ) ale ogółem uważam za całkiem ciekawą wizję...

A może ktoś ma lepszy pomysł?


Pozdrawiam
Maciek

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Hollywood realizuje.... Asteriksa!?

TAK JEST!!!

Po sukcesie "Tintina" kilka lat temu Hollywood bierze się za ekranizacje o wiele bardziej znanego komiksu Europerjskiego, a mianowicie...

ASTERIKSA!?

Tia... Normalnie bluzgałbym na dzień-dobry na ten projekt, gdyby nie... ZADZIWIAJĄCO CIEKAWIE DOBRANY CASTING :

 PETER DINKLAGE? CHRIS HEMSWORTH? 

Ktoś tu się nieco roztyć musi ale i tak brzmi niezwykle obiecująco! To ma sens! Ostatecznie jakbym miał wymienić główne cechy Asteriksa to : manipulator, mistrz strategii i riposty (plus fajnie, że wreszcie uwzględnili fakt, że on ma być rażąco mniejszy od reszty postaci). Niestandardowe podejście do Obeliksa o tyle mi się podoba, że nie kierowali się wyłącznie faktem, że postać jest gruba i nie rozgarnięta.... plus - szczerze to widzę! Reżyser "Noego" i "Czarnego Łabędzie" też nie jest takim głupim wyborem...


Zapewne symboliczne ciosy posyłające Rzymian za horyzont zastąpią długie sewkencje walki o skomplikowanej choreografi, będzie scena gdzie Juliusz Cezar osobiście spycha jednego z niekompetentnych Centurionów na arenę z lwami by podkreślić jaki z niego mroczny skurczybyk, pojawią się kwestie w stylu "To, że wpadłem dziecięciem do kociołka to nie dar... to przekleństwo", żonę Długowieczniksa zagra Megan Fox, a Idefiks będzie CGI... ale... ale wiecie co? Mam dosyć tego pesymizmu na temat nadchodzących filów!!! Czas patrzeć na świat przez różowe okulary.

NA TEUTATESA! TO MUSI WYPALIĆ!!!

Dobrze będzie...


Pozdrawiam
Maciej Kur

niedziela, 30 marca 2014

MY LITTLE PONY - episode 85 "Leap of Faith" - The terrible anti-placebo message!

[Dla odmiany post po Angielsku, przebolejcie]
[Forgive me my bad english... I'm Polish ;) ]


Ok… So for the first time I’m making a review of “My Little Pony” episode and sadly it will be an “ANGRY RANT” (hurray!) aimed at the show’s writers.


Now there is nothing wrong for an adult making an rant about a children TV show if :

1) Your angry at the bad writing for treating kids as idiots.

2) It teaches kids bad stuff/the moral lesson is too confusing for the children.

…not some childish fan boyish whining about having Twilight become a princess and growing wings(or that ungodly stupid “Equestria Girls" movie)

Now as a person who starting a carrier as a kids show writer I have BIG RESPECT for “My Little Pony : Friendship is magic”. THEIR THE BEST IN THE GAME! Heck! They took one of infantile franchises ever and made it into one of best kids show of last ten years. It’s clever, it’s funny, the character enjoyable… the list goes on.  

Now as much I adore the work of the writing team of this show there were few episodes that made me slap my face before (“Magic Duel” get’s award for the most lazy handed “villain reform” moment I ever seen) but this one just took a new level in pissing me off.. at least by this shows standards.  

It’s a shame since I was actually looking forward to this episode hearing that my favorite villains – The Flimflam brothers will return in this one. Their like what I consider perfect villains for a children show. Their low level swindlers but at the same time their nothing evil looking about them. On the contrary! Their handsome, charming, charismatic and can act very pleasant. It’s a great lesson for the children that not bad people are evil-looking and I wish they would just made a spin-off about the Apple family with Applejack  foiling Flim and Flams scams each week…



But let’s get back to the core problem!  

== SPOILERS==

So in this episode we learn that Granny Smith use to be a star high diver and acrobatic swimmer but sadly she stopped after she got to old to perform such stunts. She, Applejack , BigMcintosh and Applebloom run into the Flimlfam brothers who are making presentation of their new miracle “Curative tonic” .

They make entire musical number about how awesome their tonic is (sadly not as catchy as their Cider song from the last episode we seen them) and Granny who wants to feel young again and buys a bottle. Applejack is sure that Flim and Flams  potion isn’t a real cure but… NOPE! It actually dose wonder for Granny! She feels like her young self again and return into doing all the swimming acrobatic she was once known for.


 
 

Applejack (BTW! Applejack is my favorite Pony after “Fluthershy” – deal with it Rarity lovers)who have her doubts about the whole thing go investigate and DISCOVER THE SHOCKING TRUTH BEHIND THE TONIC!
HOLLY CELESTIA WHAT IS IT!?

Will the potion have some terrible side effects? Will it make granny addictive? Nope. It’s… just a placebo! (Tum-tum… Tum!!!)

Applejack is angry at Flimflams but they remind her that their tonic did in fact helped Granny feel young and happy again. If she tell her the truth it will ruined her newly found confidence again.
- Did you found out what’s in the tonic? – asks Applejacks little sister.
- Honestly Applebloom, as long it works I suppose it doesn’t matters… – replies Applejack all sweating from the fact she has to coverer up for the Flimflam’s lies…  
                                             

…and “honestly” for being the sleazy con-man villains the Flimflam’s usually are actually making a pretty good point here. TRUE! The whole cure is a scam but it’s not like their using some dangerous drugs that can effects ponies health. They shown it’s made out of apples so it’s not like the thing isn’t healthy by it’s own right. And as Applejack pointed out - the thing works! It's not like Granny is forcing herself to swim depsite the fact she's not strong enough to do it and Flim and Flam never adviced ponies to not go to see actual doctors, just to try their tonic as well...

From this point Applejack becomes paranoid with Granny expecting her new “I can do anything I want despite my old age” attitude back-fired any second… And Applejack isn’t alone! As a viewer you would expect Granny to somehow injure herself since this is what our main heroine is anticipating the whole darn episode (it's almost like she want's her Grandmother get hurt)

But… NOPE! Granny keeps doing stuff you would think she’s too old to do! It's an enjoyable sight! She’s energetic, she’s fit, has a good time and actually wins a award for doing water acrobatics! Applejack say she afraid Granny will get exhausted  but it never happens… It’s almost like the whole episode is about the wonders of placebo base cures.

And why not? PLACEBO IS ACTUALLY GOOD THING SUPPORTED BY PSYCHOLOGISTS AND MODERN MEDICNE ALL AROUND THE WORLD!  Yes, it’s more important to gave people actual medication as well but this method can in fact do wonders!
                              
But… according to Applejack it’s just another lie and it’s bad as other lies. The thing is, were 5/6 into the episode and we didn’t seen a single thing go wrong for Granny or other ponies who were seen buying the tonic for that matter.

FINALLY – in the last few minutes after ENTIRE EPISODE of showing how awesome the new improve Granny Smith is she attempts to make an dangerous high diving jump. Applejack stops her in the last second, tell other ponies that the tonic isn’t real and Flimflam’s flee…

“Believing in something can help you do amazing things, but if that believe is base on a lie eventually it going  lead into real trouble” ~ Applejack tell us the moral… BUT what “real trouble” she’s actually talking about?

There was nothing indicating in the episode that Granny can’t make the stunt. We’ve seen her do impressing stuff in the episode, she apparently did similar stunt’s when she was younger and the show had the character do psychically impossible things all the time. Unless they would actually shown her get injure there is not a single reason for us to take this as the key point of why the tonic was a bad thing especially since... out-side of theat there isn’t a single argument for Applejacks  anti-placebo propaganda in the entire episode! It’s the Flimflams who actually provide us with some decent arguments on their side!  
                              
Now I can see the writers intention’s! In fact this is actually, a very interesting conflict they had in this episode! One of Applejack’s main character trades is her honesty so having her being force to lie (a thing she despise the most) to help her family member is an very good dilemma for her to handle…  BUT MAN IS THIS MEASSAGE  MIXED AND CONFUSING FOR KIDS AS HELL!

If you want to show us why telling a hurtful truth is better than any lie... SHOW it in the episode! Don’t spent 19 minutes making arguments for the lie and then make a lazy, have-baked, last minute reason the truth was the right thing and expect people to buy it! Don’t expect us wanting to see the villains get their comeuppance at the end if you just had them doing things that actually helped improve the life of one of your character without no on-screen repercussions.  And on top of it… PUTTING AN ANTI-PLACEBO MESSAGE IN A KIDS SHOW!? That’s just wrong! I’m not seeying after watching this episode every child will start questioning his medicine but taking something that doctors, scientists and psychologist in real world proclaimed morally correct and making it a tool for the bad guys…? COME ON! And even if some some disturbing reason you have the need to dedicate entire episode to the "evils of placebo" don't spent that episode showing how awsome it is and then expect us belive it's evil just becose main heroine say so. This is just lazy writting!
                                   

One the reason it got to me is the fact that for first two acts and a half it was actually, a very strong script but sadly near the end it got totally misguided.

Ow, well… Let’s hope next one will be strong to the finish…



Yours
Maciek Kur (Pan Miluś) of Poland

środa, 5 marca 2014

Recenzja : "Pod Mocnym Aniołem" (Wojciech Smarzowski) i "Ratując Pana Banksa" (John Lee Hancock)

UWAGA-UWAGA! Ten post był napisany kilka tygodni temu ale potem o nim zapomniałem i nie wysłałem więc przepraszam za spóźnienie... 


Jakoś (o ironio) obejrzałem te dwa filmy pod rząd i uznałem za niezbędne zrecenzować je robiąc za razem pewne małe przyrównanie. Jeden trafił mnie w serce, wydał mi się najlepszym sposobem na rozmawianie o problemie alkoholizmu i sprawił iż pod koniec jak i po wyjściu płakałem (Tak jest), drugi zaś  wydał mi się manipulacyjną i przerysowaną opowieścią....

I tu was pewnie zaskoczę, że hej ale tym pierwszym był właśnie "Ratując Pana Banksa".

By nie było - nie sądzę, by "Pod Mocnym Aniołem" był złym filmem. Przeciwnie, uważam, że obok "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Koterskiego to przekraczający perfekcję obraz aby puścić na przysłowiowej wytrzeźwiałce grupie dochodzących do siebie alkoholików. Pomęczą się, zobaczą obraz siebie i może nie koniecznie nawróci ale na pewno pomoże przy dalszym kroku do lepszego życia.  Jest jednak coś w podejściu reżysera co wydało mi się zwyczajnym kiczem i to nie wiele lepszym od tego co stosują Amerykanie.

Wielu zarzuca produkcją Hollywoodzkim brak realności. Wszystko jest za wesołe, za kolorowe, za "czyste"... Naturalne zwykle mam ochotę pokusić się na stwierdzenie, że tylko nam się tak wydaje bo życie w Ameryce jest zwyczajnie lepsze niż w Polsce i to co dla nas przejaskrawione, dla nich jest szarą codziennością... ale zostawiam tę dyskusję na inną okazję.
Owszem! Zgadzam się! Kino Amerykańskie jest manipulacyjne i przerysowane jak diabli. Problem polega na tym, że nasze nie jest w niczym ani trochę lepsze. Podczas gdy Oni idą w estetykę i barwność, my z kolei idziemy w bidę i ponuractwo. Wszystko w obrazie Smarzowskiego ocieka przygnębieniem, brudem i śmieciami. Każda postać jest za przeproszeniem zapita, zarzygana, zasrana i wiodąca zasmucającą widza egzystencję.

Tak, to gorzka prawda - pełno na tym kraju menelstwa, żulerstwa i ulicznego dziadostwa ale to przecież obraz kierowany do Polaków. My już bardzo dobrze wiemy i mamy świadomość jak to wygląda. Niestety według Pana reżysera wiemy za mało, gdyż eksponuje to do bólu, wcierając w nas niekomfortowy świat w każdym kadrze. Tak jakby sam alkoholizm był zbyt nikłym problemem by szokować widza... ale, ale chwila! Osobiście znam osoby które obracają się luksusach, zarabiają kokosy i są z wyższej półki klas społecznych... a mimo to swoją liczbę regularnych wizyt na Kolskiej (najbardziej znany zakład wytrzeźwień w Warszawie) miały. Czemu więc świat nie wylewających za kołnierz ma się ograniczać wyłącznie do marginesu!? Film co prawda pokazuje jedną postać na luksusowym przyjęciu ale to taka kropla w oceanie, że szkoda używać jej jako argument na obronę obrazu pod tym względem.

"Pod mocnym aniołem" spędza zatem drąc się na widza "PATRZ JAK BEZNADZIEJNE ŻYCIE MAJĄ CI LUDZIE PRZEZ ALKOHOL" i niestety owe pouczanie zaczyna szybko być drażniące dla odbiorcy.


Co "Ratując Pana Banksa" robi zatem dojrzalej? A no po pierwsze przez pierwszą 1/3 opowieści nawet nie domyślamy się,że będzie to opowieść o alkoholizmie. Poznajemy bohaterkę, poznajemy jej codzienne problemy i poznajemy jej niesmacznie trudny charakter. Jest cyniczna, zdystansowana do świata, zmanierowana, uważająca swoje racje za święte, z dumą i na swój sposób nieco ekscentryczna ale... DOBRY PANIE ciężko nie czuć do niej sympatii. Bawią nas zabawne docinki które rzuca każdemu co chwila i mamy respekt do sposobu w jaki manipuluje światem dookoła siebie. Co ważniejsze z jej problemem łatwo się nie utożsamić. Nie chce by książka którą napisał - jej najcenniejszy dorobek - została zniszczona przez wielką korporację, która za wszelką cenę chce położyć na niej łapska (choć mówimy tu o Disneyu, a zatem "próbuje położyć wielkie białe puchate rękawice") Widzimy z jakim trudem walczy o dobro swojego dzieła, a z czasem poznajemy cała masę faktów z jej przeszłości. Dowiadujemy się stopniowo skąd w jej charakterze wzięły się takie, a nie inne cechy, traumy, a o tyle działa to brutalnie gdyż wszystkie są pokazane z punktu widzenia niewinnego dziecka.

W owych retrospekcjach poznajemy też jej ojca, który jest alkoholikiem...

I co? Pewnie na dzień dobry pokażą go zapitego na chodniku? Nie! Przeciwnie. Jak wspomniałem mija duża dawka czasu nim dowiadujemy się jaki ma problem. Poznajemy go człowiekiem. Ma prace, ciepłą relację z córką, jest optymistą i wizjonerem...

I co? Pewnie będzie strasznym, agresywnym pijaczyną? A gdzie! Jest wesoły, dobrze się bawi będąc pijanym i chwilami jest wręcz "kochanym tatusiem". Z punktu widzenia dziewczynki nie wadzi jej czy tatuś jest spity czy trzeźwy jak świnia. Widzimy natomiast jak rani to całą rodzinę w około. Jak przeżywa to żona, jak cierpi na tym jego praca, zdrowie i  z czasem relacja z dzieckiem...

Co najważniejsze widzimy jak wpłynęło to na osobowość jego dziecka gdy dorosło. To naprawdę wzruszający i mocny obraz o D.D.A. który w pełni szanuje inteligencję swojego widza. Pozwala nam polubić i pokochać bohaterów nim przydarzy się im krzywda i nie ujawnia zła alkoholu pokazując jak niszczy człowieka, a ludzi w około.

Dociera do nas, że bohaterka tak naprawdę nie chce by ekranizowano jej książkę bo uważa, że zrobią z tego kiepski film. To tyko pretekst. Nie chce by dzieło powstało bo nie chce kolejnej rzeczy która przypomni jej o tym, że nie udało się uratować jej ojca.
- Jest dramat,
- Jest głębia
- Jest subtelność,

W przypadku "Pod Mocnym Aniołem" niestety te pierwsze dwa punkty gdzieś się pogubiły z braku tego trzeciego.

Gdy poznajemy bohaterów już są zapici. Nie widzimy dnia w którym alkohol w darł się w ich życie, tylko patrzymy jak dobija to co już jest zniszczone. Akcja skacze tak szybko od jednej "ofiary" do drugiej, że nie mamy czasu nikogo poznać i się z nim utożsamić. Znów - samo szokowanie smutnymi obrazkami nie wystarczy.

Główny bohater ma się nieco lepiej choć niestety kuleją postacie w okół niego. Weźmy na ten przykład jego narzeczoną. PRAKTYCZNIE NIC O NIEJ NIE WIEMY! Jakaś wzmianka, że studiuje to czy to za mało na trzy wymiarową postać. Nie poznajemy jej prywatnie, nie znamy jej marzeń, pragnień czy co jej siedzi w głowie. Jest tylko dodatkiem, a romans pary jest wręcz symboliczny.

- Widzimy jak znalazła go spitego pod bankomatem i zaczął za nią łazić...
PYK!
- W innej scenie Już są parą.

Gdzie chemia? Gdzie romans? Co ich połączyło? Jakie mają wspólne pasje? Przysłowiowe plany na przyszłość? Dwa ujęcia jak się z czegoś-tam śmieją to za mało. Jak mamy być przejęci losami tej pary, skoro kompletnie nie obchodzi ich związek? Jak może skoro na ekranie jest prawie nie istniejący?

Moim zdaniem twórcy sami nie zauważyli co powinno być sercem opowieści. Jak mocniej obraz trafiłby do widza gdyby poczuł jak wielka miłość łączy te dwie osoby, a później zostaje rozszarpana przez słabość jednej strony?


Naprawdę nie chcę by wyglądało, iż sądzę by "Pod Mocnym Aniołem" był filmem zasługującym na mieszanie z błotem. Jest przesłanie, jest dobra obsada... ale też nie ma co ukrywać, że obraz kuleje. Nadmiar ambicji sprawia, że bombardowanie dołującymi obrazkami w pewnym momencie przyprawia widza o emocjonalne zobojętnienie. Co za dużo to nie zdrowo.

Tym czasem "Ratując Pana Banksa" subtelniej i sprawniej załatwia sprawia. Widz bawi się, śmieje a na koniec płacze. Tak, poryczałem się na tym filmie i nie wstydzę się do tego przyznać!
Być może dla tego przekręcam oczami gdy ktoś wytyka, że film pokazuje w przekoloryzowany sposób postać Walta Disneya. TO NIE JEST FILM O ŻYCIU DISNEYA!!!! Tak! Gdyby to był film biograficzny zjechałbym go po całości.
Film koncentruje się na życiu osoby w której życiu Disney akurat odegrał taką, a nie inną rolę (z punktu widzenia jego biografii był to średnio istotny epizodzik) , a tak naprawdę jest to film o D.D.A. To prawdziwa historia kobiety której całe życie ukształtowała trauma po ojcu alkoholiku.


Kto by przypuszczał, że Disney odwali lepsza robotę opowiedzeniu nam kromki życia niż film Wojciecha Smarzowskiego?  


Jest także pewna INNA kwestia którą pragnę poruszyć...

Przyzna się, że po obejrzeniu obu filmów miałem poważne wątpliwości czy dobrze robię mieszkając w tym kraju, a nie w innym. Na "Ratując Pana Banksa" jako jedyny śmiałem się z niektórych żartów. Ale co się dziwić? Film jest biografią pisarki P.L. Traves, a ku ścisłości jeden z głównych wątków koncentruje się na ekranizacji jej książki "Mary Poppins". Choć wszędzie indziej na świecie to wielki klasyk dzieło to ciągle coś mało znanego w Polsce. Puszczali to w telewizji tu i tam ale nie jest to coś na tyle rozpoznawalnego by przeciętny Kowalski rozpoznawał cytaty i aluzje. Pamiętam nawet jak kiedyś chciałem puścić mojej byłej odcinek "Simpsonów" który był parodią "Mary Poppins" i jak dowiedziałem się, że nie ma bladego pojęcia co to takiego specjalnie kupiłem tego wieczora film na DVD i zrobiliśmy sobie seansik przed wspomnianym odcinkiem. Tak czy siak "Ratując Pana Banksa" zawiera sporo odniesień (chwilami BARDZO ironicznych) do owego filmu i niestety jak po swoim śmiechu zauważyłem byłem jedyną osobą w sali dla której one trafiały.

ALE TO PIKUŚ! Ale to pikuś, gdyż będąc na "Pod Mocnym Aniołem" była odwrotna sytuacja, gdyż jako jedyny nie zaśmiałem się ani razu podczas gdy połowa sali rżała jak głupia. Czyżby jakieś mega-błyskotliwe odwołania do literatury? A gdzie! Wszyscy śmiali się ilekroć padło "Ch*j", "Pie***ol się" czy ktoś pierdnął. O tyle to dla mnie dezorientujące ponieważ nie licząc może dwóch wypowiedzi, film nie próbuje być ani trochę dowcipny w tonie. To naprawdę ponura i przygnębiająca opowieść o ludzkiej nędzy więc z czego za przeproszeniem do jasnej cholery się oni śmieją? Wiele Polskich komedii mnie nie bawi gdyż uważam, że są zwyczajnie zbyt wulgarne. Ktoś mi kiedyś zarzucał, że po prostu nie rozumiem "tej Polskiej groteski", tylko z chwilą gdy widzę rodaków zaśmiewających się na dramacie bo pokazali jak Więckiewicz sika na chodnik to coś już nie halo.

Przeciwnie teraz dowcip w tych Polskich komediach które nie bawiły mnie do tej pory dewaluuje się tylko bardziej i bardziej...



Pozdrawiam
Maciej Kur 

czwartek, 13 lutego 2014

Z OKAZJI WALENTYNEK : Najupiorniejsze erotyczne fan-fiction w historii internetu!!!!

Hej kochasie!

Czy czasem macie tak, że lubicie rozłożyć się w gorącej wannie i spędzić w niej wieczór pisząc erotyczne fan-fiction o waszych ulubionych postaciach? Nie, pewnie, że nie. To było by chore. Laptop  w wannie... Poraziłby was prąd i śmierć na miejscu.

Tak czy siak oto TOP 10 ULUBIONYCH FRAGMENTÓW Z MOICH OSOBISTYCH FAN-FICTION...
(No co?)


10. "Między młotem a kowadłem"

- Nie rozumiesz. Przyszedłem do ciebie dziś w nocy bo potrzebuję pomocy – westchnął i z żalem popatrzył przez okno  w dół osady – To, że się wyżywam na tobie czy jego rybach... to wszystko przez to, że Ja... Ja męczę się w tym okropnym, bezcelowym małżeństwie i...
- Ciiiii....  – wyszeptał Kakofoniks  i powoli przeciągnął palec po wąsach kowala – Dzisiaj dla odmiany to ja uciszę Ciebie...


9. "KSIĘGA : Pasja! I tak cholera powinno być!"

- O tak! – Korra złapała oddech i wkroczywszy w stan Avatara raz jeszcze ucałowała Bolina z pełną namiętnością – Jak to dobrze, że olałam tę ciotę Mako i wolałam pozostać z tobą.
– Co nie? – odparł Bolin – I jak to dobrze, że czas został cofnięty i nasze przygody nie dzieją się w jakiejś  głupawej pseudo stimp-punkowej rzeczywistości tylko dalej w starożytnych Chinach jak przez pierwsze trzy sezony...
– Co nie? I nie ma tego debilnego wątku zawodów i...   O idą Aang i Toph! Jak tam pierwsza randka?

8. "Szarlotka"

Fluthershy otarła łzę kopytkiem. Od długiego czasu siedziała na łóżku i zastanawiała się nad nieuniknionymi konsekwencjami przyszłości. Applejack była dla niej takie dobra, ale co się stanie jeśli Rainbowdash się o wszystkim dowie? Nie lubiła jak Rainbowdash krzyczy. „Ona bywa taka niedobra kiedy się złości” – pomyślała Fluthershy i popatrzyła na Angle’a który spokojnie spał w swoim koszyczku. Delikatnie zakryła go kocykiem, gdy nagle uszy jej dobiegł odgłos przekręcającej klamki. Jej skrzydełka zatrzepotały, a jej serduszko zadrżało.
Drzwi po chwili się uchyliły, jednak na szczęście stanęła w nich Applejack.
– Siemano mała partnerko! - rzekła poprawiwszy kapelusz.  

7. "It's a Duck-blur... "

Uśmiech rósł na jego dziobie. Szarmancko otarł pot ze swoich złotych loków i ułożył ostatnią czterolistną koniczynkę na jej nagim ciele.
- Wiesz? To niezwykłe – rzekł zapalając jedną z przygasłych świecy – Przez te wszystkie lata Diodak wmawiał mi, że jak już kaczor raz przekroczy TĘ granicę nie ma już odwrotu. Ale ty... Ty uświadomiłaś mi, że czasem potrzeba tej jednej wyjątkowej kaczki w jego życiu by wszystko odmienić... Tak jakbyś rzuciła jakiś czar albo...
- Ja też potrzebowałam odmiany –  oblubienica pokiwała głową – Zbyt wiele lat się łudziłam! Powinnam już dawno zrozumieć, że McKwacz jest zbyt uparty by wyłapać te wszystkie oczywiste sygnały... Sądzisz, że nasze spotkanie było przeznaczeniem?
- Wolę nazywać to... szczęściem!


6. "Księga XXXII"

– Drużyna zbiórka! Zgodnie z komendą odgórną scenariusza rozpoczynamy nową księgę której celem będzie uczłowieczanie Tytusa przez useksualnienie! Jako atrybuty pomocnicze mamy bizkondomy, magazyny eroty-chichi-czne, wibratralalalatory, fiku-miku-od-dziewiczator (najnowszej generacji), wannolot, a także skonstruowany przez profesora T’Alenta Dajciałolot! Napędzany specjalnym paliwem Growstęplina...
– Mhhh! Też macie czasem wrażenie, że któregoś dnia te komiksy posłużą jako materiał do pracy naukowej o badaniach starczej demencji...
– Zamknij się Tytus bo ON cię jeszcze usłyszy!!!

5. "THE GREATEST CROSSOVER EVER TOLD!"

- A niech mnie dunder świśnie! – zachichotał marynarz i powtórzył pocałunek – Wiesz Shulkie? Twoje usta są drugą najlepszą zieloną rzeczą jaka zagościła w mojej buzi...
- Yhy...CO PROSZĘ?? – zdezorientowana Jennifer oderwała głowę i rozejrzała się niepewnie na boki. Nim jednak zdążyła powiedzieć choć słowo oto z trzaskiem otworzyły się drzwi i stanęła w nich oszołomiona Oliwia.
- TY... TY... – wysyczała przez zęby trzęsąc się jak galareta – Ty... I JESZCZE ONA JEST W MOJEJ KOSZULI!?
- Ło-haha! Nie dziwię ci się, że chciałeś pilnie odmiany, ale żeś pojechał z przeskoczeniem o 180 stopni... EJ!  –mruknęła Jennifer, gdyż nagle poczuła lekkie szturchnięcie którym była nadlatująca lampa rozbijająca się jej o głowę.


4. "And you know? I learn something today..."

Czarownik-Król Cartman niepewnie położył rękę a kolanie rumieniącej się księżniczki Kenny...


3. "Brokeback Hill"

- Eeee... Luke wyjaśnij mi raz jeszcze czemu odbiłeś mnie w paki?
- Widzisz mój drogi bycie stróżem prawa skazanym wyłącznie na swojego konia ma swoje minusy – cowboy zapalił papierosa i popatrzył z refleksją na zachodzące słońce – Hah! Kiedy robi się zmierzch! Człowiek czuje się biedny... samotny... z daleka od domu... Rozumiesz o czym mówię?
– Też cię ssie w brzuchu czasem przed snem, co?
– @#$$%!#!!! Dupa, nic z tego nie będzie! Trzeba było jednak brać Jacka... A TY PRZESTAŃ SIĘ ŚMIAĆ JOLLY JUMPER!!!!

2. "Nocne łowy!"

Armira popatrzyła głęboko w oczy Karluka i...

<OCENZUROWANO!>

Powiedziałem sobie, że nie wrócę do paki i cholera jasna nie zamierzam ryzykować...

1. "Cara Mia!"

- Dziękuję! Dziękuję! To najlepsze osiemnaste urodziny! – pisnęła Wensday i przystąpiła do ssania kolejnego palca –  A teraz proszę! BŁAGAM CIĘ KOCHANY! Pociągnij za wajchę i niech raz jeszcze poczuję jak machina rozrywa mi ciało... – dodała, a figlarna Rączka pokazała kciuk w górę i powoli poczłapała na podłogę...


Gratuluję odważnym którzy dotarli do końca, miejmy nadzieję, że ten o bałwanku Olafie i Królowej Elsie też kiedyś ujrzy światłem dzienne i... SZCZĘŚLIWYCH WALENTYNEK!!!!



~MACIEJ