sobota, 3 grudnia 2011

My Little Pony - Fan fiction (by mua!!!!)

Strzała dzieciaki!

Swego czasu nudziło mi się i napisałem fan fiction (parodię!!!) "My Little Pony". Całość niesmacznie mroczna, cyniczna, popaprana, chamska, bezsensownie sadystyczna a w dodatku pisana i wymyślana z biegu i pewnie ma błędów, że ho-ho-ho... Ale hej! Może się komuś spodoba?

Miłego czytania!

~W ściekach harmonii~
***

Twilight Sparkle  powoli wyściubiła główkę znad trawy. Tak. Odrażające istoty o których wspominała Applejack kręciły się na skraju lasu. Mimika ich twarzy przypominała co prawda kucyka jednak wygląd był bardziej groteskowy i zdeformowany niż cokolwiek co widziała na ilustracja w swoich magicznych księgach. Nie posiadały żadnej sierści, nie licząc owłosienia na czubku głowy i w co poniektórych przypadkach lekkiego zarostu na twarzy. Ubrane były w bluzy i spodnie które nie były kucykom obce i chodziły na dwóch nogach niczym Spike. Niestety, w przeciwieństwie do smoków nie miały ani łusek, ani ogona, za to parę okrągłych uszu i dziwny uformowany niczym piramidka guz z parą dziurek, który wyrastał w miejscu w którym kucki i smoki miały nosa. Zaiste nawet sam Discord zadrżał by z obrzydzenia na widok tak szpetnych stworzeń. 

           – SUPER! Mamy gości w Equestrii! – pisnęła uradowana Pinkie Pie wyskakując z krzaków – Pędzę wieszać balony i makowca i... 
            AppleJack chwyciła zębami ogon Pinki i wciągnęła ją z powrotem do swojej kryjówki.
          – Opanuj się do licha! – warknęła – Nie wiemy jakie zamiary mają te istoty. A co jeśli to jakieś kuckożerne bestie? 
          – Cóż, źle im z oczu nie patrzy – oznajmiła Twilight uważniej przypatrując się stworzeniom –  Chyba powinnyśmy być wobec nich otwarte i serdeczne... Z drugiej strony musimy być ostrożne bo jest ich sporo. Naliczyłam dwunastkę!
           – Wczoraj była tylko szóstka, a wcześniej trójka – wyjaśniła Applejack – Mnożą się z każdym przybyciem...
           – Hej, hej! – rozległ się nagle ciepły głos i jak kucki spostrzegły dobiegał z ust jednego z stworów.
              Zbliżał się powoli uśmiechając się lekko. W lewym ręku trzymał kostkę cukru, a prawą zaś machał palcem by kucki zbliżyły się do niego.
            – Hej, hej – ponowił – Nie macie się czego bać moje małe kucki. Proszę zbliżcie się ładnie...
          Twilight, Applejack i Pinki popatrzyły na siebie, a następnie odważnie wyszły naprzeciw poczwary.
            – Wi...witamy – wydukała Twilight lecz nim dodała choć jedno słowo Pinkie Pie wybuchła śmiechem – PINKIE!!!!
            – Przepraszam... – oznajmiła tarzająca się po trawie Pinkie – Ale Oni wyglądają jak małpki... tylko większe i ogolone... HAHAHAHA!!!!
             – Przepraszamy za koleżankę – zaczęła tłumaczyć Twilight jednak stwór tylko przyłożył palec do jej buzi.
             – Ciiiii... Spokojnie! – odparł cichym głosem – Nie obrażę się moja droga – dodał i pogłaskał małego jednorożca po głowie – Ani trochę... ani trochę...
             – Ufff...  – odetchnęła z ulgą Twilight i poczuła się niezwykle dziwnie. Choć rozsądek nakazywał jej zabrać głowę od obcej osoby która zaczęła ją głaskać dotyk gładkich łap stwora był strasznie przyjemny. Kompletnie inne uczucie niż głaskanie kopytami jakie doznawała od innych kucyków.
              – Więc kim jesteście? – zainteresowała się Applejack.
              – Zwiemy się bronies – wyjaśnił stwór – i nie macie o co się martwić. My bardzo lubimy kucyki...
              Faktycznie. Jak klaczki dopiero teraz spostrzegły część bronich miała na sobie kolorowe znaczki przedstawiające rozmaite portrety kucyków, za równo tych ziemnych jak i jednorożców i pegazów.
               – ŁA! Ale czadowe!! – podekscytowała się Pinkie, a stwór wyciągnął w jej stronę rękę z kostką cukru.
               – Proszę poczęstuj się – oznajmił – Mam tego dużo...
               – Widzę samych chłopaków – zainteresowała się Applejack – Czy istnieją także bronies-samice?
                – Naturalnie..
                – A jak na nie mówicie?
                – Dziewczyny.
                – Hym...
                – A czy teraz ja mogę wam zadać pytanie? – odparł bronie który nareszcie przestał czochrać Twilight Sparkle po grzbiecie – Widziałem tu z moimi kompanami wiele wspaniałych pegazów... Nawet rozmawialiśmy z jednym, nazywała się bodajże Flatersky...
                – „Fluttershy”? 
                – O właśnie... Wszystkie pegazy szybują tak zwinnie i czarownie machają skrzydłami, aż trud oderwać o nich oczy... Ale proszę was, powiedzcie mi który z pegazów lata najwspanialej?
                – To proste! – oznajmiła Pinkie Pie – Rainbow Dash! Taka niebieska, z tęczą na znaczku i... Czy mogła bym dostać jeszcze jedną kostkę cukru? – spytała i w tym momencie przerażający pisk dobiegł echem uszy kucyków.
              – To Rarity! – rozpoznała głos Twilight.
              – Prędko! Pewnie coś się stało! – zawołała Applejack i kucyki czym prędzej pognały w stronę domu koleżanki.
              – Miło było was poznać! – oznajmiła Pinkie Pie i podśpiewując radośnie – Tralalala... – ruszyła za koleżankami.
               – Nam także moje małe kucki – odparł Bronie, a ledwie Pinkie Pie odwróciła się by mu odmachać polana przed lasem była już pusta.

                                                                        ***

Gdy Twilight, Applejack i Pinkie już dobiegły Fluttershy i Rainbow Dash były już pod domem nie przerywającej pisku Rarity. Ponieważ mimo pukań nie otwierała drzwi AppleJack wywarzyła je silnym kopniakiem i piątka wkroczyła do środka. Rarity siedziała w koncie, plecami do koleżanek. Rzeczą jednak która rzucała się w oczy była kałuża krwi na około jednorożca.
               – Oh!!!! – poruszyły się wszystkie.
               – Super! – dodała nagle Pinkie i podskoczyła kilkakrotnie – Będzie impreza! Będzie impreza! O nic się Rarity nie martw, już ja ci wszystko przyszykuję...
               – O czym ty mówisz? – zmarszczyła brwi Rainbow Dash.
               – No przecież jest okazja, chyba widzę – odparła Pinkie – Myślicie, że skąd te przyjęcia która urządzam niespodziewanie raz w miesiącu...
                – To nie to...  – zaszlochała obolałym głosem Rarity i odwróciła głowę... NIE MIAŁA ROGU!!!
                Zostały po nim jakieś dwie trzecie, z których niczym z fontanny tryskała kapiąca na boki krew.
            – Oh, nie! – zakryła buzię Fluttershy.
             – To, to krwawi po oderwaniu? – skrzywiła się Applejack.
            – Ale zajebioza... – podescytowała się Rainbow Dash, a następnie opanowała się prędko widząc karcące spojrzenie Twilight Sparkle – To jest... Jak to ci się stało?
             – Nie wiem! – ryknęła Rarity – Sapałam sobie, budzę się a tu rogu nie ma! Jak ja teraz będę bez niego wyglądać?
             – No, faktycznie! – pokiwała głową Pinkie Pie – Nie wyobrażam sobie jednorożca bez rogu. To musi być jakaś ohydna deformacja...
            Applejack przekręciła oczami.
            – Nie martw się – oznajmiła Twilight Sparkle i położyła kopytko na ramieniu przyjaciółki – Znajdziemy winowajcę... i zlinczujemy go, aż będzie modlił się o śmierć której mu nie zadamy by cierpiał jeszcze bardziej!
            – Jej! – przejęła się nieco Fluttershy – Czy to nie jest takie jakby mroczne?
            – Ty się nawet nie wypowiadaj! – fuknęła Twilight Sparkle – Ty nie wiesz ile rogi znaczą dla nas jednorożców
            – Właśnie! – przytaknęła Pinkie Pie – Bez rogów są kompletnie bezwartościowymi i nic nie znaczącymi kucykami...
            AppleJack trzepnęła Pinkie Pie tylnym kopytem w usta i przemówiła w końcu.
            – A masz jakieś podejrzenia kto mógł to zrobić?
           – Pewnie ten fetyszysta Spike! – syknęła Rarity – Od samego początku nic tylko dowalał się do mnie! Pamiętacie jak przyłapałam go na wąchaniu mojego ogona gdy wyszłam świeżo z kąpieli?
            – Był w twojej łazience? – zdumiała się Twilight.
            – Potrzebowałam pieniędzy więc pozwoliłam mu... Zresztą nie ważne! Istotne jest to, że ten mały perwers jest pierwszy na liście podejrzanych!
           – Ta – dodała Rainbow Dash – Coś od początku mi nie pasiło by dowalał się do jednorożca jak wokół tyle pięknych smoczych. Sodomita pieprzony! Jestem za tolerancją i w ogóle liberalna ale z pewnymi rzeczami nie powinno się wychodzić poza swoją sypia...
           – DOBRA! – warknęła Rarity – Zanim zejdziemy na jakąś kontrowersyjną światopoglądowo dyskusję która odizoluje 80% fanów od czytania tego fanfica pragnę przypomnieć, że nie mam cholernego rogu i diabli mnie wezmą jeśli nie odzyskam go za moment!
         – Już, już, spokojnie... – spróbowała ją uspokoić Twlight – Osobiścnie nie sądzę by Spike by był do tego zdolny, ale zdrugiej strony nie można wykluczyć takiej możliwości. Rain
bow Dash! Ty leć, szpieguj Spike’a i melduj nam o wszystkim – zarządziła, a błękitny pegaz zasalutował i w mgnieniu oka zniknął za drzwiami – Reszta nas zostanie tu i będziemy wspierać Rairty naszą przyjaźnią...
         – Yhym jak zajebiście – mruknęła Rarity – Już czuję jak mi od tej waszej przyjaźni róg odrasta! Wyjebiście... 
         – No, no! – poklepała ją Fluttershy – Moim zdaniem nie wygląda to tak źle. Wiesz...
         – Dadadadada! – fuknęła Rarity – Nic nie rozumiecie! Jakbyś się czuła jakby ktoś tobie oderwał skrzydła, albo tobie – Rarity w milczeniu zbadała okiem Applejack – Zabrał kapelusz!
            – Oh! – przeraziła się Applejack.
           – Nie sądzę by można było przyrównywać trwałe kalectwo, do zniknięcia odzieży – oznajmiła Fluthershy i zakryła usta – O jej, przepraszam...
            – I dla twojego dobra, że przeprosiłaś – mruknęła Applejack – To bardzo dobry kapelusz...
            – Ta-da! – wyskoczyła nagle zza kadru Pinkie Pie i z całej siły wbiła Rarity miotłę w sam środek rany – Ha! I jak ci się podoba twoja nowa proteza? Sprytnie to wymyślał co?
            – Aaaaaaaah!!!!! – zawyła z bólu Rarity.
            – Może lepiej zostawmy ją samą – mruknęła Twilight Sparkle i gromadka opuszczając dom zwijającej się z bólu Rarity ruszyła przez Equestrię.
            – Nie zazdroszczę jej – westchnęła Applejack – Wygląda prawie tak odpychająco jak tamci bronies...
            – Właśnie! – Twilight stanęła olśniona – Czemu nie pomyślałyśmy o tym od razu! Może to Oni za tym stoją?
             – Oh! Oh! Oh! – mruknęła AppleJack – Tak to Pani „Bądźmy otwarci dla tych obcych”, a teraz jest pierwsza aby wytykać palcem...
             – Nie pora na empatię i uprzejmość, tylko na logiczne myślenie – oznajmiła Twilight – Właśnie! Fluttershy ponoć rozmawiałaś z nimi...
             – A owszem – odparła Fluttershy – Byli bardzo mili. Dali mi kostkę cukru i pytali który jednorożec ma najpiękniejszy róg i... Oh! – przerażona zakryła usta – Oh, nie! Co narobiłam... 
               – Wielkie dzięki! – oburzyła się Twilight Sparkle – Naprawdę! Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumna...
             – Oh, nie wcieraj jej tego! – tupnęła AppleJack – Skąd mogła to wiedzieć, że to zrobią?
             – Nie o tym mówię! Tak to na osobności mi kłamie, że mój róg jest najzajebistrzy w całej Equestrii, a ledwie plecy odwrócę Rarity dupę zachwala! Jak tak do cholery ma szczerość jej zdaniem wyglądać to... Chwila moment! Przecież pytali się nas który pegaz fruwa najlepiej i powiedziałyśmy, że... Rainbow Dash!
               – Proszę, proszę, proszę...  – mruknęła Fluttershy.
                Pinkie to powiedziała – uśmiechnęła się głupio Twilight i w tym momencie rozległy się wołania Spike’a.
              – Słuchajcie! Słuchajcie! – biegł łapiąc oddech – Chodzi o Rainbow Dash! Ona... Ona leciała za mną i chowała się co chwila za drzewa. Podszedłem sprawdzić o co jej biega i nagle ...  nagle... To było jak zielona mgła. Leżała w niej śpiąc. Spróbowałem ją przegonić ogniem, a ledwie odfrunęła... – Spike zasapał i przełknął ślinę – Dash nie miała skrzydeł! Zostały po nich tylko dwie ogromne rany!
             – Oh!!!!! – poruszyły się kucyki.
             – A więc to na pewno robota Bronich! – oznajmiła Twilight.
             – Ale co się stało z Rainbow Dash? – spytała Fluttershy.
             – Rany Julek, zapomniałem o niej! – zawołał Spike i z reszt kucyków ruszył w stronę w którą przybiegł – Byłem tak obrzydzony jej szkaradnymi ranami, że uciekłem nie patrząc jak zareaguje po obudzeniu...
              – Oh,o Rainbow Dash nie martwiłabym się tak bardzo jak o Rarity – oznajmiła Twilight Sparkle – To twardzielka, na pewno.... 
              – O
rety-kotlety! - zawołał nagle Spike i kucyki pobladły.

              
Oto martwa Rainbow Dash zwisała z gałęzi drzewa na stryczku domowej roboty. Z pyszczka jej kapała ślina, a ran po jej skrzydłach ociekały ciągle ciepłą krwią. Gromadka milczała wpatrzona w ten upiorny obrazek nie będąc nawet drgnąć nawet skrawkiem kopyta.
                – Wiecie co to oznacza? – przemówiła w końcu Pinkie Pie – Będziemy miały stypę! Ale frajda! Będą balony i babeczki... Trala-la-la-la...
               – Opcja linczu zaczyna mi się uśmiechać coraz bardziej – wyszeptała Fluttershy – Bronies zapłacą... – dodała głośniej – Zapłacą nam za wszystko! I za Rarity i za Rainbow Dash! – wrzasnęła – ZAPŁACĄ ZA KAŻDĄ Z NAS Z OSOBNA!!!!
              – STOP! – rozległ się nagle przerażony głos i z nieba a wraz z nim chmury rozstąpiły się i zleciała księżniczka Celestia.
               Wszystkie kucyki prędko schyliły głowy oddając pokłon swojej pani. 
                – Cześć i chwała księżniczko Celestio – wyszeptała Twilight, której oczy napełniły się nadziejom i łzami.
                – Już wiem o nieszczęściu które spotkało wasze przyjaciółki – rzekła ze smutkiem – Wielki to żal i smutek, zwłaszcza z powodu Rainbow Dash...
                – Czy jej piękne skrzydła odrosną? – zapytała Pinkie Pie i Twilight Sparkle klepnęła się w głowę.   
                 – Obawiam się, że nie póki jest martwa – westchnęła księżniczka Celestia – Niestety na to lekarstwo nie jest mi znane...
                 – Dlaczego bronies nam to robią? – zapytała Fluttershy – Skąd ta nienawiść?
                 – To nie nienawiść – wyjaśniła Celestia – To miłość. Bronies wielbią was do tego stopnia, że chcą mieć kucyki dla siebie, więc w tym celu kradną atrybuty najdoskonalniejszego przedstawiciela swojego gatunku..
               – Ale na co im to? – zapytała Applejack.
               – Do pradawnego rytuału – ciągnęła księżniczka – Widzicie serca i dusze bronies stworzone zostały z najczarniejszego zła, o wiele czarniejszego i chaotyczniejszego niż te które zrodziło Discorda. Wyznają oni ciemną boginię znaną jako Fauren Loust, która w zamian za złożone jej dary w postaci zimnych złotych moment zmienia zdobyte części ciał kucyków w miliony kucykowych klonów dzięki któremu każdy bronies może mieć ich ile tylko jego żądza zapragnie... Co gorsza, z każdym dniem jest ich coraz więcej!
                 – Więc na co czekamy? – zawołała Twilight – Nie martw się księżniczko Ja, Applejack, Pinkie, Fluthershy i Sike powstrzymamy bronies i..
                 – Nie! – zawołała nagle Celestia z niecharakterystycznym srogim tonem w swoim głosie.
              
   – Jak to nie? – zdumiała się Twilight.
                  – Zabraniam wam podejmować jakichkolwiek działań przeciw bronies! Przykro mi bardzo ale niestety musimy pozwolić im działać...
                – Ale... ale czemu? – zdumiała się Twilight.
                – Nie... nie mogę powiedzieć – westchnęła Celestia – Wybaczcie. Macie nie zbliżać się do bronies i nie próbować powstrzymać ich rytuału. To rozkaz! 
                – Tak prze Pani – kucyki spuściły głowy, a Celestia uroniła jedną łzę nad zimnym ciałem Rainbow Dash i z żalem odfrunęła w swoją stronę.
                 – No, mówi się trudno – westchnęła Applejack – Pozostaje nam się modlić byt już więcej nie ruszyli kucyków z naszego miasteczka i... Twilight!? Gdzie idziesz!?
               – Do Bronich! – fuknęła nie przerywając kroku.
               – Ale... ale księżniczka... – wyjąkała Pinkie.
               – Księżniczka Celestia nie chce byśmy się narażały! – oznajmiła Twilight stając –  Ale pokażemy jej, że jesteśmy godnymi podanymi, pomścimy Rarity i Rainbow Dash i dopilnujemy by bronies trzymali się od kucyków jak najdalej się da! Wchodzicie w to?
                – Noooooo.... – zaczął niepewnie Spike – Jestem za!
                – Ja też w to wchodzę! – tupnęła kopytem Applejack.
                – Ja również – wzbiła się w powietrze Fluttershy – Od dziś pożywieniem moim stanie się ból jaki zadam wszystkim bronies na planecie i nie zaznam radości póki nie zobaczę ostatniego z nich jak kona w męczarniach zadanych przez moje kopyta... A ty Pinkie?
                – Ale wy walnięci jesteście! – Pinkie Pie po raz pierwszy poczuła się najnormalniejsza w gromadce – Idziecie na pewną śmierć przeciw grupie psychopatów bez dusz który w sposób jaki nie rozumiemy pozbawiają kucyki w brutalny sposób części ciała, nawet po tym jak potężna bogini którą wyznajemy odradziła wam tego robić?
                 – Wiesz, jak wygramy to będziemy mogły urządzić przyjęcie...
                 – A! Jak tak to super! Poczekajcie na mnie...

                                                              ***

                 Mały szczurek nieśmiało wychylił się spod kamienia. Cisza i pustka przepełniały otaczający go kanion. Nieśmiało poczynił pierwsze kilka kroków, a ledwie koniuszek jego opuścił norkę, poczuł jak szponiasta łapa wbija swe pazury w sam środek jego szyjki. Był to jeden z bronich. Teraz gdy w okolicy nie było żadnych kucyków mógł spokojnie się oddać swoje prawdziwej dzikiej, zwierzęcej naturze. Kły powoli przeżuły ciało zwierzaka, a następnie pognał na czworaka w stronę zgromadzonej nieopodal gromadki, która staranie gromadziła złote monety, na otoczonym płonącymi świecami ołtarzu.
         – Więcej złota! – prychał naczelny broni, który rozłożony na powalonym pniu drzewa ściskał w jednej dłoni oderwane skrzydełka Rainbow Dash i róg Rarity który od czasu do czasu wąchał by następnie westchnąć z ekstazą – Już niebawem moi bracia... Będziemy mieli całą masę klonów kucyków, tylko dla nas...
        – A dostaniemy znaczki? – zapytał któryś z bronich.
        – Tak, dostaniemy też nowe znaczki...
        – Jeeeeej!
         
– Panie! – ryknął inny broni nadbiegając czym prędzej – Złapaliśmy szpiegów czających się przy wejściu nieopodal kanonu! – rzekł i wskazał paru innych bronich którzy szli niosąc pojmanych Twilight Sparkle, Pinkie Pie, Applejack, Fluttershy i Spike’a. Ledwie stanęli przed przywódcą cisnęli gromadkę na ziemię.
         – Mówiłam by wrócić się do miasta po resztę kucyków – bluzgała Applejack – Miałybyśmy szansę ich staranować, ale tak?
           – Heh, by było jak w Królu Lwie – zaśmiała się Pinkie Pie poczym opromieniała widząc naczelnego broniego – Hej! To ten miły Pan co nam dawał kostki cukru! Pamiętasz jak cię fajnie pogłaskał Twilight Sparkle?
            – A tak, to faktycznie było supe... Tfu! To jest, przejrzałyśmy wasze plany wy potwory! Nie spoczniemy póki nie wygnamy was z Equestrii...
             – ...i zabijemy mszcząc nasze przyjaciółki! – dodała cichutko Fluttershy.
             – Ha, ha, ha! – rzekł naczelny bronie i zaklaskał w dłonie, a następnie zmieniając się w zieloną mgłę podleciał naprzeciw kucyków, gdzie zmaterializował się z powrotem w swoją szkaradną sylwetkę – Spodziewałem się, że przejrzycie nasze plany i proszę! Zrobiłyście to w samą porę! Nasz rytuał zacznie za piętnaście minut...
            – Nie boimy się ciebie! – wrzasnęła Pinkie Pie, na co n
aczelny bronie klasnął w dłonie sprawiając, że balony na jej znaczku pękły kolejno.
         
– Widzicie –  kontynuował – Jedyne czego pragniemy to wicej kucyków...
          – I znaczków!!!

          – Tak i znaczków. Dziękuję... Mamy już część idealnego jednorożca i część idealnego pegaza, brakuje mi jednak części idealnego ziemskiego kucyka – zaśmiał się lekko i położył rękę na nosie Applejack – Wydajesz mi się, że będziesz dostatecznie dorodnym okazem!
            Applejack spróbowała ugryźć broniego w rękę, jednak ta zmieniła się w węża.  Wystraszony kucyk wycofał się do tyłu, a następnie spróbował nabrać odwagi.
             – Ale co to takiego możesz o mnie chcieć? Pegazy mają skrzydła których my nie mamy, a jednorożce rogi... Co takiego mam ja czego nie mają one!
             – Nie udawaj, że nie wiesz! Wiesz o czym mówię...
             – NIE! – blady strach ogarnął Applejack – Nie mówisz chyba o...
             – A owszem! – Naczelny broni zaśmiał się jadowicie i wskazał głowę Applejack... A dokładniej jej kapelusz!
             – Nie! – oczy klaczy napełniły się łzami – Nie masz prawa...
             – Zabrać go jej! – syknął naczelny i horda bronich skoczyła na wyrywającą się Applejack.
             – NIE! Nie oddam wam go! Nie! Pomocy! POMO...

             – So giggle at the ghosty...
             – PINKIE PIE TO NIE NAJLEPSZY MOMENT!!! 
              Twilight Sparkle tylko czekała na takie zamieszanie. Skupiając całą swoją magiczna moc wystrzeliła czarodziejski promień w stronę ołtarzyku i sprawiła, że wraz z monetami stanął w topiącym wszystko ogniu.
            – NIE! – ryknęli wszyscy broni padając na kolana.
            – Już nikt nie będzie przez was cierpiał – zadyszała i nagle z nieba lunęła ulewa.
            – Nie! Nie teraz! – zawołała Twilight Sparkle i w tym momencie z nieba zleciała rozdrażniona Celestia.
             – Co ja wam powiedziałam? – ryknęła w stronę Twilight – Miałyście nie przerywać bronim rytuału. Tak powiedziałam czy nie?
             – Ale Oni chcieli skrzywdzić Applejack – tłumaczyła Twilight.
             – No to trzeba było im dać to zrobić, nie sądzisz? – prychnęła Celestia i skupiając swą moc ścisnęła gardło Applejack w duszącym uścisku – A teraz oddaj im łaskawie o co cię proszą...
             – Nigdy! – prychnęła Applejack – Prędzej umrę...
             – Jako księżniczka lubię spełniać wolę podanych – uśmiechnęła się lekko Celestia i zacisnęła jeszcze mocniej.  
           
                  Twilight nie zamierzała stać i patrzeć jak jej przyjaciółka ginie. Z rozpędu rzuciła się na Celestię i wbiła swój róg w jej nogę.
            – Achsz! – zawyła Celestia i uderzając Twilight swoim rogiem cisnęła nią w ścianę naprzeciwko.
             Mały jednorożec spróbował się podnieść jednak potężna księżniczka przybiła ją kopytem do ziemi. Teraz do deszczu dołączyły pioruny. Celestia dyszała gniewnie wbijając swoje oczy w poległą Twilight.
           – Ty śmieszna, pokraczna glizdo! – wydyszała dudniącym głosem  – Śmiałaś zranić mnie, Księżniczkę Celestię, twą Panią i Suwerekę Equestrii? Żmijo na piersi hodowana! Czy naprawdę po tych wszystkich latach nauk zapomniałaś jaka jest kara za zdradzenie mnie? Wydłubanie oczu! – spojrzała w górę, a chmury na niebie rozeszły się i wielkie promienie słońca spłynęły przemieniając się w stado ostrodziobych feniksów.
              – Oh, nie! Błagam – zająknęła Twilight.
              – Za późno na błagania i przebaczenie – syknęła Celestia – Naprawdę myślałaś, że masz jakieś szanse w starciu ze mną?
              Twilight zapłakała.  
              – Ooooo... Cio tio? Będziemi plakać? – zaśmiała się księżniczka – Ojojoj! Ale kto wie? – dodała z cynizmem – Może szczerość cię uratuje? Albo nie! Lojalność! Dzielenie się? Uprzejmość? Albo już wiem! Śmiech! – ryknęła chichotem jeszcze głośniej, który nagle przemienił się w pisk bólu.
            Był to Spike! Bił swe zęby w ranę zrobioną przez Twilight i wypełnił ją swym żrącym, smoczym jadem. Widząc postawę smoka Fluttershy także ruszyła w stronę księżniczki i podlatując naprzeciw jej pyska zadała je kopniaka w sam środek szczęki, a Applejack i Pinkie Pie skoczyły na oba skrzydła Celestii i wbiły w nie swoje zęby.

           Postawa przyjaciół była tym co Twilight Sparkle potrzebowała by odzyskać siły. Nie zważając na chordy będących już blisko niej ptaków, powstała na równe nogi i strzelając najpotężniejszym magicznym promieniem jaki kiedykolwiek przyszło jej wywołać, odrzuciła Celestię dwadzieścia metrów dalej.
          ...And magic makes it all complite, mada f*ka! – zasapała Twilight i uśmiechnęła się tryumfalnie.
               Znikły ptaki i znikły deszczowe chmury. Złoto płonęło dalej topiąc się wraz z ołtarzem, a przerażeni potęgą Twilight bronies uciekli w popłochu.
           – Co...coś ty narobiła... – zadyszała próbująca się podnieść Celestia, a Twilight nic nie mówiąc zabrała jej swoją magią koronę księżniczki i kolejnym zaklęciem zrzuciła na jej plecy skałę ze szczytu kanionu. 
           – Nie zasługujesz na ten tron – oznajmiła z wyższością Twilight Sparkle lecz nim zdążyła coś dodać ziemia zatrzęsła się, a niebo poczerwieniało i ujawniła się na nim mroczna kobieca sylwetka.
           – Nie... – pisnęła Celestia – To Fauren Loust! Bogini ciągłości czasu!
          – "Czego"? – zdziwiła się Twilight lecz nim zdążyła coś dodać potężna bogini stąpiła na ziemię.

          Jej ogniste włosy raziły żarem naprzemian z lodowatym oddechem który wydobywał się z jej ust. Prychając spojrzała na spopielony ołtarz, a następnie nie widąc obiecanch darów wydała piskliwy ryk i niczym błyskawica poszybowała w niebiosa.
         – Emm... Może nie będzie tak źle? – rzuciła Fluttershy i w tym momencie słońce na niebie wygasło.
          – Rozgniewałyście Ją! – załkała Celestia – Teraz gdy nie ma bronich, bogini nie ma od kogo dostawać darów więc nie ma powodów by kontynuować ciągłość istnienia tego świata.  Teraz żaden nowy dzień już nie nastanie, wszystko stanie w miejscu, aż umrze w zapomnieniu...
          – Ojejejej... – Spike przełknął ślinę.
          – Bądź przeklęta po setne pokolenie Twilight Sparkle! Bądź przeklęta! – zadyszała księżniczka Celestia i rozpłynęła się nie pozostawiając po sobie ani śladu.
          Zapadła cisza.
          – Mhhhh! – przemówiła w końcu Twiligt Sparkle – Spike bierz kartkę, pióro i notuj co ci dyktuję. „Droga Księżniczka Celestio. Jest mi bardzo, bardzo, bardzo, bardzo bardzo, bardzo, bardzo, bardzo... bardzo, bardzo przykro za to nieporozumienie. Nauczyłam się dzisiaj, że powinnam słuchać to o co proszą mnie starsi, bo nawet jeśli nie do końca rozumiem ich intencji, na końcu jednak okaże się mieli rację bo są moimi przyjaciółmi, a przyjaciół zawsze należy brać na słowo. Mam nadzieje, że mimo tych nieprzyjemności będziemy dalej na „Ty” i któregoś dnia będziemy mogły spojrzeć za siebie i pośmiać się z tego. Z poważaniem, twoja uczennica...”
            – BRAĆ JĄ!!!! – ryknęła Applejack i kucki przystąpiły do długo zapowiadanego linczu...


~Koniec!
Autor : Maciek Kur/Pan Miluś


 


1 komentarz: