niedziela, 29 maja 2011

"Simpsonowie Wersja Kinowa" - Jedz me szorty Polski dubbingu!

Tak... Nie wiem co za licho mnie podkusiło ale uznałem po latach odświeżyć sobie POLSKĄ wersję kinowej odsłony Simpsonów. Nie znam innego filmu lepiej ilustrującego wszystkie wady które lubię wytykać Polskiemu dubbingowi. Ba! Jest ich tu tak wiele, że to prawie parodia. Już sam Polski tytuł boli sugerując,  że spece od tłumaczenia naprawdę niewiedzą za co się biorą...
By jednak było uczciwie zacznę od plusa – Nie mówię tu o aktorach, a o samym tłumaczeniu! W swoim krótki życiu miałem okazję poznać i zobaczyć w akcji kilku Polskich dubbingowców i mam same dobre rzeczy do powiedzenia.  Są charyzmatyczni, promieniują profesjonalizmem i dają z siebie wszystko jednocześnie bawiąc się dobrze. Poza tym nie byłbym w stanie mieć do nich pretensji o ten konkretny projekt. Simpsonowie to serial który w swojej pierwotnej formie był dobrze znany od prawie dwóch dekad.  Dan Castellaneta, Hank Azaria, Nancy Cartwright, Harry Sherer i reszta obsady przez lata obsłużyli multum postaci, których charaktery jak i głosy zdążyły solidnie ewoluować, a nie zapominajmy, że  sporo drugoplanowych bohaterów, pojawia się w filmie dla raptem kilku kwestii. Byłoby ciężkie (i bezsensowne) gdyby dubbingowcy na siłę szukali idealnego aktora do np. postaci Smithersa czy Dyrektora Skinnera skoro obaj mówią w całym filmie dosłownie po jednym zdaniu (Ba! Ten drugi mówi tylko jedno słowo)

Wracając jednak do napomnianego „plusa” : Uważam, że Polska obsada wypadła dobrze. Po prostu trzeba było chwili aby się przyzwyczaić i już myślało się o postaci jako o Barcie Simpsonie, a nie jako o Barcie Simpsonie z głosem Joanny Wizmur . Ba! Lisa, Millhouse czy Wiggum brzmią praktycznie idealnie, a Wojciech Paszkowsk jako Ned Flanders to strzał w dziesiątkę.




Przejdźmy wreszcie do problemów. Kto jest młody nie pamięta pewnie jaki szum zrobił się gdy na ekrany wchodził „Polski” Shrek, nie z powodu filmu samego w sobie, ale z powodu dubbingu. Każde szanujące się pismo w kraju musiało mieć obowiązkowo artykuł o tym jak Pan Wierzbięta zrobił z filmu coś „Polskiego” (nie żartuję, widziałem więcej niż jeden artykuł który ujął to w te sposób) przerabiając wszystkie dialogi w filmie na swojskie. I faktycznie – w  „Shreku” wypadło to fajnie, z Jerzym Szturem nawijający głosem Osła, wzmianką o Żwirku i Muchomorku i kilkoma tekstami które na kilka lat wpisały się do słownika codziennego użytku. Dubbing „Asterix i Obelix : Misja Kleopatra” także uważam za rewelacyjny – ostatecznie to było spore pole do popisu dla tłumacza : Nie dojść, że co rusz ktoś rzuca jakimś kalamburem  językowym, to każde imię w tym filmie to jakiś żart słowny, notorycznie przez postać Numernabisa przekręcany. To film którego nie da się przetłumaczyć nie spolszczając połowy dialogu i co ciekawe nie wyszło to wcale natrętnie. Asterix raz wspomina jak to tłok na budowie przypomina mu jak był na stadionie u Słowian i to by było na tyle...




Niestety z późniejszymi filmami było coraz gorzej! Idąc przykładem Pana Wierzbięty tłumacze coraz bardziej zaczęli mknąć w zaśmiecanie dialogów spolszczeniami, a piszę „zaśmiecanie” bo moim zdaniem to dwie różne bajki robić taki zabieg gdy faktycznie aluzja bądź żart słowny jest zrozumiały tylko dla osób konkretnej nacji/języka, a co inne gdy wrzuca się go na siłę bo Pan tłumacz ma ochotę popisać się „jaki to jest zabawny”.  Chwilami ma się wrażenie, że już przed filmem zrobił listę obecnie popularnych cytatów i za główny cel postanowił sobie wpleść je w tłumaczenie , a co gorsza jedni (jak właśnie Pan Wierzbięta) mają manię dorzucania nowych tekstów z przysłowiowego offu. Na faszerowaniu obecną pop-kulturą się jednak nie kończy, gdy zapatrzony we własne fanaberie tłumacz kompletnie ignoruje intencje autora spalając niekiedy żarty bądź wrzucają coś co ma się ni-jak do ogólnego kontekstu.


Pozwolę sobie przytoczyć przykład zademonstrowany przez kolegę Lisa :





Ale dosyć tego dobrego!
Oto – najboleśniejsze – perełki Polskiej Kinówki Simpsonów (W nawiasach będę dawał dosłowne tłumaczenie by lepiej zilustrować Problem)

OK! Film się zaczyna!
 Lisa jest na koncercie zespołu Green Day. Przerywają koncert by poruszyć kwestię zanieczyszczenia rzeki i tłum reaguje agresywnie.

Oryginał :
Lisa : I thught they touched on a vital issue. (Wydaje mi się, że poruszyli istotną kwestię)
Moe : I beg to differ (Śmiem przeczyć/Jestem innego zdania)



Polska wersja :
Lisa :
Przecież ekologia jest ważna w życiu.
Moe :  Ekologia to ściema.

Mhhh...
Scena zespołu Green Day zaczyna tonąć ala Titanic i bohaterowie wyciągają skrzypce parodiując scenę z filmu Camerona.
 



Michael Pritchard : Gentelmen, it’s been an honor playing with you tonight. (Panowie, to był zaszczyt grać tu z wami dzisiaj ~ cytat z filmu Tytanik)



Polska wersja :
Michael Pritchard :
To był zaszczyt grać z wami na tym Tytaniku.



Wow! Trzecia minuta i już tłumacz musi gag spalić. Pomijam fakt, że „Titanik” to jeden z najbardziej kasowych filmów w historii (Nawet w komentarzu audio twórcy żartują sobie w czasie tej sceny, że każdy to zna) więc większość ludzi pewnie załapie tę parodię, ale nawet jeśli nie, naprawdę nie podoba mi się postawa tłumacza  - „Część nie załapie aluzji, więc powiedzmy im to wprost” . Fajnie. Ale ogłupia to dowcip dla tych którzy z kolei załapali by dowcip!!!
Ale lecimy dalej. Simpsonowie są teraz w kościele.

Pastor : For the latest rock band to die in our town Lord, hear our prays! (Za ostatni //w kontekście “jeszcze jeden”// zespół rokowy który zmarł w naszym mieście, Panie usłysz nasze modły!)




Polska wersja :
Pastor :
Módlmy się za duszę ostatnio zmarłych członków kapeli. Panie usłysz nasze modły.




W wyniku dalszych wydarzeń w Dziadka Simpsona wstępuje jakaś siła wyższa i zaczyna drzeć się na cały kościół.
Oryginał :
Dziadek :
  A thousand eyes!  (Tysiąc oczu!)


Polska wersja :  
Dziadek :
Oczów Thouseny!

Pewnie bym się o ten konkretny przykład olał gdyby nie to, że określenie „Oczów Thouseny” przewija się potem przez resztę filmu co prowadzi to tak błyskotliwych komentarzy jak :

Oryginał :
Dziadek :
I’m pretty sure a thousand is a number (Jestem pewien, że tysiąc to numer...)
P.W.  :
Dziadek :
Mi to się widzi, że thousen to cuś z pieniędzmi...

Obezwładniwszy dziadka i związawszy go w dywan Simpsonowie opuszczają kościół.  Homer na wszystko leje i  chce jechać na gofry ale Marge jest szczerze przejęta wydarzeniem.

Oryginał :
Marge :
What is the point of going to church every suday, when if someone we love has a genuine religous expirance, we ignor it? Right Grandpa? (Jaki jest powód chodzić co niedziela do kościoła, skoro gdy ktoś bliski doznaje autentycznego religijnego przeżycia  olewamy to? Prawda dziadku?)
Dziadek :  I want bananas on my waffels (Chcę banana na moim gofrze)
Homer : I rest my case! (Zamykam sprawę! /idiom amerykański którego się używa gdy się wygrało jakiś argument)



P.W. :
Marge :
Jaki jest sens chodzić co niedziela do kościoła, skoro ktoś kogo kochamy doznaje boskiej iluminacji, a nam to za diabła nic nie mówi. No, nie prawda dziadziu?
Dziadek : Chcę gofra z banankiem i korniszonkiem.
Homer : A dziadziuś może w ciąży?

Co ciekawe Homer który w oryginale mówił owe zdanie ewidentnie do Marge teraz kieruje je do dziadka.

 
Simpsonowie docierają wreszcie na gofry! Rodzinna opuszcza samochód zostawiając dziadka, który jest rzecz jasna niezadowolony. Jako gag Homer po chwili się wraca... odsłania mu szybę i rusza dalej. Nie ma na szczęście sposobu aby tłumacze spalili ten dowcip...


Oryginał:
Dziadek :
  Whait a minute. I’m still in the car. (Chwila moment! Jestem ciągle w aucie!)



P.W.
Dziadek :
A ja to pies? Mam się tu uwędzić?

Uh! 
Pożywieni goframi Homer i Bart naprawiają dach, poczym ma miejsce ta scena :
                                   

 
Bart się śmieje, Homer się wścieka.

Or
yginał :
Homer :
Why you little... I’ll teach you to Lough at something that’s funny! (Uh, ty mały… Nauczę cię śmiać się z czegoś co jest zabawne!)
Bart : You know, we are on the roof. We could have some fun. (Wiesz, jesteśmy na dachu... Możemy się zabawić! )
Homer : What kind of fun? (Jaki rodzaj zabawy?/ w kontekście – „a niby w co?”)
Bart : How about a dare contest? (co powiesz na konkurs wyzwań?)



P.W.
Homer : 
Co za wredne dziecko! Zaraz się będziesz śmiał baranim głosem ty... ty.. ciapciaku ty!

Bart :
Tylko skrzypek ci tu brakuje! Każdy by się schichrał!
Homer : No co ty nie powiesz!
Bart : Zagrajmy w wyzwania, co?

Staram się nie komentować bo to tłumaczenie mówi samo za siebie ale WOW! Nonszalancja z jaką odchodzą i wracają do oryginału jest oszałamiająca... WOW! Poprostu... WOW!

Osiłek Nelson zamachuje się pięścią na Millhousa :

Nelson : Say global Warming is a myth (Powiedz, że globalne ocieplenie to mit!)
Millhosue (wystraszony) : It’s a Myth! Further study is needed! (To mit! Potrzebne nam dalsze badania!)
Nelson ździela Millhousa.  
Nelson : That’s for selling out your beliefs (To za sprzedawanie tego w co wierzysz/)

Ok. Grozi mu, że go walnie jak czegoś nie powie, a jak to powiedział, to walnął go za to – proste. Zobaczmy jak czytelnie to wyszło w Polskiej wersji :

Nelson : Globalne ocieplenie to kit!
Millhouse : Ale jaki? Naukowcy to banda nieuków!
BACH!
Nelson :  To za to rześ zeżarł  wszystkie rozumy!

Nie... nie kapuję...

                 



I FILM NAWET NIE MA JESZCZE  DZIESIĘCIU MINUT!?

AJ! Przewińmy do pierwszych lepszych scen dalej i zobaczmy czy jest lepiej...

Oryginał :
Moe :
What? Your telling us we’re trapped like rats?  (Co? Mówi Pan, że jesteśmy tu uwięzieni jak szczury?)
Russ Cargill : No, rats can’t be trapped this easily. You’re trapped like carrtos.  
(Nie. Szczurów nie da się złapać tak łatwo. Jesteście uwięzieni jak marchewki.)


P.W.
Moe :
Zaraz, uwięziliście nas tu jak szczury?
Russ Cargill : Nie, ze szczurami by tak łatwo nam nie poszło. Wy to jak te kozy od brzozy.

Swoją drogą czy mi się wydaje czy Moe brzmi w tym filmie za każdym razem nieco inaczej?

Oryginał :
Pracownik EPA : Sir, I’m afraid you’ve gone mad with power (Szefie, obawiam się, że oszalał pan na punkcie mocy)
Russ Cargill : Off course I’ve gone mad with power. Ever try going mad without power? It’s boring. No one listens to you! (Oczywiście, że oszalałem na punkcie mocy! Próbowałeś kiedyś oszaleś, bez żadnej mocy? To nudne, nikt się ciebie nie słucha!)



P.W.
Pracownik EPA
: Sodówa uderzyła chyba Panu do głowy (dodam, że w oryginale mówi jakby był szczerze przejęty tu mówi jakby mu to było wszystko jedno)
Russ Cargill : Oczywiście, że mi uderzyła. Jak miała mi uderzyć skoro mam władzę, tylko to ma sens!

Nie, nie ma.
Swoją drogą "Environmental Protection Agency" przetłumaczyli „Eco-Pro-Agentura” Mhhh...


Oryginał :
Reporter :
  With necesseties growing dangerously low, who know what spark will set off this powder keg? (Z zapasami kurczącymi się w niebezpiecznym tępie, kto wie jaka iskra zapali tę beczkę prochu)


P.W.
Reproter :
Zapasy kurczą się w niebezpiecznym tępie. Wystarczy iskra a beczka z prochem sucha jak pieprz.


KTO MÓWI W TEN SPOSÓB?

A teraz co najbardziej mnie wkurzyło. Otóż okazyjnie jak pojawia się jakiś napis, narrator czyta go nagłos. W ramach swoich przygód Homer uczepiony kuli zaczyna obijać się o różne rzeczy, w jednym momencie zaczyna się obijać notorycznie między wielkim głazem, a budynkiem z napisem „Hard Place” – co jest aluzją do amerykańskiego wyrażenia (Betwen a rock and a hard place – między kamieniem, a twardym miejscem) którego odpowiednik brzmi „Między młotem a kowadłem”.



Scena jest zabawna nawet jak się nie zna tego wyrażenia ale tłumacz uznał, że będzie lepszy. Narrator najpierw odczytuje nazwę knajpy „Mur-Beton” poczym... Notorycznie powtarza „Między Młotem, a kowadłem” wraz z tym jak Homer się obija...  AHHHH!!!!!


Rod : I wish Homer was my father (Chciałbym by Homer był moim ojcem)
Flanders : And I wish you didn’t have the devils currly hair (A ja chciałbym byś nie miał kręconych włosów diabła)
Rod reaguje wystraszony.

P.W.
Rod :
Gdyby tak Homer był moim tatusiem…
Flanders : A gdyby Kojack był moim to by wam było łyso.
Rod reaguje wystraszony.





Bez sensu.. Dobra, jesteśmy już w końcówce! Russ próbuje zastrzelić Homera.

Bart : Wait! If you kill my dad, you’ll never know where the treasure is buried. (Czekaj! Jeśli zabijesz mojego tatę nigdy n
ie dowiesz się gdzie zakopany jest skarb.)
Russ : What treasure? (Jaki skarb?)
Bart : Eee... Treasure of Ima Wiener.  (EEEE... Skarb //wyjaśnię poniżej)
Russ : I’m a Wiener? (Jestem kutasem?)
Bart i Homer w śmiech.
Homer : Classic. (Klasyka)

Ok. Oto przykład czegoś na serio trudnego do przetłumaczenia, bo imię które mówi Bart „Ima” brzmi jak angielskie „Ja jestem” przez co Russ powiedział... No kapujecie sami. Taki szczeniacki dowcip. Zobaczmy jaki genialny żart słowny wymyśli Pan tłumacz :

Bart :
Czekaj! Jeśli zabijesz mi tatę, to się nie dowiesz, gdzie jest zakopany skarb.  
Russ : Jaki skarb?
Bart : Skarb tłuka co ma garb.
Russ : Tłuk z garbem to ja?
Bart i Homer w śmiech.
Homer : Klasyka.

„Klasyka”?
Haha. No tak! Wszyscy znamy klasyczny kalambur słowny o tłuku co ma... ??? OH DOBRA! Starczy tego dobrego!  Istotne jest to, że to co wymieniłem to nawet nie jest ¼ równie żenujących zagrań w tym filmie, a dopiero by się zaczęło jakbym zaczął wymieniać wszystkie „Polskie żarty” które zostały tu wciśnięte na siłę - „Kuchnia Polska”, „Minister oświaty z dalekiego kraju”, aluzje do seksualności Teletubisów, „Moherowych beretów”, braci Kaczyńskich, „Spiep... dziadu” i wiele, wiele więcej.  

Nie pasuje to z dwóch  powodów :
Po primo : Połowa będzie za kilka lat przedawniona! Minęły cztery lata i teksty typu „Seks jest zły bo nie rozwija” czy „Człowiek nie od małpy, a od Smoka” już nikomu nic nie mówią!
Po drugie primo : Film dzieje się w USA i kręci się wokół żartów i satyry o tym kraju! Dowcipy o rządzie Stanów Zjednoczonych, Tomie Hanksie czy Alasce gryzą się ostro ze strikte-Polskimi wstawkami tłumacza.
                        



I by nie było - nie chcę by brzmiało, że gardzę dubbingiem. Przeciwnie - Szczerze podziwam ludzi co zajmują się tłumaczeniem. Ostatnio byłem na "Rio" i Polska wersja była całkiem dobra. Poprostu są pewne zabiegi z którymi uważam, że Polscy tłumacze powinni wziąć sobie na wstrzymanie. W nadmiarze wszystko boli i nie ma lepszego przykadu jak można się z tym zagalopować niż "Simpsonowie - Wersja Kinowa" (Bez kitu! Nie dało się "Simpsonowie - Kinówka"? Albo poprostu "Simpsonowie"!?)


I tak na koniec... Kojarzycie sobie „D’ho”? Ten odgłos który wydaje Homer jak coś mu spadnie na nogę albo omyłkowo zatrzaśnie Maggie w mikrofalówce?


Jesteście ciekawi jak go przetłumaczono?


Na pewno tego chcecie?


Gotowi?


„KUPA!”




D’ho! - nic dodać nic ująć...




~Pozdrawiam
Pan Miluś

2 komentarze:

  1. Świetny tekst!
    Szkoda, że są błędy ortograficzne :(
    Poproszę więcej notek o Simpsonach!

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie dlatego zawsze ściągam filmy w oryginalnej wersji językowej - w tym Simpsonów :)

    OdpowiedzUsuń